UMK wybiera rektora bez konkursu

Rektor toruńskiego UMK bez konkursu

GW

Toruński uniwersytet wybierze rektora tak jak dotychczas – przez Kolegium Elektorów. Zrezygnowano z przeprowadzenia konkursu, chociaż taką możliwość daje ustawa….Jedynym kandydatem, który zadeklarował na razie start w wyborach, jest kierujący obecnie uczelnią prof. Andrzej Radzimiński. Jego kadencja kończy się w tym roku akademickim. Przez pewien czas nie było jasne, w jaki sposób środowisko akademickie wyłoni nowego rektora, bo ustawa o szkolnictwie wyższym dopuszcza dwie możliwości: wybory lub konkurs. W końcu zdecydowano się na dotychczasowe rozwiązanie, czyli wybór przez Kolegium Elektorów. Taki zapis znalazł się projekcie nowego statutu, który najprawdopodobniej zostanie przegłosowany na najbliższym posiedzeniu senatu…

Reklamy

Więzienie za plagiat

Anglista z UMK skazany na rok więzienia. Za plagiat

GW Toruń

Rokiem więzienia w zawieszeniu na trzy lata ukarał w środę toruński sąd za plagiat dr. Jakuba W., byłego wykładowcę z UMK. Wyrok zapadł bez procesu, bo anglista dobrowolnie poddał się karze.

Na sali rozpraw przyznał się, że w dwóch swoich artykułach naukowych przepisał fragmenty cudzych publikacji, nie wskazując ich autorów. Prokuratura zarzucała mu ponadto plagiat pracy doktorskiej, polegający na zapożyczaniu cytatów z innych prac, bez uwzględnienia tego w bibliografii. Wyrok jest nieprawomocny

Rok w zawieszeniu za plagiat

GW

Dra Jakuba W. oskarżono o plagiat dwóch artykułów przygotowanych dla czasopism naukowych. Jedna praca ukazała się drukiem w wydawnictwie uczelnianym Uniwersytetu Warszawskiego, drugą wycofano z numeru tuż przed wydaniem pisma.

W toku procesu naukowiec tłumaczył swe postępowanie silną presją przełożonych, by publikować jak najwięcej prac, przy jednoczesnym obciążeniu licznymi obowiązkami dydaktycznymi i administracyjnymi. Gdy sprawa się wydała, naukowiec listownie przeprosił autora pracy, którą sobie przypisał….Dra Jakuba W. oskarżono o plagiat dwóch artykułów przygotowanych dla czasopism naukowych. Jedna praca ukazała się drukiem w wydawnictwie uczelnianym Uniwersytetu Warszawskiego, drugą wycofano z numeru tuż przed wydaniem pisma.

Sprawą plagiatu Jakuba W. zajmowała się wcześniej uczelniana komisja dyscyplinarna UMK i ukarała go 10-letnim zakazem pełnienia funkcji wykładowcy akademickiego. Wyrok sądowy jest nieprawomocny, ale naukowiec nie zamierza się od niego odwoływać.

10 lat bez prawa wykonywania zawodu za plagiat

GW

Dr Jakub W. z wydziału filologicznego toruńskiego UMK, który przetłumaczył z języka angielskiego dwa artykuły i opublikował jako swoje, wyleci z uczelni. Uniwersytecka komisja dyscyplinarna pozbawiła go na 10 lat prawa do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego.

Prorodzinna polityka UMK

Klan i Familiada na UMK

Nowości

W rektoracie uniwersytetu matka, siostra, córka brata? Niektórym ta sytuacja kojarzy się z nepotyzmem

Najliczniejsza jest rodzina Henryka Pańki, wicekanclerza ds. administracyjnych. Na UMK pracuje również jego żona (kierowniczka działu zaopatrzenia i transportu) oraz synowa (specjalistka w dziale socjalnym, podległym notabene wicekanclerzowi Pańce). Klan Pańków na uniwersytecie zamyka jego syn – zatrudniony na administracyjno-dydaktycznym stanowisku kierownika Uniwersyteckiego Centrum Nowoczesnych Technologii Nauczania. Z kolei kierownikiem obiektu Collegium Maximum przy placu Rapackiego jest synowa Jana Kachniarza, dyrektora ds. technicznych UMK.

