Sprawy dyscyplinarne

rgsw

DZIAŁAMY W ŚRODOWISKU HIERARCHICZNYM

Forum Akademickie

Rozmowa z prof. Ewą Gruzą, przewodniczącą Komisji Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego

Nie uważam, że działalność komisji sprowadza się tylko do orzekania w sprawach dyscyplinarnych, które do nas wpłyną w trybie odwoławczym. Chciałabym, abyśmy potrafili mówić o różnych problemach środowiskowych, także o nieprawidłowościach i wskazywać właściwe wzory postępowania.

A jakiego typu sprawy trafiają najczęściej do Komisji Dyscyplinarnej?

– To są bardzo różne kwestie – od przyjęcia korzyści majątkowej i plagiatu, poprzez lekceważenie dyscypliny zajęć dydaktycznych, niewykonywanie poleceń służbowych, zarzut braku gospodarności w dysponowaniu mieniem i środkami finansowymi, podawanie nieprawdziwych danych, aż po niesprawiedliwą ocenę pracy dydaktycznej i naukowej czy nawet zakłócanie egzaminów.

Czyli zakres jest niezmiernie szeroki, a w pierwszych instancjach jest pewnie jeszcze szerszy. Czy zatem katalog kar, którym dysponuje komisja, wydaje się Pani wystarczający?

– Komisje mogą udzielić kary upomnienia, nagany, pozbawienia prawa do pełnienia funkcji kierowniczych w uczelni i pozbawienia prawa wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego. Są to kary od stosunkowo mało dolegliwej do bardzo surowej, zatem katalog mamy wystarczający. Wszystkie orzeczenia kary trafiają do akt pracownika, więc pozostaje po nich ślad.

W Akademii Medycznej nie dzieje się nic złego ?

logo-am-wroclaw

Rektor Andrzejak nie widzi problemów na AM

GW

– Nie ma plagi plagiatów, nie ma też kantów przy dzierżawie lokali. W Akademii Medycznej nie dzieje się nic złego – przekonywał w czwartek prof. Ryszard Andrzejak, rektor uczelni.

Prof. Andrzejak odniósł się do opisanych w „Gazecie” nieprawidłowości na wrocławskiej uczelni. 

W ciągu ostatnich kilku tygodni ujawniliśmy wątpliwości związane m.in. z umorzeniem przez uczelnianą komisję dyscyplinarną postępowania w sprawie ewentualnego plagiatu prof. Mariana Grybosia i podejrzanej podwójnej recenzji pracy habilitacyjnej dr. Jarosława Pająka. Pisaliśmy też o niejasnościach przy dzierżawie lokali dla firmy zajmującej się sprzedażą aparatów słuchowych oraz małżeńskiej firmy dyrektora Akademickiego Szpitala Klinicznego Piotra Pobrotyna. 

– Nie ma u nas plagi plagiatów – zapewniał podczas czwartkowej konferencji prasowej prof. Andrzejak. – W ciągu trzech ostatnich lat mieliśmy tylko trzy takie sprawy, łącznie z przypadkiem prof. Mariana Grybosia. To niedużo. 

Rektor nie zaangażował się także w wyjaśnienie sprawy dwóch skrajnie różnych recenzji, które o habilitacji wrocławskiego ginekologa dr. Jarosława Pająka napisał prof. Krzysztof Drews z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. – To sprawa uczelni w Poznaniu. Łączenie jej z Akademią Medyczną we Wrocławiu jest dla nas krzywdzące – mówi prof. Ryszard Andrzejak

Rektor Andrzejak nie również próbował weryfikować informacji, że to prof. Janusz Woytoń naciskał na recenzentów, aby wystawili Pająkowi negatywne opinie. O tych podejrzeniach mówił Pająk.

Plagiatorów trzeba publicznie potępiać

Plagiatorów trzeba publicznie potępiać

GW

Ujawniona przez nas seria nieuczciwych zjawisk we wrocławskim środowisku naukowym to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Prawdziwej skali tego zjawiska nigdy nie poznamy. Fakt, że plagiatów i fałszerstw dopuszcza się szacowna profesura, szokuje, często jednak jeszcze bardziej poraża cynizm, z jakim podchodzą do nich władze uczelni, próbując sprawy zamieść pod dywan.

Bez względu na to, ile tekstu się przepisało z cudzej pracy – drobiazg czy coś dużego – jest to kradzież, która powinna być ścigana z całą stanowczością – mówi prof. Osman Achmatowicz* 

Minister nauki prof. Barbara Kudrycka chce, żeby przypadki nierzetelności naukowej trafiały pod ocenę Centralnej Komisji ds. Rzetelności w Nauce przy Polskiej Akademii Nauk.

