Zmiany w polskim szkolnictwie są konieczne

Min. Kudrycka: Zmiany w polskim szkolnictwie są konieczne

PAP – Nauka w Polsce

Zmiany w polskim szkolnictwie są konieczne, bo rodzime uczelnie muszą się zmierzyć z zagraniczną konkurencją – przekonywała w minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka podczas otwarcia konferencji poświęconej innowacjom w edukacji akademickiej.Dwudniowe spotkanie z udziałem m.in. przedstawicieli świata nauki i pracowników uczelni odbywało się w dniach 9-10 grudnia w Warszawie. …

 jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez CUIwE wśród 249 młodych pracowników naukowych – 50 proc. młodych badaczy na pracę naukową z trudem poświęca zaledwie kilka godzin w tygodniu. „To w oczywisty sposób przekłada się na jej jakość” – komentował dr Marek Kulesza, kierownik Centrum. Wśród czynników, które utrudniają pracę naukową 80 proc. ankietowanych wskazało na niskie zarobki, 63 proc. – brak pieniędzy na udział w konferencjach, 55 proc. – nadmiar zajęć dydaktycznych, a 38 proc. – niedostateczną liczbę kontaktów międzynarodowych.

Jedynie 43 proc. przepytanych młodych uczonych jest przekonanych, że będzie kontynuowało pracę naukową, a 47 proc. deklaruje pracę jedynie w swojej uczelni macierzystej – reszta przyznaje się do „dorabiania” w innych miejscach pracy.

Zmiany na uczelniach

Zmiany na uczelniach

EDUKACJA. Powstanie fundusz projakościowy – zapowiedziała wczoraj w Krakowie minister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Barbara Kudrycka.

– Nie są to bardzo rewolucyjne zmiany – tak prof. Barbara Kudrycka, szefowa resortu nauki, skomentowała założenia reformy szkolnictwa wyższego. Projekt nowelizacji ma trafić pod obrady rządu w przyszłym tygodniu…

Ponad 80 proc. postulatów rektorów zostało uwzględnionych w ministerialnym projekcie. Środowisko akademickie zgodnie podkreśla, że zmiany są konieczne. Niektóre kwestie nadal jednak budzą kontrowersje. Rektorzy żałują, że w projekcie zabrakło propozycji przechodzenia nauczycieli akademickich posiadających tytuł profesora w stan spoczynku po osiągnięciu wieku emerytalnego. Wczoraj minister zapewniła jednak, że nie jest to jeszcze ostateczna decyzja.

– Konsensus, który staraliśmy się wypracować nie tylko z rektorami, ale też ze studentami, doktorantami i nauczycielami akademickimi, jest w tej chwili najlepszym z możliwych – powiedziała prof. Barbara Kudrycka.

Proponowane przez resort zmiany mają wejść w życie od roku akademickiego 2010/2011. Przewidują one również skończenie z tzw. wieloetatowością na uczelniach. Naukowcy nie będą mogli pracować na więcej niż dwóch etatach.

Prof. Ziejka nigdy nie uciekał się do mówienia nieprawdy

Prof. Ziejka zaakceptował zmiany

Dziennik Polski

Czy odwołując 12 osób ze Społecznego Komitetu Ochrony Zabytków Krakowa prezydent Lech Kaczyński chciał dokonać politycznych czystek, jak napisała jedna z gazet?

– To wyjątkowo niemądre i fałszywe stwierdzenie. Chcę przypomnieć, że powoływanie i odwoływanie członków SKOZK-u, jego składu i przewodniczących, to wyłączna kompetencja prezydenta. W dodatku wcześniej i prezydent Lech Wałęsa, i prezydent Kwaśniewski, jeśli dobrze pamiętam, odwoływali cały skład tego ciała i powoływali zupełnie nowy. Nie przypominam sobie, by wtedy ktoś mówił, że dokonali czystek wśród inteligencji krakowskiej.

Powodem odwołania większości z owych 12 osób był fakt, iż od dłuższego czasu nie pojawiały się na spotkaniach komitetu?

– Owszem. Rekordzistą jest prof. Andrzej Zoll, który nie był na jego posiedzeniu od 14 lat, a tuż za nim – Stanisław Handzlik, którego nie było tam od 12 lat…..

Profesor Ziejka oświadczył, iż odwołanie tych osób nie było z nim konsultowane. Twierdzi, że był zaskoczony zmianami i zarzuca Panu kłamstwo. Dlaczego tak mówi?

– Nie umiem odpowiedzieć. Nie rozumiem tego i jestem zbulwersowany, bo prof. Ziejka mówi nieprawdę. Dla mnie były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego zachował się niegodnie, stracił właściwość honorową, a w dodatku szkodzi komitetowi. Konsultacje w sprawie składu SKOZK-u odbywały się przecież po to, by – po pierwsze – uzupełnić i wzmocnić jego skład, o co zwracał się do prezydenta sam komitet, i po drugie – by zakończyć pewną atmosferę konfliktu politycznego, jaka panowała wokół oświadczeń lustracyjnych członków tego ciała. Jestem tym bardziej zdziwiony wypowiedziami prof. Ziejki, że omawialiśmy na tym spotkaniu każde nazwisko po kolei. I przewodniczący zgadzał się, że trzeba pozbyć się ludzi, którzy nie pracują w komitecie, bo potrzebne są osoby zaangażowane i energiczne….

Czy przewodniczący SKOZK-u powinien podać się do dymisji?

– Według mnie powinien odejść. Niepotrzebnie doprowadził do kryzysowej sytuacji, która nie zostanie łatwo zapomniana i będzie rodzić konflikty w łonie samego SKOZK-u. Mówię to, choć dziś jestem posłem do Parlamentu Europejskiego i właściwie nie jest to już moja sprawa, bo nie pracuję przecież w Kancelarii Prezydenta. Niemniej kiedy dwa dni temu wróciłem z Brukseli, byłem zaszokowany, gdy dowiedziałem się, co powiedział prof. Ziejka. Mówię to wszystko z bólem.

Rozmawiała Ewa Łosińska

Prof. Ziejka: – To kłamstwo

Prof. Franciszek Ziejka wydał wczoraj oświadczenie. „Słowa (prof. Legutki) w sprawie rzekomej mojej zgody na odwołanie 12 członków SKOZK od początku do końca są zwykłym kłamstwem, które na dobrą sprawę nie zasługuje nawet na komentarz” – napisał. „W ciągu wieloletniej mojej działalności publicznej, jako rektora UJ, a także Przewodniczącego Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, nigdy nie uciekałem się do mówienia nieprawdy. (…) Nie jestem politykiem, który musiałby ratować swoją skórę poprzez zrzucanie odpowiedzialności za swoje polityczne decyzje na innych” – napisał prof. Ziejka. (PAP)

Reorganizacja w stylu socjalistycznym

Reorganizacja w stylu socjalistycznym

Nasz Dziennik

Z dr. hab. Andrzejem Waśką, literaturoznawcą z Uniwersytetu Jagiellońskiego, byłym wiceministrem edukacji, rozmawia Izabela Borańska

Panie Profesorze, nie będzie kolokwium, wykładu habilitacyjnego ani obowiązku przedstawiania rozprawy habilitacyjnej przez doktorantów. Według minister nauki Barbary Kudryckiej, te zmiany przyspieszą procedury awansu najzdolniejszych naukowców i zagwarantują polskiej nauce najwyższą jakość. Zgadza się Pan z tym?
– Pani minister zamienia procedurę naukową na procedurę administracyjno-biurokratyczną. Podstawą przyznania tytułu doktora habilitowanego oprócz dorobku była i powinna pozostać rozprawa habilitacyjna. Ponieważ rozprawa pokazuje niezależnie od wcześniejszych publikacji skalę możliwości habilitanta. Powinna nią być monografia, która dowodzi, że habilitant opanował także sztukę pisania, że zdolny jest do myślenia syntetycznego o swojej dyscyplinie naukowej, a nie jest tylko obrotnym producentem przyczynków. Prasa informuje, że jakąś podstawą do wszczęcia przewodu habilitacyjnego ma być określona ilość punktów zgromadzona na koncie habilitanta. Powstaje pytanie, kto będzie ustalał zasady punktacji, co będzie punktowane? Nie powinno się oceniać aktywności, tylko rezultaty badawcze. A takim rezultatem habilitacji jest rozprawa habilitacyjna. …

Jakich zmian potrzebuje polska nauka?
– Zmiany proponowane przez ministerstwo oceniam nie jako reformę, tylko jako kolejną reorganizację w stylu socjalistycznym. Rzeczywiste działanie rządu na rzecz nauki powinno polegać na zdobyciu dodatkowych środków – jak mówiłem wcześniej – na stypendia dla doktorantów. Jeśli tych środków nie ma, to mamy do czynienia z działaniami pozornymi organizacyjnymi i biurokratycznymi, które polegają na mnożeniu kolejnych formalnych wymagań biurokratycznych, na żonglowaniu rozwiązaniami organizacyjnymi bez jakiegokolwiek realnego wzmocnienia systemu nauki. Osobiście wolałbym, aby ministerstwo nauki przedstawiło np. jakiś program rozwoju bibliotek, centrów informacji naukowej w Polsce. Bo proszę zwrócić uwagę, że w ciągu kilku ostatnich lat powstały w Polsce dziesiątki, jeśli nie setki szkół wyższych. Ile z tych szkół dysponuje własnymi, dobrze zaopatrzonymi bibliotekami naukowymi? Ile z tych szkół posiada dostęp do zagranicznej literatury przedmiotu, do najnowszych publikacji naukowych, które się ukazują za granicą? Bez tego typu wsparcia nauka się nie rozwinie…

