Debata o sytuacji młodych naukowców w Polsce

Debata o sytuacji młodych naukowców w Polsce

PAP – Nauka w Polsce

Jednym z filarów Europejskiej Przestrzeni Badawczej jest mobilność, zaś miarą sukcesu Strategii Lizbońskiej – liczba uczonych, którzy będą wracali do Europy, ponieważ tu znajdą godne warunki rozwoju naukowego. A jak jest w Polsce, gdzie najlepsi młodzi doktorzy po powrocie z zagranicy zderzają się z biurokratyczną administracją i „polskim piekłem”, w którym gorszy zazdrości lepszemu sukcesu i blokuje rozwój?

Zdaniem prof. Lutego, tylko 20 proc. polskich profesorów ma sensowne doświadczenia zagraniczne. Przez sensowne doświadczenia profesor rozumie wynikającą z wysokich kompetencji współpracę w międzynarodowym zespole, związaną z zaplanowanymi decyzjami o wyjeździe i powrocie.

„Gros tych profesorów następnie pełni funkcje kierownicze – od kierownika zakładu, instytutu, po rektora. Jak trafi się taki, który ma doświadczenia zagraniczne, to jego stosunek do ludzi jest inny, dlatego, że doskonale ich rozumie. (…) Niektórzy mówią jednak o polskim piekle, w którym jeden zazdrości drugiemu” – zauważa prof. Luty.

Według niego, powrót ze stażu podoktorskiego oznacza bolesne zderzenie z polską administracją na uczelniach i w instytutach badawczych. Zakres administracji, jaka jest potrzebna w instytucjach naukowych, jest taki sam w Stanach Zjednoczonych, Japonii i w Polsce. Jednak kultura urzędnicza na Zachodzie jest taka, że – jak to określa profesor – uczonemu się wydaje, że w ogóle nie ma tam administracji. U nas jest odwrotnie – wydaje się, że urzędnicy czuliby się najlepiej, gdyby nie musieli mieć do czynienia z naukowcami.

„Kultura obsługi administracyjnej w polskich instytucjach jest tak niska, ludzie są tak niewyrobieni w kontaktach z uczonymi, że w rezultacie my odbieramy, że jest to dwa razy większa biurokracja niż gdzie indziej” – ocenia prof. Luty.

Reklamy