Zwiększyć produkcję profesorów

Za mało mamy profesorów

 

Pycha i zazdrość profesorów na uczelniach

Pycha i zazdrość profesorów na uczelniach

GW

Anna przygotowuje się do habilitacji na jednej z opolskich uczelni. Jest już blisko upragnionego celu. Ale droga do niego wiodła przez mękę – wspomina.

Systematycznie blokował Annie środki na wyjazdy na konferencje naukowe, które potrzebne jej były do zestawienia dorobku naukowego. – Czasem potrzebowałam opinii, oceny jakiegoś fachowca z branży, niezależnego, obiektywnego i na taką konferencję chciałam jechać. Słyszałam wtedy: nie ma pieniędzy – opowiada. 

Gdy mówiła, że sama zapłaci za udział w konferencji, Profesor Blokujący odpowiadał: „Nie zgadzam się na pani nieobecność w pracy”. Kombinowała więc. A to opieka nad dzieckiem, a to pogrzeb kuzynki czy ciotki… – Sporo tych ciotek wtedy straciłam – śmieje się dziś. 

Profesor blokował także pieniądze na publikacje naukowe. By zrobić doktorat, trzeba mieć na koncie przynajmniej dwie-trzy (w przypadku habilitacji – 30) w recenzowanych, specjalistycznych pismach branżowych. Wydawcy trzeba zapłacić – na ogół ok. kilkuset złotych za każdą. Z reguły te koszty bierze na siebie dana katedra czy wydział, bo publikacje osoby tam zatrudnionej liczą się także do dorobku jednostki. Ale nie w przypadku Anny, która i w takich okolicznościach słyszała mantrę: „Nie ma pieniędzy”.

Stopnie doktorskie za łapówki

Stu profesorów-łapówkarzy w Niemczech?

Około stu niemieckich profesorów różnych dyscyplin zostało objętych śledztwem o branie łapówek w zamian za pomoc w otrzymaniu stopni doktorskich – poinformowała w sobotę prokuratura w Kolonii.

Według mediów studenci płacili od 4 do 20 tys. euro firmie pośredniczącej, która wypłacała profesorom sumy od 2 do 5 tys. euro.


Śledztwo dotyczy uczelni m.in. z Frankfurtu, Lipska, Jeny, Hamburga, Hanoweru, Kolonii i Berlina – podał magazyn „Focus”
Według rzecznika kolońskiej prokuratury Guenthera Felda w centrum śledztwa znajduje się Instytut Konsultingu Naukowego w Bergisch Gladbach na wschód od Kolonii. Gazeta „Neue Westfaelische”, która podała informację o sumach płaconych profesorom, informuje, że firma obiecywała pomoc w otrzymaniu stopnia poprzez swoje rozległe kontakty na uniwersytetach. Ocenia, że sprawa dotyczy setek studentów. Nie jest jasne, czy wiedzieli oni o wypłacanych łapówkach.

Śledztwo rozpoczęto w zeszłym roku, po aferze łapówkarskiej dotyczącej profesora prawa z uniwersytetu w Hanowerze. Szef instytutu został oskarżony o dawanie łapówek i skazany na 3,5 roku więzienia. Profesor otrzymał karę trzech lat więzienia.

Profesor-polityk to ma klawe życie

Imponujące majątki nowych europosłów

Rz

„Rz” poznała majątki nowych europarlamentarzystów. Ryszarda Czarneckiego, europosła PiS, od lat jednego z bogatszych polskich polityków w Parlamencie Europejskim gonią m.in. Róża Thun, Lena Kolarska-Bobińska czy Bohdan Marcinkiewicz z PO. Jednym z najmniej zamożnych jest Jerzy Buzek, były premier, dziś szef Parlamentu Europejskiego.

Lena Kolarska-Bobińska, profesor socjologii i była dyrektor fundacji Instytutu Spraw Publicznych jest posiadaczką domu wartego ponad 800 tys. zł, 82-metrowego mieszkania (290 tys. zł), działki rekreacyjnej za 120 tys. zł i dwóch działek rolnych. Jako dyrektor Instytutu w ciągu pół roku zarobiła 144 tys. zł, jako członek rady nadzorczej PAISZ – prawie 16 tys. zł. Otrzymuje również honoraria autorskie (12 tys. zł), emeryturę (17 tys. zł). W tegoroczne dochody Kolarska-Bobińska wpisała również pracę profesora w Collegium Civitas z wynagrodzeniem 162 tys. zł.

