Orzeczenia sądowe mogą być zagrożeniem dla wolności nauki

Sąd cenzuruje historyków

Rz

Piotr Gontarczyk – Bo kto przy zdrowych zmysłach mógłby przypuścić, że orzeczenia sądowe mogą być zagrożeniem dla wolności nauki i otwartego społeczeństwa demokratycznego? Że będą bez przerwy demolować życie publiczne niekompetencją i złą wolą?

Nie bardzo rozumiem, dlaczego naukowcy mieliby się kierować „ustaleniami” sądów, a nie normalnymi regułami naukowego warsztatu. Te wskazują jednoznacznie, że orzeczenie sądu lustracyjnego w sprawie Lecha Wałęsy z 2000 r. jest mało wiarogodne, a ponadto przez ostatnie dziesięć lat stan naszej wiedzy w tej sprawie zmienił się w sposób bardzo znaczący.

Takie wyroki jak ten w sprawie książki Pawła Zyzaka przynoszą wymierne szkody nauce i polskiemu życiu publicznemu. Lepiej niż ideały prawdy i sprawiedliwości ilustrują kondycję wymiaru sprawiedliwości.

Historyczny wyrok z dnia 19 marca 2010 roku

Wyrok w sprawie kalendarium

Rz

Sąd swoim wyrokiem w sprawie książki Zyzaka zakwestionował prawo do kontynuowania badań konkretnego wycinka historii. Uznał, że ów wycinek ma na zawsze pozostać interpretowany tak, a nie inaczej – pisze historyk, redaktor wydawnictwa Arcana…

Dlatego także mam nadzieję, że historycy zdecydują się w tym krytycznym momencie zabrać głos: głos w obronie zagrożonej wolności badań. Jeśli argumentacja zebrana w książkach Cenckiewicza i Gontarczyka oraz Zyzaka w kwestii, w której wydał wyrok sąd krakowski 19 marca 2010 roku, ich nie przekonuje – zawsze mogą napisać swoje, lepsze, podważające ją prace. Żaden jednak badacz przeszłości nie powinien przejść obojętnie wobec wyzwania, jakie rzuca – nie tylko chyba naszej profesji – wyrok z 19 marca.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i szefem czasopisma „Arcana”, redaktorem serii „Arcana historii

Prawo prasowe wymaga szybkiej nowelizacji

Grzywna za prowadzenie serwisu internetowego

Rz

Strona WWW może zostać uznana przez sąd za dziennik. Za jego wydawanie bez wcześniejszej rejestracji można zostać skazanym

Przekonali się o tym ostatnio dwaj współwłaściciele firmy prowadzącej serwis internetowy http://www.bielsko.biala.pl. Sąd wydał wyrok stwierdzający, że złamali prawo, wydając dziennik bez rejestracji, i skazał obydwu na grzywnę po 3 tys. zł.

– Bardziej dotkliwe od grzywny jest stwierdzenie, że staliśmy się przestępcami. Jestem wykładowcą, nie wiem, czy jako osoba skazana będę mógł nadal pracować na uczelni – mówi Marcin Tomana.

Doniesienie do prokuratury złożyła konkurencja, która prowadzi inny serwis internetowy oraz wydaje papierową gazetę…

————-

Opinia

Elżbieta Traple adwokat w kancelarii Traple Konarski Podrecki

Niektóre strony internetowe poza tym, że nie ukazują się na papierze, niczym nie różnią się od tradycyjnych dzienników i uważam, że powinny podlegać rejestracji ze względu na odpowiedzialność za treści tam publikowane. Odróżnienie zwykłego blogu od internetowego serwisu informacyjnego jest jednak często trudne i nie można się dziwić, że ludzie nie wiedzą, czy muszą rejestrować swoje strony. Nie powinni być karani za brak precyzji ustawodawcy. Prawo prasowe wymaga szybkiej nowelizacji w aspekcie Internetu. Najpierw trzeba jasno określić zakres obowiązku rejestracji, a dopiero potem jego niewykonanie obłożyć odpowiednimi sankcjami.

Komunikacja sądu z obywatelami

E-mail wciąż nieznany polskim sądom

Takie wrażenie można odnieść czytając raport Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFPC), która sprawdziła w jaki sposób Polacy mogą komunikować się z sądami. Pracownicy sądów jeśli nawet odpowiedzą na e-mail, nie zawsze robią to przejrzyście i nie zawsze dbają o formy grzecznościowe. Problemem jest też dostępność e-wokand

Raport HFPC możemy znaleźć na stronach fundacji. Obejmuje on również inne formy kontaktu z sądami, w tym kontakt osobisty, dostępność ulotek, analizę pism sądowych, przystosowanie budynku do potrzeb niepełnosprawnych i in.

W podsumowaniu autorzy raportu stwierdzają jednak, że najgorzej wypadają polskie sądy w obszarze komunikacji elektronicznej z obywatelem. Zdaniem HFPC sądy powinny bardziej zadbać o wyznaczenie osób odpowiedzialnych za kontakt z obywatelami oraz o wyposażenie tych osób w odpowiednią wiedzę. Na zmiany zapewne przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale byłoby dobrze, gdyby osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie sądów przeczytały raport HFPC.

