Nieumiejętność współpracy przedsiębiorców z naukowcami

Raport: Stan i perspektywy sektora badawczo-rozwojowego w Polsce

PAP – Nauka w Polsce

Nieumiejętność współpracy przedsiębiorców z naukowcami – to jeden z głównych hamulców innowacyjności polskich firm – uważają eksperci firmy doradczej KPMG. Taki wniosek zawiera raport KPMG na temat stanu i perspektyw sektora badawczo-rozwojowego w Polsce. Z opracowania wynika, że działalność badawczo-rozwojową (B+R) prowadzi 60 procent polskich przedsiębiorstw. Służy ona głównie poprawie istniejących już produktów, urządzeń, materiałów i procesów. Tylko nieliczne firmy prowadzą jednak badania o charakterze teoretycznym lub eksperymentalnym. 

Autorzy ekspertyzy KPMG przyznają, że ponad 90 procent badanych przedsiębiorstw współpracuje z krajowymi jednostkami naukowymi i badawczymi, jednak obydwie strony (naukowcy i przedsiębiorcy) oceniają, że ta współpraca układa się fatalnie.

W raporcie zwrócono uwagę, że niemal 80 proc. przedsiębiorstw nigdy nie korzystało z pomocy publicznej. Co więcej, pomimo coraz większej dostępności tych środków, połowa ankietowanych firm nie jest nimi zainteresowana. W opinii ekspertów KPMG, główną barierą są zbyt skomplikowane procedury.

W raporcie przedstawiono dane o łącznych nakładach polskich firm na badania i rozwój i porównano do firm na świecie. Łączne wydatki w Polsce na ten cel to równowartość sumy, jaką przeznacza na te badania niemiecka firma teleinformatyczna Deutsche Telekom i aż dziesięć razy mniej niż nakłady amerykańskiego giganta farmaceutycznego, firmy Pfizer.

Wydatki publiczne Polski na B+R wynoszą zaledwie 75 procent średniej w Unii Europejskiej (w stosunku do PKB) i 98 procent średniej dla Europy Środkowej.

Ocenianie naukowców

kurier-lubelski-logo

Jak na świecie ocenia się naukowców

Polska – Kurier Lubelski

Obecnie uczelnie skupiają się na zdobyciu 6 lub 12 uprawnień do doktoryzowania. Ustawa o szkolnictwie wyższym z 2005 roku reguluje nazewnictwo uczelni. Te, które już mają, lub w ciągu najbliższego roku zdobędą 12 uprawnień – zostaną uniwersytetami bez przymiotnika lub uniwersytetami technicznymi, a te które zdobędą 6 uprawnień – zostaną uniwersytetami tzw. przymiotnikowymi lub politechnikami. Oczywiście, chodzi nie tylko o nazwę, ale przede wszystkim o rozdział pieniędzy z ministerstwa. O cytowaniach ani o IF ustawa nie mówi. Teoretycznie uczelnia może więc uzyskać wysokie dotacje z ministerstwa przy kompletnym braku liczących się publikacji. Również ocena parametryczna jednostek naukowych, od której wyników zależy finansowanie badań, w małym stopniu bierze pod uwagę jakość publikacji, przyznając tyle samo punktów za publikacje o wysokim i niskim IF oraz całkowicie pomijając cytowania.

Naukowcy podpowiadają, jak pakować prezenty

choinka-2008

Naukowcy podpowiadają, jak pakować prezenty

Dziennik

Jaki prezent najtrudniej zapakować? Oczywiście okrągły. Jeszcze trudniej jest to zrobić, gdy takich okrągłych przedmiotów – np. piłeczek – mamy kilka. Jak to zrobić, by zużyć minimalną ilość papieru? Na to proste pytanie, kryjące jedną z najdziwniejszych zagadek geometrycznych, odpowiada na łamach pisma „New Scientist” prof. Ian Stewart, matematyk z University of Warwick – czytamy w DZIENNIKU


Naukowcy źle pracują

wsk

Naukowcy źle pracują

Polska, 2008-11-23

Marek Darecki, prezes WSK Rzeszów

Deklaracja minister nauki Barbary Kudryckiej o przekazaniu miliarda złotych subwencji naukowcom współpracującym z zakładami przemysłowymi („Polska” 21.11.08) daje szansę na poważny przełom w polskiej nauce.

Na razie bowiem sytuacja jest zła. 80 proc. pracowników naukowych na naszych uczelniach kompletnie nie rozumie potrzeb przemysłu. 

Co więcej – nawet nie próbuje ich poznać. Żyją w swoich wieżach z kości słoniowej, całkowicie odcięci od rzeczywistości, jaką jest wytwarzanie konkretnych urządzeń czy produktów. A najgorsze w tym wszystkim, że nie ma możliwości, by ich zmusić do bardziej realistycznego spojrzenia na swą pracę. 