Dwa ponad 70-metrowe mieszkania w Warszawie warte w sumie prawie 1,8 mln zł ma też nowy europoseł PO – 37-letni Rafał Trzaskowski. Trzaskowski, zanim został europosłem, najczęściej wykładał. W tym roku zarobił łącznie 34 tys. zł: 24 tys. zł w Centrum Europejskim Natolin, 10 tys. zł jako wykładowca w Collegium Civitas i Krajowej Szkole Administracji Publicznej. Otrzymał również 5 tys. zł za tantiemy po ojcu, a za występy w telewizji ok. 2 tys. zł. Zarobił także 18 tys. euro za – jak to ujął w oświadczeniu majątkowym – działalność edukacyjną…

Migalski ma skromną kawalerkę, hektar działki warty 20 tys. zł i ponad stumetrowy dom o wartości pół miliona zł. Pracuje na trzech uczelniach, w tym na dwóch prywatnych. W tym roku w sumie zarobił 72 tys. zł.

Prof. Legutko w Kancelarii Prezydenta jako doradca zarobił niecałe 50 tys. zł (netto), kolejne 16,5 tys. zł – na Uniwersytecie Jagiellońskim. Posiada dom warty milion złotych i 55 tys. zł oszczędności.

Jeszcze skromniej wypadają jedni z najlepszych polskich europarlamentarzystów pochodzących ze Śląska: prof. Jerzy Buzek i Jan Olbrycht. Były premier ma co prawda ok. 190 tys. zł oszczędności, ale tylko dwa małe mieszkania warte w sumie 75 tys. zł, z czego jedno należy do żony.

Aresztowania profesorów

Aresztowania profesorów

Rz

Siedemdziesięciu irańskich profesorów uniwersyteckich zostało zatrzymanych po spotkaniu z główną osobistością opozycji, byłym kandydatem na prezydenta Mir-Hosejnem Musawim – podano na stronie internetowej tego polityka.

Jak wynika z informacji, zamieszczonych na stronie Kalemeh Web (byłym portalu zamkniętego przez władze dziennika, wydawanego przez Musawiego), naukowców zatrzymano, gdy wychodzili ze spotkania z Musawim. Nie wiadomo, dokąd ich wywieziono.

Według danych opozycji, w toku zajść trwających w Iranie od opublikowania kontestowanych przez opozycję wyników wyborów prezydenckich, zatrzymano ok. 700 ludzi. W zamieszkach zginęło też kilkanaście osób a ok. 1000 doznało poważnych obrażeń.

UJ – uczelnia, na której ambitnym ludziom wręcz przeszkadza się w rozwoju naukowym

cm-uj

Jak Kraków nie nęci profesorów

GW

Wydział Lekarski UJ ogłosił bez mała 20 konkursów na stanowiska profesorskie. Jest tylko jeden problem: spoza krakowskiej uczelni nikt w nich nie chce startować.

Trudno znaleźć klinikę w Collegium Medicum UJ bez konkursu na stanowisko profesorskie. Uczelnia szuka kandydatów na profesorów m.in. na patomorfologii, radiologii, dermatologii, kardiologii, pulmunologii, chirurgii dziecięcej, neurologii, neurochirurgii, onkologii i hematologii, pediatrii, kardiologii dziecięcej czy endokrynologii dzieci. 

Większość konkursów właśnie została ogłoszona, czas składania dokumentów do części z nich mija z początkiem maja. – Otwierają one drogę doktorom habilitowanym do profesorskich stopni. Co prawda, jest się tylko profesorem uczelnianym, a nie belwederskim, ale ta zmiana i tak wiąże się z podwyżką płac i zawodową satysfakcją – mówi jeden z lekarzy, który zastanawia się, czy wystartować. Wygląda na to, że wydział lekarski otwiera się na naukowców z zewnątrz. Jak nigdy dotąd, bo w ubiegłych latach takich konkursów było najwyżej 10 rocznie. Jest tylko jeden problem: do tej pory nikt spoza Collegium Medicum się nie zgłosił. Dlaczego lekarze z zacięciem naukowym nie są zainteresowani pracą na jednej z najlepszych uczelni w kraju? 

Może dlatego, że CMUJ żąda m.in. dostarczenia „oświadczenia o podstawowym miejscu zatrudnienia w UJ CM”. To sugeruje, jakby poszukiwania zostały zawężone do pracowników uczelni. Tymczasem prawnicy CMUJ zaprzeczają: to otwarty konkurs, trzeba się tylko zdeklarować, że Collegium stanie się podstawowym miejscem zatrudnienia wybranego profesora. Ale prawda jest taka, że to mylący i zniechęcający zapis….
Dużo gorzkich słów o pracy w CM można też usłyszeć od byłych pracowników naukowych uczelni. – To uczelnia, na której ambitnym ludziom wręcz przeszkadza się w rozwoju naukowym. Drugi raz nie zdecydowałbym się na podjęcie pracy w Krakowie – mówi jeden z nich. Jego słowa znajdują potwierdzenie w opiniach wykładowców z innych uczelni medycznych w Polsce: fakt, że nikt z zewnątrz nie widzi swojej przyszłości na CMUJ, ani nie wierzy w konkursy, może zaważyć na rozwoju krakowskiej medycyny – twierdzą.

