Uczelnie publiczne mogą pobierać od studentów opłaty za drugi kierunek studiów

W 2012 r. pierwsze opłaty za studia dzienne

PAP-Nauka w Polsce

Studenci, którzy w 2012 r. rozpoczną studia dzienne na dwóch kierunkach będą musieli za jeden z nich zapłacić.W nowym roku wchodzi w życie prawo, że tylko jedne studia będzie można skończyć na koszt podatnika. Natomiast ma się poprawić sytuacja doktorantów.

Formalnie od 1 stycznia uczelnie publiczne mogą pobierać od studentów opłaty za drugi kierunek studiów, ponieważ z początkiem nowego roku wchodzi w życie przepis znowelizowanej w 2011 r. ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, który to umożliwia. Inne przepisy mówią jednak, że za naukę na państwowych studiach dziennych zaczną płacić dopiero osoby, które zostaną przyjęte na uczelnie w roku akademickim 2012/2013, czyli od października….

Nie będzie opłat za studia

Kudrycka: nie będzie opłat za studia

Rz

Rząd PO i PSL nie rozważa możliwości wprowadzenia odpłatnego czesnego na uczelniach publicznych – powiedziała minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka. – To jest nasze zobowiązanie z początku kadencji – przypomniała minister.

W ten sposób Kudrycka skomentowała przedstawioną na Uniwersytecie Warszawskim propozycję rektorów polskich uczelni, by od 2015 r. wprowadzić częściową odpłatność „za studia stacjonarne w uczelniach publicznych, na poziomie ok. 1/4 średniego kosztu kształcenia w tych uczelniach”.

Według informacji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w Polsce średnie koszty kształcenia na jednego studenta w ciągu jednego roku studiów wynoszą ok. 10 tys. zł.

– Rząd Platformy Obywatelskiej i PSL-u nie rozważa możliwości wprowadzenia studiów odpłatnych na uczelniach publicznych w systemie studiów stacjonarnych – powiedziała Kudrycka i podkreśliła, że pomysł rektorów jest „na razie tylko propozycją, która wymaga szerokiej debaty publicznej”.

Studenci podnoszą alarm

Studenci podnoszą alarm

Rz

Kilkuset żaków protestowało przeciw rządowym planom wprowadzenia opłat za drugi kierunek studiów.

Ministerstwo krytycznie podchodzi do studenckich protestów. – Sprowadzanie problemów szkolnictwa wyższego do poziomu gwizdków na ulicy nie służy rzetelnej debacie na ten temat – mówi Bartosz Loba, rzecznik prasowy resortu. Dodaje, że trwające półtora roku konsultacje społeczne w sprawie planowanej reformy były otwarte na propozycje studentów.

Jednak według Wojciecha Kobylińskiego, sekretarza krajowego DZS obecnie działające organizacje studenckie nie są skuteczne w walce o prawa i przywileje swojego środowiska. – Nie robią nic, by w Polsce studiowało się lepiej, a czasem nawet pokornie przyklepują krzywdzące dla nas inicjatywy ustawodawcze. Ich działalność sprowadza się do organizowania imprez i konkurowania kto załatwi tańsze piwo – mówi „Rz” Kobyliński.

– To absurdalne oskarżenia – twierdzi Piotr Wiaderny, przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów – jednej z największych organizacji studenckich w kraju. – Nasza działalność opiera się na przedstawianiu konstruktywnych propozycji i merytorycznej dyskusji. Nie zamierzamy organizować pikiet i wychodzić na ulice, bo awanturnictwo nie jest metodą poprawę jakości studiowania w Polsce – dodaje.

Bartłomiej Banaszak, przewodniczący Parlamentu Studentów RP przestrzega przed nazywaniem większości pomysłów minister Kudryckiej „antystudenckimi”. – Wiele z proponowanych zmian – np. zawieranie umów z uczelnią, dzięki czemu warunki nauki nie zmienią się w trakcje studiów – działa na korzyść studentów, wzmacnia ich relacje z uczelnią – tłumaczy Banaszak. Według niego pojawienie się DZS-u może przynieść korzystne efekty. – Choćby dlatego, że mobilizuje inne już istniejące organizacje do aktywniejszej pracy na rzecz studentów – uważa Banaszak. Ale przestrzega: – Ideologia nie może być ważniejsza od realnego działania.

Należy wprowadzić powszechną współpłatność za studia.

Jak poprawić jakość studiów? Wprowadzić opłaty

GW

Czy my nie udajemy, że mamy wiele uczelni, a w rzeczywistości znaczna ich część to szkółki?

