O przetrwaniu polskich uczelni

Polskie uczelnie stać na sukces

Rz

Przetrwanie polskich uczelni będzie zależało od pozycji, jaką sobie wyrobi w przestrzeni europejskiej, od atrakcyjności dla zagranicznych studentów i wykładowców, która zdecyduje także o popularności „na własnym podwórku” – pisze rektor Akademii Leona Koźmińskiego…

Umiędzynarodowienie kadry naukowo-dydaktycznej musi oznaczać zatrudnienie na etatach pewnej liczby cudzoziemców oraz skupienie wokół uczelni dostatecznie licznej grupy zagranicznych profesorów wizytujących. Jak największa część kadry powinna legitymować się zagranicznymi stażami na dobrych uczelniach i zaproszeniami na gościnne wykłady. Istotne są zarówno wielkość i struktura kadry, jak jej kwalifikacje profesjonalne i naukowe wystarczające do obsługi procesu dydaktycznego. Najważniejsze jest jednak to, by jej dorobek naukowy był rozpoznawany i cytowany na świecie, by uczelnia uczestniczyła w międzynarodowych programach badawczych oraz by była widoczna na imprezach naukowych najważniejszych dla danej dyscypliny. Także i w rankingach profilowanych uczelni liczą się publikacje w czołowych międzynarodowych czasopismach naukowych, nie są jednak jedynym kryterium. Takie publikacje trzeba szczególnie i wysoko premiować.

Jak dostać się na Harvard

Jak dostać się na Harvard

Wprost

Polskie uczelnie są beznadziejne i nie dają perspektyw, a ty nic nie możesz na to poradzić? Wręcz przeciwnie! Nie ma powodu, by Polacy studiowali byle gdzie, skoro można startować nawet na Harvard. I nie jest to szansa wyłącznie dla geniuszy.

W Harvard College, czyli na czteroletnim początkowym programie studiów na Harvardzie, uczy się obecnie 6,6 tys. studentów, w tym około 600 spoza USA. Z krajów takich jak Bułgaria, Czechy i Słowacja przyjęto w tym roku po jednej osobie, z Rumunii dwie. Z Polski ani jednej! Nie dlatego, że jesteśmy gorsi, lecz dlatego, że polscy uczniowie nie podejmują próby. Nie wiedzą jak.

Polskie uczelnie to światowa prowincja

Polskie uczelnie to światowa prowincja

Dziennik

Wykładowcy nie znający języka angielskiego i nie publikujący w nim, nagradzanie uczelni nie za wyniki naukowe tylko za liczbę profesorów i liczbę chętnych na jedno miejsce studentów, brak liczących się na świecie badań naukowych. Efekt: czołowe polskie uczelnie o wielowiekowych tradycjach w rankingu sąsiadują z takimi szkołami jak Uniwersytet w Kansas, Politechnika w Montanie czy Uniwersytet z Witwaterstand w Republice Południowej Afryki. „To ogromny wstyd, szczególnie, że to właśnie na podstawie tej listy wyrabiana jest powszechna opinia o stanie szkolnictwa wyższego poszczególnych państw” – mówi były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, prof. Krzysztof Rybiński.

Polskie środowisko akademickie nie lubi jednak ani nie ceni szangchajskiego rankingu: „To sztuczny twór, stwarzający niepotrzebny i płytki szum” – uważa były rektor UJ Franciszek Ziejka. „Nie mamy szans, by zająć w nim wysokie pozycje, bo uczelnie są oceniane według takich kryteriów jak liczba wykładowców i absolwentów z tytułami noblisty, czy liczba publikacji pracowników naukowych w najbardziej prestiżowych periodykach, czyli w ‚Science’ i ‚Nature’. Takich osiągnięć mamy mało, bo u nas badania opisywane są po polsku czyli w języku mało popularnym w środowiskach naukowych świata” – dodaje prof. Ziejka.

Podobnego zdania jest profesor Tadeusz Luty, honorowy prezes Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. „To komercyjna ocena niebiorąca pod uwagę wielu dokonań naukowych ważnych lokalnie” – mówi. Przytakuje mu prof. Ziejka: „Mamy np. świetne badania dotyczące zmian mentalności polskiej w XIX wieku. Choć są wybitne to nie mają szans przebić się na świecie” – przekonuje.

Polskie uczelnie daleko

Polskie uczelnie nie są na topie

GW

Uniwersytet Jagielloński na 302. pozycji. Za nim – 349. miejsce – Uniwersytet Warszawski. Ranking uczelni według brytyjskiego pisma Times Higher Education Magazine.

Rektorzy innych krakowskich szkół wyższych twierdzą, że ranking odzwierciedla zaniedbania polskiej edukacji. – Mamy umysły, mamy umiejętności, ale brak nam aparatury do pracy naukowej – mówi prof. Zbigniew Kąkol, prorektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Podkreśla też, że 20 lat temu polityka polska zaczęła dążyć do zwiększenia „stopnia scholaryzacji”, co zaowocowało dwa razy większą liczbą studentów na uczelniach. – Kadra dydaktyczna nie zwiększyła się jednak dwukrotnie, trudno się więc dziwić, że w rankingu, który bierze pod uwagę liczbę studentów przypadających na jednego nauczyciela, nie jesteśmy w czołówce – mówi. Zauważa też, że 40 procent punktów, które mogła zdobyć uczelnia, to jej znajomość wśród naukowców świata. – Pomijając, że to kryterium bardziej pasuje do konkursu piękności, niż rankingu szkół wyższych, w Polsce obowiązuje ruch jednokierunkowy. To my jeździmy na zagraniczne uniwersytety. Znamy je i możemy chwalić. Do nas przyjeżdżają rzadziej, więc mniej nas znają i chwalą. Studentów zagranicznych też trzeba mieć czym przyciągnąć, a my jesteśmy biednym krajem – mówi Kąkol.


Rektor Akademii Rolniczej, a jednocześnie wiceprzewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich prof. Janusz Żmija, szanse na wejście polskich uczelni do ogólnoświatowych zestawień widzi w jednoczeniu się w federacje. – Mamy rozproszone ośrodki akademickie, które bardzo dbają o swoją autonomię. Tymczasem powinny nawzajem sobie pomagać. Dzięki temu ich baza naukowa stanie się bogatsza – podkreśla.

Uważa, że zalecenie, by uczelnie wspierały się nawzajem, tworząc federacje, powinno znaleźć się w przygotowywanej przez rząd strategii rozwoju szkolnictwa wyższego.

Rządowy projekt zakłada promowanie i wspieranie najlepszych ośrodków, w tym finansowe.

Mają one otrzymywać więcej pieniędzy na badania naukowe, wynagrodzenia członków zespołów badawczych i stypendia dla doktorantów. Będą też miały pierwszeństwo w staraniu o rządowe środki, np. na zatrudnianie uczonych z zagranicy czy zakup aparatury. – Podobne rozwiązania stosują liderzy wszystkich rankingów. Dlatego elitarne jednostki naukowe i uczelniane od wieków mają Brytyjczycy, a ostatnio również Chińczycy, Niemcy oraz Francuzi – mówi Barbara Kudrycka, minister nauki.

Chce też by – tak jak na Zachodzie – wszystkie uczelnie mogły prowadzić otwarte konkursy na wszystkie stanowiska. Dzięki tym wszystkim zmianom za kolejnych kilka lat nasze uczelnie mają zyskać szansę walki o wyższe pozycje w rankingach światowych.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Unijne pieniądze aktywnie wspierają polskie uczelnie

Unijne pieniądze aktywnie wspierają polskie uczelnie

PAP – Nauka w Polsce

Polskie uczelnie od czasu wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej aktywnie uczestniczą w unijnych programach, dzięki którym mogły m.in. zmodernizować budynki, zakupić sprzęt laboratoryjny czy wyszkolić kadry. Według ministerstwa nauki, polscy naukowcy za rzadko sięgają jednak do funduszy UE na badania naukowe. Jak poinformował rzecznik Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNISW) Bartosz Loba, wśród polskich uczelni, które najaktywniej starają się o finansowanie badań naukowych, są m.in. Politechnika Warszawska, Uniwersytet Warszawski, Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN, Akademia Górniczo-Hutnicza, Uniwersytet Jagielloński oraz Politechnika Wrocławska. 
Według Loby, przystąpienie Polski do UE pozwoliło Polsce czynnie uczestniczyć w kształtowaniu treści 7. Programu Ramowego. „Obecnie polscy delegaci i eksperci uczestniczą w spotkaniach komitetów programowych, przygotowujących programy pracy. Dzięki temu możliwe będzie podjęcie starań o ogłaszanie konkursów w tematach, w których polskie zespoły mają największą szansę na sukces” – uważa Loba.

Jednak – jak zastrzegł rzecznik – polskie grupy badawcze zdobywają w UE najmniej pieniędzy, licząc w stosunku do wartości PKB. Np. w latach 2002-2006 z naszego wkładu do budżetu UE polscy uczeni „odzyskali” jedynie 53,6 proc. środków. Dla porównania, w przypadku Czech było to 75 proc., Węgier – 96 proc., a Słowenii – 155 proc.