Szczególnie godne potępienia jest upodlenie i fałsz szerzony po śmierci Stalina przez ludzi nauki, kultury i sztuki

Komuniści i społeczeństwo PRL wobec śmierci Stalina

Arcana

…Szczególnie godne potępienia jest upodlenie i fałsz szerzony po śmierci Stalina przez ludzi nauki, kultury i sztuki. Część z nich, uchodzących za wielkie autorytety w swoich dziedzinach, do dziś nie przeprosiła za swoje czyny…..

Już same tytuły takiej okolicznościowej publicystyki (zamieszczonej w „Życiu Literackim” z 15 marca 1953 roku) mówią same za siebie: Henryk Markiewicz Nauczyciel pisarzy, Kazimierz Wyka Wkład Stalina w poznanie sztuki. Znaleźć tam możemy także wiersze, które w sposób niegodny osoby obdarzonej mianem twórcy wychwalały „wodza ludzkości”. Były to utwory min. Wisławy Szymborskiej (wiersz Ten dzień, gdzie autorka pisała m.in. „Oto partia – ludzkości wzrok, Oto partia – siła ludów i sumienie, Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie Jego partia rozgarnia mrok”), Jerzego Putramenta (wierszDziewiąty marca, z okazji pogrzebu Stalina) czy Jana Zycha (wiersz Jego serce bije coraz mocniej).

Przyjrzyjmy się bliżej fragmentom tekstów Markiewicza i Wyki. Pierwszy ze wspomnianych autorów pisał m.in. „Wszechstronna i troskliwa opieka jaką Józef Stalin otaczał sprawy literatury była nie tylko jednym z przejawów genialnej uniwersalności Jego umysłu, niestrudzonej energii Jego działania. Wywodziła się nie tylko z osobistych zainteresowań i wrażliwości literackiej i artystycznej, o której świadczy tyle znamiennych faktów”. Z kolei Wyka pisał: „Podstawowy wkład Stalina w rozumienie sztuki i literatury to jego przełomowa praca Marksizm, a zagadnienia językoznawstwa. Jej przełomowość polega na tym, że dopiero w tym wystąpieniu Stalina zostały ostatecznie sformułowane zasady nadrzędne, bez których interpretacja wszelkich zjawisk artystycznych nie da się poprawnie przeprowadzić (…). Geniusz Stalina, precyzując żelazną logikę założeń dialektycznych (…) ukazuje mianowicie drogę do zrozumienia na czym opierają się trwałe wartości literatury”.

Pozostawiam te słowa bez komentarza, niech historia i naród ocenią.

Sebastian Drabik

 

Reklamy

Uczelnie nie są zainteresowane badaniem archiwów IPN

Teczki w internecie, ale nie za cenę IPN-u

Polska

Publikacja esbeckich materiałów w sieci jest potrzebna, ale może na lata zablokować pracę instytutu – na apel Pawła Fąfary odpowiada były szef oddziału IPN w Krakowie prof. Ryszard Terlecki, z którym rozmawia Anna Gwozdowska.

Czy jest jakiś inny sposób, żeby upowszechnić wiedzę na temat teczek? 
Można zachęcić uniwersytety do napisania stu czy dwustu prac doktorskich na temat wielorakich aspektów funkcjonowania agentury. W różnych środowiskach i w różnych okresach. Po 4-5 latach otrzymamy ogromną wiedzę na temat teczek. 

Ale czy można liczyć na uczelnie, które przecież sprzeciwiły się lustracji? 
Niestety, uczelnie nie są zainteresowane badaniem archiwów IPN. Najczęściej ludzie z IPN-u piszą coś o najnowszej historii w oparciu o archiwa po bezpiece. Notabene, ciekawe, że według projektu nowelizacji ustawy o IPN autorstwa Platformy Obywatelskiej senaty uczelni mają opiniować członków kolegium instytutu. A przecież to one stworzyły front antylustracyjny. Na polskich uczelniach nie było rozliczenia ze spuścizną komunizmu. A nie chodzi przecież tylko o współpracę z SB, ale także o dorobek naukowy. Źródła karier wielu znanych dziś uczonych są kompromitujące. Wszyscy jednak machnęliśmy na to ręką. Skutki są takie, że tacy ludzie są we władzach wielu uczelni. 

Odznaczenia dla historyków IPN za sukcesy w docieraniu do prawdy

Prezydent do IPN: Działajcie dalej i bądźcie odważni
ODZNACZENIA DLA HISTORYKÓW INSTYTUTU

tvn.24

Lech Kaczyński odznaczył 22 historyków IPN (w tym Janusza Kurtykę, Piotra Gontarczyka i Jana Żaryna) za „popularyzowanie prawdy o najnowszej historii”. – Jesteście Polsce niezbędni. Działajcie dalej tak jak dotąd i bądźcie odważni – apelował prezydent.
Prezes Instytutu Janusz Kurtyka otrzymał Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, szef pionu naukowego IPN Jan Żaryn – Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, a współautor książki “SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” Piotr Gontarczyk – Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski

“Szczególne sukcesy w docieraniu do prawdy”
Prezydent komplementował IPN pod rządami Kurtyki za „szczególne sukcesy w docieraniu do prawdy nawet wtedy, gdy jest nienajprzyjemniejsza”. – W Polsce odkrywanie prawdy to nie tylko działalność naukowa, to walka wymagająca wielkiej odwagi. Walka przeciw splotowi interesów, który chce to zatamować i nie daje nawet przez chwilę za wygraną. Cieszę się, że mogę odznaczyć nie tylko ludzi kompetentnych, ale odważnych – stwierdził Lech Kaczyński.

Zdaniem prezydenta historycy IPN zasłużyli na ordery, gdyż „przeciwstawiają się temu, co w danej chwili uchodzi za poprawne, nawet jeśli jest sprzeczne z moralnością”.

Kontrola, bo ktoś dotknął niedotykalnych
Dostało się też obecnej ekipie rządzącej za zapowiedzianą (ale odwołaną) kontrolę na UJ po głośnej pracy magisterskiej Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie. Zdaniem prezydenta była to próba zakwestionowania wolności badań naukowych. – Było polecenie kontroli, bo coś dotknęło tych, którzy byli niedotykalni. Bo w Polsce są dwie kategorie: niedotykalni i ci, których można opluwać. To haniebne – uważa Lech Kaczyński.

Ocena ostatniego dwudziestolecia

img_3787

Czy Polska jest krajem o mentalności kolonialnej?

Dziennik Polski

„Ocena ostatniego dwudziestolecia”, które zorganizował Ośrodek Myśli Politycznej i Inicjatywa Małopolska im. Króla Władysława Łokietka. Prowadził ją prof. Ryszard Terlecki, poseł PiS, historyk z Wyższej Szkoły Pedagogiczno-Filozoficznej Ignatianum w Krakowie.

– Chodzi o to, by Polska nie była krajem ludzi o mentalności kolonialnej, czyli takim, w którym zamiast dbania o myśl rodzimą, ograniczano się do przetwarzania cudzych osiągnięć – przekonywał wczoraj w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa prof. Andrzej Chwalba, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Mnie dokładnie o to samo chodzi – podkreślił inny historyk z UJ, prof. Andrzej Nowak, znawca dziejów Rosji.

Prof. Andrzej Nowak w wykładzie wprowadzającym przytoczył wyniki badań OBOP-u, z których wynika, że o ile ponad 70 proc. Polaków mających więcej niż 35 lat winę za zbrodnię katyńską przypisuje Związkowi Sowieckiemu, to wielu młodych ludzi pomiędzy 18. a 29. rokiem życia prezentuje haniebny brak wiedzy. Tylko 40 proc. z nich wskazało na ZSRR jako sprawcę mordu w Katyniu, 25 proc. – uważa, że jest dziełem Niemców, 26 proc. – że do tej pory winny nie został ustalony, a reszta nie miała zdania. Wśród owych 60 proc. spora część była zdania, że ofiarami w Katyniu byli Żydzi zabici przez Polaków. Prof. Nowak powołał się również na sondaż CBOS. Z niego wynika, że młodzi ludzie nie są pokoleniem patriotycznie nastawionym.