– W USA poza najlepszymi uczelniami jest duża grupa średnich i spora tzw. community colleges – instytucji nazywanych szkołami wyższymi, które wcale nie są lepsze od naszych. To takie półwyższe instytucje. Czy są potrzebne? Oczywiście. W przyszłości w krajach rozwiniętych wszyscy zatrudnieni ludzie będą musieli mieć wyższe wykształcenie. Zdobędą je na różnych uczelniach. Jedni na Harvardach, inni na bardzo skromnych. Są przypadki skrajne, kiedy produkt jest szkodliwy dla użytkownika. Takie uczelnie trzeba zamykać. Szybko i stanowczo.

W Polsce jest co najmniej 30 proc. szkół o tak niskim standardzie, że należałoby je zamknąć. Kształcą 7 do 10 proc. studentów. To około 200 tysięcy ludzi, których mogą przyjąć uczelnie lepsze. Kształcić ich trzeba, bo wykształcenie wyższe nie jest już czymś elitarnym. To powinien być standard.

A żeby poprawić jakość polskich uczelni należy wprowadzić powszechną współpłatność za studia. I trzeba wreszcie opracować wyraźną długofalową strategię rozwoju szkolnictwa wyższego, która nie podlegałaby politycznym zmianom. Uzyskanie lepszej pozycji międzynarodowej powinno być celem strategicznym. Tyle że bez aktywnej roli państwa i porządnego finansowania ze strony budżetu, przedsiębiorców i studentów, nie da się tego zrobić.

*Prof. Andrzej K. Koźmiński,

Kudrycka broni opłat za drugi kierunek

Kudrycka broni opłat za drugi kierunek

Rz

Opłaty za studiowanie drugiego kierunku mają służyć racjonalizacji systemu studiów opłacanych z budżetu państwa – twierdzi minister edukacji.

Minister odpowiadała dzisiaj w Sejmie na pytania posłów PO Andrzeja Czerwińskiego i Andrzeja Smirnowa w sprawie ograniczenia liczby bezpłatnych kierunków studiów na uczelniach publicznych.

– W ostatnich latach obserwujemy lawinowy wzrost liczby studentów studiujących na drugim kierunku. Są uczelnie, gdzie już w tej chwili liczba ta wynosi około 30 proc. wszystkich studiujących w danej uczelni – podkreśla Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Każdego roku liczba studentów studiujących drugi kierunek wzrasta o 10 procent, także możemy dojść do sytuacji, że liczba takich studentów wyniesie 50 proc. Nie możemy sobie pozwolić na taką rozrzutność.

W jej opinii, wprowadzenie zapisu o ograniczeniu liczby bezpłatnych kierunków studiów uzasadnia także konstytucyjna zasada równego dostępu do bezpłatnych studiów.

– Na studiach płaconych z kieszeni podatników mogą studiować najlepsi maturzyści, a więc ci, którzy uzyskują najlepsze oceny na maturze i tak samo ci, którzy są najlepsi na danym roku za zgodą dziekana na podstawie swoich ocen z egzaminów i ćwiczeń mogli być wytypowani do studiowania drugiego kierunku – mówi Kudrycka.

Uczelnie prywatne walczą o swe prawa

Uczelnie prywatne walczą o swe prawa

Dziennik Polski

EDUKACJA. Stowarzyszenie Rektorów i Założycieli Uczelni Niepaństwowych wystosowało list do minister nauki prof. Barbary Kudryckiej, w którym apeluje o poprawę sytuacji prywatnych szkół. Zdaniem stowarzyszenia, nie są one traktowane na równi z uczelniami publicznymi.

„Zamierzamy domagać się zwrotu do budżetu państwa części środków finansowych pobieranych przez uczelnie państwowe za płatne studia. Zamierzamy dowieść, że opłaty pobierane za studia były znacznie zawyżone. Nie służyły rozwojowi uczelni, a posłużyły zbudowaniu prywatnych majątków przez działające w uczelniach grupy interesów utworzone przez pracowników naukowych i naukowo-dydaktycznych tych uczelni” – czytamy w liście. Jego autorzy podkreślają również, że brakuje obecnie „równoprawnego dostępu do środków z Unii Europejskiej na realizację projektów służących rozwojowi szkolnictwa wyższego i nauki”.

