Barwy ochronne polskich uczelni

DZIADOSTWO III RP

Paweł Paliwoda „Gazeta Polska”, 13-06-2009

W PRL-bis obowiązuje oszukańcza ideologia, że po 1989 r. nagle wszystko i wszędzie stało się normalne. Dlatego nie ma potrzeby kręcić filmów o intrygach w redakcjach, o tłumieniu wolności słowa przez zamordystów od grubej kreski, o układach i wykańczaniu ludzi na czerwonych uniwersytetach.


Barwy ochronne

Po 1989 r. nie nastąpiły żadne oczyszczające zmiany w polskim szkolnictwie, ze szkolnictwem wyższym na czele. Cała czereda czerwonych agitatorów pozostała na wydziałach politologii, dziennikarstwa, socjologii itp. Pozostały układy przy obsadzaniu stanowisk, promocji doktoratów i ocenie prac habilitacyjnych.

Co zmieniło się na uniwersytetach w porównaniu z sytuacją przedstawioną w filmie Krzysztofa Zanussiego Barwy ochronne (1976)?

Odpowiedź stanowi reakcja tego środowiska na procedury lustracyjne, przeciw którym polscy akademicy pisali listy protestacyjne, ogłaszali publicznie odmowy podpisania „lojalki”, krytykowali lustrację w mediach, opluwali IPN. Nie wszyscy, ale bardzo wielu.

Czy pamiętają Państwo filmowy dute docent-magister (Jakub-Jarek)? Docent, cyniczny do bólu relatywista, i magister mający się za nonkonformistę i bojownika o prawdę. Czy tego typu konfiguracje wyparowały z życia uczelni, które stały się nagle oazami badawczej wolności i mówienia prawdy? Nic podobnego.

Zamordyzm na humanistycznych wydziałach większości polskich uczelni wciąż istnieje, a serwilizm wielu uczonych wobec obowiązującego idiomu światopoglądowego jest może nawet silniejszy niż w czasach komunistycznych

Bezwstydny nepotyzm na uczelniach

Rzeczpospolita familina – Wprost

Wstydliwa choroba medyków
GW
„Nepotyzm to w uczelniach medycznych wstydliwy temat. – Do tego stopnia, że dla dzieci zatrudnionych przez rodziców-profesorów wynaleziono nową etykietkę: „kontynuowanie rodzinnej tradycji lekarskiej” – mówi Dariusz Nowak, prorektor łódzkiego UM.

Jego uczelnia jako pierwsza w kraju piętnuje to zjawisko. Senat UM przyjął właśnie uchwałę, w której czytamy: „Wyrażamy przekonanie, iż zatrudnianie w tych samych jednostkach organizacyjnych krewnych z pierwszym stopniem pokrewieństwa jest niezgodne z zasadą dobrych obyczajów, jakie powinny panować w uczelni publicznej”.
Dlatego jedyne, co nam zostało, to pokazać, że nie akceptujemy takich zachowań – mówi prof. Nowak. – Traktujemy uchwałę jako apel. Zapalamy czerwone światło dla takich praktyk. Spodziewamy się, że ci, którzy będą mieli pokusę zatrudnić krewnych, dwa razy się zastanowią.

Posunięcie władz UM chwali prof. Ireneusz Zbiciński, prorektor Politechniki Łódzkiej: – To krok w dobrą stronę. Bo takie układy psują atmosferę w pracy. Pojawia się zazdrość, przestają się liczyć kompetencje.

Za to ekspert z Fundacji Batorego dr Grzegorz Luboiński nie kryje rozbawienia.

– To tylko plaster na sumienie, nic więcej – uważa. – Ta uchwała jest za miękka. Problem można rozwiązać, tylko wprowadzając twarde zasady. Na przykład uczciwe konkursy…”