Zagrożenie dla wolności badań naukowych

Ustawa o IPN przyjęta

Rz

Izba wyższa nie wprowadziła ani jednej poprawki do nowelizacji ustawy o Instytucie, autorstwa PO. ..

Senacka Komisja Praworządności i Praw Człowieka wnioskowała m.in. o odebranie prawa wyłaniania kandydatów na członków nowej Rady IPN środowiskom naukowym, sędziowskim i prokuratorskim. Opowiedziała się też za skreśleniem zapisu dającego oficerom i tajnym współpracownikom służb PRL dostęp do akt przez nich wytwarzanych. Komisja była też przeciw udostępnianiu obywatelom oryginałów akt IPN.

– To były dobre poprawki. Szkoda, że zwyciężyła dyscyplina klubowa, a nie zdrowy rozsądek – mówi „Rz” senator PO Jan Rulewski, który nie wziął udziału w głosowaniu. …

Według RPO nowelizacja zagraża wolności badań naukowych, bo uzależnia Instytut od większości sejmowej i „interesów środowiskowych”.

Senat nie poprawił IPN

tvn.24

 Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, według którego „liczne wady nowelizacji będą podstawą do zakwestionowania jej konstytucyjności”.

Jako przykład podał zapis o nieanonimizowaniu danych osób trzecich w aktach SB udostępnianych przez IPN. Oświadczył też, że nowelizacja zagraża wolności badań naukowych i oznacza „likwidację lustracji”. RPO powołał się na protesty przeciw zmianom części środowisk kombatanckich, naukowych i kościelnych

Gdzie wolność badań naukowych?

Czego uczy „Towarzysz Generał”?

Nasz Dziennik, Prof. Grzegorz Kucharczyk

Krytyczne głosy na temat filmu „Towarzysz Generał” po raz kolejny w ostatnich latach skłaniają do zastanowienia się nie tylko nad stanem ducha i intelektu wspomnianych elit, ale również do refleksji nad ograniczeniami wolności słowa czy wprost badań naukowych, które istnieją i mnożą się na naszych oczach. Czy Trzecia Niepodległość budowana będzie na „instytucjonalizacji relatywizmu”, nie tylko etycznego, lecz także historycznego?

Poniżanie, zastraszanie, ostracyzm – to nie są dobre narzędzia toczenia sporów historiograficznych i w ten sposób nie zachęci się młodego pokolenia historyków do zajmowania się najnowszymi dziejami Polski. A może właśnie o to chodzi? Pokazową nauczkę już zresztą dano. Biograf Lecha Wałęsy został wyrzucony z pracy, a za „nieprawomyślną” książkę dostał „wilczy bilet” i najbliższą pracę naukową otrzymał… za oceanem. Gdzie wolność badań naukowych? Czy ktoś myślał o tym, że po dwudziestu latach trwania niepodległej Polski absolwent wydziału historii najstarszego polskiego uniwersytetu za napisanie wybitnej pracy magisterskiej (każdy, kto prowadzi seminaria magisterskie na jakiejkolwiek uczelni, musi to przyznać) zostanie wysłany do pracy w magazynie hipermarketu. Dla wielu jednak wolność poglądów oznacza wolność zgadzania się z ich poglądami. Wolność badań naukowych? Jak najbardziej, pod warunkiem, że ich wyniki nie będą godzić w „dobra osobiste” i „nie będą szerzyć klimatu nienawiści”.

Brońmy wolności badań naukowych w Polsce

Brońmy wolności badań naukowych w Polsce

Dziennik Polski

Rozmowa z prof. Andrzejem Chojnowskim, historykiem z Uniwersytetu Warszawskiego, wiceszefem kolegium IPN

Czy wolność badań naukowych jest w Polsce zagrożona? Po raz kolejny okazuje się, jak trudno pisać o żyjących bohaterach naszych najnowszych dziejów, a przecież młody historyk ma chyba prawo wydać niedobrą książkę?

– Odwołam się do sytuacji z okresu międzywojennego, kiedy jeden z profesorów Uniwersytetu w Wilnie został pobity przez oficerów Wojska Polskiego za obrazę imienia marszałka Piłsudskiego. Nie wymienił go wprawdzie w tekście, ale czytelne było, kogo nazwał „kabotynem”. Pod wpływem tego incydentu przygotowano i uchwalono w 1938 roku przepisy o ochronie dobrego imienia Józefa Piłsudskiego, które de facto uniemożliwiały jego krytykę.

Chce Pan powiedzieć, że teraz jest lepiej?

– To pokazuje po prostu pewną chorobę zacofania – w krajach, które mają jakieś kompleksy, nie są do końca pewne swoich racji, historia jest wykorzystywana do walki politycznej. To rzeczywiście prowadzi do zagrożenia wolności badań historycznych, bo trudno uznać za normalną sytuację, gdy premier czy ministrowie rządu recenzują pracę magisterską.

Politycy pogrozili też przy okazji palcem Instytutowi Pamięci Narodowej.

– Po raz pierwszy chyba w historii Polski od 1918 roku elity sprawujące władzę są obiektem badań historycznych. W II Rzeczypospolitej historycy nieczęsto zajmowali się bieżącymi sprawami, poza wyjątkami. Mam na myśli np. Władysława Poboga-Malinowskiego, który miał kłopoty z presją kół sanacyjnych. Komuniści też nie byli po wojnie obiektem zainteresowania historyków, chyba że historyków partyjnych, świadczących usługi na rzecz owego establishmentu. Opisywana wówczas historia II RP nie pozwalała jej bohaterom na udział w tym dyskursie, bo oni albo nie żyli, albo byli w więzieniach, albo przebywali na emigracji. Natomiast po 1989 roku przemianom towarzyszyło hasło wolności badań historycznych i przekonanie, że historia zostanie odkłamana. Tyle że nowe elity nie uświadamiały sobie, iż to one staną się przedmiotem owych badań. W dodatku ich wizja własnej przeszłości jest nierzadko inna niż ta, do jakiej dochodzą i dochodzić będą historycy. Stąd pojawia się konflikt interesów. Problem polega na tym, że elity usiłują historykom narzucić własną interpretację wydarzeń.

Do kserowania nie potrzeba kryteriów naukowych

logoipn

Szef IPN: do kserowania nie potrzeba kryteriów naukowych

GW

Jest zatrudniony czasowo, na czas urlopu innego pracownika – powiedział Janusz Kurtyka o Pawle Zyzaku, młodym historyku, który napisał w ramach pracy magisterskiej książkę o Lechu Wałęsie. – Nie jest zatrudniony jako pracownik naukowy – dodał prezes IPN.
W czasie spotkania z dziennikarzami Janusz Kurtyka przekonywał, że IPN jest instytucją niezależną od wpływów politycznych. Zapewnił, że instytucja wydaje pieniądze podatników tylko na merytorycznie sprawdzone publikacje.

Dziennikarze pytali prezesa o komentarz do dzisiejszych słów premiera Donalda Tuska, który zasugerował, że IPN nadużywa różnych środków i wkrótce może ich już nie mieć. – Nie jest funkcją prezesa IPNU recenzowanie wypowiedzi premiera – odpowiedział Kurtyka. Dodał, że w Polsce jest wolność słowa badań naukowych.

Paweł Zyzak, 24-letni historyk, napisał książkę „Lech Wałęsa. Idea i historia”. Można w niej przeczytać m.in., że b. przywódca Solidarności był agentem SB i w czasach młodości miał nieślubne dziecko. Książka Zyzaka oparta jest na jego obronionej w ubiegłym roku pracy magisterskiej, której promotorem na Uniwersytecie Jagiellońskim był prof. Andrzej Nowak – redaktor naczelny krakowskiego miesięcznika „Arcana”.