Stanowisko Rektora UJ (sprawa habilitacji Marka Migalskiego)

uj-godlo

Stanowisko Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego dotyczące decyzji Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych z dnia 13 stycznia 2009 r.

Serwis UJ – Strona główna > Ważne informacje / Rzecznik prasowy

Szanowni Państwo,

w związku z listami otwartymi kierowanymi na ręce Rektora UJ oraz artykułami prasowymi związanymi z brakiem zgody Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych na wszczęcie postępowania habilitacyjnego dr Markowi Migalskiemu, poprosiłem Dziekana Wydziału SMiP prof. Bogdana Szlachtę o przedstawienie mi przebiegu wydarzeń z tą sprawą związanych. 

„W listopadzie 2008 r. Dziekan Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ prof. dr hab. Bogdan Szlachta przyjął – po konsultacji wstępnej z dwojgiem badaczy zajmujących się (podobnie jak ewentualny Habilitant) zagadnieniami Czech i systemów partyjnych (prof. dr hab. Markiem Bankowiczem i dr hab. Ewą Bujwid-Kurek) oraz sprawdzeniu, czy nie ma przeszkód formalnych (w związku z informacjami samego dr M. Migalskiego, iż bezskutecznie usiłował wszcząć procedurę habilitacyjną na Uniwersytecie Wrocławskim) – dokumenty wymagane przy wszczynaniu czynności poprzedzających rozpoczęcie procedury habilitacyjnej. W grudniu 2008 r. Rada Wydziału jednogłośnie wybrała Zespół, który miał ocenić dorobek dr M. Migalskiego, w składzie zaproponowanym przez Dziekana (znaleźli się w nim wyłącznie politolodzy: Dziekan oraz prof. prof. Włodzimierz Bernacki, Ewa Bujwid-Kurek, Antoni Dudek, Jan W. Tkaczyński i Andrzej Zięba). 

W dniu 13 stycznia 2009 r. Zespół, którego członkowie zapoznali się z dorobkiem dr Migalskiego, zebrał się przed rozpoczęciem posiedzenia Rady Wydziału w czteroosobowym składzie (bez złożonych chorobami prof. Bujwid-Kurek i prof. Tkaczyńskiego). Prowadzący obrady Zespołu Dziekan omówił dorobek dr Migalskiego, na zadane pytanie wskazał na brak przeszkód formalnych wszczęcia postępowania habilitacyjnego, przyjął też uwagi jednego z członków Zespołu, iż należy oddzielać „sprawy polityczne” od „spraw akademickich”. W tajnym głosowaniu Zespół jednogłośnie postanowił przedstawić Radzie Wydziału wniosek o wszczęcie przewodu habilitacyjnego w dziedzinie nauk humanistycznych, dyscyplinie nauk o polityce.

Na posiedzeniu Rady Wydziału Dziekan przedstawił dorobek dr M. Migalskiego i omówił przebieg obrad Zespołu oraz jego jednogłośną uchwałę. Po przedstawieniu dorobku dr M. Migalskiego, Dziekan podniósł w szczególności, że w książce mającej stanowić podstawę ewentualnego postępowania habilitacyjnego recenzent wydawniczy (prof. Andrzej Antoszewski z Uniwersytetu Wrocławskiego) dostrzegł liczne uchybienia metodologiczne oraz brak dostatecznie rozbudowanej części prezentującej teorię systemów partyjnych, kończąc jednak swą recenzję dla Wydawnictwa Sejmowego pozytywną konkluzją. Dziekan zaznaczył też dostrzeżoną na posiedzeniu Zespołu potrzebę oddzielania „politycznego kontekstu” sprawy wszczęcia postępowania habilitacyjnego (związanego z wystąpieniami medialnymi dr M. Migalskiego) od oceny merytorycznej. W trakcie dyskusji: prof. Lubomir Zyblikiewicz zauważył uchybienia formalne „pracy habilitacyjnej”, prof. Antoni Dudek – po raz kolejny – potrzebę głosowania bez względu na „polityczny kontekst”, a prof. Anna Raźny potrzebę głosowania zgodnie z sumieniem przez każdego z członków Rady. 

W głosowaniu tajnym na 32 głosujących padło 16 głosów za uchwałą o wszczęciu postępowania habilitacyjnego, 11 przeciw i 5 głosów wstrzymujących się. Tym samym nie uzyskano wymaganych przy większości bezwzględnej 17 głosów „za” (zabrakło jednego głosu).

Warto zauważyć, że między datą powołania Zespołu i datą posiedzenia Rady Wydziału minął miesiąc. W tym okresie każdy z członków Rady Wydziału miał możliwość zapoznania się z dorobkiem dr. Migalskiego w Dziekanacie. Rada istnieje od siedmiu już lat i każdy z jej członków wielekroć uczestniczył w podobnych głosowaniach. Należy wierzyć, że każdy z głosujących – mając świadomość potrzeby oddzielania politycznych zapatrywań od merytorycznej wartości dokonań dr M. Migalskiego – oddał głos mając na względzie jedynie „stronę merytoryczną”, nawet jeżeli nie ujawnił w dyskusji swoich zastrzeżeń”. 

Podzielam wiarę Pana Dziekana, ale równocześnie pragnę stwierdzić, że jeżeli jednak ktoś kierował się podczas głosowania bardziej „racjami politycznymi” niż merytorycznymi, to uznać należy, że naruszył zasady Kodeksu Akademickiego.

Przedstawiony rozkład głosów z pewnością nie świadczy o tym, iżby WSMiP był w całości „konserwatywny” albo „politycznie naznaczony”. Tendencyjne (bo bez sprawdzenia faktów) relacjonowanie wydarzeń przez część mediów jest niestosowne, a wnioski często nierzetelne. Szczególnie w tych przypadkach, kiedy odpowiedzialność za wynik głosowania pojedynczych członków Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych przenoszona jest na cały Uniwersytet Jagielloński. 

prof. Karol Musioł

rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Z cyberprzestrzeni do prokuratury (sprawa dr Marka Migalskiego)

temida

Spór trafi do prokuratury

Polska

Konflikt pomiędzy dr. Markiem Migalskim a prof. Janem Iwankiem, dwoma naukowcami z Uniwersytetu Śląskiego, wchodzi w cyberprzestrzeń. Stąd trafi też do prokuratury.

Dyskusja o Migalskim, jego problemach naukowych z habilitacją i prof. Iwanku rozgrzała internetowe forum WNS. Jeden z jego uczestników, podpisujący się „normu” wytoczył przeciwko Migalskiemu ciężkie działa. 

Potem na tym samym forum pojawił się list „Obrońców Prawdy”. „Na oficjalnej stronie Zakładu Systemów Politycznych Polski i Państw Europy Środkowej i Wschodniej, do którego przynależy dr Marek Migalski, możemy zapoznać się z dorobkiem naukowca – blisko 30 artykułów naukowych oraz, co podkreślano wielokrotnie w mediach, 11 książek. Brzmi imponująco, jednak po bliższym zapoznaniu się z prezentowaną literaturą okazuje się, że znaczna część to autoplagiaty lub prace, które poza kilkuzdaniowym wstępem napisanym przez Migalskiego, w całości stworzone są przez grono innych naukowców” – piszą przeciwnicy Migalskiego. 

Politolog odpiera napaść.- Nigdzie nie pisałem i nie twierdziłem, że jestem autorem 11 książek, ale że jestem autorem, współautorem i redaktorem jedenastu książek. „Obrońcy Prawdy” nie rozumieją, że bycie redaktorem jakiejś książki nie obliguje do napisania jej w całości, a nawet do napisania w niej jakiegokolwiek artykułu - stwierdza Migalski. 