– Jak możemy konkurować z uczelniami publicznymi, jeśli w niektórych miastach dochodzi do nadużyć? W Krakowie nie ma tego problemu, ale są miasta, gdzie finanse nie są sprawiedliwie rozdysponowywane i niekoniecznie idą na pokrycie potrzeb uczelni. Mamy na to dowody. Na razie pod listem podpisało się ok. 20 uczelni – mówi dr Mirosław Zdanowski, prezes stowarzyszenia i rektor Akademii Finansów w Warszawie

O POMYŚLE REFORMY NA UCZELNIACH

Wittbrodt: Burza zamiast reformy

Dziennik

ANNA WOJCIECHOWSKA: Burzę w środowisku akademickim wywołał pomysł minister Barbary Kudryckiej wprowadzenia odpłatności za drugi kierunek studiów. Ma sens to rozwiązanie czy nie?
EDMUND WITTBRODT: Ma. Jest to próba wyrównywania szans mniej zamożnej młodzieży ze wsi, małych miasteczek, która ma problemy z dostaniem się na bezpłatne studia. Próba podjęta przy ograniczonych w tej chwili środkach budżetowych. Dziś już jest tak, że 60 proc. młodzieży płaci za studia, a 40 proc. nie. Ci, którzy studiują po dwa i więcej kierunków, zmniejszają niejako ten limit 40 proc.

Problem w tym, że – jak argumentują krytycy pani minister – to pozorne rozwiązanie, które przyniesie niewiele oszczędności. Pan ma przekonanie, że wprowadzenie płatności za drugi kierunek rzeczywiście pomoże tym mniej zamożnym studentom?
Wydaje mi się, że to rozwiązanie otwiera taką możliwość. Faktem jest, że oszczędności z tego nie będą zbyt wielkie, ale jest to niewątpliwie próba powiedzenia, że jednak studia kosztują, i to z podatków wszystkich. I chodzi o to, by zwiększyć choć trochę pulę bezpłatnych studiów. Ja jestem oczywiście zwolennikiem dalej idących zmian. Uważam, że studia powinny być współpłatne, że wszyscy powinni płacić jakąś część…

Ale przyzna pan, że resort nauki do tej pory był wyłączony raczej z polityki?
Rzeczywiście, nigdy nie było takich problemów ze szkolnictwem wyższym. Wydaje mi się, że jest potrzeba większego dialogu z przedstawicielami środowiska. Ale na etapie założeń do projektu. To, co mnie niepokoi wokół tego resortu, to sytuacja, w której mam wrażenie, że długo, długo nic, cisza i nagle pojawiają się jakieś konkretne rozwiązania. I wybucha burza. Za mało jest rozmów, konsultacji i wczuwania się w oczekiwania środowiska. Nie zawsze oczywiście trzeba wychodzić im naprzeciw. Minister nie musi się zgadzać z nimi, ale dyskusja jest zawsze potrzebna.

Bezpłatna pula dla studenta

Studia za darmo tylko raz

GW

Projekt Ministerstwa Nauki. Studencie, tylko jeden kierunek studiów dziennych dostaniesz od państwa za darmo. Za drugi zapłacisz. W wyborze możesz się pomylić tylko o jeden semestr.

Jak się dowiedziała „Gazeta”, w poniedziałek minister nauki Barbara Kudrycka ogłosi projekt nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Od roku akademickiego 2010/11 studenci mieliby prawo do bezpłatnych dziennych studiów tylko na jednym kierunku.

Ministerstwo chce dać studentom „koszyk usług gwarantowanych”. Wykorzysta Europejski System Transferu Punktów ECTS. Każdy rok studiów dziennych to 60 punktów (za zajęcia, wykłady, zaliczenia). Bezpłatny limit na zrobienie licencjatu to 180 punktów (60 pkt razy 3 lata); na dwuletnie studia magisterskie – kolejne 120 pkt. Limit na pięcioletnie magisterskie – 300 pkt. A na sześcioletnią medycynę – 360.

Student ma prawo wykorzystać tylko jedną taką pulę. Jeśli po trzech latach historii zapragnie prawa, to za darmo postudiuje jeszcze tylko dwa lata, do wyczerpania pięcioletniej puli. Za resztę – zapłaci. Dziś semestr zaocznego prawa na Uniwersytecie Warszawskim kosztuje 7 tys., w Toruniu – 5 tys. Na osłodę ministerstwo dorzuca jeden bezpłatny semestr. Student może się pomylić raz w wyborze, ale na korektę ma tylko semestr. 

A jeśli zdolny żak zechce zgłębić kolejny fakultet, ale go nie stać? 10 proc. najlepszych na każdym kierunku ma mieć prawo do darmowego drugiego wyboru.

Ministerstwo zapewnia, że na korzyść studentów potraktuje też studia międzywydziałowe. Ale tego w projekcie nie ma.

