Etyka na papierze

Etyka na papierze

Sprawy Nauki

Z prof. Maciejem W. Grabskim, byłym przewodniczącym Zespołu ds Etyki w Nauce w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozmawia Anna Leszkowska

Panie Profesorze złożył pan rezygnację z funkcji przewodniczącego Zespołu ds Etyki w Nauce. Jakie są powody tej rezygnacji?

Powodów jest kilka. Otóż w ostatnim dwudziestoleciu nad światem nauki przeszedł huragan wywołany coraz to nowymi ujawnianymi przejawami nieuczciwości popełnianej nawet na jej szczytach. O przyczynach tego zjawiska piszę w ostatnim numerze kwartalnika „Nauka”. Natomiast problem polega na tym, że środowiska naukowe nie potrafiły początkowo dać sobie rady z wyjaśnianiem tych spraw, gdyż dotychczas stosowane w takich przypadkach metody przestały być skuteczne w rozrastającym się niebywale systemie nauki. Doprowadziło to do powstawania skandalicznych sytuacji, znajdujących duży oddźwięk publiczny i podważających zaufanie do całej nauki. Okazało się więc, że istnieje potrzeba wprowadzenia pewnych nowych rozwiązań o charakterze instytucjonalnym, gdyż odwoływanie się tylko do zasad etycznych przestało być skutecznym remedium. Tak więc najpierw w USA, a później w kolejnych krajach, podjęto przeciwdziałanie. Opracowowano odpowiednie przepisy prawne i administracyjne oraz szkolenia wprowadzające zrozumiałe zasady i procedury w postaci tzw. dobrej praktyki naukowej, której przestrzegania wymaga się od całej społeczności naukowej pod rygorem szczegółowo określonych sankcji. Kiedy w 2000 r. zostałem najpierw członkiem kierowanego przez prof. Witolda Karczewskiego Zespołu ds. Etyki, utworzonego przy ministrze nauki, a następnie jego przewodniczącym, uznaliśmy, że trzeba zaproponować stworzenie w Polsce – wzorem innych krajów – podobnego instytucjonalnego systemu. W związku z tym opracowaliśmy odpowiednie rekomendacje, które zostały przedstawione ministrowi nauki jako podstawa do wprowadzenia w Polsce programu dobrej praktyki naukowej.

Który to był rok?

To był 2000 r, ale ostatnia wersja została złożona w 2002 r. Mimo wydania tych rekomendacji przez ministerstwo w formie broszury, nie odbyła się żadna dyskusja, nikt się tym nie zajmował. Okazało się, że ta broszura była potrzebna w jednej sprawie: otóż kiedy do Polski przyjeżdżały zagraniczne delegacje i pytały o sposób rozwiązywania tego problemu u nas, pokazywano im wówczas, że mamy taką książeczkę – zresztą dla ułatwienia wkrótce przetłumaczono ją na angielski. W ten sposób zamknięto sprawę….

Nieuczciwość PRL-u, nieuczciwość czasu kryzysu

Nieuczciwość PRL-u, nieuczciwość czasu kryzysu -B.Fedyszak-Radziejowska w Zeszytach Karmelitańskich

Nieuczciwość to w zasadzie nic wielkiego, to takie drobne odstępstwo od obowiązujących i akceptowanych zasad. Czasami konieczne, bo inaczej się nie da, czasami wygodne, bo ułatwia życie. Bywa, że nieuczciwość przynosi korzyści, raz większe, raz mniejsze, zwykle pozwala żyć i daje żyć innym. Słabości, ludzka rzecz. Nikt nie jest doskonały, każdemu może się zdarzyć… Nieuczciwość to przecież nie jest nikczemność czy podłość, to tylko ludzka słabość i nikt z nas nie jest tu bez winy.

Przypadek PRL-u

System to było oczywiście coś więcej – zbrodnicze założenia, likwidacja prywatnej własności i całych grup społecznych, narzucana przemocą ideologia „naukowego marksizmu”, nieobecne państwo i omnipotencja partii całkowicie zależnej od ZSRR. To cenzura, represje, więzienia, nieznani sprawcy i znani esbecy.

Ale tym, co deprawowało najgłębiej, była nomenklatura wprowadzająca do codziennego i publicznego życia nieuczciwość. Nomenklatura, czyli niezliczone wykazy stanowisk, na które partia dobierała ludzi. Wszyscy „ważni” – od posłów, ministrów, dyrektorów zakładów przemysłowych, szkół, przedszkoli, instytutów naukowych, przewodniczących sądów powszechnych i komendantów posterunków milicji po pomniejszych kierowników – zatwierdzani byli przez stosowne organa partii. Nawet powołanie przewodniczącego osiedlowego stowarzyszenia hodowców gołębi (lub kanarków, jak kto woli) poprzedzała zgoda osiedlowego lub dzielnicowego komitetu PZPR.