– Zmiany w prawie są potrzebne i taka komisja na pewno by się przydała. Ważne, żeby miała możliwość ścigania i karania tego rodzaju wykroczeń. Żeby na podstawie jej ustaleń, na przykład minister albo prezes Polskiej Akademii Nauk mogli nakładać konkretne sankcje w stosunku do osób, które łamią obowiązujące zasady.

 

Pytanie, jak walczyć z plagiatami albo innymi przejawami nierzetelności naukowej, powraca co jakiś czas. Samo narzekanie niczego nie rozwiązuje. Tylko czy nadal wystarczająco odstraszające jest napiętnowanie oszustwa, jego nagłośnienie i „wstyd publiczny”?

Plagiat do kwadratu – PLAGA DZISIEJSZYCH UNIWERSYTETÓW

plagiat1

Plagiat do kwadratu

Kurier Lubelski

seminarium „Etyka w nauce” zorganizowanego na Wydziale Podstaw Techniki Politechniki Lubelskiej.

Inicjatorem spotkania był prof. Grzegorz Gładyszewski, który jest prodziekanem ds. nauki WPT. Gładyszewski bardzo krytycznie wypowiadał się m. in. na temat sprawy „pomnażania” publikacji przez jednego z pracowników uczelni. Chodziło o profesora, który miał się podpisać swoim nazwiskiem pod cudzymi pracami. Uczelniany rzecznik dyscyplinarny przebadał i umorzył sprawę, ale ta trafiła do zespołu ds. etyki działającym przy ministrze nauki i szkolnictwa wyższego.

To tylko jedna z wielu tego typu sytuacji na polskich uczelniach. Zdaniem uczestników sesji „Etyki w nauce” podobnych przypadków jest coraz więcej. Dzisiaj plagiaty zdarzają się nawet osobom znajdującym się na najwyższych szczeblach uniwersyteckiej kariery, a więc również profesorom. 

Wojna plagiatowa

antyplagiatźródło

Plagiatowa wojna na wydziale prawa US

GW

Dwie byłe pracownice wydziału prawa zarzucają plagiat innej doktor, a władzom uczelni mobbing i działanie niezgodne z prawem. Sprawę bada prokuratura i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

O prawdopodobieństwie popełnienia plagiatu i oszustwa przez dr Marzenę W. z Katedry Kryminalistyki i Kryminologii Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego zawiadomiły prokuraturę w październiku i listopadzie dwie inne panie doktor, jej byłe koleżanki z katedry. Oszustwo podejrzewał już wcześniej ówczesny kierownik katedry prof. Karol Sławik (od października 2007 r. na emeryturze). Powiadomił władze wydziału. Po trwającym niespełna dwa miesiące postępowaniu wyjaśniającym, w lipcu 2007 r. sprawę umorzono. Rzecznik dyscyplinarny prof. Marek Skwara nie dostrzegł znamion kradzieży autorskiej.

Habilitacja na skróty?

Wcześniej prof. Sławik poprosił o przeprowadzenie wewnętrznego śledztwa dr Krystynę Bronowską i dr Elżbietę Żywucką-Kozłowską. Obie uznały, że co najmniej w czterech przypadkach ich koleżanka dokonała nadużyć

Plagiat na plagiat

Dr Bronowska i dr Żywucka-Kozłowska także były oskarżone o plagiat. W lutym 2007 r. rzecznik dyscyplinarny US rozpoczął wobec nich postępowania wyjaśniające, a następnie dyscyplinarne oraz zawiadomił prokuraturę…

W marcu 2008 r. prokuratura śledztwo umorzyła, bo nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego. Mimo to uczelniana komisja dyscyplinarna ukarała dr Żywucką-Kozłowską (pod jej nieobecność) naganą i zakazem pełnienia funkcji kierowniczej przez dwa lata. Sprawa jest obecnie w Centralnej Komisji Odwoławczej w Warszawie. Wobec dr Bronowskiej postępowanie dyscyplinarne trwa. W czerwcu 2008 r. dr Bronowska została zwolniona z pracy. Oficjalny powód – brak wystarczającej liczby godzin dydaktycznych w katedrze. Obecnie obie panie doktor pracują na wydziale prawa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Czy to mobbing?

Jutro przed sądem pracy rozpocznie się proces, który dr Bronowska wytoczyła uniwersytetowi.

– Zostałam zwolniona wbrew przepisom prawa. Przez dwa lata nie finansowano naszych publikacji naukowych i wyjazdów na konferencje, władze wydziału nie odpowiadały na kierowane przez nas pisma, nie dano nam prawa do obrony. Uważam to za mobbing.

– Dr Bronowska ma prawo kierować swoje oskarżenia. Zadaniem sądu będzie wydanie werdyktu – komentuje zarzuty dziekan Dolecki.

