W Polsce powstał nowy gatunek: urzędnik naukowy miotający się

Polscy naukowcy zamiast badać, wypełniają papiery

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,8683750,Polscy_naukowcy_zamiast_badac__wypelniaja_papiery.html

Niewielu wrocławskich naukowców działa jak menedżerowie i przenosi swoją wiedzę do biznesu. Tych, którzy to potrafią, powinniśmy cenić, a nie zmuszać ich do zajmowania się biurokratycznymi procedurami.

W Polsce powstał nowy gatunek: urzędnik naukowy miotający się. To naukowiec, zwykle dużej klasy, który zamiast skoncentrować się na badaniach, zajmuje się biurokracją. Brakuje odczynników – przetarg, czekamy pół roku. Skończył się toner do drukarki – musi być zamówienie publiczne. Trzeba wydrukować plakat na konferencję – nie wystarczy pójść do najbliższej drukarni, musi być konkurs. Na uczelni urzędnik naukowy przerzuca papiery, a pracuje dopiero w domu. „Pracą zajmuję się po pracy” – utyskują uczeni, którzy grzęzną w rubrykach i tabelkach do wypełnienia.

Winna jest ustawa o zamówieniach publicznych, która, zamiast pomagać, paraliżuje. Jest zbyt drobiazgowa i kompletnie nie uwzględnia specyfiki pracy naukowej, gdzie zdarzają się rzeczy nieprzewidziane. Może się bowiem zdarzyć, że podczas doświadczeń chemicznych pojawi się nowy związek i odczynniki są potrzebne natychmiast, a nie po spełnieniu proceduralnych korowodów.

Do Polski płyną unijne miliardy na naukę i jest oczywiste, że naukowcy muszą być transparentni. Jednak zbyt restrykcyjne prawo krępuje im ręce. Naukowcy sami przyznają, że, nazywając rzecz eufemistycznie, uczą się przepisy obchodzić. „Czujemy się jak złodzieje” – mówią uczeni, którzy muszą spowiadać się z każdego długopisu.

Jedna odpowiedź

  1. Cyt.”Na uczelni urzędnik naukowy przerzuca papiery, a pracuje dopiero w domu. „Pracą zajmuję się po pracy” – utyskują uczeni, którzy grzęzną w rubrykach i tabelkach do wypełnienia.”

    Ja też zajmuję się pracą po pracy, czyli po odbębnieniu dydaktyki z np. programowania. Wracam po takich zajęciach do domu z „miłym” uczuciem obecności, kilku kg waty zamiast mózgu. Podczas, gdy wyjaśniałem studentom, jak się programuje obiektowo, moi koledzy po fachu zrobili niezbędne obliczenia i mogą swoją pracę wysłać do czasopisma. A zanim zacząłem wyjaśniać jak się pisze programy, to trzeba było zainwestować niemało czasu na przygotowanie się do tego. „Dzięki temu przygotowaniu” zdążyłem przez ostatnie lata zapomnieć jakieś 30 % wiedzy, która jest mi niezbędna od prowadzenia działalności naukowej tak, aby można było myśleć o wynikach naukowych na przyzwoitym poziomie, czyli o dobrych publikacjach, a takich się ode mnie przecież wymaga. Gdyby dydaktyka była z mojej branży naukowej, to sytuacja byłaby całkowicie inna, o wiele lepsza. Ale dydaktyki nie ma, bo nie ma chętnych do studiowania tej dziedziny. Chętnych nie ma, bo nie ma pieniędzy do kształcenia tej dziedziny w szkołach. Za to są pieniądze na to, żeby finansować badania nad mentalnością Polaków w XIX w., badania nad powstaniami chłopskimi, badania nad sytuacja polityczną w Galicji, badania nad filozofią jakiegoś tam X., czy Y, żeby wydawać któryś raz kasę na biografię Piłsudskiego, czy innego polityka. Tak, na to są pieniądze. Dobrze, żyjmy sobie zatem, jak do tej pory. Śmiem twierdzić, że nawet miliard dolarów przeznaczany rocznie na naukę polską, niewiele zmieni na lepsze. „W nauce polskiej bez zmian” – można by tutaj śmiało sparafrazować tytuł znanej powieści Remarque’a.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: