Adaptacja do patologicznych reguł

Wyznania nominata

Rz, Bronisław Wildstein 06-04-2009 

PRL owskie kariery były jednak szkołą cynizmu i postaw aspołecznych. Ludzie, którzy awansowali, dostosowując się do warunków komunistycznego państwa, musieli przyjmować postawy będące zaprzeczeniem etosu służby publicznej. Uczciwi ludzie musieli adaptować się do patologicznych reguł. Pozostawianie niezmienionych zespołów powodowało, że relacje, które wytworzyły się między ich członkami, przetrwały i niezwykle utrudniały przebudowę instytucji. Pojedyncze, wrzucone nawet na kierownicze stanowiska osoby miały ogromne problemy ze zmianą postaw grupowych i zwykle same się do nich dostosowywały. Niedostateczne zmiany personalne w wychodzącym z komunizmu państwie są w sporej części źródłem problemów III RP.

Fakt politycznego charakteru nominacji po upadku komunizmu był oczywisty. Chodziło przecież o budowę nowego państwa o zupełnie innym ustroju i celach. Pytanie o kompetencje, które wówczas często stawiali przeciwnicy radykalniejszych zmian, miało dwuznaczny charakter. Warunkiem kompetencji jest doświadczenie. Czy jednak doświadczenie w PRL owskich instytucjach stanowiło kapitał dla budowy nowych instytucji czy odwrotnie – obciążenie? Oczywiście należało poszukiwać maksymalnie kompetentnych ludzi, ale kompetencje w owej rewolucyjnej sytuacji wyjątkowo trudno było mierzyć.

Raport o związkach naukowców śląskich z SB

us-logo

Powstał raport z pierwszego etapu prac Komisji Historycznej Uniwersytetu Śląskiego

PAP-Nauka w Polsce

Liczba osób, związanych z Uniwersytetem Śląskim, które z różnych powodów współpracowały ze Służbą Bezpieczeństwa, była dość spora, ale nie większa niż ilość pracowników związanych z opozycją, niechętnych PRL i z tego powodu szykanowanych. To wniosek płynący z opublikowanego właśnie podsumowania pierwszego roku pracy Senackiej Komisji Historycznej Uniwersytetu Śląskiego (UŚ) w Katowicach

Raport wskazuje, że w większości analizowanych przypadków tajni współpracownicy brali wynagrodzenia, czasem bardzo wysokie, korzystali z wyjazdów na długotrwałe stypendia zagraniczne, czasem wiązali się z kontrwywiadem, ale stopień zaangażowania nie był równy. Tylko dwie osoby podjęły współpracę wskutek szantażu.

Pewne osoby donosiły z pasją i upodobaniem, wręcz przyznając się, że tego typu praca daje im ogromną satysfakcję. Inne czyniły to sporadycznie i niechętnie, jeszcze inne odczuwały współpracę jako ogromne obciążenie psychiczne i nie wywiązywały się z powierzonych zadań. Komisja podała też, że bardzo wielu tajnych współpracowników w minionych latach odeszło z UŚ lub przeszło na emeryturę.

Naukowe mroki Peerelu

Naukowe mroki Peerelu

Nasza Polska, 52

img_3539


Inteligent w ciemnych okularach

jaruzel-okularyźrodło

Inteligent w ciemnych okularach

Rz

Wojciech Jaruzelski nie był samotnikiem. Jego los i jego wybory były losem i wyborami dużej części polskiej inteligencji. Tej, która uznała, że konieczność historyczna jest, jaka jest, i musimy ją zaakceptować – pisze filozof i publicysta Mateusz Matyszkowicz

Chciałbym uniknąć niesprawiedliwych generalizacji. Ten tekst nie jest o każdym powojennym inteligencie, ale raczej o szczególnym typie, który PRL stworzył. I nie byli to wcale nowi ludzie, inteligenci w pierwszym pokoleniu. Do klasy peerelowskiej inteligencji dołączali także potomkowie rodzin ziemiańskich, osoby wykształcone jeszcze przed wojną. Stworzyli oni nowy model bycia inteligentem, gdzie oczytanie i szerokie wykształcenie połączone było ze służalczą postawą. I gdzie świadomość długiej historii polskiej inteligencji współistniała z przekonaniem o historycznej konieczności. 

Duża część powojennych inteligentów dokonała jednak innego wyboru. Woleli trzymać z tymi, którzy strzelali do związanych oficerów, policjantów, księży, profesorów, zwykłych nauczycieli i urzędników. Sami zajęli miejsce pomordowanych, ale byli już ulepieni z innej gliny. Nowa inteligencja, która wyłoniła się w PRL, była tchórzliwa, intelektualnie niesamodzielna i skłonna do życia w masie. Nauczyła się żyć w kłamstwie i sama kłamała.

Kiedy przyszedł czas sprzeciwu wobec komunistycznej władzy, inteligencja stanęła na wysokości zadania. Po 1989 r. nastąpiła jednak reprodukcja tych wszystkich cech, które nabył inteligent peerelowski. Ten typ znów staje się jedną z możliwości, którą wybiera część osób wykształconych. Powróciła służalczość, niesamodzielność i stadność.

Na uczelniach bez zmian

tvp

Na uczelniach bez zmian 

Bronisław Wildstein przedstawia 03.12.2008

Po upadku komunizmu większość polskich instytucji przeszła radykalną transformację. Szkoły wyższe nie zmieniły się jednak na jotę. A przecież powinny wytwarzać elity, które budują przyszłość kraju i modelują wzorce zachowań. 
Czy uniwersytety w PRL osiągnęły kształt doskonały?  Czy stare, dobre uniwersytety są dziś Świątyniami Nauki? 
BRONISŁAW WILDSTEIN PRZEDSTAWIA różne twarze zjawiska, który jedno ma imię: kryzys etyczny uniwersytetów. 
Przypadek wielkiego astronoma Aleksandra Wolszczana wstrząsnął Polską, ale nie był to przypadek typowy. Zwykle mało wybitni naukowcy podejmowali współpracę z SB, a agenturalność pomagała im robić naukowe kariery. 
Niezwykła tolerancja dla plagiatu, to inny przejaw schorzenia. Na pierwszy rzut oka nie ma związku z przyzwoleniem dla dawnych konfidentów w roli akademickich wykładowców. Ale jeśli traktujemy uniwersytety poważnie, nie możemy sprowadzić ich do roli fabryk, produkujących specjalistów. A uczciwych specjalistów nie da się wykształcić poza etyką. 
Dlatego zrywamy zmowę milczenia wokół ciemnych stron polskich uczelni!

Nauka i media w służbie PRL

pkin

Dialog z PRL-em

Nauka i media w służbie PRL

Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 22-23 listopada 2008, Nr 273 (3290)

Dziennikarze i naukowcy, w tym historycy, należeli w PRL do grup zawodowych najbardziej infiltrowanych przez komunistyczne służby specjalne, choć wiele dokumentów na ten temat jest wciąż niedostępnych dla badaczy. O tych problemach dyskutowano podczas trzydniowej konferencji naukowej. 

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka podkreślił, że partia komunistyczna dążyła do tego, aby historycy włączyli się „w realizację propagandy dziejowej”. Dlatego badania historyczne były kontrolowane przez władze, a interpretacja zdarzeń z naszej historii była narzucana przez komunistów i mogła się zmienić tylko wtedy, gdy zmieniały się cele i strategia PZPR. 
Profesor Krzysztof Kawalec z Uniwersytetu Wrocławskiego nie ma wątpliwości, że skutki PRL wciąż odczuwamy. – Nie jestem do końca przekonany, czy upadek komunizmu zlikwidował wszelkie blokady. Gdybym miał np. ponownie dzisiaj pisać o endecji, to bardzo bym się nad tym zastanawiał – stwierdził Kawalec. Prawomyślności naukowców, a jeszcze bardziej dziennikarzy pilnowała również cenzura. Doktor Zbigniew Romek z Instytutu Historycznego PAN zauważył, że najważniejsza cenzura odbywała się już na etapie redakcyjnym, a dopiero później na wyższych szczeblach. Przypominając procedury obowiązujące przy wyjazdach polskich uczonych do państw kapitalistycznych, dr Patryk Pleskot z IPN w Warszawie stwierdził m.in., że często to nie polityka, ale układy towarzyskie decydowały o tym, kto wyjeżdżał, kto był typowany do wyjazdów zagranicznych. Dodał, że często w tej kwestii przecenia się rolę SB.
Marek Zygmunt, Wrocław

Genetyka niepodległościowa


Wprost, 46/2008 (1351)

Wychodzący z PRL półinteligent nie potrzebował i nie rozumiał pojęcia niepodległości
Niepodległość pojawiła się na horyzoncie polskiej wyobraźni dopiero około 1733 r. – jako pojęcie odrębne od indywidualnej wolności. Caryca (Anna Iwanowna) pierwszy raz wybrała wtedy polskiego króla, wprowadzając go przy pomocy swojego wojska na tron. Carscy ambasadorowie jednak już wcześniej (od kilkunastu lat) gospodarowali w Warszawie, a na prowincji ich porządki wprowadzali sołdaci. Wtedy dopiero polska szlachta zaczęła pojmować, że jest taka wartość jak niepodległość, wcześniej nieznana, bo naturalna jak powietrze. Kiedy tego powietrza zaczęło brakować, kiedy z jego braku zaczęła się dusić obywatelska tożsamość, Stanisław Konarski począł upowszechniać nie tylko myśl o naprawie Rzeczypospolitej, ale i samo pojęcie niepodległości. 
Nie od razu, ale w ciągu następnych kilkudziesięciu lat przyjęło się ono jako najważniejsze słowo w politycznym wokabularzu Polaków. Walczono o tę niepodległość zaciekle i uparcie przez następnych bez mała dwieście lat. Z wielkimi ofiarami w każdym kolejnym pokoleniu – wśród powstańców, konspiratorów, emigrantów, legionistów. Udział w tej sztafecie był największym powodem do dumy. „Niech o tem wie daleka potomność, że jeżeli Ojczyzny bronić nie umieliśmy, tedy umrzeć za nią umieliśmy” – pisał Kazimierz Pułaski w imieniu konfederatów barskich doświadczających niepowodzenia swoich starań o ratowanie Rzeczypospolitej.