– Nagromadzenie tylu synowych i dzieci wysokich urzędników w jednej instytucji stawia znaki zapytania i jest niepokojące. Uniwersytet to instytucja publiczna, która powinna wystrzegać się sytuacji, które mogą kojarzyć się z nepotyzmem – komentuje dla „Nowości” Anna Wojciechowska-Nowak, ekspertka z Fundacji im. Stefana Batorego. Czy UMK prowadzi politykę prorodzinną? – pytamy rektora toruńskiego uniwersytetu. – Mówimy o uczelni której administracja liczy 1,5 tys. osób, cztery wymienione przypadki to nic nieznaczący margines – twierdzi prof. Andrzej Radzimiński, rektor UMK.

Podkreśla, że taką sytuację w administracji już zastał. A decyzję o zatrudnieniu córki kwestora podjął kanclerz, który jest niezależny w swoich postanowieniach.

– Poza tym część osób została przyjęta do pracy biorąc udział w konkursach i wygrała je w sposób ewidentny – podkreśla rektor.

Sprawdziliśmy. Tylko syn wicekanclerza wygrał konkurs na kierownicze stanowisko. Wcześniej, przez rok, pracował na etacie młodszego programisty w Uczelnianym Centrum Informatycznym.

————-

UMK? Tu każdy jest z kimś powiązany

Nowości

W administracji UMK i jednostkach dydaktycznych pracują bliscy krewni i spowinowaceni urzędników z uczelnianego świecznika. Żona, syn oraz synowa wicekanclerza, córka kwestora oraz synowa dyrektora ds. technicznych.

Zdaniem rektora UMK, prof. Andrzeja Radzimińskiego w administracji, która liczy 1,5 tys. osób wymienione przypadki to „nic nieznaczący margines”. Fundacja im. Stefana Batorego uznała, że takie nagromadzenie krewnych i spowinowaconych w administracji i jednostkach państwowej instytucji jest niepokojące.

Plagiatowe boje

Prof. Krajewski kontratakuje: „niespecjaliści”

GW

Prof. Mirosław Krajewski atakuje komisję historyków z toruńskiego UMK, która uznała, że popełnił w swojej habilitacji oszustwo naukowe. Uniwersytet ripostuje: – Zarzut jest nietrafiony.

O tym, że Krajewski – były poseł SLD, Samoobrony i PSL – przepisał w swojej pracy pt. „Powstanie styczniowe między Skrwą a Drwęcą” obszerne fragmenty z książki nieżyjącego już historyka ks. Czesława Lisowskiego, „Gazeta” napisała już w maju 2007 r. W styczniu 2008 r. komisja ekspertów z UMK, gdzie naukowiec się habilitował, potwierdziła nasze doniesienia, udowadniając, że powoływał się na źródła z archiwów, do których nie mógł dotrzeć, bo spłonęły w czasie wojny. 

W maju br. sprawą zajęła się specjalna komisja toruńskich historyków. Uniwersytet powołał ją do oceny dorobku będącego podstawą habilitacji uczonego. Komisja stwierdziła, że opracowanie prof. Krajewskiego „nie jest publikacją oryginalną, ani samodzielną pracą naukową” oraz że jego „autor dopuścił się naruszenia dobrych obyczajów obowiązujących w nauce, stąd jego opracowanie nie mogło stanowić podstawy do wszczęcia przewodu habilitacyjnego”. Wynik pracy komisji nie miał znaczenia prawnego, bo z uwagi na przedawnienie nie można było anulować decyzji z 1995 r. o nadaniu naukowcowi stopnia doktora habilitowanego.

