Biedne uczelnie utrzymują miasto

Publiczny skarb miasta

Dziennik Polski

ILE WART JEST KRAKÓW? Olbrzymie zyski generują kultura i nauka. Teoretycznie niedochodowe.

Mekka naukowców 

Ponad 200 tysięcy studentów – ta liczba wskazuje najbardziej prestiżową krakowską specjalność – szkolnictwo wyższe. Spośród 24 uczelni – 14 niepublicznych i 10 publicznych – największą chlubą miasta są uczelnie najstarsze: Uniwersytet Jagielloński, Akademia Górniczo-Hutnicza, Uniwersytety Ekonomiczny, Pedagogiczny, Rolniczy oraz Politechnika Krakowska. 

Według wyliczeń Wiesławy Dzidek z IA Monitor Rynku Nieruchomości majątek krakowskich uczelni wart jest 4,2 mld zł. 

Majątek ten generuje bardzo duże dochody. Studenci zostawiają rocznie w Krakowie 2 mld zł. Fakt kształcenia wysokospecjalistycznych kadr przyciąga do miasta nowe firmy z przyszłościowych dziedzin gospodarki, oferujące nowe miejsca pracy. Bezcenne. 

Najcenniejszym obiektem w kategorii szkolnictwo wyższe, zdaniem analityczki, nie jest któryś z zabytkowych symboli UJ, np. Collegium Novum, ale Kampus 600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego, największa inwestycja naukowa w Krakowie i w kraju. Planowany koszt budowy kampusu – 970 mln zł. W najbliższej przyszłości nową wizytówką Krakowa może stać się Park Life Science – technoinkubator o wartości 200 mln zł…..

Około 600 mln zł warte są ośrodki naukowo-badawcze (obiekty PAN, centra nowych technologii), a w sumie wszystkie obiekty publiczne w dziedzinie szkolnictwa na wszystkich poziomach 12,7 mld zł.

Każdy medal ma jednak dwie strony

Z CZWARTEJ SETKI

Forum Akademickie

Maciej Żylicz

W perspektywie 20 lat, jakie upłynęły od odzyskania przez nasz kraj niepodległości w 1989 r., polska nauka i szkolnictwo wyższe zyskały bardzo wiele. Najważniejsze pozytywne zmiany wynikają bezpośrednio z transformacji politycznej. Polscy uczeni mogli się uwolnić od wpływów politycznych (choć nie wszystkim się to udało), wymienialność złotówki umożliwiła, nawet przy skandalicznie niskich nakładach na naukę i szkolnictwo wyższe, bardziej racjonalne gospodarowanie pieniędzmi, uzyskaliśmy nareszcie swobodny dostęp do niezbędnych odczynników, książek czy aparatury badawczej. Mając paszport w kieszeni zaczęliśmy swobodnie uczestniczyć w międzynarodowym obiegu naukowym i na własnej skórze przekonaliśmy się, że nauka nie ma granic…

Każdy medal ma jednak dwie strony. Zwiększenie liczby studentów, bez równoczesnego zwiększenia dotacji budżetowej na szkolnictwo wyższe lub wprowadzenia odpłatności za studia doprowadziło do obniżenia poziomu nauczania. Autonomia wyższych uczelni jest tylko pozorna. Uczelnie nie mogą samodzielnie kształtować programów nauczania, ich budżety w sposób pośredni lub bezpośredni są kontrolowane przez Ministerstwo Nauki. Nie mogą w sposób niezależny zbywać majątku, pensje pracowników naukowych są niskie i nie zależą od jakości wykonywanej pracy, konkursy na stanowiska w instytucjach naukowych, jak i ocena pracowników, są w wielu przypadkach fikcją. Do dzisiaj mamy kłopoty z nostryfikacją dyplomów, szczególnie tych przyznanych poza UE. Profesor Harvardu nie może np. brać udziału w konkursie na dyrektora instytutu PAN, bo nie ma habilitacji. Jednocześnie toleruje się „turystykę habilitacyjną” i, zgodnie z umowami międzynarodowymi jeszcze z PRL, honoruje się habilitacje uzyskane w dość egzotycznych miejscach…