Internet nie może służyć do bezkarnego niszczenia ludzi

Internet nie może służyć do bezkarnego niszczenia ludzi

„Super Express” -ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Bardzo cenię możliwości, jakie daje Internet – sam prowadzę stronę internetową. Ale przestrzeń wirtualna nie może służyć do bezkarnego atakowania drugiego człowieka. Osoby wygłaszające swoje opinie na łamach gazet, w książkach, w telewizji mogą być zaskarżane przed sądem, jeżeli ktoś poczuje się niesłusznie zaatakowany przez nie. Natomiast Internet pozwala prowadzić takie ataki bez narażania się na odpowiedzialność karną – pozwala swobodnie wykańczać ludzi. Przyszedł czas, gdy należy wyraźnie powiedzieć: jest wolność słowa, ale jest też wolność oskarżanego do obrony.

– Każdy człowiek ma prawo do obrony swojego dobrego imienia. Ale nie da się egzekwować tego prawa, mając do czynienia z kimś skrywającym swoją tożsamość pod maską anonimowego eksperta, którego rzeczywista osobowość może być usytuowana na pograniczu zainteresowań psychiatrii.

Internet nie jest miejscem, gdzie można dowolnie zniesławiać ludzi

Obrażasz na blogu? Nie ukryjesz się

GOOGLE MUSI UJAWNIĆ DANE BLOGERA

tvn24

Nowojorski sąd nakazał Google ujawnienie danych blogera, który obraził na swojej stronie modelkę Liskulę Cohen – podaje CNN. 37-latkę zirytowało umieszczenie jej zdjęć z podpisami w rodzaju „kaszalot” i „stara wiedźma” i pozwała autora bloga. Według jego adwokata wyrok zagraża wolności słowa w internecie.

Liskula Cohen nie zamierzała puścić tego płazem i skierowała sprawę do sądu. I wygrała. Sędzia nakazał Google ujawnienie danych, czyli adresu IP i maila blogera. – Cieszę się, że sąd przyznał, że internet nie jest miejscem, gdzie można dowolnie zniesławiać ludzi – skomentował prawnik Cohen. Obrońca blogera natomiast uważa, że wyrok nowojorskiego sądu „ma potencjalnie niszczące skutki dla wolności słowa w internecie”.

Google z kolei zapowiada, że będzie kontynuować swoją politykę ujawniana takich informacji tylko po nakazie sądowym. To nie pierwszy taki proces internetowego giganta. W Indiach trwa postępowanie, które firma budowlana wytoczyła blogerowi umieszczającemu w sieci (a konkretnie na należącym do google serwisie) negatywne komentarze na jej temat. Podobny proces ma w USA inny dostawca, AO

POWRÓT CENZORA

Niezależna pl logo

POWRÓT CENZORA
Tomasz Sakiewicz „Gazeta Polska”, 14-07-2009

Po dwudziestu latach wolnej Rzeczypospolitej jestem przekonany, że Polska traci jedną z najcenniejszych zdobyczy, jaką jest wolność słowa. Piszę to z pełnym przekonaniem i bez świadomości przesady.

W ciągu kilku ostatnich lat zaczęto wydawać coraz bardziej drakońskie wyroki przeciwko osobom mającym odwagę mówić, co myślą.


Orzecznictwo sądowe i procedury postępowania powodują, że pewnych tematów nie wolno nam ruszać, jeśli nie chcemy przegrać rozprawy. Nie wolno pisać o tajnych współpracownikach, bo takich w myśl panującego orzecznictwa po prostu nie było. Dokumenty z IPN nie są dla sądu dowodem, bo to wszystko niewiarygodne.

Okazuje się, że bezpieka cały swój wysiłek poświęciła fałszowaniu informacji o istnieniu sieci agentów, doskonale przy tym przewidziała powstanie IPN, „Gazety Polskiej” i wszelkiej maści lustratorów.


Absolutnie nie wolno też pisać o nadużyciach w wymiarze sprawiedliwości. Sądy dyscyplinarne uniewinniają sędziów przyłapanych na gorącym uczynku. Sędzia ma zawsze rację i to nam jego koledzy natychmiast udowodnią.

Ma słuszność rzecznik praw obywatelskich, że polskie sądy działają przewlekle. Jego mądre przemówienie w Sejmie jednak nie uwzględnia jeszcze jednego zjawiska, że są sądy, dla których nie ma problemu przedłużania rozpraw. Niemal bez możliwości dania nam obrony i wysłuchania racji można osądzać dziennikarzy, którzy się buntują. Spokojnie przeżyjemy kolejne decyzje o grzywnach, aresztowaniach i doprowadzeniach siłą. Jednak bardzo niebezpieczne dla gazety są próby zasądzania nam wysokich odszkodowań. Przedstawiciele establishmentu nie ukrywają, że wytaczają te procesy, by nas wykończyć finansowo, a nie szukać prawdy. Dotyczy to nie tylko nas, ale i np. jednego ze znanych dzienników, który miał odwagę narazić się prominentom…..