Internetowi przeciwnicy politologa wytknęli mu również, że jego rozprawa habilitacyjna na temat „Czeski i polski system partyjny. Analiza porównawcza”, to co najmniej 108 stron będących przedrukiem z wcześniejszych książek i artykułów Migalskiego. „Podsumowując, na 8 książek wydanych po doktoracie, do których udało się nam dotrzeć, Migalski jest autorem najwyżej 136 stron oraz współautorem 25 stron materiału, który nie został splagiatowany w innych publikacjach” – twierdzą „Obrońcy Prawdy”. 

– Prawda – około 25 procent mojej pracy habilitacyjnej jest zaczerpnięta z rozdziałów mego autorstwa z książki „Polski system partyjny”, wydanej przez PWN w 2006 r. Tyle tylko, że ja o tym lojalnie informuję czytelników i wydawcę we wstępie do książki. To normalna praktyka, że czerpie się ze swojego dorobku – stwierdza politolog. 
Nie ukrywa, że w poniedziałek zgłasza do prokuratury w Katowicach doniesienie o popełnieniu przestępstwa oszczerstwa przez „normu” i „Obrońcy prawdy”. 

Jeszcze jeden potwór na uniwersytecie

Potwór na uniwersytecie

Polska- Dziennik Zachodni

Czy znany politolog dr Marek Migalski jest szykanowany za swoje poglądy? I co wspólnego ma z tym prof. Jan Iwanek – sprawdzała Agata Pustułka

Większość współpracowników odwróciła się od niego w maju ubiegłego roku, gdy publicznie zakwestionował kwalifikacje moralne i naukowe prof. Jana Iwanka do kierowania Instytutem Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. 

– Powiedziałem wtedy, że był tajnym współpracownikiem SB i że w związku z tym nie powinien być dyrektorem – mówi Migalski. – Mimo tego prof. Iwanek został szefem Instytutu i otrzymał w głosowaniu miażdżącą przewagę głosów. Dwudziestu dwóch pracowników było „za” a dwóch, w tym ja, „przeciw”. 

Właściwie wtedy zaczęła się między Migalskim i Iwankiem otwarta wojna. – Przestałem mu mówić dzień dobry, bo na moje powitanie nie odpowiadał – wyjaśnia Migalski. 

Gdy prawie trzy lata temu fakty związane z podjęciem przez Iwanka współpracy z SB ujawniły media, naukowiec udzielił „Dziennikowi Zachodniemu” wywiadu, w którym stwierdził: To są wydarzenia sprzed 35 lat. Rozpoczęły się w czasie moich studiów i wtedy też się zakończyły. Trwało to może rok. Odbyłem kilka spotkań z tzw. opiekunem uniwersytetu. (…) Żeby można określić kogoś mianem „tajnego współpracownika” musiał spełniać cztery wyznaczniki. Musiał być świadomy, czynny, tajny i operacyjny. Jak ich nie spełniałem. Dlatego nazywanie mnie agentem to jest nadużycie. 
Dla profesora Iwanka atak Migalskiego był szokiem.
– To był mój student, ja go przyjąłem na studia doktoranckie, byłem przewodniczącym jego komisji doktorskiej, a dwa lata temu wnioskowałem o przyznanie mu nagrody – tłumaczy Iwanek. 
Kolejnym punktem zapalnym okazała się sprawa otwarcia przewodu habilitacyjnego przez Migalskiego. 

– Chciałem porównać systemy polityczne Polski i Czech. Od prof. Iwanka usłyszałem jednak, że muszę zmienić temat, bo ten się nie nadaje. W Katowicach nawet nie starałem się o zgodę na otwarcie przewodu, bo i tak bym jej nie dostał. Postanowiłem spróbować na innym uniwersytecie – mówi Migalski. 
Otrzymał zgodę dziekana na otwarcie zewnętrznego przewodu habilitacyjnego. 
– Większość przyjęła ten fakt z ulgą – twierdzi jeden ze znajomych Migalskiego. 
– Pozbycie się Migalskiego było na rękę władzom uczelni. Przecież ci ludzie jeszcze niedawno gloryfikowali komunizm, a teraz uczą studentów o wyższości demokracji. Sprawa Migalskiego nie stała się początkiem moralnej rewolucji na uniwersytecie. 