Procent kiepskich profesorów jest taki sam jak kiepskich studentów

Studenci już się nie buntują

Tygodnik Powszechny

Tadeusz Sławek: Młodzież jest dziś taka sama, choć funkcjonuje w innym środowisku. Spora liczba młodych ludzi pojmuje wiedzę jako umiejętność naciśnięcia właściwego klawisza komputera. Mirosław Handke: Procent kiepskich profesorów jest taki sam jak kiepskich studentów. Tyle że studenta można oblać, a profesora nie można wyrzucić.

Handke: Dziś doszliśmy do sytuacji, w której prawie 90 proc. populacji zdaje egzamin dojrzałości. Zdecydowana większość maturzystów idzie na studia, tymczasem niektórzy twierdzą, że mentalnie do pełnych studiów akademickich zdolne jest ok. połowy populacji. Jeżeli wskaźnik skolaryzacji na studiach przekracza 50 proc., to musi to się dziać kosztem obniżenia ich poziomu.

Sławek:  Problemem jest też system prawny, np. rektor uczelni ma związane ręce: czy chciałby przyjąć wyłącznie najlepszych, czy nie, musi swoim pracownikom zapewnić pensum.

Handke:  Na uczelniach wyższych ciągle kwitnie PRL

Sławek: Obraz sytuacji jest nieczysty – bo okrzyk „bądźmy jak Amerykanie” płynie przecież z Brukseli, która chce, by uczelnie szukały pieniędzy w biznesie. A równocześnie realia w ogóle nie są amerykańskie. Nawet na Zachodzie Europy. Co więcej: polskie prawo, zwłaszcza dotyczące zatrudnienia na uczelni, jest beznadziejne. W związku z tym mamy dwie tendencje: tę naturalną, dążącą do wykształcania się hierarchii uniwersytetów z elitą na czele, i drugą, która to deformuje. W efekcie będziemy jeszcze długo otrzymywać monstrualne hybrydy: z jednej strony będziemy się uważać za doskonałych, a z drugiej pierwsza kontrola wypomni rektorowi, że profesorowi X brakuje 20 godzin do pensum.
Polskie szkolnictwo wyższe jest przebiurokratyzowane i przeadministrowane.

Handke: Niestety. Ale to też wskazuje na kolejny element PRL w szkolnictwie wyższym. Zapłaciło ono wysoką cenę za to, że ustawa o szkolnictwie wyższym powstała już w połowie roku 1990, nie mogła więc przewidzieć tego, co zdarzyło się później. W efekcie spetryfikowała zły system. Nałożyły się na to gwarancje, jakie dano profesorom – analogiczne do Karty Nauczyciela w  szkolnictwie. Zapewniono im spokojny byt, system administracyjnych awansów, brak zasad selekcji do profesury; rozmydlono stopnie naukowe. Nie ma dziś limitów na liczbę profesorów, a równocześnie utytułowany profesor nie musi nawet udawać, że pracuje – i nic mu nie grozi. Procent kiepskich profesorów jest taki sam, jak kiepskich studentów. Tyle że studenta można oblać, a profesora nie można wyrzucić.

Sławek: Przybyło kilkaset procent studentów, ale tylko 7 procent kadry. To właściwie nie wymaga komentarza. Moją ciągłą pretensją jest to, że nasz system wciąż nie dowartościowuje jakości dydaktyki. W awansie profesorskim praktycznie się ona nie liczy.

Handke: Jakość profesora w dużej mierze może wymusić student, ale to mechanizm zwrotny, gdyż tylko dobry i umotywowany student będzie o to zabiegał. U nas, niestety, te mechanizmy nie funkcjonują.

Handke: Jest wiele przyczyn. M.in. taka, że mierny naukowiec, jeśli tylko będzie realizował wymogi ustawowe, może dojść do tytułu profesora zwyczajnego. Każdy stopień naukowy jest opleciony gąszczem szczegółowych przepisów, zamiast systemu akredytacji, który sprawdzałby jakość promowanych doktorów i profesorów. Tymczasem u nas zamiast akredytacji działa peerelowski system, który np. dla pewnych uprawnień wymaga ośmiu, niekoniecznie wybitnych, samodzielnych pracowników naukowych, a pięciu wybitnych naukowców (nawet noblistów) – uprawnień nie zapewnia. W ten sposób nie promujemy w ogóle wybitnych i niepokornych. Bo światoburcze koncepcje, nawet jeśli są nieprawdziwe, w nauce są rozwijające, gdyż powodują ferment, wzniecają dyskusję. A takie w obecnym systemie są utrącane. W zamian dominuje rzemieślnicze podejście do nauki, z koncepcjami poprawnymi, w których jednak nie ma nic dla nauki przełomowego.
Musimy to zmienić, ale nasze środowisko nie jest do tego zdolne. Próbowałem jako minister i przegrałem. Po moim odejściu powstała ustawa, która spetryfikowała istniejący układ. Jestem więc przekonany, że zmiany w szkolnictwie wyższym może przeprowadzić tylko ktoś spoza środowiska.

