Magister Zyzak magazynierem

Szansa Pawła Zyzaka

blogmedia24.pl

Uprzejmie informuję, iż w imię polityki miłości jaką otoczył nas rząd Tuska Donalda i Totumfackich, Paweł Zyzak (ps. Magister) otrzymał stanowisko młodszego magazyniera w markecie Tesco w Bielsku Białej. Paweł poinformował mnie, że jest niezmiernie wdzięczny za wspaniałomyślność rządu, który tak pokierował jego karierą, że jego marzenia o zostaniu magazynierem wreszcie się spełniły.

Z nieoficjalnych źródeł wiem, że po dwóch latach nienagannej pracy Paweł zostanie dopuszczony do układania towaru na półkach. Kariera stoi przed nim otworem, mam nadzieję, że Paweł, którego osobiście bardzo lubię nie zmarnuje tej szansy. Paweł trzymamy za Ciebie kciuki, nie zawiedź nas.

Ryszard Kapuściński

Doktoranci starają się zadowolić swoich promotorów krytyczną postawą wobec polskości

Dlaczego patrzą na nas z góry

Rz, Zdzisław Krasnodębski

W kręgach zachodnich elit spotykamy antypolonizm ideologiczny. Odnajdziemy go w niemieckich mediach i na amerykańskich elitarnych uniwersytetach, w licznych publikacjach historyków i politologów oraz na portalach internetowych – pisze filozof społeczny…

Pochodzący z Polski doktoranci starają się zadowolić swoich promotorów krytyczną postawą wobec polskości, wybierając tak „kontrowersyjne” tematy jako różne złowieszcze formy polskiego nacjonalizmu. Służy to karierze. Politolog czy historyk, który latami wegetuje na podrzędnym uniwersytecie, gdy pisze w zbyt klasycznym polskim „narratywie”, może – jak pokazuje znany przykład – zrobić światową karierę na jego energicznej dekonstrukcji.

Nie jest w każdym razie przypadkiem, że Norman Davies nie został profesorem w Stanford…

Minister Kudrycka ułatwia karierę doktorom

kudrycka

Minister Kudrycka ułatwia karierę doktorom

Rz

O otrzymaniu habilitacji decydować będą punkty za dorobek badawczy albo artystyczny.

Habilitacja zostaje, ale zupełnie zmieni się procedura jej nadawania – ustalono w Ministerstwie Nauki. Minister Barbara Kudrycka upubliczni dziś założenia modelu kariery akademickiej, które zostaną zapisane w nowelizowanym prawie o szkolnictwie wyższym.Jak dowiedziała się „Rz”, o rozpoczęciu ubiegania się o stopień doktora habilitowanego zdecyduje liczba punktów za osiągnięcia naukowe, badawcze bądź artystyczne.

Punkty zbierać się będzie po doktoracie. Ich liczbę potrzebną do otworzenia przewodu habilitacyjnego ustali minister.O nadaniu stopnia będzie decydowała specjalna komisja. Ma ona brać pod uwagę wyłącznie dorobek kandydata.

Minister chce znieść konieczność przystępowania do kolokwium habilitacyjnego, czyli rodzaju egzaminu, na którym kandydat był przepytywany przez innych naukowców. Zniesiony będzie też wykład habilitacyjny oraz konieczność przedstawienia rozprawy.

Te rozwiązania przyśpieszą habilitację i ograniczą rolę rad wydziałów uczelni w nadawaniu tego stopnia naukowego. Mają też wyeliminować przypadki niejasnych odmów otwarcia przewodu habilitacyjnego, co zdarza się na uczelniach. „Rz” opisywała problemy z habilitacją politologa dr. Marka Migalskiego, któremu rada wydziału UJ odmówiła wszczęcia procedury bez podania przyczyny.

Szykowane zmiany ułatwią życie doktorom, ale niosą utrudnienia dla doktorantów. Minister chce zaostrzyć kryteria przyjmowania ich na bezpłatne studia. Uczelnie mają organizować konkursy, które wyłonią najlepszych. Doktorant będzie też musiał udokumentować znajomość języka obcego, a chcąc otworzyć przewód doktorski, będzie musiał mieć przynajmniej jedną publikację w recenzowanym czasopiśmie naukowym o zasięgu co najmniej krajowym.