Dziś Migalski znajduje się w defensywie. Jest cały czas pracownikiem naukowo-dydaktycznym Uniwersytetu Śląskiego, prowadzi zajęcia ze studentami, ale otwarcia przewodu habilitacyjnego odmówiły mu już uczelnie we Wrocławiu i Krakowie. Odrzucenie wniosków Migalskiego może wyglądać na polityczną intrygę. Bo jak wyjaśnić fakt, że powołana przez Radę Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego pięcioosobowa komisja oceniająca dorobek Migalskiego uznała jednogłośnie, że stanowi on wystarczającą podstawę do wszczęcia przewodu habilitacyjnego, a na posiedzeniu rady wydziału wniosek ten został odrzucony głosami pozostałych członków rady?

Gdy o przyszłości Migalskiego decydowali profesorowie z Krakowa znany był już inny list, jaki napisali koledzy Migalskiego z Wydziału Nauk Społecznych. 

List ten zaś był pokłosiem występu Migalskiego w programie Bronisława Wildsteina, w którym po raz kolejny potępił fakt, że na czele Instytutu stoi prof. Jan Iwanek. 

– Protestujemy przeciwko szykanowaniu, obrażaniu, pomawianiu i dezawuowaniu pracowników Instytutu. Pragniemy podkreślić, że emocjonalna i oparta na osobistych urazach opinia jednego pracownika nie może być utożsamiana i rozumiana jako stanowisko wszystkich jego pracowników – czytamy w piśmie, w którym jednoznacznie nauczyciele pokoleń śląskich dziennikarzy odcięli się od Migalskiego. 

W najnowszym lutowym wydaniu „Gazety Uniwersyteckiej” ukaże się raport komisji historycznej Uniwersytetu Śląskiego, która zajmowała się sprawą lustracji pracowników. Pojawią się w nim pseudonimy Tajnych Współpracowników oraz opis ich działalności. Nie będzie żadnych nazwisk. 
Nauczycieli akademickich, który donosili SB, nie spotkają żadne konsekwencje. Rektor nie ma umocowań prawnych, by np. pozbawić ich zajmowanych stanowisk.

Potwór na uniwersytecie

Potwór na uniwersytecie

Polska XXI- Tomasz Pietrzykowski

Powołana przez Radę Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego pięcioosobowa komisja oceniająca dorobek Marka Migalskiego uznała jednogłośnie, że stanowi on wystarczającą podstawę do wszczęcia przewodu habilitacyjnego. Mimo to, na posiedzeniu rady wydziału wniosek ten został odrzucony głosami pozostałych członków rady, którzy w badaniu i ocenie tego dorobku nie brali udziału. Potwór Pana Cogito stał się na chwilę widoczny.

Z niektórymi zjawiskami jest jak z potworem Pana Cogito – nie są widoczne, ale o ich istnieniu świadczą ich ofiary. Odmowa wszczęcia przewodu habilitacyjnego, z jaką spotkał się na dwóch uniwersytetach Marek Migalski jest jedną z okazji, kiedy potwór Pana Cogito zionął ogniem i przez to stał się – na moment – widoczny. Zamknąć w tym właśnie momencie oczy i udawać, że Potwora nie ma, to byłaby nie tylko zbrodnia, to byłby błąd.

 W polskim życiu naukowym XXI wieku może być tak, że przeszkodą do uzyskania stopnia naukowego nie jest ocena osiągnięć i prac naukowych, ale głoszenie nieprawomyślnych i niemodnych w środowisku poglądów, głupawa łatka „sługusa” nielubianej opcji politycznej oraz narażenie się nagłośnieniem postępowania swojego przełożonego. W świecie nauki polskiej Anno Domini 2009 można być szykanowanym za poglądy. Można stać się obiektem vendetty z powodu traktowania serio standardów i deklaracji wypisanych uroczyście w statutach uniwersytetów i za przeciwstawienie się czynieniu z nich groteskowej fikcji. Dzieje się tak pośród ludzi na co dzień opowiadających studentom o wartości swobodnej debaty, szacunku dla innych poglądów, pluralizmie, tolerancji i odwadze w głoszeniu i obronie własnych racji

Środowisko nie lubi wybijających się naukowców

baner1

Migalski rozważa habilitację za granicą

Fronda

Czy znany politolog jest ofiarą lobby agenturalnego, czy tylko korporacji zawodowej?