Sprawa profesora bliżej Strasburga

Sprawa profesora bliżej Strasburga

Dziennik Polski

Profesor Andrzej Zybertowicz, znany socjolog i doradca prezydenta, przegrał wczoraj kolejny proces z red. Adamem Michnikiem. Poszło o słowa, iż ten ostatni jest „zaciekłym obrońcą agentów”. Orzeczenie wydaje się kontrowersyjne nie tylko części dziennikarzy. Takie oceny zwykle „bronią się” przed trybunałem w Strasburgu. I do niego – jak się dowiedzieliśmy – chce zwrócić się profesor.

Profesor Zybertowicz ma zapłacić tysiąc złotych na cel społeczny i zwrócić redaktorowi „Gazety Wyborczej” koszty procesu. Adam Michnik domagał się zresztą aż 20 tys. zł zadość uczynienia. Wyrok nie jest prawomocny. – Na pewno będzie apelacja – zapewnił nas przebywający w Brukseli naukowiec.

Pierwszym, już prawomocnie przegranym przez Zybertowicza procesem z naczelnym „Gazety”, zainteresowało się m.in. Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce, działające przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Podczas dyskusji o wyroku w tej sprawie część członków tego gremium uznała, iż słowa wygłoszone przez naukowca to kwestia ocenna, a nie wypowiedź o faktach i gdyby Zybertowicz zdecydował się na skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, ten być może uznałby, iż wyrok narusza swobodę wypowiedzi profesora.

Listy otwarte do rektora Uniwersytetu Wrocławskiego

Listy otwarte do rektora Uniwersytetu Wrocławskiego 

Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego 


Zagrożenie wolności słowa i wolności nauki

Nadzwyczajna kontrola na Uniwersytecie Jagiellońskim

Rz

Minister nauki Barbara Kudrycka zdecydowała o kontroli na Wydziale Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego w związku z pracą Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie.

Kudrycka wystosowała prośbę do Państwowej Komisji Akredytacyjnej „o wysłanie komisji akredytacyjnej (…) w celu przeprowadzenia kontroli akredytacyjnej w trybie nadzwyczajnym„.

Kontrola ma być przeprowadzona „w związku z nieprawidłowościami metodologicznymi w procedurze przygotowania, zrecenzowania i obrony pracy magisterskiej pana Pawła Zyzaka na Wydziale Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego ujawnionymi w artykułach prasowych i szerokiej debacie publicznej”.

Wolność nauki zagrożona

– Obowiązkiem PiS jest przygotowanie ustawy chroniącej wolność nauki i wolność słowa w Polsce – w ten sposób prezes PiS Jarosław Kaczyński zareagował na decyzję minister nauki Barbary Kudryckiej. Kaczyński decyzję tę nazwał „niebywale wręcz skandaliczną”.

– W Polsce (…) mamy dzisiaj do czynienia z bardzo wyraźnym zagrożeniem wolności słowa i wolności nauki – mówił Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej.

Jego zdaniem, „można tak czy inaczej oceniać tę książkę, ale to co się wokół tego wyprawia, próby przesłuchiwania promotora tej pracy magisterskiej, ataki na autora, jakaś histeria, która wokół tego wybuchła, to jest po prostu coś zupełnie niebywałego, kompletnie niespotykanego w kraju demokratycznym„.

Studencka wolność słowa

internet-explorer

Studencka wolność słowa

STUDENTKA OBRAZIŁA W MAILU SWOJEGO PROFESORA, TEN W ODWECIE UPUBLICZNIŁ TREŚĆ LISTU W GAZETCE

Kurier Lubelski

Profesor Jan Hudzik, pracownik Zakładu Filozofii Polityki i Komunikacji Społecznej UMCS, wykładający również w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie, otrzymał zaskakujący list na skrzynkę mailową.

Osoba podająca się za jego studentkę napisała: „Strasznie mnie to męczy… jak można być tak wrednym człowiekiem. Prawda jest taka, że kogo nie zapytałam o pana, to słychać tylko bardzo, ale to bardzo negatywny odzew?! inwektywy, obelgi (…) Oby podobnych do pana było jak najmniej!!!” – napisała Olla_ola.

Prof. Jan Hudzik zapewnia, że trudno było mu przejść obojętnie nad tym listem. – Zwłaszcza że zdarzyło mi się to po raz pierwszy – mówi .

Wykładowca uznał, że to, co zrobił autor listu, było co najmniej niestosowne.

– W czasie, kiedy studiowałem, takie zachowania były niedopuszczalne – tłumaczy.

Wśród studentów WSPiA trwają teraz dyskusje, czy profesor postąpił właściwie upubliczniając list od studentki.

– My nie mieliśmy tak skrajnej sytuacji, ale każdemu przykro czytać ostre oceny na swój temat, również profesorom – mówi Elżbieta Zezula z Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Przyznaje, że wykładowcy często muszą się zmierzyć się z atakami studentów na portalach.

– Niestety, zwykle są one anonimowe – dodaje Elżbieta Zezula. – Zgodnie z ustawą, każda uczelnia ma obowiązek przeprowadzania ankiet oceniających wykładowców. My też to robimy, ale w przeciwieństwie do państwowych uczelni, u nas część z nich skutkuje nawet usunięciem z pracy.

Cenzura – czubek góry lodowej!

cenzura-ok

przykład cenzury

Cenzura – czubek góry lodowej!

Nasz Dziennik

O metodach pracy cenzury w czasach PRL i współczesnych jej formach z dr. Zbigniewem Romkiem z Instytutu Historycznego PAN rozmawia Marek Zygmunt

Panie Doktorze, jak w propagandzie PRL funkcjonowało zagadnienie wolności słowa?
– Odpowiedzialny w centralnych władzach partyjnych za sprawy prasy, propagandy i nauki Jakub Berman w swym przemówieniu w maju 1945 roku, nawiązując do manifestu PKWN oraz oświadczeń Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, zgodnie z ówczesnymi deklaracjami Stalina, obiecywał budowę Polski demokratycznej na wzór państw europejskich. Dodał jednocześnie, iż Polska będzie także wzorowała się na „demokracji radzieckiej”. Słowo „demokracja” w jego wypowiedzi było użyte jedynie w charakterze figury retorycznej, charakterystycznej dla propagandy komunistycznej czasów powojennych, zgodnej z radziecką taktyką przejmowania wpływów w krajach Europy Środkowej i z taktyką przejmowania władzy w krajach podporządkowanych komunistom. Zgodnie z przyjętą w tamtym okresie retoryką komunistów zadania Głównego Urzędu Kontroli Prasy i Widowisk prezentował jako ważną misję szerzenia wolności słowa i obrony swobód demokratycznych przed jej przeciwnikami, którzy chcieliby wolność wykorzystać do wskrzeszenia Polski przedwrześniowej, przedstawianej jako faszystowska i antydemokratyczna. Tadeusz Zabłudowski, ówczesny szef cenzury, dodał do wypowiedzi Bermana, że „każdy, kto stoi na gruncie demokracji, każdy, któremu dobro narodu, dobro ludu leży na sercu, może mieć możliwość wypowiadania swej opinii i powinien korzystać z wolności słowa. Ale nie damy wolności słowa bratobójcom. Wolność słowa nie polega na tym, że każdy może wykrzykiwać to, co godzi w społeczeństwo, godzi we wspólny interes społeczeństwa, rzecz prosta na to wolności słowa nie ma, wolności prasy nie ma i być nie może”. 

Główna praca cenzorska odbywała się bowiem już na szczeblu redakcji i wydawnictw. Tam byli ludzie odpowiedzialni za należytą linię partyjną i właściwe podejmowanie tematów zgodne z wytycznymi KC czy KW PZPR. Tam było powiedziane, jak należy pisać. Autor zderzał się z cenzurą, często nie spotykając się nawet z samym cenzorem. Już na etapie kontaktu z redaktorem, który przyjmował od niego maszynopis, wiedział, czy będzie on przyjęty do druku, czy też nie. To samo działo się z instytucjami naukowymi, dla których obowiązywał pewien plan tematyczny. Wiadomo, że zagadnienia dotyczące np. Katynia, spraw sowieckich nie były do podjęcia, ponieważ Rada Naukowa Wydziału nie zatwierdzi takiej pracy. Kiedy zetknąłem się z aktami samej cenzury, doszedłem do wniosku, że Główny Urząd patrzył już tylko na pewne aluzje, słówka. Każdy tekst był czytany jak publicystyka polityczna. Choć artykuł dotyczył średniowiecza, zwracano uwagę na to, czy nie zawiera on jakichś krytycznych aluzji do czasów współczesnych. W zasadzie wszyscy twórcy musieli współpracować, współuczestniczyć w cenzurowaniu. Jeżeli jakaś redakcja się z tego wyłamywała, ponosiła wtedy określone konsekwencje. 

List otwarty w obronie wolności słowa

konstytucja1

List otwarty w obronie wolności słowa

Rz

Socjolog prof. Andrzej Zybertowicz został skazany prawomocnym wyrokiem za zdanie, które pojawiło się w jego publicystycznym artykule w „Rzeczpospolitej”.

Brzmiało ono: „Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”. Jest rzeczą oczywistą, że zdanie to nie miało charakteru cytatu, ale parafrazy. Miało ono, zdaniem autora, ilustrować sposób argumentacji Michnika. My, niżej podpisani, bez względu na to, czy zgadzamy się z takim podsumowaniem argumentacji Michnika, czy uważamy je za przesadne, twierdzimy, że publicysta ma prawo formułować tego typu, również błędne, opinie na temat uczestników publicznej debaty. Sytuacja, gdy sąd rozstrzyga trafność publicystycznego artykułu, a jeśli nie zgadza się z nim, skazuje jego autora, jest absolutnie nie do przyjęcia. Jest aktem cenzury i łamaniem wolności słowa. Nie pierwszy raz Adam Michnik pozywa swoich krytyków przed sąd i nie pierwszy raz uzyskuje wyrok za głoszenie nieprzychylnych mu opinii. Problemem nie jest jednak osoba redaktora „Gazety Wyborczej”, ale praktyka, która daje sądom władzę skazywania autorów za ich opinie. Jako osoby piszące i formułujące swoje oceny nie możemy się zgodzić, aby wpływowe postacie wykorzystywały sądy w naszym kraju dla zamykania ust swoim krytykom. Dlatego stwierdzamy publicznie: podpisujemy się pod zdaniem, które wygłosił prof. Andrzej Zybertowicz. Powtarzamy: Adam Michnik wielokrotnie argumentował: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację.

Poparcie dla listu można wyrazić wypełniając formularz. Nazwiska osób popierających opublikujemy na stronie rp.pl

PROTEST SĄDZONYCH ZA WOLNOŚĆ SŁOWA


ZOBACZ I POSŁUCHAJ

PROTEST SĄDZONYCH ZA WOLNOŚĆ SŁOWA
Niezalezna.pl
„Osoby publiczne protestujące wobec skazywania przez sądy za wolność słowa skierują sprawy do Trybunału w Strasburgu oraz do RPO.
– Nasze sądy przyjmują zasadę, że jeśli ktoś wypowiada opinię, musi ją w oczywisty sposób udowodnić – mówił Rafał Ziemkiewicz na konferencji prasowej, w której udział wzięli posłowie PiS: Zbigniew Wasserman i Jacek Kurski, redaktorzy Tomasz Sakiewicz i Jan Piński oraz inne osoby życia publicznego.
Praktyka orzecznictwa, jaka ma miejsce w polskich sądach, nie daje się odnieść do żadnych norm światowych – mówił Rafał Ziemkiewicz. Dodał, że przypomina to zasądzanie wyroków w latach minionych, kiedy skazywano za rozpowszechnianie informacji „szkalujących” system i przywódców PRL. Powodem zwołania konferencji był wyrok w jednej ze spraw o zniesławienie, jaki zapadł w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. – Wyrok ten pokazuje, jak daleko jesteśmy od cywilizowanych norm określonych na przykład w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – mówił Ziemkiewicz….
Większość spraw, o których dziś chcemy powiedzieć, są kuriozalne. W polskich sądach opinie, oceny traktowane są jako informacje, które wyrażający je musi udowodnić. – To w oczywisty sposób uniemożliwia jakąkolwiek krytykę i sprawia, że każdy z nas może zostać pozwany, skazany prawomocnym wyrokiem na 10 lat. Potem ostatecznie może wygrać sprawę w Strasburgu, jeśli będzie miał dość sił, nerwów i pieniędzy – powiedział Ziemkiewicz…
Chciałbym mieć szansę w Polsce uczestniczyć w uczciwym procesie, w którym sądowi zależy na ustaleniu prawdy materialnej – powiedział b. koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann…’
„Rafał Ziemkiewicz odnosząc się do tego, jak działają polskie sądy przypomniał, że jedynym dotąd skazanym w aferze FOZZ był dziennikarz, który napisał o sprawie, zaś jedynym który otrzymał wyrok w związku ze sprawą Pyjasa był Bronisław Wildstein, który z resztą zgodnie z prawdą wskazał osobę, która fałszowała opinię o śmierci Pyjasa. – Farsa przed polskimi sądami trwa – podsumował Ziemkiewicz.”

Kłopoty z wolnością słowa w Polsce?
Rz.28.07.2008
„Niestety, sądy stają się miejscem, gdzie dziennikarzom zamyka się usta.”
„To jest powrót do praktyki lat 80., gdy za wygłaszanie poglądów na temat ustroju konfiskowano samochody”

ZOBACZ I POSŁUCHAJ

patrz także: Media a Temida