Krajewski, wieloletni rektor Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej (WSHE) we Włocławku, odgryzł się toruńskim historykom na łamach włocławskiego „Pulsu Regionu”, który 19 czerwca br. zacytował za portalem Gazeta.pl część oświadczenia komisji. – Komisja UMK, powołana do rozpatrzenia powyższej sprawy, złożona ostatnio z niespecjalistów tego okresu naszych dziejów, powieliła stworzoną (jestem pewien, iż na zamówienie) uprzednio opinię. Opinia ta powstała za rządów poprzedniego dziekana tego wydziału, bez wysłuchania moich racji, a jej końcowy wniosek stanowi, iż moja praca z 1994 r. jakoby „nosi znamiona niesamodzielności” – pisze Krajewski w polemice wydrukowanej w „Pulsie Regionu” z 26 czerwca br. 

Uczony wysuwa tezę, że zainteresowanie mediów jego sprawą motywowane jest „niwelowaniem prokuratorskich (!) zarzutów wobec faktycznego plagiatu popełnionego przez S. Kunikowskiego z Włocławka” [prof. Stanisław Kunikowski to obecny rektor WSHE we Włocławku -red.]. Zarzeka się też, że w swojej habilitacji nikogo nie oszukał. – Pracę śp. ks. Czesława Lissowskiego wydobyłem z zapomnienia, rzetelnie opracowałem, zacytowałem ją w habilitacji ponad sto razy i ogłosiłem tam jej chwałę. Nadto czterokrotnie opublikowałem biografię księdza Cz. Lissowskiego – pisze we włocławskim periodyku Krajewski.

Co na to toruńscy uczeni? – My sprawę skończyliśmy. Komisja przedstawiła swoje wnioski i zaproponowała radzie wydziału nauk historycznych przyjęcie uchwały. Rada ją przyjęła, poinformowaliśmy o tym Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów Naukowych – mówi rzecznik UMK Marcin Czyżniewski. – Zarówno w komisji, która przedstawiła stanowisko w styczniu 2008 r., jak i tej, która wypowiedziała się w maju br., byli historycy zajmujący się XIX wiekiem. Zarzut dotyczący „niespecjalistów” jest więc nietrafiony….

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

Historycy prześwietlą prof. Krajewskiego

Historycy prześwietlą prof. Krajewskiego  

GW  

Rada wydziału nauk historycznych UMK podjęła decyzję o powołaniu komisji do spraw oceny dorobku naukowego prof. Mirosława Krajewskiego, który był podstawą habilitacji naukowca. Ale historyk nie straci habilitacji, bo sprawa uległa przedawnieniu. W styczniu 2008 r. komisja ekspertów z UMK, gdzie prof. Krajewski (były poseł Samoobrony i PSL) się habilitował, stwierdziła, że przepisał w swojej habilitacji obszerne fragmenty z książki nieżyjącego już historyka ks. Czesława Lisowskiego. Udowodniła Krajewskiemu, że powoływał się na źródła z archiwów, do których nie mógł dotrzeć, bo spłonęły w czasie wojny.
– Teraz komisja oceni dorobek i przedstawi ocenę, dokładnie tak samo jak się to odbywa podczas normalnego procesu habilitacyjnego. Nie będzie kolokwium habilitacyjnego, bo sprawa dotyczy tylko dorobku. Jeśli nawet komisja ustali, że jakiś element tego dorobku, w tym książka habilitacyjna, był pracą niesamodzielną, będzie to miało wymiar tylko moralny, bo sprawa uległa przedawnieniu i nie ma możliwości odebrania habilitacji. Centralna Komisja zdecydowała o wszczęciu tego postępowania, myśmy się do tej decyzji dostosowali – powiedział „Gazecie” rzecznik UMK Marcin Czyżniewski.

Bezprawie na prawie. Wyrzucone za oszustwo

umk-logo-czarne

Bezprawie na prawie. Wyrzucone za oszustwo

GW

Toruński uniwersytet wyrzucił dyscyplinarnie dwie studentki, które oszukiwały na egzaminach – jedna zdawała za drugą. Obie studiowały zaocznie na czwartym roku prawa. UMK rozważa wprowadzenie surowszych kar.