—————

Z PLAGIATOWEJ ŁĄCZKI

FA

Wildstein pokazał choroby świata nauki

etienne-jeaurat

Jak zwalczyć tą chorobę 

Wildstein pokazał choroby świata nauki

Dziennik. JERZY JACHOWICZ W DZIENNIKU

Program Wildsteina zbudowany był na dwóch filarach: pierwszym z nich była sprawa plagiatów oraz pisanych za pieniądze przez wyspecjalizowane firmy prac dyplomowych. Ale, co niesamowite, także naukowych. Drugim filarem była kwestia nasycenia kadry naukowej byłymi agentami SB. To był naprawdę misyjny program. A w dodatku atrakcyjnie podany. Wciągający widza.   

Kierując się starą zasadą, że ryba śmierdzi od głowy, autorzy programu postawili tezę, że oszustwa i nieuczciwość studentów, a także młodych pracowników nauki, którzy kupują gotowe prace, mają swoje źródło w braku klarownych zasad moralnych części starszej kadry. Kiedy zobaczyłem rozmowę telefoniczną dziennikarki z przedstawicielką firmy żyjącej z pisania prac naukowych na zamówienie, miałem wrażenie, że ocieram się o sprawy kryminalne. Pani z firmy, która pomaga oszukiwać system edukacji zapewnia, że „piszemy wyłącznie prace oryginalne”. Ale okazuje się, że to proceder nie tylko powszechny, ale znany i nieścigany prawnie. A rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Leszek Pacholski pyta, jak można walczyć z plagiatami, jeśli plagiatorzy są pod niejawną ochroną? Środowisko bardziej niż meritum sprawy interesuje, kto był taki niekoleżeński, że doniósł o plagiacie.

Plagiaty to jednak sprawa mniejszego kalibru w porównaniu do ludzi, którzy w przeszłości byli konfidentami SB. Donosili na kolegów, na swoich przełożonych, torując sobie drogę do własnej kariery. Zdaniem prof. Jadwigi Staniszkis donoszenie to zwykłe świństwo i dla takich ludzi nie powinno być teraz miejsca w nauce. A szczególnie jako wychowawców młodych. Godzili się oni na współpracę – dodaje prof. Staniszkis – bo zżerała ich ambicja, a w wyniku braku talentu nie byli w stanie jej zaspokoić normalną drogą. Uosobieniem tego rodzaju upadku nauczyciela akademickiego jest prof. Uniwersytetu Śląskiego Jan Iwanek (jego współpracę z SB w latach 70. i 80. opisalisywaliśmy na naszych łamach kilkakrotnie). Jego młodszy kolega z tej samej uczelni dr Marek Migalski – również politolog – odważnie stwierdził, że prof. Iwanek nie ma ani moralnych, ani naukowych praw, by wymagać uczciwości od studentów i młodej kadry. O jego cynizmie świadczy fakt, że stanął on na czele uczelnianej krucjaty przeciwko lustracji środowiska akademickiego. Powoływał się przy tym na niezależność uczelni i mówił, że nie można dopuścić do deptania honoru akademickiego.

Zdaniem rektora Pacholskiego najbardziej bolesne jest to, że w środowisku naukowym nawet nikt nie próbuje mówić o byłych donosicielach. Agentura to temat tabu. Milczą w tej sprawie sami konfidenci – to oczywiste. Ale boją się mówić o tym także poszkodowani, choć dawni zdrajcy żyją i pracują teraz obok nich. Dlaczego? Gdyż byliby przez swoich kolegów bardziej potępieni niż dawni konfidenci.

Ciekawe, że prawdziwy głos rozsądku pojawił się w większości wypowiedzi studentów i młodych dziennikarzy będących w studio. Z jednej strony wszyscy oni dostrzegali schorzenia środowiska akademickiego. Ale też niemal jednym głosem twierdzili, że najlepszym momentem na jego ozdrowienie, na przerwanie pępowiny łączącej z czasami PRL był rok 89. A dziś oczyścić uczelnie z tych negatywnych naleciałości będzie bardzo trudno.

 

Na uczelniach bez zmian

tvp

Na uczelniach bez zmian 

Bronisław Wildstein przedstawia 03.12.2008

Po upadku komunizmu większość polskich instytucji przeszła radykalną transformację. Szkoły wyższe nie zmieniły się jednak na jotę. A przecież powinny wytwarzać elity, które budują przyszłość kraju i modelują wzorce zachowań. 
Czy uniwersytety w PRL osiągnęły kształt doskonały?  Czy stare, dobre uniwersytety są dziś Świątyniami Nauki? 
BRONISŁAW WILDSTEIN PRZEDSTAWIA różne twarze zjawiska, który jedno ma imię: kryzys etyczny uniwersytetów. 
Przypadek wielkiego astronoma Aleksandra Wolszczana wstrząsnął Polską, ale nie był to przypadek typowy. Zwykle mało wybitni naukowcy podejmowali współpracę z SB, a agenturalność pomagała im robić naukowe kariery. 
Niezwykła tolerancja dla plagiatu, to inny przejaw schorzenia. Na pierwszy rzut oka nie ma związku z przyzwoleniem dla dawnych konfidentów w roli akademickich wykładowców. Ale jeśli traktujemy uniwersytety poważnie, nie możemy sprowadzić ich do roli fabryk, produkujących specjalistów. A uczciwych specjalistów nie da się wykształcić poza etyką. 
Dlatego zrywamy zmowę milczenia wokół ciemnych stron polskich uczelni!

