Oportunizm naukowców?

Alarmujmy, wolność jest zagrożona!

Rz, Jerzy Szczęsny

Dawnych marksistowskich namiestników nauki zastąpili dziś wpływowi antylustratorzy, z których niewątpliwie część ma powody, aby obawiać się spojrzenia w lustro – pisze prawnik.

Oportunizm naukowców?

Zgoda. Dlatego warto w tym kontekście zadać kilka pytań odnośnie do środowiska akademickiego. Czy sekretarz generalny Polskiej Akademii Umiejętności prof. Jerzy Wyrozumski w apogeum hecy (bo w żadnym razie nie dyskusji przecież) z Zyzakiem, cofając zaproszenie na konferencję naukową swojemu koledze prof. Andrzejowi Nowakowi, który jest promotorem pracy magisterskiej Zyzaka, działał po wpływem otoczenia? Jakiż przemożny wpływ musiało mieć to otoczenie, skoro sekretarzowi generalnemu PAU nie groziło odebranie paszportu czy utrata stanowiska?

Po nawet pobieżnej lekturze książki trudno oprzeć się wrażeniu, że niegodziwość mgr. Zyzaka polega nie tylko na tym, że dotknął niewygodnych zdarzeń w biografii Lecha Wałęsy. Nawet powierzchowny czytelnik książki może zadać wprowadzające w konfuzję historyków naszej współczesności niewygodne dla nich pytanie. Czemu żaden z nich – a przecież każdy je już dawno przeczytał – nie usiłował weryfikować dużo wcześniej napisanych przez znanego na całym globie Polaka książek ani tekstów o tym Polaku pisanych przez innych autorów?

Zyzak odnotowuje szereg niekonsekwencji i sprzeczności w wypowiedziach dotyczących zarówno faktów, jak i opinii wypowiadanych publicznie przez Wałęsę. Raz są to rzeczy drobne, innym razem na tyle istotne, że nie wytrzymują krytyki i każdy biograf przywódcy „Solidarności” będzie bezradny. Czy absencja zainteresowań historyków dziejów najnowszych biografią najsłynniejszego na świecie Polaka wynika z tej bezradności?

Czy może powodem tego zaniedbania jest oportunizm rodzimej nauki historycznej? W tym sensie atak na Zyzaka byłby zrozumiały i jak na razie skuteczny. Ale jak się to ma do wolności słowa, do wolności nauki? Można też w sprawie Zyzaka pytać inaczej. Jak to się dzieje, że dwudziestotrzyletni magister, wykazując podziwu godną pracowitość w 650-stronicowej książce (w której, jeżeli nawet być może tu i ówdzie błądzi, to błędy swoje opatruje solidnymi źródłowymi przypisami), nie otrzymuje propozycji dalszej pracy naukowej? Dlaczego nikt nie proponuje mu otwarcia przewodu doktorskiego?

Naciski godne napiętnowania

O doktoranta tej pracowitości i talentu narracyjnego powinien zabiegać każdy akademicki profesor historii, któremu zależy na poziomie swojej dyscypliny. Znajdując się w ogniu kolejnej sterowanej kampanii niechęci czy wręcz nienawiści i wyrzucając Zyzaka, IPN też się nie spisał, ulegając naciskom, których istnienie w III RP zauważa prof. Winczorek. Naciskom godnym szczególnego napiętnowania, gdyż skierowanym wobec ważnej instytucji demokratycznego państwa prawnego.

Tymczasem mgr Zyzak nie może dostać pracy nawet w zawodzie nauczyciela historii. Toż nawet w PRL upychano czasem takich niepokornych, kontrowersyjnych, z kiepskimi często życiorysami, ba! nawet skazanych z dekretu o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa, gdzieś w zakamarkach uniwersytetów, bibliotekach czy na stanowiskach technicznych, a oni tam skubali coś, na co niekiedy komitet uczelniany PZPR przymykał oko. Nawet wówczas, dzięki Bogu, tak zajadły wróg systemu, jak Karol Modzelewski, mógł zrobić doktorat i później zostać profesorem historii.

Protest pod KUL

Znany ksiądz protestuje pod katolicką uczelnią

wp.pl

Przedstawiciele organizacji kresowych protestowali w Lublinie przeciwko nadaniu doktoratu honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence. Zarzucają mu, że gloryfikuje sprawców mordów popełnionych w czasie II wojny światowej na Wołyniu. „Doktorat dla Juszczenki – hańba dla KUL” – m.in. takie transparent przynieśli demonstrujący, wśród których był ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Wiktor Juszczenko ma otrzymać doktorat honoris causa KUL w środę, podczas uroczystości związanych z 440. rocznicą Unii Lubelskiej. Oprócz niego, wyróżnienie to uczelnia nadała także innym przedstawicielom państw, których obecne terytorium wchodziło niegdyś w obszar Rzeczypospolitej Obojga Narodów: prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, prezydentowi Litwy Valdasowi Adamkusowi, b. przewodniczącemu Rady Najwyższej Białorusi Stanisławowi Szuszkiewiczowi, prezydentowi Estonii Toomasowi Ilvesowi oraz prezydentowi Łotwy Valdisowi Zatlersowi.
„Krew kresowian domaga się prawdy”
Około 20 osób z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim na czele zgromadziło się przed głównym wejściem do KUL. Trzymali transparenty z napisami „Doktorat dla Juszczenki – hańba dla KUL”, „Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary” oraz „Prezydencie Lechu Kaczyński, krew kresowian domaga się prawdy”.

– Wiktor Juszczenko, od jutra doktor honorowy KUL, stawia pomniki mordercom księży, Ukraińskiej Powstańczej Armii, nacjonalistom ukraińskim – powiedział ks. Isakowicz-Zaleski. Odczytał kilka nazwisk duchownych zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich i UPA w latach II wojny światowej na Wołyniu. Jak powiedział, ofiarą mordów padło wtedy 180 księży i sióstr zakonnych. – O tych osobach nie chce pamiętać katolicka uczelnia – dodał.

Protestujący usiłowali wejść na uczelnię, lecz drzwi były zamknięte. – Ksiądz rektor nie ma odwagi z nami porozmawiać – skomentował Isakowicz-Zaleski.

Wcześniej na konferencji prasowej ks. Isakowicz-Zaleski zapowiedział, że kresowiacy będą manifestowali trzymając transparenty z hasłami także w środę podczas uroczystości w Lublinie.

Czy Gazeta Wyborcza przestrzega siódme przykazanie ?

Portal Gazeta.pl przepisuje newsy z Fronda.pl?

fronda.pl

Myślicie, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” ignorują portal Fronda.pl? Nic bardziej mylnego! Oto tekst, który powstał w wyniku wyraźnej „inspiracji” dwoma naszymi. Plagiat, czy nie – oceńcie sami.

Redakcja portalu Fronda.pl zaprasza do korzystania z naszych materiałów i proponuje kolegom z innych redakcji prostą umowę – my powołujemy się na wasze źródła, wy powołujcie się na nasze. Siódme Przykazanie obowiązuje.

Europejska Rada Badań zachęca naukowców do pracy w Europie

Europejska Rada Badań obraduje w Warszawie

PAP – Nauka w Polsce

O najbliższych planach organizacji i jej promocji w Polsce rozmawiają od wtorku w Warszawie członkowie Europejskiej Rady Badań (ERC). Jak powiedział PAP uczestniczący w obradach prezes PAN, prof. Michał Kleiber, głównym zadaniem Rady jest zachęcenie zdolnych naukowców do pracy w Europie. Europejską Radę Badań (z ang. European Research Council-ERC) powołała trzy lata temu Komisja Europejska. Jak zaznaczył prof. Kleiber, instytucja powstała w wyniku wieloletnich nacisków ze strony uczonych i różnych organizacji nie do końca zadowolonych z systemu finansowania badań naukowych z budżetu Unii Europejskiej. Teraz z rocznego budżetu w wysokości miliarda euro Rada finansuje m.in. badania zespołów naukowych pracujących w Unii Europejskiej. 

Według prezesa PAN, jednym z największych problemów w Europie – a Polska jest tutaj ekstremalnym przypadkiem – są ograniczone szanse młodych ludzi. Najwybitniejsi młodzi naukowcy nie znajdują miejsca na atrakcyjne kariery w Europie. Wyjeżdżają nie tylko do USA, ale także do wielu krajów azjatyckich.

Jak dodał, w dzisiejszym świecie „rywalizacja toczy się głównie na ludzkie umysły, a nie ma karabiny”. „Kraj, który będzie potrafił przyciągnąć do pracy najzdolniejszych ludzi ma zasadniczą przewagę nad innymi. Instrumentem Unii Europejskiej, który ma zachęcić ich do pracy w Europie jest właśnie ERC” – tłumaczył naukowiec.

Szkolenia z praw studenta

Student świadomy nie da się wyrolować uczelni

Rz

Będą szkolenia z praw studenta – zapisano w projekcie ustawy o szkolnictwie wyższym. Chodzi o to, by studenci wiedzieli, jak się bronić przed nieuczciwymi umowami, dodatkowymi opłatami albo zawziętymi wykładowcami – wyjaśnia „Metro”.

Studentka Uniwersytetu Zielonogórskiego wygrała w czwartek w gorzowskim sądzie administracyjnym sprawę przeciwko swojej uczelni. Władze szkoły twierdziły, że miejsce zamieszkania to takie, w którym jest się z zamiarem stałego pobytu, więc jeśli studentka z prowincji wynajęła mieszkanie w Zielonej Górze, to znaczy, że chce dłużej przebywać właśnie tu i nie może starać się o stypendium mieszkaniowe. Wojewódzki sąd administracyjny argumenty uczelni uznał za absurdalne. To tylko jeden z przykładów, kiedy sąd rację przyznał studentowi, nie uczelni.

Ale zanim sprawa trafia do sądu, studenci interweniują u działającego od pięciu lat przy Parlamencie Studentów Rzeczpospolitej Polskiej Rzecznika Praw Studenta. – Liczba skarg i pytań zwiększyła się o połowę – mówi pełniący tę funkcję Robert Pawłowski. Jest absolwentem nauk politycznych na UW, w 1995 r. założył Parlament Studentów. Jako rzecznik pracuje charytatywnie. Tylko w tym roku akademickim przyjął około 3,5 tys. spraw.

Największa liczba skarg dotyczy interpretacji uczelnianych przepisów. – Dlatego od lat zabiegam o szkolenia z praw studenta – mówi Pawłowski. I w końcu się doczekał. W założeniach do nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym zapisano, że studenci pierwszego roku będą mieli szkolenia dotyczące swoich praw i obowiązków. Przeprowadzałby je samorząd albo parlament studencki – zapowiada „Metro”.

Matura 2009

Matura: dobrze w liceach, klęska w technikach

Rz

Średnio co piąty polski maturzysta nie zdał matury. W technikach – co trzeci

Tegoroczną maturę zdało 78 proc. uczniów – wynika z danych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. – W Europie podobne egzaminy zdaje 65 – 80 proc. osób. Nasz wynik mieści się w średniej – komentuje Lucyna Grabowska, kierownik wydziału matur CKE.

W ogólniakach egzaminu nie zdał co dziesiąty uczeń. – To nie budzi niepokoju. Pokazuje, że ten egzamin nie jest dla wszystkich – twierdzi Wiesław Kosakowski, dyrektor III LO w Gdyni.

Gorzej wypadły technika. Z maturą nie poradził sobie co trzeci uczeń. Podobnie było w liceach profilowanych, tam nie zdało aż 39 proc.

Matura nadal podstawą rekrutacji na studia wyższe

Matura nadal podstawą rekrutacji na studia wyższe

PAP – Nauka w Polsce

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie planuje wprowadzenia egzaminów na studia. Nadal podstawą rekrutacji na studia pozostają wyniki uzyskane na maturze – poinformowało w czwartek ministerstwo w komunikacie. W czwartkowym „Dzienniku” napisano, że „być może już za rok wrócą egzaminy wstępne na studia”. „Ministerstwo Nauki, które przygotowało projekt nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym, chce bowiem, by uczelnie mogły przeprowadzać dodatkowe sprawdziany dla kandydatów. Ten przepis może spowodować rewolucję w systemie rekrutacji. Gdyby uczelnie zaczęły go stosować, mogłoby się okazać, że wyniki nowej matury przestaną być jedynym kryterium naboru na studia” – poinformował „Dziennik”. 

„Wbrew pojawiającym się w debacie publicznej opiniom, podstawą procesu rekrutacji pozostają wyniki uzyskane na maturze. Propozycja zmian w konsultowanych obecnie +Założeniach reformy szkolnictwa wyższego+ dotyczy jedynie uwolnienia uczelni od dodatkowych procedur” – napisano w komunikacie skierowanym przez resort do mediów.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego podkreśla, że w konsultowanych obecnie „Założeniach reformy szkolnictwa wyższego” zapisano jedynie: „Przewiduje się też odstąpienie od wyrażania zgody przez ministra na przeprowadzenie dodatkowych sprawdzianów kompetencji kandydatów na studia. Wpłynie to na uelastycznienie procedur rekrutacyjnych, a także zwiększy autonomię uczelni w tym względzie”.

Aresztowania profesorów

Aresztowania profesorów

Rz

Siedemdziesięciu irańskich profesorów uniwersyteckich zostało zatrzymanych po spotkaniu z główną osobistością opozycji, byłym kandydatem na prezydenta Mir-Hosejnem Musawim – podano na stronie internetowej tego polityka.

Jak wynika z informacji, zamieszczonych na stronie Kalemeh Web (byłym portalu zamkniętego przez władze dziennika, wydawanego przez Musawiego), naukowców zatrzymano, gdy wychodzili ze spotkania z Musawim. Nie wiadomo, dokąd ich wywieziono.

Według danych opozycji, w toku zajść trwających w Iranie od opublikowania kontestowanych przez opozycję wyników wyborów prezydenckich, zatrzymano ok. 700 ludzi. W zamieszkach zginęło też kilkanaście osób a ok. 1000 doznało poważnych obrażeń.

Uczelnie niepubliczne i państwowe łączcie się

Uczelnie niepubliczne i państwowe będą mogły się łączyć

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2009-06-25

Rząd chce, aby uczelnie niepubliczne i państwowe mogły się łączyć. Nowe placówki będą albo szkołami prywatnymi, albo publicznymi. Konsolidacja będzie podlegać nadzorowi ministrów skarbu i szkolnictwa wyższego. Ma to wyeliminować niebezpieczeństwo niekontrolowanego przechodzenia majątku publicznego w ręce prywatne albo przejmowania długów prywatnych szkół przez uczelnie publiczne. W placówki prywatne nie będą mogły się przekształcać jedynie uniwersytety.

Politechniki, akademie i państwowe wyższe szkoły zawodowe będą mogły łączyć się z prywatnymi szkołami. Nowa placówka może mieć status szkoły niepublicznej. Tak wynika z rządowych założeń do nowelizacji ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym oraz ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki. Trafiły już one do konsultacji społecznych.

Konsolidacja uczelni ma uchronić przed likwidacją części uczelni prywatnych. W przyszłym roku do szkół wyższych trafi pierwszy rocznik niżu demograficznego. Już teraz aż 153 szkoły prywatne spośród 326 działających kształci mniej niż 1 tys. osób.

Nowelizacja ma też zmienić prawa studentów.

Konieczna konsolidacja

Państwowe uczelnie mają zyskać możliwość łączenia się ze szkołami niepublicznymi. Stworzą wtedy nową placówkę, która będzie albo państwowa, albo prywatna. Obecnie nie jest to możliwe. Konsolidować mogą się tylko szkoły o takim samym statusie (np. dwie szkoły publiczne). Nowo powstała placówka zachowa dotychczasowe uprawnienia naukowe i dydaktyczne obu jednostek. Wyjątek od tych zasad będzie dotyczył uniwersytetów. Będą mogły się one łączyć ze szkołami prywatnymi, ale pod warunkiem że powstała w ten sposób uczelnia zachowa charakter szkoły publicznej.

Rewolucja w edukacji?

Rewolucja w edukacji? Znamy głównie ogólniki

Dziennik

Gdy wczytać się w rekomendacje rządowego dokumentu „Polska 2030”, można zauważyć, że zespół ministra Boniego proponuje w edukacji rewolucję. I choć trudno reformatorskiemu tonowi nie przyklasnąć, raport pełen jest luk i niedomówień – pisze Piotr Zaremba.

O nauce w czarnych barwach

Ale powiadam: debatujmy. Na przykład nad tym, co twórcy rządowej strategii mówią o edukacji, wyższych uczelniach, naukowych badaniach. Sam katalog pytań do nich wystarczy, aby napisać sążnisty tekst.

Ich diagnoza stanu nauki i szkolnictwa wyższego jest smoliście czarna: najniższy w Europie stan wydatków na badania, a równocześnie pieniądze wrzucane często w błoto, kiepscy naukowcy hamujący kariery lepszym, brak wymiernych kryteriów odróżniania badań pożytecznych od niepożytecznych, biurokratyczne bariery hamujące zagraniczną współpracę. Można by dorzucić złośliwie: szkoda, że premier Tusk nie próbuje przynajmniej od czasu do czasu użyć podobnego języka w debacie ze społeczeństwem, a preferuje ton lukrowanego optymizmu. Szkoda, że prawdziwą diagnozę stanu naszych narodowych zasobów możemy znaleźć tylko w tak mało popularnych i hermetycznych tekstach jak ten.

Gdy wczytać się w rekomendacje, można zauważyć, że zespół ministra Boniego proponuje rewolucję. Na przykład polskie uczelnie miałyby całkowicie zmienić swój charakter. Koniec z dominacją korporacji samych naukowców sprzedawaną nam jako tradycyjna autonomia! Przekształcamy uniwersytety w firmy zarządzane przez sprężystych menedżerów, pod bacznym okiem państwa, które płaci, więc i wymaga, nie godząc się na prace naukowe będące kompilacją cudzego dorobku, niskie pensum wykładowców i pozorne badania, które nie prowadzą donikąd. Trudno takiemu reformatorskiemu tonowi nie przyklasnąć.

Rewolucja, ale jak?

Jest jedno „ale”. Ta rewolucja uderza w tyle przyzwyczajeń i interesów, że nie da się jej skwitować zdawkową wzmianką. Prosta próba zamachnięcia się na habilitację przez minister Kudrycką wywołała histeryczne reakcje profesory, która przecież w dużej części poparła obecną ekipę rządową przeciw „strasznym Kaczorom”. Aby obronić status quo, ta kadra nie zawahała się odwołać do analogii z Marcem 68. I rząd Tuska w praktyce cofnął się na całej linii. Jak więc zabrać się za rewolucję, a równocześnie odwoływać choć fragmentarycznie do polskiej tradycji – w której była i autonomia uczelni, i kolegialność ich zarządzania, i sztywny, hierarchiczny model naukowej kariery? Od czegoś trzeba zacząć. Choćby od nazywania rzeczy po imieniu.

Dylematy, jakie reformatorzy musieliby rozstrzygnąć, nie są zresztą łatwe. Przeciwnicy habilitacji powołują się na utylitarny interes małych, często prywatnych uczelni kształcących byle jak, ale zaspokajających masowy głód wiedzy setek tysięcy młodych ludzi. Uczelni, które chciałby kształcić swoje kadry szybciej i prościej niż w tej chwili. Obrońcy tradycji powołują się na jakość kształcenia. Nie do końca wiem, kto ma rację, ale autorzy takiego opracowania powinni się choć zmierzyć z tym problemem.

Także z problemem pieniędzy na naukę. Skoro jest ich w Polsce tak mało, jaka na to recepta? Zorientowani liberalnie autorzy raportu upatrują nadziei w większej współpracy szkolnictwa wyższego z prywatnym biznesem, ale tematu nie rozwijają. Czy równocześnie opowiadają się także za większymi, choć może równocześnie staranniej wydatkowanymi funduszami publicznymi? Czy to nie jest okazja, aby odpowiedzieć – nie przesądzam, w jaki sposób – na pytania o współpłacenie klientów publicznych uczelni?

Mamy właśnie w Polsce awanturę o bezpłatne lub płatne studiowanie na dodatkowym fakultecie. Ale autorzy raportu są niestety ponad takie drobiazgi. Swoje diagnozy, a tym bardziej zalecenia, formułują w tonie ogólnikowym, więc bezpiecznym.