Pożegnanie PRL na uczelniach ?

POŻEGNAJMY PRL W UCZELNIACH

Forum Akademickie, Mirosław Handke

Bez zmian systemowych nie mamy szans na zbliżenie poziomu naszych uniwersytetów do poziomu chociażby światowych „średniaków”. Jeżeli chcemy opracować sensowną strategię rozwoju szkolnictwa wyższego, najpierw musimy przeprowadzić zdecydowane zmiany w jego strukturze i funkcjonowaniu. Czas najwyższy rozstać się z modelem, który w zasadzie ciągle tkwi w PRL−u.

Ustawa przyjęta na początku transformacji ustrojowej w roku 1990 nie mogła przewidzieć skali zmian w naszym kraju i wynikających z tych zmian wyzwań dla szkolnictwa wyższego. W efekcie w znacznym stopniu spetryfikowała system szkolnictwa wyższego PRL−u, który (o czym zapominamy) został wprowadzony na wzór radziecki w latach 1952−54, a więc w apogeum okresu stalinowskiego

Czy w nauce też już się czuje wiosenny powiew PRL-u ?

Wiosna za pasem, czuję świeży  powiew PRL-u!

Kariera naukowa w PRL

Kariera naukowa ręcznie sterowana

Nasz Dziennik

„Załatwić negatywnie” – to lakoniczne stwierdzenie zamykało ciągnący się nieraz całymi latami proces blokowania przez reżim komunistyczny przyznawania stopni naukowych „wrogom systemu”. Na każdym etapie komuniści z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych mogli zablokować nominację doktorską czy profesorską za pośrednictwem komitetów PZPR, mogli przetrzymywać wniosek, by w końcu go odrzucić, a przez ubeków lub późniejszych esbeków wpłynąć na wnioskodawców „proponując wycofanie wniosku”, co praktycznie oznaczało jego odrzucenie.

Komuniści mogli zablokować nominację za pośrednictwem komitetów PZPR, mogli przetrzymywać wniosek całymi latami, by w końcu go odrzucić, mogli przez ubeków lub esbeków wpłynąć na wnioskodawców, „proponując wycofanie wniosku”, co praktycznie oznaczało jego odrzucenie.
Tak jak niektórzy się złamali, by zdobyć upragniony tytuł, tak inni poprzestali na habilitacji lub doktoracie. W sumie jednak całe to peerelowskie dziedzictwo tytułów i stopni nie jest obiektywne i miarodajne; za dużo w tym było brudnej polityki, ludzkich słabości, ideologii i tajnych służb.

Dekomunizacja prawa, której nie było

Dekomunizacja prawa, której nie było

Rz

W polskich ustawach wciąż jest kilka tysięcy odesłań do PRL i okresu totalitarnego. Żaden rząd nie zdecydował się oczyścić naszego prawa z niechlubnych pamiątek.

Mimo że takie przepisy funkcjonują zazwyczaj wyłącznie na papierze – rażą swoją wymową. W ustawie o Policji ciągle istnieje przepis, dający władzom prawo wysłania przeciwko obywatelom zwartych pododdziałów policji uzbrojonych np. w broń maszynową. Wcześniej całe dekady stosowano podobny przepis przeciwko uczestnikom strajków i antykomunistycznych manifestacji.

prof. Piotr Winczorek. – Trzeba bardzo delikatnie to wszystko przesiać, oddzielić anachronizmy od tego, co jest rzeczą nie do przyjęcia, ale trudną do usunięcia ze względu na koszty społeczne. Taką zaszłością jest np. dekret o reformie rolnej, który można określić jako pozostałość po totalitaryzmie. Jego skutki bardzo trudno dziś cofnąć, gdyż mogłoby to być bolesne dla obywateli i ich praw nabytych. Dlatego konieczna jest rozwaga.

Konstytucjonalista dziwi się jednocześnie, że w polskim prawie w dalszym ciągu funkcjonuje PRL-owska terminologia, można ją bowiem usunąć jednym pociągnięciem pióra.

Zdaniem prof. Winczorka taką ustawę czyszczącą mogłaby przygotować głowa państwa, ale w ścisłej współpracy z rządem i Radą Legislacyjną. – Prezydent nadaje się do tego najbardziej, gdyż to on ma dbać o ciągłość władzy państwowej. To jest jego konstytucyjny obowiązek – kończy profesor.

Ile PRL w III RP

Niezależna pl logo

ILE PRL W III RP

Barbara Fedyszak-Radziejowska „Nowe Państwo”


Chciałabym zrozumieć, dlaczego tak wielu moich młodych współpracowników w PAN i na uczelni, którzy mają trzydzieści parę, czterdzieści lat, tak łatwo akceptuje mechanizmy życia społecznego dysfunkcyjne dla interesów naszej wspólnoty? Skąd się bierze narastające przyzwolenie na niedoskonałość demokracji?…

Dlaczego lustracja nie może się udać? Dlaczego tak trudno walczyć z korupcją? Bo to są mechanizmy kontrolowania elit. Czym jest z socjologicznego punktu widzenia lustracja? To przetestowanie, czy obywatel zasługuje na to, żeby zostać elitą mojego kraju.