Procent kiepskich profesorów jest taki sam jak kiepskich studentów

Studenci już się nie buntują

Tygodnik Powszechny

Tadeusz Sławek: Młodzież jest dziś taka sama, choć funkcjonuje w innym środowisku. Spora liczba młodych ludzi pojmuje wiedzę jako umiejętność naciśnięcia właściwego klawisza komputera. Mirosław Handke: Procent kiepskich profesorów jest taki sam jak kiepskich studentów. Tyle że studenta można oblać, a profesora nie można wyrzucić.

Handke: Dziś doszliśmy do sytuacji, w której prawie 90 proc. populacji zdaje egzamin dojrzałości. Zdecydowana większość maturzystów idzie na studia, tymczasem niektórzy twierdzą, że mentalnie do pełnych studiów akademickich zdolne jest ok. połowy populacji. Jeżeli wskaźnik skolaryzacji na studiach przekracza 50 proc., to musi to się dziać kosztem obniżenia ich poziomu.

Sławek:  Problemem jest też system prawny, np. rektor uczelni ma związane ręce: czy chciałby przyjąć wyłącznie najlepszych, czy nie, musi swoim pracownikom zapewnić pensum.

Handke:  Na uczelniach wyższych ciągle kwitnie PRL

Sławek: Obraz sytuacji jest nieczysty – bo okrzyk „bądźmy jak Amerykanie” płynie przecież z Brukseli, która chce, by uczelnie szukały pieniędzy w biznesie. A równocześnie realia w ogóle nie są amerykańskie. Nawet na Zachodzie Europy. Co więcej: polskie prawo, zwłaszcza dotyczące zatrudnienia na uczelni, jest beznadziejne. W związku z tym mamy dwie tendencje: tę naturalną, dążącą do wykształcania się hierarchii uniwersytetów z elitą na czele, i drugą, która to deformuje. W efekcie będziemy jeszcze długo otrzymywać monstrualne hybrydy: z jednej strony będziemy się uważać za doskonałych, a z drugiej pierwsza kontrola wypomni rektorowi, że profesorowi X brakuje 20 godzin do pensum.
Polskie szkolnictwo wyższe jest przebiurokratyzowane i przeadministrowane.

Handke: Niestety. Ale to też wskazuje na kolejny element PRL w szkolnictwie wyższym. Zapłaciło ono wysoką cenę za to, że ustawa o szkolnictwie wyższym powstała już w połowie roku 1990, nie mogła więc przewidzieć tego, co zdarzyło się później. W efekcie spetryfikowała zły system. Nałożyły się na to gwarancje, jakie dano profesorom – analogiczne do Karty Nauczyciela w  szkolnictwie. Zapewniono im spokojny byt, system administracyjnych awansów, brak zasad selekcji do profesury; rozmydlono stopnie naukowe. Nie ma dziś limitów na liczbę profesorów, a równocześnie utytułowany profesor nie musi nawet udawać, że pracuje – i nic mu nie grozi. Procent kiepskich profesorów jest taki sam, jak kiepskich studentów. Tyle że studenta można oblać, a profesora nie można wyrzucić.

Sławek: Przybyło kilkaset procent studentów, ale tylko 7 procent kadry. To właściwie nie wymaga komentarza. Moją ciągłą pretensją jest to, że nasz system wciąż nie dowartościowuje jakości dydaktyki. W awansie profesorskim praktycznie się ona nie liczy.

Handke: Jakość profesora w dużej mierze może wymusić student, ale to mechanizm zwrotny, gdyż tylko dobry i umotywowany student będzie o to zabiegał. U nas, niestety, te mechanizmy nie funkcjonują.

Handke: Jest wiele przyczyn. M.in. taka, że mierny naukowiec, jeśli tylko będzie realizował wymogi ustawowe, może dojść do tytułu profesora zwyczajnego. Każdy stopień naukowy jest opleciony gąszczem szczegółowych przepisów, zamiast systemu akredytacji, który sprawdzałby jakość promowanych doktorów i profesorów. Tymczasem u nas zamiast akredytacji działa peerelowski system, który np. dla pewnych uprawnień wymaga ośmiu, niekoniecznie wybitnych, samodzielnych pracowników naukowych, a pięciu wybitnych naukowców (nawet noblistów) – uprawnień nie zapewnia. W ten sposób nie promujemy w ogóle wybitnych i niepokornych. Bo światoburcze koncepcje, nawet jeśli są nieprawdziwe, w nauce są rozwijające, gdyż powodują ferment, wzniecają dyskusję. A takie w obecnym systemie są utrącane. W zamian dominuje rzemieślnicze podejście do nauki, z koncepcjami poprawnymi, w których jednak nie ma nic dla nauki przełomowego.
Musimy to zmienić, ale nasze środowisko nie jest do tego zdolne. Próbowałem jako minister i przegrałem. Po moim odejściu powstała ustawa, która spetryfikowała istniejący układ. Jestem więc przekonany, że zmiany w szkolnictwie wyższym może przeprowadzić tylko ktoś spoza środowiska.