Polemikę ze stanowiskiem prof. Nowaka podjął prof. Chwalba. Najpierw przypomniał, że po stanie wojennym z Polski wyjechało kilkaset tysięcy ludzi dobrze wykształconych,

Prof. Chwalba nie zapomniał i o słabych stronach minionego dwudziestolecia. Szczególną uwagę zwrócił na mizerny stan polskiej nauki i oświaty na poziomie akademickim.

Jarosław Kaczyński, prezes PiS, przyznał, że mamy niepodległość, zauważalny postęp gospodarczy, a także byt państwa nie jest zagrożony, chociaż nie w pełni. – Jednak system, który po 1989 r. zbudowaliśmy, jest całkowicie niezdolny do działań zbiorowych – mówił były premier

– Ta niemoc nie jest tyle wynikiem braku pieniędzy czy złych planów, ale przede wszystkim braku porozumienia w gronie polskich elit – podsumował.

Jarosław Szarek z krakowskiego oddziału IPN zebrał gromkie brawa za wypowiedź, w której przyznał, że 20 lat temu miał nadzieję, iż wolna Polska będzie „stała” na wartościach, jak w czasach tzw. I „Solidarności”. Jego nadzieje nie spełniły się.

Andrzej Dobosz, księgarz z Paryża, ale lepiej znany z filmu „Rejs”, bolał, że w wyższych uczelniach nadal bardzo dużo do powiedzenia mają uczeni, którzy do 1989 r. uczyli, że „PRL jest ukoronowaniem dziejów Polski” – jak pisał prof. Antoni Czubiński w podręczniku akademickim w drugiej połowie lat 80.

Jeszcze jeden potwór na uniwersytecie

Potwór na uniwersytecie

Polska- Dziennik Zachodni

Czy znany politolog dr Marek Migalski jest szykanowany za swoje poglądy? I co wspólnego ma z tym prof. Jan Iwanek – sprawdzała Agata Pustułka

Większość współpracowników odwróciła się od niego w maju ubiegłego roku, gdy publicznie zakwestionował kwalifikacje moralne i naukowe prof. Jana Iwanka do kierowania Instytutem Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. 

– Powiedziałem wtedy, że był tajnym współpracownikiem SB i że w związku z tym nie powinien być dyrektorem – mówi Migalski. – Mimo tego prof. Iwanek został szefem Instytutu i otrzymał w głosowaniu miażdżącą przewagę głosów. Dwudziestu dwóch pracowników było „za” a dwóch, w tym ja, „przeciw”. 

Właściwie wtedy zaczęła się między Migalskim i Iwankiem otwarta wojna. – Przestałem mu mówić dzień dobry, bo na moje powitanie nie odpowiadał – wyjaśnia Migalski. 

Gdy prawie trzy lata temu fakty związane z podjęciem przez Iwanka współpracy z SB ujawniły media, naukowiec udzielił „Dziennikowi Zachodniemu” wywiadu, w którym stwierdził: To są wydarzenia sprzed 35 lat. Rozpoczęły się w czasie moich studiów i wtedy też się zakończyły. Trwało to może rok. Odbyłem kilka spotkań z tzw. opiekunem uniwersytetu. (…) Żeby można określić kogoś mianem „tajnego współpracownika” musiał spełniać cztery wyznaczniki. Musiał być świadomy, czynny, tajny i operacyjny. Jak ich nie spełniałem. Dlatego nazywanie mnie agentem to jest nadużycie. 
Dla profesora Iwanka atak Migalskiego był szokiem.
– To był mój student, ja go przyjąłem na studia doktoranckie, byłem przewodniczącym jego komisji doktorskiej, a dwa lata temu wnioskowałem o przyznanie mu nagrody – tłumaczy Iwanek. 
Kolejnym punktem zapalnym okazała się sprawa otwarcia przewodu habilitacyjnego przez Migalskiego. 