Sławek: Rzeczywiście, nasze środowisko musi zdać sobie sprawę, że w jego obecnym stanie zreformować się go nie da. Rzecz bowiem nie w regulacjach prawnych, bo prawem nie da się opisać postaw, których brakuje.

Handke: Chcenie także można w pewnym stopniu wymusić. Dziwiłbym się, gdyby profesorowie chcieli zmian działających przeciw ich wąsko rozumianemu interesowi. Kto zrezygnuje z dodatkowego etatu czy innych beneficjów? Tymczasem zmiana w szkolnictwie wyższym musiałaby się zacząć od ich odbierania. Nie chodzi nawet o te czysto finansowe, lecz np. o pewność zatrudnienia do emerytury. Dziś profesor nie musi się o nic starać, bo nikt go z pracy nie wyrzuci.

Sławek: Tyle że każdy profesor, na podstawie owego słynnego algorytmu, przynosi uczelni pieniądze.

Handke: To jeden z petryfikujących zły system mechanizmów. A inny polega na tym, że uczelnie są przedemokratyzowane. Rektor ani dziekan niewiele mogą zrobić, bo jakąkolwiek zmianę chciałby przeforsować dziekan, musi przejść przez Radę Wydziału, na której spotykają się interesy zasiadających w niej profesorów.

A studenci?

Handke: Często bywają przede wszystkim przedmiotem manipulacji, co widać podczas wyborów rektorskich: kto kupi sobie studentów, zwiększa szanse wygranej, bo ich głosy to ok. 20 proc. A studenci mają w nosie, jaka będzie uczelnia, bo nie czują się z nią związani.

W Polsce matura tylko po polsku

źródło

W Polsce matura tylko po polsku

GW

„Czujemy się oszukani i mamy wrażenie, że nasza przyszłość leży w rękach ludzi, których nie interesuje poszerzanie perspektyw polskiej młodzieży” – napisali w liście do premiera rządu uczniowie XVII LO w Krakowie

W Krakowie klasy dwujęzyczne istnieją w trzech liceach: I (angielska), VI (angielska i hiszpańska) i XVII (francuska). Razem chodzi do nich około 200 uczniów. By znaleźć się w takim gronie, kandydaci przez sześć godzin tygodniowo szlifują język w dwujęzycznych gimnazjach lub na kursach w klasach wstępnych. W liceum uczą się części przedmiotów – biologia, matematyka, historia, geografia – w języku obcym. Potem jeden z tych przedmiotów zdają w języku obcym na maturze. Zdają też specjalnie przygotowany dla tych klas egzamin z języka. Przypomina on maturę z polskiego, tyle że po francusku, niemiecku, hiszpańsku czy angielsku.

Wysiłek opłaca się, bo otwiera drogę na uczelnie zagraniczne: Na mocy umów międzynarodowych kandydaci na studia z klas dwujęzycznych nie muszą na egzaminach udowadniać znajomości obcego języka.

System ten działał całkiem sprawnie przez 17 lat, aż obecne władze resortu oświaty postanowiły coś zmienić…
Od 2010 roku egzaminów maturalnych z dodatkowych przedmiotów w językach obcych nie będzie! ..

Najwyższe władze polskiej nauki o studiach doktoranckich

Najwyższe władze polskiej nauki o studiach doktoranckich

studentnews.pl

Minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kurdycka, rektorzy warszawskich uczelni – Politechniki Warszawskiej, SGGW, Uniwersytetu Warszawskiego oraz Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L. Koźmińskiego – a także przedstawiciele Krajowej Reprezentacji Doktorantów wezmą udział w konferencji „Model Funkcjonowania Studiów Doktoranckich w Polsce a możliwości jego realizacji w istniejącym systemie prawnym”, która odbędzie się w dniach 19-21 września w Warszawie.

Celem spotkania najwyższych władz polskiej nauki jest wykreowanie optymalnej wizji studiów doktoranckich, która obejmowałaby standardy kształcenia, a także kwestie organizacji i finansowania. Zamierzeniem organizatorów jest, aby efektem zestawienia tej wizji z obowiązującymi regulacjami prawnymi były konkretne propozycje zmian w ustawie. 

——————–

KONFERENCJA

Model funkcjonowania studiów doktoranckich w Polsce a możliwości jego realizacji w istniejącym stanie prawnym