Min. Kudrycka: – Projekt ma ograniczyć darmowe multistudiowanie. Ministerstwo powołuje się też na raport Banku Światowego z 2005 r. – w Polsce na studia płatne idzie – paradoksalnie – młodzież z rodzin mniej zamożnych i ze wsi. I by się uczyć, musi pracować. A na bezpłatne stacjonarne dostają się dzieci rodziców o wyższym wykształceniu i dochodach, których stać na korepetycje i utrzymanie dziecka w czasie studiów. 

Konstytucja gwarantuje bezpłatną naukę w szkołach publicznych. Czy projekt jest z nią zgodny? -Konsultowaliśmy z prawnikami. My w zasadzie ten dostęp rozszerzamy. Studiujących za darmo będzie więcej – mówi rzecznik resortu Bartosz Loba. Nowelizacja ustawy idzie do konsultacji, po miesiącu min. Kudrycka ma ją przedstawić rządowi

Przyszli studenci muszą uważać na finansowe pułapki

Przyszli studenci muszą uważać na finansowe pułapki  

Dziennik Polski

EDUKACJA. Od nowego roku uczelnie będą musiały zrezygnować z pobierania niektórych opłat. Studenci zarówno uczelni państwowych, jak i prywatnych nie będą już płacić m.in. za rejestrację na kolejny semestr i rok, egzaminy poprawkowe, komisyjne oraz dyplomowe. Uczelnie nie będą mogły też pobierać opłat za złożenie i ocenę pracy dyplomowej oraz za suplementy do dyplomów. Takie zmiany przewiduje ministerialny projekt reformy studiów.

– Znane są nam przypadki, kiedy nawet uczelnie publiczne – z powodu nieprzejrzystości przepisów ustawy o szkolnictwie wyższym – pobierały nieuzasadnione, dodatkowe opłaty administracyjne – tłumaczy Bartosz Loba, rzecznik resortu.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego konsultuje właśnie ze środowiskiem akademickim katalog dozwolonych i zakazanych opłat. Zacznie on obowiązywać prawdopodobnie od 2010 roku.

– Często przy wyborze szkoły studenci kierują się reklamą. Uczelnia kusi na przykład niskim czesnym, a dopiero później okazuje się, że wiele innych opłat ukrywała przed kandydatami – mówi Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta.

Studencie, komisyjne poprawki za darmo

Studencie, komisyjne poprawki za darmo

Polska

Minister nauki Barbara Kudrycka ustąpiła studentom. Jak dowiaduje się „Polska”, w ustawie o szkolnictwie wyższym znajdzie się zakaz pobierania opłat za jakiekolwiek egzaminy w trakcie studiów.

W pierwotnym projekcie resort przewidywał płatne egzaminy komisyjne, minister wycofała go dopiero podczas kończących się właśnie konsultacji społecznych nad reformą.

Uczelniom nie będzie też wolno pobierać od studentów wpisowego oraz pieniędzy za egzaminy poprawkowe, dyplomowe i licencjackie. Zmieniony projekt ma być ogłoszony w najbliższych dniach.- Egzamin komisyjny to forma obrony studenta przed niesprawiedliwą oceną wykładowcy. Cieszymy się, że Ministerstwo Nauki uwzględniło nasze argumenty – mówi Bartłomiej Banaszak, szef Parlamentu Studentów RP. I dodaje: – Po tej zmianie wreszcie wszystkie egzaminy wynikające z regulaminu studiów będą bezpłatne.

Egzamin komisyjny przysługuje za zgodą dziekana bądź rektora studentom, którzy uważają, że na dotychczasowych ocenach zaważyły pozamerytoryczne czynniki, np. problemy zdrowotne lub niechęć wykładowcy.Uczelnie za zorganizowanie takiego egzaminu pobierają nawet kilkaset złotych. Wyższa Szkoła Zawodowa „Kadry dla Europy” w Poznaniu za tzw. komis żąda od słuchaczy 300 zł. W Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości za komis trzeba zapłacić 100 zł, w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej Pedagogium w Warszawie – 150 zł.

Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa z Poznania za komisyjny egzamin każe sobie płacić aż 500 zł. – To nie są pieniądze, które wędrują wyłącznie do kieszeni uczelni. Przecież my z tych środków opłacamy pracę wykładowców, którzy zasiadają w komisji, to ich dodatkowe obowiązki – broni idei płatnych egzaminów prof. Jerzy Malec, rektor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego i honorowy przewodniczący Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich.
O ministerialnych ograniczeniach opłat dla studentów mówi ostro. – Ministerstwo nauki nie daje budżetowych pieniędzy na funkcjonowanie niepublicznych szkół wyższych. Nie widzę zatem powodu, dla którego minister miałby ingerować w pobierane przez nas opłaty.