– Chciałem porównać systemy polityczne Polski i Czech. Od prof. Iwanka usłyszałem jednak, że muszę zmienić temat, bo ten się nie nadaje. W Katowicach nawet nie starałem się o zgodę na otwarcie przewodu, bo i tak bym jej nie dostał. Postanowiłem spróbować na innym uniwersytecie – mówi Migalski. 
Otrzymał zgodę dziekana na otwarcie zewnętrznego przewodu habilitacyjnego. 
– Większość przyjęła ten fakt z ulgą – twierdzi jeden ze znajomych Migalskiego. 
– Pozbycie się Migalskiego było na rękę władzom uczelni. Przecież ci ludzie jeszcze niedawno gloryfikowali komunizm, a teraz uczą studentów o wyższości demokracji. Sprawa Migalskiego nie stała się początkiem moralnej rewolucji na uniwersytecie. 

Dziś Migalski znajduje się w defensywie. Jest cały czas pracownikiem naukowo-dydaktycznym Uniwersytetu Śląskiego, prowadzi zajęcia ze studentami, ale otwarcia przewodu habilitacyjnego odmówiły mu już uczelnie we Wrocławiu i Krakowie. Odrzucenie wniosków Migalskiego może wyglądać na polityczną intrygę. Bo jak wyjaśnić fakt, że powołana przez Radę Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego pięcioosobowa komisja oceniająca dorobek Migalskiego uznała jednogłośnie, że stanowi on wystarczającą podstawę do wszczęcia przewodu habilitacyjnego, a na posiedzeniu rady wydziału wniosek ten został odrzucony głosami pozostałych członków rady?

Gdy o przyszłości Migalskiego decydowali profesorowie z Krakowa znany był już inny list, jaki napisali koledzy Migalskiego z Wydziału Nauk Społecznych. 

List ten zaś był pokłosiem występu Migalskiego w programie Bronisława Wildsteina, w którym po raz kolejny potępił fakt, że na czele Instytutu stoi prof. Jan Iwanek. 

– Protestujemy przeciwko szykanowaniu, obrażaniu, pomawianiu i dezawuowaniu pracowników Instytutu. Pragniemy podkreślić, że emocjonalna i oparta na osobistych urazach opinia jednego pracownika nie może być utożsamiana i rozumiana jako stanowisko wszystkich jego pracowników – czytamy w piśmie, w którym jednoznacznie nauczyciele pokoleń śląskich dziennikarzy odcięli się od Migalskiego. 

W najnowszym lutowym wydaniu „Gazety Uniwersyteckiej” ukaże się raport komisji historycznej Uniwersytetu Śląskiego, która zajmowała się sprawą lustracji pracowników. Pojawią się w nim pseudonimy Tajnych Współpracowników oraz opis ich działalności. Nie będzie żadnych nazwisk. 
Nauczycieli akademickich, który donosili SB, nie spotkają żadne konsekwencje. Rektor nie ma umocowań prawnych, by np. pozbawić ich zajmowanych stanowisk.

Na uczelniach bez zmian

Nasza Polska nr.3 (690) 20.01.2009

na-uczelniach-bez-zmian

List otwarty wykładowców UJ

uj-logo

List otwarty wykładowców UJ
Rz

Kraków, 19 stycznia 2009 r.

Jego Magnificencja

Prof. dr hab. Karol Musioł

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Pragniemy wyrazić nasze zaniepokojenie wydarzeniem, do jakiego doszło w dniu 13 stycznia br. na posiedzeniu Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Fakt uniemożliwienia wszczęcia procedury habilitacyjnej dr. Markowi Migalskiemu bez podniesienia jakichkolwiek merytorycznych argumentów i wbrew jednomyślnej, pozytywnej ocenie jego dorobku naukowego przez Zespół powołany w tym celu przez Radę Wydziału, rodzi uzasadnione podejrzenia, że o wyniku tajnego głosowania zadecydowały względy niemające nic wspólnego z kryteriami, jakie określa ustawa o tytule i stopniach naukowych.

Wyrażamy nadzieję, że mimo tego incydentu Uniwersytet Jagielloński pozostanie miejscem, w którym podstawą do decyzji w sprawach personalnych nie będą uprzedzenia czy też porachunki o charakterze osobistym i politycznym.