Wieloetatowość w środowisku nauczycieli akademickich

logo_MNSW

Wieloetatowość w środowisku nauczycieli akademickich 

Minister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Barbara Kudrycka wystosowala do rektorów uczelni publicznych i niepublicznych list w sprawie przekazania informacji dotyczących wieloetatowości oraz podejmowania działalności gospodarczej przez nauczycieli akademickich.

W związku z przygotowywaną reformą szkolnictwa wyższego i zaistniałą potrzebą pozyskania informacji dot. zatrudnienia nauczycieli akademickich na więcej niż jednym etacie na podstawie art. 33 ust. 1 ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka zwróciła się z uprzejmą prośbą do rektorów uczelni publicznych i niepublicznych (przez nią nadzorowanych) o przekazanie informacji dotyczących wieloetatowości oraz podejmowania działalności gospodarczej przez nauczycieli akademickich.

Zakres oczekiwanej informacji określa Załącznik nr 1.

Reklamy

Naukowiec już nie dorobi na innej uczelni

kudrycka1

Naukowiec już nie dorobi na innej uczelni 

Polska

Naukowcy będą mogli pracować tylko na jednym etacie – zapowiada minister nauki Barbara Kudrycka. Nowe prawo ma wejść w życie w 2010 r.

Jeśli profesor zechce dorobić w prywatnej szkole albo komercyjnej firmie, będzie musiał uzyskać zgodę rektora lub szefa instytucji badawczej. Teraz może pracować na dwóch etatach, a dopiero na trzeci musi mieć aprobatę przełożonych. 

O wieloetatowcach w nauce krążą już legendy. Jeden z rektorów uczelni ekonomicznych był zatrudniony na ośmiu etatach, w połowie miejsc pracy nie widywano go miesiącami. – Wieloetatowość to choroba polskiej nauki, dotyczy zwłaszcza ekonomistów i prawników – nie kryje prof. Mirosław Handke z krakowskiej AGH i były minister edukacji. Przekonuje, że przez rozdrabnianie na kilku etatach profesorowie zaniedbują badania. – W światowych rankingach polscy fizycy i chemicy są na 13. miejscu, bo nie łapią się każdej komercyjnej oferty. Ekonomiści i prawnicy pojawiają się dopiero w szóstej dziesiątce – dodaje Handke. 

Wtóruje mu prof. Tadeusz Szulc, wiceminister nauki w rządzie Marka Belki. – Czas, gdy Polska potrzebowała wielu uczelni niepublicznych, aby wykształcić wszystkich chętnych, mamy za sobą. Idzie niż demograficzny i pora postawić na uczciwą konkurencję. A czy rektor prywatnej uczelni zgodziłby się, by jego profesor dorabiał na prawo i lewo? – pyta Szulc. 

Prof. Maciej Żylicz, szef Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, obawia się, że zasada jednego etatu dla profesora nie zaowocuje lepszą jakością badań. – Trzeba raczej stworzyć mechanizm rozliczania naukowców z pracy. Nawet najbardziej znany profesor powinien się liczyć z tym, że straci miejsce na prestiżowej uczelni, jeśli zaniedba obowiązki – uważa. Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, która zrzesza prywatne uczelnie, w komentarzach jest ostrożna. 

– Jeśli ograniczenia będą się wiązać z godną zapłatą dla profesorów, nie będziemy protestować – mówi prof. Waldemar Tłokiński, szef KRZSP. Ale o profesorskich podwyżkach resort nauki na razie nie wspomina.

Profesorowie wieloetatowcy

wieloglowi

Profesorowie wieloetatowcy

Kurier Lubelski, FORUM AKADEMICKIE LUBLIN 

Dzisiaj naukowcy pracują nawet na kilku etatach naraz. Czasami reklamują swoją twarzą prywatne uczelnie. A wszystko zgodnie z prawem…

Dwuetatowość to choroba drążąca nasz system szkolnictwa wyższego. Pracownicy uniwersytetów, chcąc nieco podreperować swoje skromne budżety, podejmują dodatkowe zatrudnienie. Mało tego. W niektórych przypadkach stają się twarzami niepublicznych szkół.

Władze niektórych lubelskich uczelni szacują, że nawet 30-40 proc. ich pracowników dorabia w innych placówkach. Dane takie mogą szokować, ale naukowcy zapewniają, że nie mają sobie nic do zarzucenia.

Zgodnie z ustawą dwuetatowcom nic nie można zarzucić. Przepisy pozwalają na to, aby każdy naukowiec mógł podejmować drugie zatrudnienie. O swojej decyzji musi tylko poinformować przełożonego.

Zgoda jest wymagana natomiast przy kolejnych zatrudnieniach, a więc trzecim, czwartym itd. W większości przypadków uczelnie na to pozwalają, bo wychodzą z założenia, że nie można ludziom ograniczać możliwości dorobienia, skoro nie mają na to szansy w swojej rodzimej jednostce.

Z drugiej strony od wielu lat środowiska akademickie podnoszą, że tzw. wieloetatowcy to przyzwolenie na chałturzenie i bylejakość. Spóźniają się na zajęcia albo je odwołują, a w dodatku niewiele wymagają od swoich studentów, bo nie mają czasu na drobiazgi. Stąd próby ograniczania takich praktyk.

Jak MNiSW chce sprawę rozwiązać?

– Pojawiły się pomysły na wprowadzanie zachęt finansowych, tak aby nauczyciele akademiccy nie musieli poszukiwać innych źródeł dochodów – mówi prof. Ryszard Szczygieł.

Obecnie profesor uniwersytecki może zarabiać od około 4 do nawet 10 tys. zł miesięcznie (włącznie z premiami i nadgodzinami).

Ile powinien otrzymać, aby nie marzył o dodatkowej pracy?

Zdaniem naukowców nie można określić takiej bariery finansowej, która mogłaby zatrzymać pracownika w murach jednej uczelni.

– Takie pomysły to co najwyżej pobożne życzenia, które tak naprawdę nie mają szansy spełnienia – twierdzą pracownicy uczelni.

Patologie nauki polskiej

Patologie nauki polskiej
Diametros nr 16 (czerwiec 2008): 118 – 121
„Stała liczba stanowisk czy etatów wymuszałaby konieczność rzeczywistych konkursów oraz drobiazgowej oceny dorobku kandydatów przez ekspertów zewnętrznych, które są bardzo pracochłonne i w wielu krajach anglosaskich zabierają członkom komisji sporo czasu (przykładowo, na dobrą posadę z filozofii w USA, czyli taką, która prowadzi do zatrudnienia na czas nieokreślony, zgłasza się zwykle ok. 300 kandydatów). Doprowadzenie do stworzenia odpowiednio obiektywnych mechanizmów w tym zakresie w Polsce, w której rozpowszechniło się „ustawianie” konkursów, „załatwianie” posad, a w razie takiej czy innej próby podważenia wyników postępowania „konkursowego” zasłanianie się „samorządnością” czy „autonomią” rad instytutów, wydziałów czy senatów, będzie bardzo trudne (śmiem nawet przypuszczać, że wręcz niemożliwe – czy ktoś na serio dopuszcza myśl, że w jakiejś polskiej uczelni dziekan lub rektor w celu zachowania bezstronności powoła komisję mającą rozstrzygnąć konkurs na stanowisko profesora lub kierownika zakładu lub katedry, która będzie składała się wyłącznie z osób, które w danym uniwersytecie nie pracują?)….Uważam, że reformę polskiego szkolnictwa wyższego należałoby rozpocząć od eliminacji tej patologii. Jednakże radykalnych zmian w tym zakresie nie należy się spodziewać, gdyż najnowszy
Projekt założeń reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego z 16 kwietnia b.r., pełen dziwacznej nowomowy oraz zawierający absurdalny pomysł zniesienia habilitacji i zastąpienia tego szczebla kariery akademickiej certyfikatami dającymi „uprawnienia promotorskie”, wspierany jest bez wątpienia przez lobbing sektora szkół prywatnych,…”