Przy Okrągłym Stole zassano mechanizmy PRL do III RP. Lustracja jest niepotrzebna, bo to jest mechanizm, w którym demos, czyli zwykły wyborca, ośmiela się kontrolować elity i mówić: „Sprawdzam”.

Co to jest walka z korupcją? To jest próba sprawdzenia, jak rządzisz. Nie skąd przyszedłeś, tylko jak rządzisz. Na zajęciach spotykam studentów, którzy niemal z pianą na ustach mówią, że to skandal, iż w Polsce istnieje takie prawo, które pozwala temu, kto dał łapówkę, donieść na tego, kto ją wziął, i nie ponieść kary. Jest skandalem to, że można walczyć z korupcją.

A prowokacja? Jak można było zrobić coś takiego pani Sawickiej? – mówią młodzi ludzie. Nie komuniści, nie postkomuniści, a studenci kierunku administracji. Oni będą pracować w administracji publicznej. Dlaczego mają takie zdanie? Dlatego, że ich przekonano, że elit kontrolować nie można

W prawie, jak w nauce

Kartel szkodzący państwu

Rz

Prawo jest fundamentem państwa. Ale w Polsce oddane zostało ono korporacji. Wyobrażenie, że sama się ona zreformuje, jest bardziej niż naiwne. Mogą to zrobić tylko politycy.

Wszystko, jak to w III RP, zaczęło się w PRL, czyli przy Okrągłym Stole. To w trakcie tych rokowań zagwarantowana została polityczna nieodwoływalność sędziów. Wydawałoby się: cywilizacyjne osiągnięcie – pod warunkiem wszakże, że zasada ta działa w całości. Tzn. na początku sędziowie powoływani są zgodnie z zasadami państwa prawa i dlatego nie mogą być z politycznych względów odwoływani.

Sęk w tym, że nikt (łącznie z Sądem Najwyższym) nie uznaje PRL za państwo prawa. Trudno więc przyjąć, że w takim państwie sędziowie nominowani byli zgodnie z właściwymi normami. Nie znaczy to, że nie było wśród nich wielu uczciwych i kompetentnych ludzi. Z pewnością jednak niewysokie standardy regulowały funkcjonowanie tej zbiorowości.

Natomiast już od upadku komunizmu całe środowisko zwarło szeregi, aby bronić wszystkich członków korporacji. Ta korporacyjna mentalność naznaczyła jego postawę i nie zmieniła się na jotę po dziś dzień. Nikt z sędziów nie został rozliczony za usługową działalności względem aparatu represji totalitarnego państwa. W latach 90. wprowadzono ustawę o pozbawieniu uprawnień sędziów, którzy w PRL sprzeniewierzyli się niezawisłości. Pozostała ona martwa, gdyż została zbojkotowana przez sędziów, a komisja dyscyplinarna nie wyciągnęła konsekwencji wobec nikogo. Może wystarczy przykład sędziego Andrzeja Węglowskiego, który w latach 80. skazał na dwa i pół roku więzienia człowieka przyłapanego z prosiakiem, na którym widniał napis: „ja głosuję“. Sędzia ów był wzorcowym przykładem przedstawiciela aparatu represji, m.in. nadzorował weryfikację swoich kolegów. Kilka lat temu wspomniana komisja na oczywiście niejawnym posiedzeniu oczyściła go z wszystkich zarzutów.

Najbardziej w tej kwestii wymowna jest postawa Sądu Najwyższego. Stosunkowo niedawno, bo w grudniu 2007 roku położył on kres śledztwu, jakie IPN wszczął wobec sędziów stanu wojennego, którzy wydawali wieloletnie wyroki na zamówienie, łamiąc nawet prawo PRL. Skazywali organizatorów strajków bezpośrednio po ogłoszeniu stanu wojennego. Dekret o jego ogłoszeniu nie został wtedy jeszcze opublikowany w Dzienniku Ustaw, a więc organizatorzy strajków nawet, zgodnie z PRL-owskimi zasadami, „ustawy“ tej nie zdążyli naruszyć. Podnosili to wielokrotnie ich obrońcy, ale dyspozycyjni sędziowie nie przejmowali się tym.

Uchwała Sądu Najwyższego stwierdziła m.in., że sędziów tych nie można pociągnąć do żadnej odpowiedzialności, ponieważ: „PRL nie była państwem prawa“. I chociaż z tym ostatnim zgodzić się należy, uznanie tej prawdy za uzasadnienie bezkarności jego funkcjonariuszy jest ewenementem na światową skalę, nie mówiąc o tym, że jest sprzeczne z innym orzeczeniami Sądu Najwyższego. Również w tym wypadku widać zasadę chorej korporacji, która uznaje za naczelną zasadę obronę swoich członków.