Koniec z plagiatami

Koniec z plagiatami. EDUKACJA. Powstaje system porównujący prace pisane przez studentów i naukowców

Dziennik Polski

Koniec z plagiatami prac dyplomowych – zapowiada resort nauki i zaostrza przepisy. Krakowskie uczelnie przyznają, że obecne sposoby walki z fikcyjnymi „magisterkami” są niewystarczające.

plagiaty

Kanty naukowe

Jak to robią w Ameryce?
FA 7-8/2008
„W artykule zamieszczonym w jednym z ostatnich czerwcowych numerów brytyjskiego tygodnika „Nature” przedstawiono badania ankietowe, które przeprowadziło amerykańskie Biuro Rzetelności Naukowej. Zapytano w nich ponad 4400 naukowców z 605 amerykańskich uniwersytetów, czy spotkali się „twarzą w twarz” z nierzetelnością naukową w ostatnich 3 latach. Ankietę zwróciła połowa respondentów (2212 osób), z których 9 proc. potwierdziło, że wiadomo im o prawdopodobnych kantach kolegów z katedry czy zakładu, w którym pracują. Większość z 201 przypadków to fałszerstwo i fabrykacja danych, a tylko 36 proc. przypadków dotyczyło plagiatu. Jedynie 58 proc. zaobserwowanych spraw było zgłoszonych przełożonym.
Na podstawie tych danych wyliczono, iż biorąc pod uwagę, że w USA jest 155 tys. naukowców, co roku powinno wychodzić na światło dzienne co najmniej 1350 przypadków nierzetelności naukowej, a 1000 dalszych pokrywa milczenie środowiska. Tymczasem do Biura Rzetelności Naukowej trafiają średnio 24 przypadki na rok.
Sytuacja w Polsce
Z dumą można powiedzieć, że mimo miernych nakładów na naukę, w liczbie przypadków kantów naukowych jesteśmy znacznie lepsi niż Amerykanie!

Nauka a biblioteki, przed i po transformacji

JAK WYJŚĆ Z DOŁKA?
Forum Akademickie, 7-8, 2008
Prof. dr hab. Jacek Wojciechowski kieruje Katedrą Bibliotekarstwa w Uniwersytecie Jagiellońskim :”Poprawa funkcjonowania bibliotek dokonała się tylko w takim stopniu, w jakim zależało to od samych bibliotekarzy. Ich możliwości były ograniczone i dziś zostały już wyczerpane.”
Zagraniczne biblioteki akademickie miały swoje korzystne pięć minut w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia. Dokonały się tam wtedy radykalne zmiany organizacyjne, bazowe i technologiczne; teraz to jest całkowicie inna rzeczywistość biblioteczna. Natomiast u nas w tym czasie kończyła się ustrojowa transformacja i rozstawaliśmy się właśnie z inflacją, toteż do bibliotek nikt nie miał głowy. I tak już, mniej więcej, zostało.”
===================
Józef Wieczorek, Na naukę nie ma pieniędzy – cz.1 – biblioteczna
„..jak wiadomo na literaturę naukową nie ma pieniędzy, a bez literatury nie da się nauki uprawiać. Uprawianie nauki polega zresztą na pisaniu literatury naukowej, w której trzeba cytować to co inni w tych okolicach zrobili. Cytowalność prac jest także ważną miarą oceny naukowca. Ponadto trzeba znać literaturę aby wychwycić np. plagiaty w recenzowanych pracach, co tym, co nie czytają przychodzi z trudnością, albo nie przychodzi w ogóle.
Żeby nie zaczynać od historii, której wielu naukowców wręcz nienawidzi, zacznę od teraźniejszości dokumentując moje usiłowania podarowania znamienitej bibliotece, powszechnie znanej Jagiellonce, pokaźną część mojej biblioteki, której żadną miarą nie mogę pomieścić w moim małym mieszkanku, a za barbarzyństwo uważałbym przeznaczenie jej na makulaturę…”
———

Na naukę nie ma pieniędzy – cz.1 biblioteczna cd. (w kontekście rozszerzonym)