Koniec z plagiatami

Koniec z plagiatami. EDUKACJA. Powstaje system porównujący prace pisane przez studentów i naukowców

Dziennik Polski

Koniec z plagiatami prac dyplomowych – zapowiada resort nauki i zaostrza przepisy. Krakowskie uczelnie przyznają, że obecne sposoby walki z fikcyjnymi „magisterkami” są niewystarczające.

plagiaty

Reklamy

Polska nauka, czyli jak dogonić Europę

kudrycka3

Polska nauka, czyli jak dogonić Europę

Prof. dr hab. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego

GW

Nasz rząd, jako pierwszy od 20 lat, radykalnie zwiększa kwoty przeznaczane na naukę i reformuje zasady, na jakich funkcjonują instytuty badawcze. Tylko w ten sposób można otworzyć drzwi do Europy tym wszystkim naukowcom, którzy dotychczas musieli je wyważać – pisze minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. dr hab. Barbara Kudrycka

Polski rząd zapewnia, że chce iść w ślady Brukseli i czyni z nauki jeden z priorytetów. Nie pozostaje przy tym w sferze samych deklaracji. Wzrost wydatków na naukę o ponad miliard złotych w 2009 roku gwarantuje budżet większy od poprzedniego o prawie 30 proc. To nadal mało, ale liczy się tendencja, liczy się polityczny sygnał. Rząd w tych bardzo trudnych dla gospodarki czasach postawił na badania i rozwój. Na razie, jeśli chodzi o dynamikę wzrostu nakładów budżetowych na naukę, jesteśmy europejskim liderem! 

Jednym z filarów proponowanej właśnie reformy nauki jest powołanie Narodowego Centrum Nauki (NCN) jako niezależnej agencji finansującej badania. Kształt i funkcje tej nowej instytucji oparto w dużej mierze na sprawdzonych już europejskich wzorcach. Głównym zadaniem zarządzanego przez naukowców i finansowanego ze środków publicznych NCN będzie przyznawanie grantów badawczych we wszystkich obszarach nauki na zasadach konkursowych, przy zastosowaniu systemu peer review, czyli badania jakości projektu przez naukowców i ekspertów z danej dziedziny.

Kolejnym podobieństwem do standardów unijnych jest procedura wyboru Rady NCN, której członkowie będą typowani przez specjalny kilkuosobowy komitet najwybitniejszych naukowców. Ten sposób sprawdził się już w Unii Europejskiej zarówno przy wyborze członków Europejskiej Rady Badań, jak i przy wyborze Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii.

Nie było w Polsce badacza w ostatnich latach, który nie narzekałby na niski poziom finansowania polskiej nauki. Jednocześnie nie było również chyba nikogo, kto mógłby powiedzieć, że nawet te małe pieniądze są wydawane w sposób racjonalny. Dlatego też rząd, spotykając się także ze środowiskową krytyką, zwiększając budżet nauki, zaczyna więcej wymagać od samych naukowców. Nie będzie już łatwego pieniądza. Udział finansowania działalności statutowej będzie się stopniowo zmniejszać na rzecz konkursowych funduszy przeznaczanych na granty. Na inne rozwiązania nas nie stać. Tylko wtedy w gabinetach polskich naukowców wreszcie zaczną pojawiać się piramidy kostek za innowacyjne pomysły i wdrożone patenty. A Polska tylko na tym wygra.

Rozpędzić uczelniane stadka

hodowla-kur-lub-naukowcow-w-polsce1

Hodowla kur lub naukowców w Polsce

Rozpędzić uczelniane stadka

Rzeczpospolita

Spłaszczajmy struktury organizacyjne na uczelniach. Kwestionujmy rację bytu zakładów i katedr. Czy naprawdę bez nich cokolwiek się zawali? Twórzmy zespoły doraźne nakierowane na konkretne projekty. Gdy projekt się kończy, nadchodzi czas na nowy krok w nieznane – apeluje naukowiec.

W pszczelim ulu robotnice mają uwstecznione jajniki, ponieważ wzrastają karmione substancją powodującą sterylizację. Tę magiczną substancję produkuje królowa roju. Wiele instytutów i katedr funkcjonuje dokładnie według tej samej metody – z tą różnicą, że atrofii podlegają umysły podwładnych szefa, i to niezależnie od płci. Wystarczy przejść się po krajowych uczelniach i instytutach badawczych, żeby zobaczyć te płochliwe stadka asystentów i adiunktów, spijających mądrość z warg swoich mistrzów. I jednocześnie niezdolnych do podejmowania jakichkolwiek decyzji zarówno administracyjnych lub menedżerskich, jak i merytorycznych. Oczywiście: przecież, zgodnie z nieformalną terminologią polskiej nauki, nie są samodzielni!