Sławek: Rzeczywiście, nasze środowisko musi zdać sobie sprawę, że w jego obecnym stanie zreformować się go nie da. Rzecz bowiem nie w regulacjach prawnych, bo prawem nie da się opisać postaw, których brakuje.

Handke: Chcenie także można w pewnym stopniu wymusić. Dziwiłbym się, gdyby profesorowie chcieli zmian działających przeciw ich wąsko rozumianemu interesowi. Kto zrezygnuje z dodatkowego etatu czy innych beneficjów? Tymczasem zmiana w szkolnictwie wyższym musiałaby się zacząć od ich odbierania. Nie chodzi nawet o te czysto finansowe, lecz np. o pewność zatrudnienia do emerytury. Dziś profesor nie musi się o nic starać, bo nikt go z pracy nie wyrzuci.

Sławek: Tyle że każdy profesor, na podstawie owego słynnego algorytmu, przynosi uczelni pieniądze.

Handke: To jeden z petryfikujących zły system mechanizmów. A inny polega na tym, że uczelnie są przedemokratyzowane. Rektor ani dziekan niewiele mogą zrobić, bo jakąkolwiek zmianę chciałby przeforsować dziekan, musi przejść przez Radę Wydziału, na której spotykają się interesy zasiadających w niej profesorów.

A studenci?

Handke: Często bywają przede wszystkim przedmiotem manipulacji, co widać podczas wyborów rektorskich: kto kupi sobie studentów, zwiększa szanse wygranej, bo ich głosy to ok. 20 proc. A studenci mają w nosie, jaka będzie uczelnia, bo nie czują się z nią związani.

Profesorowie walczą


źródło
Profesorski wrzód w sądzie, połajanki na PL cd.
GW
Naukowiec z Instytutu Fizyki Politechniki Lubelskiej pozwał swojego szefa bo ten, publicznie miał nazwać go wrzodem

Proces przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszy na początku listopada. Prof. Keshra Sangwal z Instytutu Fizyki PL chce by jego dyrektor prof. Jan Olchowik wydrukował w prasie oświadczenie w którym wyraża m. in. ubolewanie za to, że publiczne porównał go do wrzodu, który należy usunąć.

Konflikt pomiędzy badaczami zaczął się znacznie wcześniej. Wiosną ubiegłego roku prof. Sangwal zawiadomił rektora uczelni o przypadkach nierzetelności naukowej, których miał się dopuścić prof. Olchowik. Chodziło o nieetyczne pomnażanie swojego dorobku polegające na tym, że szef Instytutu Fizyki został współautorem przy dwóch publikacjach swoich podwładnych.
Wkrótce po tym gdy o sprawie stało się głośno w mediach, odbyło się zebranie pracowników instytutu. Podczas niego dyrektor zarządził głosowanie w którym pracownicy mieli odpowiedzieć na pytanie, czy popierają podjęcie działań zmierzających do wydalenia prof. Sangwala z instytutu.

Rzecznik dyscyplinarny PL badał też sprawę publikacji prof. Olchowika. To postępowanie również zostało umorzone. Rzecznik uznał, że szef Instytutu Fizyki nie naruszył prawa i norm etycznych.

Przed Sądem Okręgowym w Lublinie toczy się proces o naruszenie dóbr osobistych, który prof. Olchowik wytoczył prof. Sangwalowi.

Parlamentarzyści profesorowie: należy zwiększyć nakłady na naukę


Parlamentarzyści profesorowie: należy zwiększyć nakłady na naukę
PAP-Nauka w Polsce
„Bez radykalnego zwiększenia nakładów Polska nie ma szans na budowę „społeczeństwa opartego na wiedzy” i na zajęcie należnego naszemu krajowi miejsca w Europie XXI stulecia – uważa Zespół Parlamentarny „Klub Profesorów”.
Zespół, składający się z posłów i senatorów posiadających tytuł profesora, przesłał PAP oświadczenie popierające dezyderat sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży w sprawie nakładów budżetowych na naukę i szkolnictwo wyższe.
Pod oświadczeniem w sprawie poparcia dezyderatu komisji podpisali się: Marian Filar, Ryszard Górecki, Tadeusz Iwiński, Zdzisława Janowska, Jan Kaźmierczak, Leon Kieres, Stefan Niesiołowski, Janusz Rachoń, Jadwiga Rotnicka, Joanna Senyszyn, Piotr Wach, Jan Widacki i Edmund Wittbrodt”