O wyrzuceniu obu oszustek zdecydowała we wtorek komisja dyscyplinarna UMK pod przewodnictwem prof. Ewy Kustry. – Nie bez znaczenia był przy tej decyzji kierunek studiów – powiedziała „Gazecie” prof. Kustra. – Ktoś, kto studiuje prawo, musi mieć dla niego szacunek.  

To niejedyne oszustwa na UMK w ostatnim czasie. Na wtorkowym posiedzeniu komisja zawiesiła na rok w prawach studenta dwie inne kobiety, które splagiatowały prace magisterskie na Wydziale Nauk Pedagogicznych. W październiku br. sprawy trafiły do prokuratury. Ponadto rzecznik dyscyplinarny wszczął niedawno postępowanie w sprawie studentki prawa, która sfałszowała w indeksie podpis jednego z profesorów. Wcześniej głośnym echem odbił się przypadek studentki filozofii Emilii P., która skopiowała część pracy magisterskiej z książki poznańskiego uczonego Marka Kilijanka o Immanuelu Kancie. W kwietniu br. została skazana przez sąd nieprawomocnym wyrokiem na osiem miesięcy robót społecznych w zawieszeniu.

Uniwersytet rozważa teraz propozycję zgłoszoną przez władze wydziału humanistycznego. Przewiduje ona m.in. surowsze karanie (włącznie z powtarzaniem roku) nawet za drobniejsze niż plagiat magisterki przewinienia, takie jak oszukiwanie przy pisaniu prac zaliczeniowych czy podczas kolokwiów.

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń

UMK: Zawieszone w prawach studenta za plagiaty

plagiat2

UMK: Zawieszone w prawach studenta za plagiaty

GW

Komisja dyscyplinarna UMK zawiesiła wczoraj wieczorem w prawach studenta na rok dwie studentki zaocznej pedagogiki, które splagiatowały prace magisterskie.

Rzecznik dyscyplinarny wnioskował o wydalenie obu studentek z uczelni. – Taka kara byłaby zbyt surowa – powiedziała „Gazecie” jedna z plagiatorek. – Jest różnica między niewynikającym ze złej woli nieprawidłowym sporządzeniem przypisów, co miało tu miejsce, a np. przepisaniem 40. strony z jednej książki albo kupieniem pracy.

Po wielogodzinnym posiedzeniu komisja zawiesiła obie plagiatorki w prawach studenta na rok. – Przygotowywały trudne tematy wymagające pracy badawczej i pewnej koncepcji teoretycznej – uzasadnia przewodnicząca komisji dyscyplinarnej UMK prof. Ewa Kustra. – Formułując te koncepcje, dokonały plagiatu wielu opracowań. Plagiat dotyczył zatem części niebadawczej, badawcza była samodzielna. I to było argumentem, który oprócz skruchy i żalu zdecydował, iż komisja uznała wydalenie z uczelni za karę zbyt dotkliwą. 

Postanowienie komisji oznacza, że obie ukarane będą musiały cały czas płacić za studia, ale na rok zostaną pozbawione wszystkich praw studenta – np. nie mogą przystąpić do obrony nowej pracy czy korzystać ze zniżek w komunikacji publicznej. Zawieszenie wejdzie w życie w chwili uprawomocnieni się orzeczenia, czyli (jeśli strony się nie odwołają) 14 dni od doręczenia decyzji.  

Studentki nie zostały wcześniej dopuszczone do obrony prac, więc nie trzeba odbierać im tytułu magistra. Postępowanie wyjaśniające na uczelni zaczęło się już we wrześniu, po tym jak promotor nabrał podejrzeń, że popełniono oszustwo intelektualne. W październiku uniwersytet skierował sprawę do prokuratury. 

To kolejne plagiaty na UMK po przypadku studentki filozofii Emilii P., która skopiowała część swojej pracy z monografii poznańskiego naukowca Marka Kilijanka o Kancie. Uczelnia odebrała jej tytuł magistra. 

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń