O Profesorze Edwardzie Wylęgale

O Profesorze Edwardzie Wylęgale

blog prof. W. Pluskiewicza

Profesor Wylęgała to postać nietuzinkowa. Znakomity okulista, świetny organizator (Jego oddział w Szpitalu Kolejowym w Katowicach robi naprawdę duże wrażenie), a przede wszystkim zapalony badacz i naukowiec. Mimo, iż pracował na Śląsku habilitację zrobił w Warszawie. Ma znakomity dorobek naukowy, a artykuły publikował w czołowych, światowych czasopismach okulistycznych. Przed pięćdziesiątką uzyskał tytuł profesorski. W Śląskim Uniwersytecie Medycznym nie prowadził kliniki okulistyki, pracował na Wydziale Opieki Lekarskiej, nie szkolił studentów medycyny w zakresie swej specjalności naukowej i lekarskiej.

Od 6 października b.r. Profesor Wylęgała nie pracuje już w naszej uczelni.

  • Jak to możliwe by takiej klasy lekarz i naukowiec sam rezygnował z pracy?
  • Dlaczego nie stworzono mu odpowiednich do Jego możliwości i potencjału warunków rozwoju?
  • Czy mamy nadmiar pasjonatów, ludzi zdolnych do uzyskiwania najwyższych celów?
  • Kto następny?

Śląski Uniwersytet Medyczny bardzo tajny

slaski-um

Śląski Uniwersytet Medyczny bardzo tajny 

GW

Władze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego nie chcą ujawnić sprawozdania rektora z zeszłorocznej działalności uczelni. Mimo że mają taki obowiązek.

Sprawozdanie rektora z rocznej działalności uczelni to – w zależności od jej wielkości – kilkadziesiąt lub kilkaset stron z informacjami dotyczącymi m.in. liczby studentów i pracowników, przychodów, wydatków, ewentualnych długów czy nowych kierunków. Takie sprawozdania dostępne są na stronach internetowych uczelni w Biuletynach Informacji Publicznej. Zobowiązują do tego przepisy, m.in. o jawności finansów publicznych.

Ale na stronie BIP Śląskiego Uniwersytetu Medycznego sprawozdania rektora z działalności uczelni w 2007 roku nie ma. Jest tylko uchwała senatu ŚUM o jego zatwierdzeniu i wyjaśnienie, że samo sprawozdanie zawiera dane osobowe, a te podlegają prawnej ochronie. Ponoć chodzi o nazwiska autorów najbardziej znaczących publikacji naukowych. Pytanie tylko: po co w sprawozdaniu z rocznej działalności zamieszczać takie właśnie dane? A jeśli już są, to dlaczego nie opublikować w BIP sprawozdania z wyłączeniem „danych podlegających prawnej ochronie”. Chodzi przecież o to, by władze publicznej uczelni poinformowały, jak wydają dziesiątki milionów złotych otrzymywanych z budżetu państwa. Jeśli pod jakimś pretekstem nie publikują tych informacji, same sobie szkodzą, sprawiając wrażenie, że mają coś do ukrycia. 

Zapewne władze ŚUM w rzeczywistości do ukrycia nic nie mają. „Utajnienie” sprawozdania pokazuje raczej, z jaką śmiertelną powagą traktują siebie i jak łatwo przychodzi im lekceważenie innych. Nie chodzi tylko o opinię publiczną, ale także własnych pracowników i studentów. Nikt z nich, o ile nie zasiada w senacie, do sprawozdania też przecież nie ma dostępu.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że jeśli ktoś się uprze i złoży pisemny wniosek o udostępnienie mu informacji niezamieszczonych przez uniwersytet w BIP, musi podać w nim swój numer PESEL, adres i numer telefonu, a na dodatek wyrazić zgodę na przetwarzanie tych danych przez ŚUM. Każdy przyzna, że to dużo jak na uczelnię, która sama nie chce ujawnić nawet tego, do czego zobowiązuje ją prawo.