W potrzasku nomenklatury 

Naszej nieuczciwości powszechnej uczył nas system awansowania i degradowania, karania i nagradzania, obowiązujący w tym swoistym, wielkim, socjalistycznym zakładzie pracy, którym był PRL…

Stare elity polityczne, elity nauki, kultury, gospodarki, policji, służb specjalnych i wymiaru sprawiedliwości w dużej mierze wymordowali Niemcy i Sowieci, a unicestwił je (i ostatecznie zmarginalizował) PRL. Te nowe, mianowane przez partię, rozliczane były głównie z posłuszeństwa i lojalności wobec tzw. obozu socjalistycznego. Nikt, kto nie zyskał akceptacji partii, nie miał szans na wysokie stanowisko, na kierowanie innymi, na nagradzanie i karanie, a więc decydowanie o ich przydatności. I tak co najmniej dwa pokolenia wychowano w przekonaniu, że moralność tworzą bardzo elastyczne, rozciągliwe normy. Przez cztery dziesięciolecia kształtowała się PRL-owska nieuczciwość, w której budowano wyspy „normalnej” moralności, uczciwości oraz prawości, zamieszkiwane głównie przez ludzi zwyczajnych i „swoich”….

Nasza dzisiejsza nieuczciwość nie wzięła się ani z „odwiecznych” polskich wad, ani z niedoskonałości polskiego katolicyzmu, chociaż najbardziej elitarne środowiska pisują o nim, że jest on płytki i pełen hipokryzji. Te głębokie rany pozostawił w nas PRL i jego demoralizujący system nagradzania nieprawości. To była bardzo zła szkoła moralności i bardzo skuteczna szkoła nieuczciwości. Mam wrażenie, że próbujemy bezczynnie doczekać czasów, w których „worki” B. Franklina zostaną w końcu napełnione wszelkimi dobrami i wtedy „same” się wyprostują. To bardzo przygnębiający pomysł na Polskę wolną od nieuczciwości. A jeszcze bardziej przygnębiają praktyki przyzwalania „swoim” na wiele i ścigania „nieswoich” tylko po to, by więcej „zostało dla naszych”. To jest właśnie PRL w czystej postaci, tyle tylko, że dzisiaj usprawiedliwienia w rodzaju: „Inaczej się nie da” – nie mają sensu. Da się, trzeba po prostu zacząć.

 

 

Flos Carmeli Sp.z o.o.
Wydawnictwo Warszawskiej Prowincji Karmelitów Bosych
ul. Działowa 25 ; 61-747 Poznań
tel.0-61 856 08-34
wydawnictwo@floscarmeli.poznan.pl
www.floscarmeli.poznan.pl

Tu nie pomoże Centralne Biuro Antyściąganiowe

Ściąganie jest jak korupcja w futbolu

Polska

Z prof. Łukaszem Turskim, fizykiem z PAN, członkiem zarządu Towarzystwa Popierania i Krzewienia Nauk, rozmawia Jacek Antczak

Matura to egzamin dojrzałości. Ściągając, dojrzewamy też do chodzenia na łatwiznę, do kombinowania? 
Teraz to już w gimnazjach do tego dojrzewamy. Chodzi o to, by coś osiągnąć, tylko… nieuczciwą pracą . Takie stare przysłowie: „Bez pracy nie ma kołaczy”, jest w naszym kraju wyśmiewane. Spryciarz jest ważniejszy i bardziej poważany, niż ktoś, kto ciężko haruje. Przyjeżdża trzystu facetów na demonstrację, spalą kilka opon, wybiją kilka szyb w ważnym urzędzie i dostają dwa razy wyższą pensję niż nauczyciele. W takich przypadkach też spryt jest ważniejszy niż ciężka praca. System nie faworyzuje tych, którzy pracują uczciwie. Jak ktoś cicho, spokojnie odwala swoja robotę, to na ogół nie jest zauważany i nagradzany. To się oczywiście trochę zmienia w prywatnym sektorze, ale ciągle jeszcze państwo nadaje ton naszemu życiu społecznemu.

W każdej dziedzinie naszego życia musimy przestać tolerować oszustwo. To musi być wielki społeczny ruch. Tu nie pomoże CBA, ABW czy ustanowienie Centralnego Biura Antyściąganiowego i innych służb uzbrojonych w broń długą, krótką i pałki. Rodzice, nauczyciele, wykładowcy muszą dzieciom powiedzieć, że liczy się uczciwość. To jest, niestety, robota na wiele lat dla nas wszystkich.

Kanty naukowe

Jak to robią w Ameryce?
FA 7-8/2008
„W artykule zamieszczonym w jednym z ostatnich czerwcowych numerów brytyjskiego tygodnika „Nature” przedstawiono badania ankietowe, które przeprowadziło amerykańskie Biuro Rzetelności Naukowej. Zapytano w nich ponad 4400 naukowców z 605 amerykańskich uniwersytetów, czy spotkali się „twarzą w twarz” z nierzetelnością naukową w ostatnich 3 latach. Ankietę zwróciła połowa respondentów (2212 osób), z których 9 proc. potwierdziło, że wiadomo im o prawdopodobnych kantach kolegów z katedry czy zakładu, w którym pracują. Większość z 201 przypadków to fałszerstwo i fabrykacja danych, a tylko 36 proc. przypadków dotyczyło plagiatu. Jedynie 58 proc. zaobserwowanych spraw było zgłoszonych przełożonym.
Na podstawie tych danych wyliczono, iż biorąc pod uwagę, że w USA jest 155 tys. naukowców, co roku powinno wychodzić na światło dzienne co najmniej 1350 przypadków nierzetelności naukowej, a 1000 dalszych pokrywa milczenie środowiska. Tymczasem do Biura Rzetelności Naukowej trafiają średnio 24 przypadki na rok.
Sytuacja w Polsce
Z dumą można powiedzieć, że mimo miernych nakładów na naukę, w liczbie przypadków kantów naukowych jesteśmy znacznie lepsi niż Amerykanie!