Jak przepisuje profesor, to plagiatu nie ma !

akademia-medyczna-we-wroclawiu

Profesor przepisywał, ale plagiatu nie było

GW

Wątpliwa decyzja w sprawie podejrzewanego o popełnienie plagiatu prof. Mariana Grybosia z Akademii Medycznej. Komisja dyscyplinarna uznała, że profesor wprawdzie przepisywał z prac innych autorów, ale plagiatu nie popełnił. Nazwała ten fakt „złym smakiem” i umorzyła całe postępowanie.

Sprawa prof. Mariana Grybosia ciągnęła się od sierpnia ubiegłego roku. Szef I Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa wrocławskiej Akademii Medycznej był podejrzewany o popełnienie plagiatu w swojej pracy doktorskiej i w rozdziale podręcznika „Ginekologia Onkologiczna”. Jak ustalił rzecznik dyscyplinarny wrocławskiej Akademii Medycznej, który pełnił rolę prokuratora w tej sprawie, prof. Gryboś przepisał fragmenty z pracy swojego promotora prof. Mieczysława Cisły. A w podręczniku skopiował co najmniej kilkadziesiąt fragmentów innych opracowań. Nie zaznaczył wyraźnie, że cytuje innych autorów, chociaż wskazał teksty źródłowe.

Uczelniany rzecznik dyscyplinarny złożył wniosek o udzielenie prof. Grybosiowi nagany. Jednak ostateczna decyzja należała do komisji dyscyplinarnej Akademii Medycznej, a ta umorzyła postępowanie wobec lekarza.

Teraz nie ma już przeszkód, żeby wznowić procedurę nadania wrocławskiemu lekarzowi tytułu profesora belwederskiego. Proces ten wstrzymał w sierpniu ówczesny dziekan Wydziału Lekarskiego.

Prof. Tadeusz Kaczorek z Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów: – Kandydat do tytułu profesora powinien być także autorytetem moralnym. Jeśli uznamy, że w tej sprawie naruszone zostały dobre obyczaje, jeszcze raz ją zbadamy. Możemy powołać swoich ekspertów, nie uwikłanych osobiście, bo wiemy, że w takich sytuacjach środowisko wywiera presję.

———

Przedawnienie ratuje profesury na Medycznej

GW

Bez względu na wyniki śledztw w sprawie podejrzewanych o nieuczciwość naukową prof. Ryszarda Andrzejaka, rektora Akademii Medycznej, oraz ginekologa prof. Mariana Grybosia nie stracą oni stopni naukowych. Ich sprawy już się przedawniły.

——–

Prezydent: za długa droga do tytułu profesora

prezydentźródło

Prezydent: za długa droga do tytułu profesora

Rz

O potrzebie skrócenia drogi do uzyskania tytułu profesora mówił prezydent Lech Kaczyński podczas uroczystości nominacji profesorskich w Warszawie.

– To 15. uroczystość w okresie mojej kadencji i przez ten czas było 1,3 tys. nominacji profesorskich. Wziąwszy pod uwagę, jak długa droga prowadzi u nas do tytułu profesora, to liczba 450 nominacji w ciągu roku jest liczbą znaczną. Bardzo się z tego cieszę – powiedział prezydent.

Do przyczyn długiego dochodzenia do stopnia profesorskiego Lech Kaczyński zaliczył konieczność pracy na kilku kierunkach, związaną z poziomem płac oraz różnego rodzaju zadania związane z pracą poza uczelniami.

– Są także przyczyny polegające na tym, że nie ma specjalnego mechanizmu, który by czynił z tego, że jest się znakomitym mistrzem dla innych, odpowiedniego mechanizmu awansu, bo rolą profesorów jest także to, żeby wychowywać swoich następców – podkreślił prezydent.

Lech Kaczyński zaznaczył, że ważne jest, by udział spraw związanych z wychowywaniem nowych doktorów i doktorów habilitowanych był w większym stopniu brany pod uwagę przy decyzji o wysunięciu kogoś na kandydata na profesora. „Postuluję bardzo mocno, żeby element związany z dorobkiem nie tyle dydaktycznym związanym ze studentami, ale z uczniami, bardziej liczył się przy otrzymywaniu tytułu profesorskiego” – powiedział prezydent.

