Historycy „niepoprawni politycznie” zostaną wyrzuceni poza margines

Walka o prezydenturę z IPN w tle
Nasz Dziennik

Podpisanie przez Bronisława Komorowskiego nowelizacji ustawy o IPN wprowadziło w zdumienie cały szereg środowisk patriotycznych w Polsce….

IPN do likwidacji
Namacalnie widać, że prawda jest całkiem inna. Przypomnijmy sobie, dlaczego przed kilkoma miesiącami Platforma zgłosiła do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o IPN. Stało się tak dlatego, że partii rządzącej nie spodobała się jedna książka dotycząca Lecha Wałęsy wydana przez Instytut. Później innej partii nie spodobały się publikacje o generale Wojciechu Jaruzelskim czy Aleksandrze Kwaśniewskim. I tak zmienia się ustawę z powodu prac naukowych. Nie ulega zatem wątpliwości, że taki sposób reagowania jest jednoznacznym uderzeniem w wolność badań naukowych. A bez wolności nauki nie ma po prostu wolności słowa. Dodajmy do tego okoliczności podpisania nowelizacji ustawy o IPN przez Bronisława Komorowskiego i będziemy mieli pełen obraz, jak w skrajny sposób następuje upartyjnienie Instytutu, co więcej – upartyjnienie badań naukowych w Polsce.

 Doskonale zauważyli to naukowcy, którzy w wielkiej liczbie apelowali do marszałka Komorowskiego o odrzucenie szkodliwej noweli. Tymczasem zamiast odrzucenia ustawy mamy kolejną nowelę zwiększającą kontrolę partii nad Instytutem. Wielu obserwatorów wszystko to napawa poważnym smutkiem. Nadzieje na moralną odnowę polskiego życia politycznego po katyńskiej katastrofie pękły niby bańka mydlana w tempie wręcz błyskawicznym……………….

Należy się spodziewać, że już w niedługim czasie jedynie uprawnione będą publikacje historyczne w stylu odpowiedzi na pytanie, dlaczego stan wojenny był polityczną koniecznością i na czym polegała wielkość historycznego kompromisu między Lechem Wałęsą i Wojciechem Jaruzelskim. Historycy „niepoprawni politycznie” zostaną zaś wyrzuceni poza margines.

To atak na wolność badań naukowych

To atak na wolność badań naukowych

Nasz Dziennik, 4 maja 2010, Nr 102 (3728)

Z Andrzejem Gwiazdą, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz Bober 

Marszałek Bronisław Komorowski nie uszanował stanowiska prezydenta Lecha Kaczyńskiego i podpisał nowelizację ustawy o IPN

– To jest polityczny atak na niezależność badań naukowych. Dotychczas gwarantem niezależności badań była niezależność prezesa IPN od układów politycznych. Powołanie i odwołanie prezesa większością 3/5 głosów dawało taką pozycję. Chwilowa większość sejmowa mogła jedynie szantażować IPN obcięciem budżetu. To okazało się niewystarczające. Nowa ustawa pozwala każdej partii, która ma chwilową większość w Sejmie, odwołać prezesa. Prezes IPN, permanentnie zagrożony dymisją, pragnąc zachować stanowisko, ma tylko jedno wyjście: poddać IPN cenzurze politycznej. Jeśli bowiem np. pozwoli na przeprowadzenie badań, które nie będą się podobały rządzącej koalicji, zostanie odwołany zwykłą większością głosów. W ten sposób blokując ujawnienie prawdy, godzi się również w wolność badań naukowych. Ponadto nowelizacja ustawy pozwala na zastrzeżenie tajności danych osobowych na okres do 50 lat. 
Warto przypomnieć, że śp. prezes Janusz Kurtyka był kandydatem PO na to stanowisko, chociaż partią rządzącą było wówczas PiS. Aby uzyskać dla niego poparcie 3/5 głosów w Sejmie, koalicja rządząca i opozycja musiały dojść do porozumienia.

Polscy naukowcy jednak bronią wolności słowa

Polscy naukowcy jednak bronią wolności słowa  

fronda.pl    

Kuriozalna decyzja władz UKSW o odwołaniu konferencji naukowej na temat homoseksualizmu doczekała się reakcji środowiska naukowego. W obronie wolności dociekań wystąpili m.in. profesorowie Jacek Bartyzel, Tadeusz Kisielewski i Bogdan Szlachta. Publikujemy ich list otwarty.

List otwarty naukowców polskich

w sprawie ograniczania wolności badań na UKSW 

Zadaniem nauki jest refleksja krytyczna nad rzeczywistością, a nie powielanie panujących przesądów i mitów. Nauka rodzi się więc wtedy, gdy ludzki rozum przebija się przez skorupę popularnych poglądów i bada rzeczywistość nie taką, jaka wydaje się ona być większości czy wpływowym ośrodkom opiniotwórczym, lecz taką, jaka ona rzeczywiście jest. Ethos naukowca stoi więc w jaskrawej sprzeczności z podporządkowaniem się panującym sloganom, ideologiom czy modom intelektualnym. Stąd jeszcze w średniowieczu zrodziła się idea autonomii uniwersyteckiej, jako sfery stojącej poza nakazami politycznymi i ideologicznymi.

Żyjemy dziś w społeczeństwie demokratycznym co do sposobu obierania władzy i liberalnym co do panującej tu zasady uprawnień poszczególnych jednostek. Wydawać by się więc mogło, że wolność badań naukowych powinna tu być zagwarantowana w sposób tak silny, jaki nieznany jest innym formom ustrojowym.

Niestety, praktyka pokazuje zupełnie coś innego. Od upadku komunizmu, który wprost ograniczał badania naukowe z przyczyn politycznych i doktrynalnych, pojawia się tendencja do czegoś, co można by nazwać – za Alexisem de Tocqueville’m – mianem „miękkiego despotyzmu”, czyli cenzury stosowanej za pomocą nacisku opinii publicznej, które to miano uzurpują sobie niektóre wpływowe gazety i stacje telewizyjne. Po 1989 roku szczególną w tym względzie, nieformalną rolę pełniła „Gazeta Wyborcza”, która dyktowała co „inteligentowi” myśleć wypada, a co nie przystoi. Wraz z postępującą degradacją środowiska politycznego skupionego wokół tejże gazety wydawało się, że czasy te szczęśliwie mamy już za sobą.

Niestety, skłonność tego środowiska polityczno-medialnego do terroryzmu ideologicznego nie wygasła, czego doświadczyli studenci – członkowie Koła Naukowego Myśli Politycznej i Prawnej im. Wojciecha Wasiutyńskiego z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, którzy ośmielili się zorganizować „politycznie niepoprawną” konferencję na temat „Homoseksualizm z naukowego i religijnego punktu widzenia”. Ci młodzi ludzie – kierując się zdrowym instynktem rozumnego poznania rzeczywistości – zorganizowali konferencję, w której o homoseksualizmie mieli mówić ci, którzy nie przyjmują polityczno-poprawnego tonu współczesnych mediów i ośmielają się badać homoseksualizm, przedstawiając także jego uboczne, godne pożałowania efekty.

Ataki lewicowych gazet i grupek aktywistów homoseksualnych (zwykle powiązanych z postkomunistyczną lewicą) nie mogą dziwić. Musi jednak zastanawiać decyzja władz UKSW, które ugięły się przed atakami medialnymi i odwołały wspomnianą konferencję. Dziwimy się, że polscy naukowcy w ogóle ustępują z postulatu wolności badań naukowych pod wpływem gazet, cenzurując swoje obiekty badawcze i przyjmując istnienie pozanaukowych, ideologicznie uwarunkowanych tematów „tabu”. Jeszcze bardziej dziwimy się, że stało się to na uczelni katolickiej, którą „religijny punkt widzenia” kwestii homoseksualnej powinien szczególnie interesować z racji wyrazistego zdania w tej sprawie Magisterium Kościoła katolickiego.

Wychodząc z powyższych założeń, my – naukowcy polscy, zgłaszamy zdecydowany sprzeciw wobec prób ograniczenia wolności uniwersyteckiej przez media i grupki politycznych aktywistów. Mamy nadzieję, że podobna sytuacja nigdy już nie przyniesie wstydu żadnemu z polskich ośrodków naukowych………..

(podpisy) 

Uniwersytet Jagielloński założy sobie kaganiec?

 

kaganiec

wybór

Uniwersytet Jagielloński założy sobie kaganiec?

Dziennik

Studenci historii Uniwersytetu Jagiellońskiego będą pisali prace magisterskie na tematy dostosowane do ich „możliwości intelektualnych” i nie o osobach żyjących. Tak zdecydowała rada wydziału uczelni. „To ograniczenie wolności badań. Uczelnia niepotrzebnie ulega naciskom politycznym” – twierdzą historycy.

Posiedzenie rady odbywało się za zamkniętymi drzwiami. Nam jednak udało się odtworzyć jej przebieg. Sprawa książki Zyzaka miała być ostatnim punktem posiedzenia i nic nie wskazywało, że zakończy się zaskakującym stanowiskiem. Zaczęło się od wyjaśnień promotora Zyzaka. Profesor Andrzej Nowak tłumaczył, że od strony formalnej nie było żadnych uchybień przy obronie magisterium. Praca została złożona w terminie, zrecenzowana i obroniona. To, że potem wydano na jej postawie książkę, która wywołała burzę, w ogóle nie powinno być zmartwieniem uczelni.

Ale nie wszyscy zgodzili się z tą opinią. Dziekan Andrzej Banach zaproponował przyjęcie stanowiska. Po pierwsze – uczelnia zdystansuje się od książki. Ale to nie wszystko. Zdaniem profesora od tej pory na uniwersytecie nie powinny powstawać prace o osobach żyjących, a tematy trzeba „dostosować do możliwości intelektualnych studentów”. Większość uczestników posiedzenia zgodziła się, że sprawę Zyzaka trzeba czym prędzej zakończyć. Tylko wtedy na uczelnię wróci spokój.

Minister nauki Barbara Kudrycka nie kryła zadowolenia. To właśnie ona chciała wysłać na uczelnię nadzwyczajną kontrolę komisji akredytacyjnej. Ostatecznie po fali krytyki zrezygnowała z tego pomysłu, tłumacząc, że oczekuje działań naprawczych. „Rada przyjęła odpowiedzialną uchwałę” – oświadczyła.

Co innego jednak mówią historycy. Prof. Wojciech Roszkowski: „To dziwne i niepotrzebne stanowisko. Przyjęte wbrew autonomii uczelni i pod wpływem politycznych nacisków. Ogranicza wolność badań. Promotorzy będą się bać prowadzenia prac z historii najnowszej” – komentuje.

Także dr Jacek Przygodzki, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego, jest zdania, że magistrant ma prawo do podejmowania tematów z historii najnowszej, a promotor nie powinien mu tego odmawiać.

Prokuratorzy zajmą się historykami

Prokuratorzy zajmą się historykami

Rz, Piotr Semka

Historię należy pozostawić historykom – ten slogan słyszeliśmy od polityków przez ostatnie dwie dekady. Gdy historycy wzięli się w końcu za historię Lecha Wałęsy, dziś grozi im prokurator. Oczywiście, broń Boże, nie chodzi o żadne naruszenie zasady wolności badań. Pan prokurator martwi się podobno jedynie o tajemnicę państwową….

Zrobiliśmy kolejny krok na drodze do aksamitnego zamordyzmu. Decyzja o rozpoczęciu śledztwa w sprawie rzekomego złamania tajemnicy przez dwóch badaczy historii wygląda jak próba zniechęcenia ludzi nauki do poruszania niewygodnych tematów. Ponurą ironią jest to, że dzieje się to za rządów premiera – byłego opozycjonisty, historyka z wykształcenia, który sam walczył o swobodę badań.

Dekretowanie metodologii

Rewolucja Tuska

Zdzisław Krasnodębski 17-04-2009, Rzeczpospolita

Dekretowanie metodologii

 

Charakterystyczne jest to, że sprzyjające Tuskowi media zagraniczne przemilczały te zdarzenia, gdyż są one w najwyższym stopniu kompromitujące. Nie do pomyślenia jest bowiem, by w jakimkolwiek kraju zachodnim szef rządu wypowiadał się na temat najgorszej nawet pracy magisterskiej, doktorskiej lub habilitacyjnej. Jedynym zadaniem polityków wobec uniwersytetów jest tworzenie ogólnych reguł ich działalności, a nie ingerencja w treść nauczania lub prac naukowych.

Wystąpienie Donalda Tuska, a potem nadgorliwa akcja minister Barbary Kudryckiej, nie były przypadkowe. Doskonale wpisują się w mechanizm opanowywania sfery publicznej, demonizowania i likwidowania przeciwników ideowych. Nietypowa było tylko próba użycia środków bezpośredniej kontroli. Sposób postępowania w sprawie habilitacji Marka Migalskiego pokazuje, że istnieją metody bardziej efektywne, a nasycone ludźmi dawnego reżimu środowiska akademickie gotowe są do ich użycia.

Tym razem piewcy tolerancji, którzy przy innych okazjach deklamowali przypisywane Wolterowi słowa o tym, że trzeba bronić wolności wypowiedzi także tych, z którymi się nie zgadzamy, milczeli jak zaklęci. W ataku na młodego autora, na jego promotora – jednego z najwybitniejszych polskich historyków – oraz na kierownictwo IPN nastąpiło klasyczne odwrócenie znaczenia słów, zgodnie z najlepszymi wzorami marksistowskiej dialektyki. Nagonka prowadzona jest pod hasłem obrony Lecha Wałęsy przed nagonką, łamanie zasad pod hasłem obrony zasad, oskarżając IPN o partyjność chce się go upartyjnić, a pod pozorem obrony naukowych standardów dokonuje się zamachu na ich podstawę.

Dwugłos o wolności badań naukowych

Badacz nie może być prokuratorem
Rz
Problem z IPN polega na tym, że badania naukowe są prowadzone przez organ władzy publicznej, który jednocześnie zajmuje się lustracją – piszą członkowie Komitetu Helsińskiego w Polsce i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Nie domagamy się ograniczenia wolności badań naukowych z zakresu historii PRL. Wyrażamy natomiast nasze głębokie zaniepokojenie i chęć wyjaśnienia do końca sytuacji wynikającej zarówno z regulacji prawnych, jak i określonej praktyki, w której jeden organ władzy publicznej gromadzi w swych rękach funkcje, których wykonywanie może prowadzić do konfliktu interesów i naruszania zasad konstytucyjnych.Instytut Pamięci Narodowej oprócz działalności edukacyjnej, w ramach której prowadzi badania naukowe i publikuje ich wyniki, wykonuje również funkcje prokuratora w postępowaniach lustracyjnych, przygotowując materiały procesowe w sprawach, których przedmiot pokrywa się z materią badań naukowych. Taka dwoista rola, jak pokazała praktyka, nie jest do pogodzenia w ramach jednej instytucji.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka nie ocenia trafności wniosków badań naukowych przeprowadzonych przez autorów. Uznaje jedynie za niedopuszczalne połączenie w jednej instytucji publicznej ról, których nie można ze sobą pogodzić: badacza naukowego oraz prokuratora lustracyjnego

Krucjata Komitetu Helsińskiego
Piotr Gontarczyk:
„W brutalnej nagonce, którą rozpętano przeciwko książce „Lech Wałęsa a SB. Przyczynek do biografii” oraz Instytutowi Pamięci Narodowej aktywny udział bierze instytucja, która – przynajmniej w teorii – powinna bronić wolności badań naukowych.
W blasku przeszłości
Komitet Helsiński powstał w Polsce w czasie stanu wojennego (1982 r.) i miał duże zasługi w polskiej drodze do niepodległości i otwartego społeczeństwa. Dziś jego rola przedstawia się zupełnie inaczej. W wielu jego działaniach pod szyldem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wyraźnie widać silną ideologizację i jednoznacznie polityczne zaangażowanie. Zamiast bronić zasad konstytucyjnych i przyrodzonych praw ludzkich w wielu dziedzinach Fundacja działa w dokładnie przeciwnym kierunku.Kiedy przez wiele miesięcy pod adresem autorów dopiero zapowiadanej książki o Lechu Wałęsie sypały się wyzwiska, Fundacja Helsińska nie odezwała się nawet słowem. A przecież wolność badań naukowych powinna mieścić się w katalogu bronionych przez tę instytucję wartości. „