Eksperci o problemie plagiatu na polskich uczelniach

studentnewspl_

Eksperci o problemie plagiatu na polskich uczelniach

Niedostateczny system kontroli jakości na polskich uczelniach i zbyt mała czujność promotorów to – zdaniem dra Andrzeja Kurkiewicza z resortu nauki – jedne z głównych przyczyn plagiatu prac dyplomowych.

Promotorzy już na etapie pisania pracy dyplomowej powinni kontrolować m.in. źródła, z których korzysta autor. Tymczasem w wielu uczelniach na jednego promotora przypada często 30-35 studentów – zauważył Kurkiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Strategii Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Dodał, że nieliczne są również uczelnie, które kontrolują prace zaliczeniowe czy semestralne. Zdaniem przedstawiciela MNiSW, dobrym pomysłem na poprawę sytuacji byłoby wprowadzenie obowiązku wewnętrznej kontroli na uczelniach. Tych kwestii nie można jednak przeregulować, bo uczelnie powinny zachować samodzielność – podkreślał.

Według Kurkiewicza, do powszechności plagiatu przyczynia się również niska świadomość społeczna dotycząca kradzieży dóbr intelektualnych. Już młodzież gimnazjalna i licealna przyzwyczajana jest do tego typu praktyk, a na uczelnie wyższe – zauważył – przychodzi z wyrobionymi nawykami.

Reklamy

Czy plagiaty to kradzież ?

Plagiaty – uczelnie z nimi walczą, ale wciąż mało kto traktuje je jak kradzież

PAP

Coraz więcej instytucji, przede wszystkim naukowych i akademickich próbuje pozbyć się problemu plagiatów. W świadomości społecznej jednak nielegalne wykorzystanie własności intelektualnej nadal jest akceptowane – ocenili w piątek uczestnicy warszawskiej konferencji poświęconej problemowi plagiatów. 

Jak mówili uczestnicy spotkania, plagiatami są prace magisterskie, wystąpienia polityków, utwory muzyczne, a nawet prace domowe uczniów podstawówek. Ze zjawiskiem tym trudno walczyć, bo Polakom w tej materii brakuje wiedzy o tym, co jest legalne i etyczne, a co nie.

Według przewodniczącego Państwowej Komisji Akredytacyjnej (PKA) prof. Marka Rockiego, polskie prawo na razie nie pomaga uczelniom w zwalczaniu zjawiska plagiatowania. Jak powiedział w rozmowie PAP, prawo nie nakłada na uczelnię np. obowiązku archiwizowania w formie elektronicznej prac obronionych na niej, co jest konieczne do stworzenia bazy danych, z którą będzie można porównywać nowo składane prace.

Sama PKA, jak mówił, dopiero od dwóch lat w ramach oceny jakości kształcenia na danym wydziale sprawdza wyrywkowo ok. 10 proc. obronionych prac również pod kątem samodzielności. Na razie wynik tej weryfikacji nie ma wpływu na ocenę pracy wydziału, może tylko stanowić podstawę do wystosowania przez PKA zaleceń pod adresem władz uczelni o dopilnowanie uczciwości autorów prac.
„Państwowa Komisja Akredytacyjna nie dysponuje programem komputerowym do porównywania treści prac z zasobami bazy danych. Dysponują nim poszczególni członkowie komisji. Przy czym program ten nie jest niezbędny, można porównywać fragmenty pracy z zasobami internetu, używając zwykłej, ogólnodostępnej wyszukiwarki internetowej” – powiedział Rocki.
Według niego, z problemem plagiatów w największym stopniu borykają się małe uczelnie, do których dojeżdżają wykładowcy „wypożyczeni” z większych ośrodków oraz tzw. modne kierunki, na których prace zbyt dużej liczby studentów podlegają opiece zbyt małej liczby promotorów. 

Jak uczelnie walczą z plagiatami

Jak uczelnie walczą z plagiatami

GW

 Nawet co czwarta praca licencjacka i magisterska może być napisana niesamodzielnie – twierdzą specjaliści z branży antyplagiatowej. Nie wszystkie opolskie uczelnie korzystają jednak z systemu.

– W swoim portfolio mam kilkadziesiąt prac dyplomowych z różnych dziedzin: od ekonomii po medycynę – mówi Krzysztof, były polonista z Opola. – Jedną z nich sprzedałem aż trzy razy – przyznaje. Jego twórcy przekonują, że właśnie do walki z takim procederem stworzono program plagiat.pl. – Im więcej uczelni przystąpi do naszego systemu, tym większa i skuteczniejsza będzie ochrona przed plagiatem – mówi Sebastian Kawczyński, twórca programu.

W Polsce jednak zaledwie 70 uczelni przystąpiło do programu antyplagiatowego.

– Ta kwestia była rozpatrywana między innymi na posiedzeniach Uniwersyteckiej Komisji Akredytacyjnej – mówi Marcin Miga, rzecznik UO. – Rzadko który z rektorów nie miał zastrzeżeń do funkcjonowania systemu. Wątpliwości rektorów dotyczyły m.in. bazy, do której uczelnie przesyłają prace. 

– Pojawiły się zastrzeżenia związane z prawami autorskimi i pokrewnymi oraz ochroną danych osobowych – dodaje rzecznik UO. – Ten system nie gwarantuje również w stu procentach wyłapania plagiatu na przykład z książek. Ponadto wykupienie licencji jest bardzo kosztowne – tłumaczy, dodając, że na uczelni ciężar walki z plagiatami spoczywa głównie na promotorze. – Rzeczywiście, jeżeli promotor pracuje systematycznie ze studentem przez kilka semestrów, nie może być mowy o plagiacie – dodaje także rektor WSZiA.

Sprawy dyscyplinarne

rgsw

DZIAŁAMY W ŚRODOWISKU HIERARCHICZNYM

Forum Akademickie

Rozmowa z prof. Ewą Gruzą, przewodniczącą Komisji Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego

Nie uważam, że działalność komisji sprowadza się tylko do orzekania w sprawach dyscyplinarnych, które do nas wpłyną w trybie odwoławczym. Chciałabym, abyśmy potrafili mówić o różnych problemach środowiskowych, także o nieprawidłowościach i wskazywać właściwe wzory postępowania.

A jakiego typu sprawy trafiają najczęściej do Komisji Dyscyplinarnej?

– To są bardzo różne kwestie – od przyjęcia korzyści majątkowej i plagiatu, poprzez lekceważenie dyscypliny zajęć dydaktycznych, niewykonywanie poleceń służbowych, zarzut braku gospodarności w dysponowaniu mieniem i środkami finansowymi, podawanie nieprawdziwych danych, aż po niesprawiedliwą ocenę pracy dydaktycznej i naukowej czy nawet zakłócanie egzaminów.

Czyli zakres jest niezmiernie szeroki, a w pierwszych instancjach jest pewnie jeszcze szerszy. Czy zatem katalog kar, którym dysponuje komisja, wydaje się Pani wystarczający?

– Komisje mogą udzielić kary upomnienia, nagany, pozbawienia prawa do pełnienia funkcji kierowniczych w uczelni i pozbawienia prawa wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. Są to kary od stosunkowo mało dolegliwej do bardzo surowej, zatem katalog mamy wystarczający. Wszystkie orzeczenia kary trafiają do akt pracownika, więc pozostaje po nich ślad.

W Akademii Medycznej nie dzieje się nic złego ?

logo-am-wroclaw

Rektor Andrzejak nie widzi problemów na AM

GW

– Nie ma plagi plagiatów, nie ma też kantów przy dzierżawie lokali. W Akademii Medycznej nie dzieje się nic złego – przekonywał w czwartek prof. Ryszard Andrzejak, rektor uczelni.

Prof. Andrzejak odniósł się do opisanych w „Gazecie” nieprawidłowości na wrocławskiej uczelni. 

W ciągu ostatnich kilku tygodni ujawniliśmy wątpliwości związane m.in. z umorzeniem przez uczelnianą komisję dyscyplinarną postępowania w sprawie ewentualnego plagiatu prof. Mariana Grybosia i podejrzanej podwójnej recenzji pracy habilitacyjnej dr. Jarosława Pająka. Pisaliśmy też o niejasnościach przy dzierżawie lokali dla firmy zajmującej się sprzedażą aparatów słuchowych oraz małżeńskiej firmy dyrektora Akademickiego Szpitala Klinicznego Piotra Pobrotyna. 

– Nie ma u nas plagi plagiatów – zapewniał podczas czwartkowej konferencji prasowej prof. Andrzejak. – W ciągu trzech ostatnich lat mieliśmy tylko trzy takie sprawy, łącznie z przypadkiem prof. Mariana Grybosia. To niedużo. 

Rektor nie zaangażował się także w wyjaśnienie sprawy dwóch skrajnie różnych recenzji, które o habilitacji wrocławskiego ginekologa dr. Jarosława Pająka napisał prof. Krzysztof Drews z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. – To sprawa uczelni w Poznaniu. Łączenie jej z Akademią Medyczną we Wrocławiu jest dla nas krzywdzące – mówi prof. Ryszard Andrzejak

Rektor Andrzejak nie również próbował weryfikować informacji, że to prof. Janusz Woytoń naciskał na recenzentów, aby wystawili Pająkowi negatywne opinie. O tych podejrzeniach mówił Pająk.

Plagiatorów trzeba publicznie potępiać

Plagiatorów trzeba publicznie potępiać

GW

Ujawniona przez nas seria nieuczciwych zjawisk we wrocławskim środowisku naukowym to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Prawdziwej skali tego zjawiska nigdy nie poznamy. Fakt, że plagiatów i fałszerstw dopuszcza się szacowna profesura, szokuje, często jednak jeszcze bardziej poraża cynizm, z jakim podchodzą do nich władze uczelni, próbując sprawy zamieść pod dywan.

Bez względu na to, ile tekstu się przepisało z cudzej pracy – drobiazg czy coś dużego – jest to kradzież, która powinna być ścigana z całą stanowczością – mówi prof. Osman Achmatowicz* 

Minister nauki prof. Barbara Kudrycka chce, żeby przypadki nierzetelności naukowej trafiały pod ocenę Centralnej Komisji ds. Rzetelności w Nauce przy Polskiej Akademii Nauk.

– Zmiany w prawie są potrzebne i taka komisja na pewno by się przydała. Ważne, żeby miała możliwość ścigania i karania tego rodzaju wykroczeń. Żeby na podstawie jej ustaleń, na przykład minister albo prezes Polskiej Akademii Nauk mogli nakładać konkretne sankcje w stosunku do osób, które łamią obowiązujące zasady.

 

Pytanie, jak walczyć z plagiatami albo innymi przejawami nierzetelności naukowej, powraca co jakiś czas. Samo narzekanie niczego nie rozwiązuje. Tylko czy nadal wystarczająco odstraszające jest napiętnowanie oszustwa, jego nagłośnienie i „wstyd publiczny”?

Plagiat do kwadratu – PLAGA DZISIEJSZYCH UNIWERSYTETÓW

plagiat1

Plagiat do kwadratu

Kurier Lubelski

seminarium „Etyka w nauce” zorganizowanego na Wydziale Podstaw Techniki Politechniki Lubelskiej.

Inicjatorem spotkania był prof. Grzegorz Gładyszewski, który jest prodziekanem ds. nauki WPT. Gładyszewski bardzo krytycznie wypowiadał się m. in. na temat sprawy „pomnażania” publikacji przez jednego z pracowników uczelni. Chodziło o profesora, który miał się podpisać swoim nazwiskiem pod cudzymi pracami. Uczelniany rzecznik dyscyplinarny przebadał i umorzył sprawę, ale ta trafiła do zespołu ds. etyki działającym przy ministrze nauki i szkolnictwa wyższego.

To tylko jedna z wielu tego typu sytuacji na polskich uczelniach. Zdaniem uczestników sesji „Etyki w nauce” podobnych przypadków jest coraz więcej. Dzisiaj plagiaty zdarzają się nawet osobom znajdującym się na najwyższych szczeblach uniwersyteckiej kariery, a więc również profesorom.