Agent SB napisał książkę dla kombatantów Czerwca’56

poznanski-czerwiec

Agent SB napisał książkę dla kombatantów Czerwca’56

Głos Wielkopolski

Dariusz Matelski, jedyny dotychczas ujawniony tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, napisał książkę dla kombatantów Poznańskiego Czerwca 1956. Publikację sfinansował poznański samorząd, wojewoda i… „Solidarność”.

Starania poznańskich historyków, by władze UAM wyciągnęły wobec Matelskiego konsekwencje za współpracę i donoszenie na kolegów, nie dały żadnego rezultatu. Przeciwnie, można odnieść wrażenie, że ostatnio eks-TW robi karierę. Od czerwca 2008 roku Matelski jest członkiem Rady Naukowej Instytutu Historii UAM, a od października jest profesorem nadzwyczajnym Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi (wykłada w jej oddziale w Bydgoszczy). 

– On czuje się bezkarny. A może jest dumny z tego, co robił w PRL? Nigdy nie przeprosił mnie i innych, na których donosił – mówi prof. Tomasz Schramm. 

Rozpędzić uczelniane stadka

hodowla-kur-lub-naukowcow-w-polsce1

Hodowla kur lub naukowców w Polsce

Rozpędzić uczelniane stadka

Rzeczpospolita

Spłaszczajmy struktury organizacyjne na uczelniach. Kwestionujmy rację bytu zakładów i katedr. Czy naprawdę bez nich cokolwiek się zawali? Twórzmy zespoły doraźne nakierowane na konkretne projekty. Gdy projekt się kończy, nadchodzi czas na nowy krok w nieznane – apeluje naukowiec.

W pszczelim ulu robotnice mają uwstecznione jajniki, ponieważ wzrastają karmione substancją powodującą sterylizację. Tę magiczną substancję produkuje królowa roju. Wiele instytutów i katedr funkcjonuje dokładnie według tej samej metody – z tą różnicą, że atrofii podlegają umysły podwładnych szefa, i to niezależnie od płci. Wystarczy przejść się po krajowych uczelniach i instytutach badawczych, żeby zobaczyć te płochliwe stadka asystentów i adiunktów, spijających mądrość z warg swoich mistrzów. I jednocześnie niezdolnych do podejmowania jakichkolwiek decyzji zarówno administracyjnych lub menedżerskich, jak i merytorycznych. Oczywiście: przecież, zgodnie z nieformalną terminologią polskiej nauki, nie są samodzielni!

W świecie naszych udawanych karier akademickich, chronionych przed weryfikacją świata (dzięki Bogu za ten nasz język, niezrozumiały dla Anglosasów…), usamodzielnienie, czyli zmiana z akademickich kotów w stare wojsko, wymaga rytuału i kontroli.

Ministerstwo do dzisiaj sądzi, że habilitacja zmusza kadry do intelektualnego skoku. Jeżeli skokiem można nazwać 150 egzemplarzy pracy habilitacyjnej, zapakowanych w szary papier i upchniętych w wersalce… Na pewno jest to skok, ale na kasę – usankcjonowanie prawa do wieloetatowego i skwapliwego dawania uprawnień….

Schowajmy młodego człowieka w permanentnych zakładach, katedrach lub instytutach… Intelektualna ucieczka z nich jest niemożliwa – bez zgody przełożonych, którzy decydują o wszystkim. Dlaczego kandydowanie do stypendium naukowego, fundowanego przez znaną firmę kosmetyczną w Polsce, uzależnione jest od uzyskania zgody kierownika jednostki? Wiele osób uważa to za najbardziej naturalny wymóg, ale czyż nie widać, jak bardzo jest on restrykcyjny, i jak bardzo naraża na fochy i dominację ze strony szefa?..

Nasza młoda googlinteligencja nie powinna mieć czasu ani ochoty na roztrząsanie kłopotów belwederinteligencji. Cechować ją powinna umiejętność reinwencji, czyli wymyślania się od nowa, niebrania niczego bezkrytycznie, kwestionowania autorytetów, niezależnie od wieku, dostojeństwa i przeszłych zasług.

Taka kuracja na ogół dobrze robi tymże autorytetom, chociaż niektóre z nich obrażą się śmiertelnie. Jednocześnie trzeba podkreślić: absolutnie nie oznacza to, że nie potrzebujemy autorytetów, ale pozwólmy, aby stworzyły się same. I nie zwracajmy uwagi na ministerialnych urzędników biegających wśród nich z miarkami, aby nam powiedzieć, które autorytety są prawdziwe.