Skandal wokół kolejnej wersji śmierci Pyjasa

pyjas

Skandal wokół kolejnej wersji śmierci Pyjasa

Rz, 17.02.2009

Pijany Stanisław Pyjas przed śmiercią dobijał się do dziewczyny i został uderzony drzwiami – twierdzi w kontrowersyjnej książce były peerelowski lekarz sądowy Zdzisław Marek.

Jest kłamcą, i to dość nieudolny – mówi o nim historyk Antoni Dudek Publikacja 85-letniego emerytowanego profesora nosi tytuł „Głośne zdarzenia w świetle medycyny sądowej”.

Znaczną część liczącej 295 stron książki zajmują opisy okoliczności śmierci, pobić i wypadków z lat 70. i 80., w których dopatrywano się motywów politycznych.

Ekspertyzy w tych sprawach sporządzał Zakład Medycyny Sądowej w Krakowie kierowany przez wiele lat przez prof. Marka.

Dudek: próbuje się wybielić Nadzwyczajna komisja powołana w 1991 roku przez rektora Akademii Medycznej stwierdziła, że prof. Marek w swojej działalności opiniodawczej naruszył normy etyczne pracownika nauki. Pozbawiła go funkcji kierownika Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej.

To ekspertyzy Marka wspierały prokuraturę w sprawie śmierci związanego z opozycją Stanisława Pyjasa, znalezionego w maju 1977 roku w sieni krakowskiej kamienicy

Profesor stawia hipotezę, że pijany student dobijał się do koleżanki mieszkającej na II piętrze kamienicy i został uderzony gwałtownie otwieranymi przez kogoś drzwiami. Zrezygnował z wizyty, zszedł na dół, a tam, siedząc u stóp schodów, zachłysnął się krwią z wargi zranionej przy uderzeniu drzwiami. Zaczął się dusić i upadł na posadzkę, doznając kolejnych urazów.

„Tylko zmasowana propaganda i z uporem powtarzane twierdzenia, że Stanisława P. zamordowano, utrwaliła to w powszechnym przekonaniu, bezkrytycznie powtarzanym. (…) Każdy mający odmienne zdanie, czy choćby wyrażający wątpliwości, jest zakrzykiwany i nazywany „świadomym współpracownikiem usiłującym zatuszować ponurą zbrodnię”pisze prof. Marek.

Prof. Marek sugeruje, że za śmierć Pyjasa współodpowiedzialny jest Bronisław Wildstein. „Wielce ciekawe i niecodzienne było zachowanie w tym przypadku Bronisława W. – najbliższego przyjaciela (jak wielokrotnie twierdził) Staszka, a także towarzysza w ostatnim dniu życia. Zostawił nietrzeźwego przyjaciela w mieście, potem wyjechał na wiele lat za granicę. Wrócił, gdy sprawa „niegodnego postępowania biegłego” już się przedawniła. (…) Może jednak „przedawnienie” dotyczyło innej sprawy, na przykład nieumyślnego zadania obrażeń? Musi to jednak pozostać w sferze domysłów, chyba że ci, którzy znają prawdę, zdecydują się mówić” – pisze prof. Marek.

Sam Wildstein słowa prof. Marka kwituje krótko: – Kanalia, po prostu kanalia. Za to, że opisałem jego rolę w sprawie Pyjasa, wytoczył mi proces i wygrał, co wiele mówi o naszym wymiarze sprawiedliwości.

Zdzisław Marek nie pominął tego zresztą w swojej książce. Przypomina, jak z jego oskarżenia sąd prawomocnie skazał Bronisława Wildsteina na karę grzywny i nawiązki oraz opublikowanie wyroku w gazecie za to, że w 1991 roku publicznie obwiniał medyka o tuszowanie sprawy zabójstwa Pyjasa i nazwał go m.in. „najbardziej cynicznym wspólnikiem zbrodni”, który tylko dzięki przedawnieniu uniknął odpowiedzialności.

Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za posty

sad

Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za posty

Rz

Sąd Rejonowy w Słupsku orzekł, że nie można obciążać właściciela portalu internetowego pełną odpowiedzialnością za treść umieszczanych tam postów i uniewinnił dziennikarza z Bytowa Leszka Szymczaka od zarzutu naruszenia prawa prasowego.

W lutym 2008 r. rozpoznający apelacje Sąd Okręgowy w Słupsku uznał, że prokuratura zbyt szybko przyjęła, iż posty na internetowym forum zawierają znamiona przestępstwa i uchylił wyrok I instancji. SO skierował sprawę do ponownego rozpoznania, wskazując jednocześnie, że sąd I instancji powinien rozważyć zwrot akt prokuraturze z uwagi na istotne braki w postępowaniu przygotowawczym.

Tak też się stało. Kolejny akt oskarżenia prokuratura skierowała do sądu po uzupełnieniu dowodów. Sąd jednak Szymczaka uniewinnił.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Krzysztof Obst podkreślił, że „nie sposób sprowadzić wszystkich form działania portalu internetowego do prawa prasowego, wobec czego nie można w pełnym zakresie obciążyć właściciela portalu za treść toczącej się permanentnie oraz poza jego wiedzą i świadomością dyskusji na forum internetowym”.

Sędzia Obst dodał, że „prezentowanie swoich sądów na forum internetowym nie może być uznane za działalność stricte dziennikarską, do której stosowane jest prawo prasowe i dopóki opinie pod artykułami nie staną się integralną częścią tych artykułów, brak jest podstaw do stwierdzenia, że mamy do czynienia z materiałem prasowym, który został opublikowany przez prowadzącego portal”.