W świecie naszych udawanych karier akademickich, chronionych przed weryfikacją świata (dzięki Bogu za ten nasz język, niezrozumiały dla Anglosasów…), usamodzielnienie, czyli zmiana z akademickich kotów w stare wojsko, wymaga rytuału i kontroli.

Ministerstwo do dzisiaj sądzi, że habilitacja zmusza kadry do intelektualnego skoku. Jeżeli skokiem można nazwać 150 egzemplarzy pracy habilitacyjnej, zapakowanych w szary papier i upchniętych w wersalce… Na pewno jest to skok, ale na kasę – usankcjonowanie prawa do wieloetatowego i skwapliwego dawania uprawnień….

Schowajmy młodego człowieka w permanentnych zakładach, katedrach lub instytutach… Intelektualna ucieczka z nich jest niemożliwa – bez zgody przełożonych, którzy decydują o wszystkim. Dlaczego kandydowanie do stypendium naukowego, fundowanego przez znaną firmę kosmetyczną w Polsce, uzależnione jest od uzyskania zgody kierownika jednostki? Wiele osób uważa to za najbardziej naturalny wymóg, ale czyż nie widać, jak bardzo jest on restrykcyjny, i jak bardzo naraża na fochy i dominację ze strony szefa?..

Nasza młoda googlinteligencja nie powinna mieć czasu ani ochoty na roztrząsanie kłopotów belwederinteligencji. Cechować ją powinna umiejętność reinwencji, czyli wymyślania się od nowa, niebrania niczego bezkrytycznie, kwestionowania autorytetów, niezależnie od wieku, dostojeństwa i przeszłych zasług.

Taka kuracja na ogół dobrze robi tymże autorytetom, chociaż niektóre z nich obrażą się śmiertelnie. Jednocześnie trzeba podkreślić: absolutnie nie oznacza to, że nie potrzebujemy autorytetów, ale pozwólmy, aby stworzyły się same. I nie zwracajmy uwagi na ministerialnych urzędników biegających wśród nich z miarkami, aby nam powiedzieć, które autorytety są prawdziwe.

Akcja ‚Gronostaj’ – rektorzy winni dawać dobry przykład !

grono

źródło

Rektorze, w Dzień bez Futra zrzuć gronostaje!

Dziennik

Już niedługo rektorskie szaty obszyte futrem mogą przejść do lamusa. To dzięki studentom i akcji „Gronostaj”. Władze akademickie przychylnym okiem spojrzały na ich prośbę o zrezygnowanie z tradycyjnych tóg – czytamy w DZIENNIKU.

Norki, nutrie, króliki i znajdujące się pod ochroną gronostaje – futrami tych zwierząt obszyte są togi rektorów. „Pomysł na akcję <Gronostaj> przyszedł mi do głowy, kiedy po raz kolejny zobaczyłem w telewizji rektora ubranego w futrzaną pelerynę. Pomyślałem, że to straszny archaizm, który w dodatku sprzyja łamaniu praw zwierząt. Przecież aby powstała jedna rektorska toga, życie musi stracić kilkadziesiąt zwierząt” – mówi DZIENNIKOWI Marcin Suchorzewski, absolwent szczecińskiej politechniki.

To osoby publiczne, reprezentujące świat nauki, autorytety, z których ludzie są skłonni brać przykład. Z takiego samego założenia wyszli włoscy ekolodzy, którzy zaapelowali do papieża Benedykta XVI o zrezygnowanie z noszenia prawdziwych futer” – tłumaczy Suchorzewski.

Upór żaków opłacił się. Dziś, ponad dwa lata po rozpoczęciu akcji „Gronostaj”, władze uniwersyteckie traktują studencki apel z większą przychylnością.

Naukowcy źle pracują

wsk

Naukowcy źle pracują

Polska, 2008-11-23

Marek Darecki, prezes WSK Rzeszów

Deklaracja minister nauki Barbary Kudryckiej o przekazaniu miliarda złotych subwencji naukowcom współpracującym z zakładami przemysłowymi („Polska” 21.11.08) daje szansę na poważny przełom w polskiej nauce.