Nieuczciwość PRL-u, nieuczciwość czasu kryzysu

Nieuczciwość PRL-u, nieuczciwość czasu kryzysu -B.Fedyszak-Radziejowska w Zeszytach Karmelitańskich

Nieuczciwość to w zasadzie nic wielkiego, to takie drobne odstępstwo od obowiązujących i akceptowanych zasad. Czasami konieczne, bo inaczej się nie da, czasami wygodne, bo ułatwia życie. Bywa, że nieuczciwość przynosi korzyści, raz większe, raz mniejsze, zwykle pozwala żyć i daje żyć innym. Słabości, ludzka rzecz. Nikt nie jest doskonały, każdemu może się zdarzyć… Nieuczciwość to przecież nie jest nikczemność czy podłość, to tylko ludzka słabość i nikt z nas nie jest tu bez winy.

Przypadek PRL-u

System to było oczywiście coś więcej – zbrodnicze założenia, likwidacja prywatnej własności i całych grup społecznych, narzucana przemocą ideologia „naukowego marksizmu”, nieobecne państwo i omnipotencja partii całkowicie zależnej od ZSRR. To cenzura, represje, więzienia, nieznani sprawcy i znani esbecy.

Ale tym, co deprawowało najgłębiej, była nomenklatura wprowadzająca do codziennego i publicznego życia nieuczciwość. Nomenklatura, czyli niezliczone wykazy stanowisk, na które partia dobierała ludzi. Wszyscy „ważni” – od posłów, ministrów, dyrektorów zakładów przemysłowych, szkół, przedszkoli, instytutów naukowych, przewodniczących sądów powszechnych i komendantów posterunków milicji po pomniejszych kierowników – zatwierdzani byli przez stosowne organa partii. Nawet powołanie przewodniczącego osiedlowego stowarzyszenia hodowców gołębi (lub kanarków, jak kto woli) poprzedzała zgoda osiedlowego lub dzielnicowego komitetu PZPR.

W potrzasku nomenklatury 

Naszej nieuczciwości powszechnej uczył nas system awansowania i degradowania, karania i nagradzania, obowiązujący w tym swoistym, wielkim, socjalistycznym zakładzie pracy, którym był PRL…

Stare elity polityczne, elity nauki, kultury, gospodarki, policji, służb specjalnych i wymiaru sprawiedliwości w dużej mierze wymordowali Niemcy i Sowieci, a unicestwił je (i ostatecznie zmarginalizował) PRL. Te nowe, mianowane przez partię, rozliczane były głównie z posłuszeństwa i lojalności wobec tzw. obozu socjalistycznego. Nikt, kto nie zyskał akceptacji partii, nie miał szans na wysokie stanowisko, na kierowanie innymi, na nagradzanie i karanie, a więc decydowanie o ich przydatności. I tak co najmniej dwa pokolenia wychowano w przekonaniu, że moralność tworzą bardzo elastyczne, rozciągliwe normy. Przez cztery dziesięciolecia kształtowała się PRL-owska nieuczciwość, w której budowano wyspy „normalnej” moralności, uczciwości oraz prawości, zamieszkiwane głównie przez ludzi zwyczajnych i „swoich”….

Nasza dzisiejsza nieuczciwość nie wzięła się ani z „odwiecznych” polskich wad, ani z niedoskonałości polskiego katolicyzmu, chociaż najbardziej elitarne środowiska pisują o nim, że jest on płytki i pełen hipokryzji. Te głębokie rany pozostawił w nas PRL i jego demoralizujący system nagradzania nieprawości. To była bardzo zła szkoła moralności i bardzo skuteczna szkoła nieuczciwości. Mam wrażenie, że próbujemy bezczynnie doczekać czasów, w których „worki” B. Franklina zostaną w końcu napełnione wszelkimi dobrami i wtedy „same” się wyprostują. To bardzo przygnębiający pomysł na Polskę wolną od nieuczciwości. A jeszcze bardziej przygnębiają praktyki przyzwalania „swoim” na wiele i ścigania „nieswoich” tylko po to, by więcej „zostało dla naszych”. To jest właśnie PRL w czystej postaci, tyle tylko, że dzisiaj usprawiedliwienia w rodzaju: „Inaczej się nie da” – nie mają sensu. Da się, trzeba po prostu zacząć.

 

 

Flos Carmeli Sp.z o.o.
Wydawnictwo Warszawskiej Prowincji Karmelitów Bosych
ul. Działowa 25 ; 61-747 Poznań
tel.0-61 856 08-34
wydawnictwo@floscarmeli.poznan.pl
www.floscarmeli.poznan.pl