Tomasz Szymborski nie zgadza się jednak z tezą, jakoby to podejście do lustracji było powodem, dla którego dr Markowi Migalskiemu uniemożliwiono otwarcia przewodu habilitacyjnego. – Lustracja lustracją, ale politolog stał się raczej ofiarą własnego sukcesu – twierdzi publicysta „Dziennika Zachodniego”, zajmujący się tematyką agentury na Uniwersytecie Śląskim. – Środowisko nie lubi, jak ktoś się wybija i medialnych naukowców jak Migalskiego ściąga raczej w dół, niż im pomaga – dodaje dziennikarz.

Rozmowa z dr Markiem Migalskim

baner

Może „sądy kapturowe” nie będą już bezkarne

Z dr Markiem Migalskim z Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Roman Motoła

Nasza Polska nr 3 z 20 stycznia 2009

marek-migalski

Na uczelniach bez zmian

Nasza Polska nr.3 (690) 20.01.2009

na-uczelniach-bez-zmian

List otwarty wykładowców UJ

uj-logo

List otwarty wykładowców UJ
Rz

Kraków, 19 stycznia 2009 r.

Jego Magnificencja

Prof. dr hab. Karol Musioł

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Pragniemy wyrazić nasze zaniepokojenie wydarzeniem, do jakiego doszło w dniu 13 stycznia br. na posiedzeniu Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Fakt uniemożliwienia wszczęcia procedury habilitacyjnej dr. Markowi Migalskiemu bez podniesienia jakichkolwiek merytorycznych argumentów i wbrew jednomyślnej, pozytywnej ocenie jego dorobku naukowego przez Zespół powołany w tym celu przez Radę Wydziału, rodzi uzasadnione podejrzenia, że o wyniku tajnego głosowania zadecydowały względy niemające nic wspólnego z kryteriami, jakie określa ustawa o tytule i stopniach naukowych.

Wyrażamy nadzieję, że mimo tego incydentu Uniwersytet Jagielloński pozostanie miejscem, w którym podstawą do decyzji w sprawach personalnych nie będą uprzedzenia czy też porachunki o charakterze osobistym i politycznym.

Pocałunek śmierci dla naukowca

Pocałunek śmierci dla naukowca

Dziennik Polski

POLITOLOGIA. Krytyka przełożonego może oznaczać koniec marzeń o profesurze

W tajnym głosowaniu rady, które odbyło się we wtorek, politologowi z Uniwersytetu Śląskiego zabrakło jednego głosu – potwierdza prof. Bogdan Szlachta, dziekan wspomnianego wydziału UJ. Opublikowana już przez Wydawnictwo Sejmowe książka Migalskiego pt. „Czeski i polski system partyjny” jego pracą habilitacyjną nie będzie, choć została przez specjalnie powołany na UJ zespół oceniona pozytywnie. Wszyscy jego członkowie uznali, że dorobek politologa z Uniwersytetu Śląskiego i ta publikacja pozwalają na otwarcie przewodu.

Dlatego wynik tajnego głosowania rady, kładącego kres marzeniom dr. Migalskiego o habilitacji na Uniwersytecie Jagiellońskim, był sporym zaskoczeniem. Choćby dla prof. Włodzimierza Bernackiego, członka wspomnianego zespołu, który brał udział w posiedzeniu rady, a także dla dr. hab. Antoniego Dudka, który w obu tych ciałach zasiadał. – To pocałunek śmierci dla naukowca – mówi ten drugi. Bo skoro nie udało się otworzyć przewodu na UJ, tej pracy nie przyjmie żadna inna uczelnia.