Na razie bowiem sytuacja jest zła. 80 proc. pracowników naukowych na naszych uczelniach kompletnie nie rozumie potrzeb przemysłu. 

Co więcej – nawet nie próbuje ich poznać. Żyją w swoich wieżach z kości słoniowej, całkowicie odcięci od rzeczywistości, jaką jest wytwarzanie konkretnych urządzeń czy produktów. A najgorsze w tym wszystkim, że nie ma możliwości, by ich zmusić do bardziej realistycznego spojrzenia na swą pracę. 

Nauka i media w służbie PRL

pkin

Dialog z PRL-em

Nauka i media w służbie PRL

Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 22-23 listopada 2008, Nr 273 (3290)

Dziennikarze i naukowcy, w tym historycy, należeli w PRL do grup zawodowych najbardziej infiltrowanych przez komunistyczne służby specjalne, choć wiele dokumentów na ten temat jest wciąż niedostępnych dla badaczy. O tych problemach dyskutowano podczas trzydniowej konferencji naukowej. 

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka podkreślił, że partia komunistyczna dążyła do tego, aby historycy włączyli się „w realizację propagandy dziejowej”. Dlatego badania historyczne były kontrolowane przez władze, a interpretacja zdarzeń z naszej historii była narzucana przez komunistów i mogła się zmienić tylko wtedy, gdy zmieniały się cele i strategia PZPR. 
Profesor Krzysztof Kawalec z Uniwersytetu Wrocławskiego nie ma wątpliwości, że skutki PRL wciąż odczuwamy. – Nie jestem do końca przekonany, czy upadek komunizmu zlikwidował wszelkie blokady. Gdybym miał np. ponownie dzisiaj pisać o endecji, to bardzo bym się nad tym zastanawiał – stwierdził Kawalec. Prawomyślności naukowców, a jeszcze bardziej dziennikarzy pilnowała również cenzura. Doktor Zbigniew Romek z Instytutu Historycznego PAN zauważył, że najważniejsza cenzura odbywała się już na etapie redakcyjnym, a dopiero później na wyższych szczeblach. Przypominając procedury obowiązujące przy wyjazdach polskich uczonych do państw kapitalistycznych, dr Patryk Pleskot z IPN w Warszawie stwierdził m.in., że często to nie polityka, ale układy towarzyskie decydowały o tym, kto wyjeżdżał, kto był typowany do wyjazdów zagranicznych. Dodał, że często w tej kwestii przecenia się rolę SB.
Marek Zygmunt, Wrocław

List otwarty w obronie wolności słowa

konstytucja1

List otwarty w obronie wolności słowa

Rz

Socjolog prof. Andrzej Zybertowicz został skazany prawomocnym wyrokiem za zdanie, które pojawiło się w jego publicystycznym artykule w „Rzeczpospolitej”.

Brzmiało ono: „Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”. Jest rzeczą oczywistą, że zdanie to nie miało charakteru cytatu, ale parafrazy. Miało ono, zdaniem autora, ilustrować sposób argumentacji Michnika. My, niżej podpisani, bez względu na to, czy zgadzamy się z takim podsumowaniem argumentacji Michnika, czy uważamy je za przesadne, twierdzimy, że publicysta ma prawo formułować tego typu, również błędne, opinie na temat uczestników publicznej debaty. Sytuacja, gdy sąd rozstrzyga trafność publicystycznego artykułu, a jeśli nie zgadza się z nim, skazuje jego autora, jest absolutnie nie do przyjęcia. Jest aktem cenzury i łamaniem wolności słowa. Nie pierwszy raz Adam Michnik pozywa swoich krytyków przed sąd i nie pierwszy raz uzyskuje wyrok za głoszenie nieprzychylnych mu opinii. Problemem nie jest jednak osoba redaktora „Gazety Wyborczej”, ale praktyka, która daje sądom władzę skazywania autorów za ich opinie. Jako osoby piszące i formułujące swoje oceny nie możemy się zgodzić, aby wpływowe postacie wykorzystywały sądy w naszym kraju dla zamykania ust swoim krytykom. Dlatego stwierdzamy publicznie: podpisujemy się pod zdaniem, które wygłosił prof. Andrzej Zybertowicz. Powtarzamy: Adam Michnik wielokrotnie argumentował: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację.

Poparcie dla listu można wyrazić wypełniając formularz. Nazwiska osób popierających opublikujemy na stronie rp.pl