– Mam nadzieję, że wszyscy głosujący kierowali się powodami merytorycznymi – mówi prof. Szlachta. Nie wyklucza jednak, że dla niektórych znaczenie miał też list otwarty, podpisany przez pracowników Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego, który dotarł do Krakowa. Jego kopię czytali biorący udział w głosowaniu.

List stanowi wyraz oburzenia podpisanych pod nim ponad 50 osób „wobec sposobu, w jaki przedstawiono ten instytut w programie TVP »Na uczelniach bez zmian«, autorstwa Bronisława Wildsteina”. I choć nie pada tu nazwisko dr. Migalskiego, o jego udział w tej audycji chodzi. Naukowiec powiedział w niej, że szef instytutu, w którym pracuje, politolog prof. Jan Iwanek był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. W dodatku – dodał Migalski, od 20 lat nie opublikował żadnej książki, toteż nie ma moralnego ani naukowego mandatu, by wymagać czegokolwiek od podwładnych czy studentów.

– Decyzję rady wiążę z udziałem w moim programie – mówi Bronisław Wildstein. – To kara za to, że dr Migalski ujawnił nieprawość. Jego zdaniem pewne znaczenie mogła też mieć popularność Migalskiego w mediach, jego komentarze do bieżącej sytuacji politycznej.

W myśl przepisów wszystko jest w porządku – rada miała prawo podjąć taką decyzję. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, wcześniej „zniechęcono” dr. Migalskiego do prób otwierania przewodu habilitacyjnego we Wrocławiu. Sam Marek Migalski także wiąże wynik głosowania z wyrażoną w programie red. Wildsteina opinią. By zostać doktorem habilitowanym, musi napisać kolejną pracę naukow

———-

List otwarty kolegów uderza w karierę naukowca

Dziennik Polski

Uczelniana klika kontra Migalski

Uczelniana klika kontra Migalski

Dziennik

Zazdrość profesorów szacownych uczelni? Obrona byłego współpracownika Służby Bezpieczeństwa? Uczelniana sitwa, która podcina skrzydła niezależnym naukowcom? Jakie są powody odmówienia prawa do zrobienia habilitacji doktorowi politologii Markowi Migalskiemu – zastanawia się Luiza Zalewska.

Popularny w mediach politolog Marek Migalski, który przed kilkoma laty przełamał jednobrzmiący ton dyżurnych komentatorów wydarzeń politycznych, ma dziś problemy z rozpoczęciem habilitacji. Trzy uniwersytety, w tym szacowny Uniwersytet Jagielloński, odmówiły mu tym samym prawa do kontynuowania kariery naukowej.

Warto więc zastanowić się, czy:

1. Nie jest to jawna zemsta na Migalskim za to, że otwarcie krytykował on swojego szefa prof. Jana Iwanka, który okazał się być tajnym współpracownikiem SB?

2. Czy nieprzerwana kariera owego byłego współpracownika przy równoczesnym odebraniu Migalskiemu prawa do kontynuowania drogi naukowej nie zakrawa na koszmarny źart historii?

3. Jak studenci, obserwujący podcinanie skrzydeł naukowcowi, który pozostaje poza akademickim mainstreamem, mogą nauczyć się otwartości, niezależności i odwagi w formułowaniu własnych poglądów?

4. Czy jednym z powodów konsolidacji świata nauki przeciwko Migalskiemu, popularnemu dzięki swej medialności i dużej komunikatywności, nie była zazdrość hermetycznych profesorów, którzy nie potrafią posługiwać się zrozumiałym językiem, wyrażają banalne często poglądy i nie mogą nawet marzyć o zainteresowaniu dziennikarzy?

5. Czy przykład Migalskiego nie potwierdza tezy, że pozostawienie w czasie przełomu środowiska akademickiego samego sobie i liczenie, że w sposób naturalny zweryfikuje ono wewnętrzne układy i hierarchie, niemające wiele wspólnego z nauką, było czystą naiwnością?