Kolejni współpracownicy SB w środowisku naukowym

obserwatorium-umk2

Rz

Prof. Stanisław Gorgolewski z UMK, nestor toruńskiej radioastronomii, był tajnym współpracownikiem SB – poinformowała na swojej stronie internetowej „Gazeta Pomorska”. To kolejny astronom z Torunia zidentyfikowany jako były agent.

Dotychczas ujawniono, że jako długoletni tajni współpracownicy, w aktach SB figurowali profesorowie Aleksander Wolszczan i Andrzej Kus. Pierwszy z nich podał się do dymisji, która została przyjęta przez władze uczelni, a drugi czeka na decyzję rektora w swojej sprawie.

SB skłoniła ich do współpracy w chwili, gdy na początku lat 70. zostali wskazani przez prof. Gorgolewskiego jako kandydaci na atrakcyjne naukowe stypendia zagraniczne i ubiegali się o paszporty. Z zachowanych akt prof. Wolszczana wynika, że młody naukowiec, który oględnie opowiadał funkcjonariuszom o swoich kolegach i współpracownikach, wyjątek uczynił dla swojego ówczesnego zwierzchnika ostro krytykując prof. Gorgolewskiego podczas rozmów z esbekami.

———–

Kosmiczny kac astronomów

Nowości, Piątek, 21 Listopada 2008

Toruńska astronomia. Ważny ośrodek naukowy, znany na całym świecie. A równocześnie grono otwartych ludzi, traktujących się ciepło, po przyjacielsku. Tak było. Nawet wtedy, gdy wielu wzajemnie donosiło na siebie funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa.

– To przerażające, że nawet za komuny panował na tych korytarzach ruch, wszystkie gabinety były otwarte, byliśmy jak rodzina, a po ujawnieniu teczki TW „Lange” ludzie szepczą po kątach, czuje się napięcie, drzwi są pozamykane – mówi profesor Andrzej Kus, szef Centrum Astronomii UMK…..

Z naszych dotychczasowych ustaleń wynika, że w latach 70. i 80. wśród około 40 astronomów związanych z Instytutem Astronomii UMK w Toruniu i współpracującą z nim Pracownią Astrofizyki PAN było przynajmniej ośmiu tajnych współpracowników SB: Aleksander Wolszczan, Andrzej Kus, Andrzej Strobel, Stanisław Gorgolewski, Bernard Krygier (TW „Dux”) oraz nieznani nam dotąd z nazwiska TW: „Andrzej”, „Kosmos” i „Omega”. Pozyskani zostali głównie przy okazji starań o paszport.


Nie powinni pracować na państwowych uczelniach

Newsweek Numer 42/08

Na etycznym indeksie

Naukowcy, którzy współpracowali z peerelowską Służbą Bezpieczeństwa, nie powinni pracować na państwowych uczelniach – twierdzą Polacy.

Drenażu mózgów nie będzie

Drenażu mózgów nie będzie
Rz
Młodzi polscy naukowcy wyjeżdżają do pracy za granicę, ale… zbyt rzadko – wynika z raportu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Problem migracji w rodzimej nauce istnieje. Jego przyczyna nie leży jednak tam, gdzie się do tej pory spodziewano. – Skala mobilności naszych młodych uczonych jest zbyt niska – mówi Jakub Wojnarowski z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.Dodaje, że sam był tym wynikiem zaskoczony. – Spodziewaliśmy się, że po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej zjawisko emigracji w tej grupie gwałtownie przybierze na sile. Nic podobnego się jednak nie stało. Drenaż mózgów nam nie grozi.
Na tle innych narodów europejskich, tj. Francuzów, Niemców, Holendrów, Norwegów i Brytyjczyków, Polacy są najmniej mobilną grupą. O ile w pozostałych krajach młodzi naukowcy wyjeżdżający za granicę stanowili ok. 6,8 proc. całej populacji uczonych, to w Polsce był to zaledwie ułamek procentu (0,1 proc.).

Kupujcie garaże i róbcie w nich naukę !

źródło

Nawet student pracujący w garażu może dostać grant!

studentnews.pl

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chciałoby, żeby o grant badawczy nie musiał występować wydział, instytut czy inna sformalizowana jednostka, ale samodzielny zespół badawczy lub nawet pojedyncza osoba – powiedziała minister nauki Barbara Kudrycka.

„Nawet studenci, którzy w garażu chcą pracować, aby zrealizować jakiś projekt, a będą mieć ciekawy pomysł, oceniony wysoko, będą mogli otrzymać nie tylko grant, ale nawet dotację statutową na sfinansowanie kosztów bieżącej działalności” – podkreśliła Kudrycka.

Minister nauki objęła patronatem III Konferencję Naukowo- Techniczną Doktorantów i Młodych Naukowców pt. „Młodzi naukowcy wobec wyzwań współczesnej techniki”, zorganizowaną na Politechnice Warszawskiej 

Korupcja akademicko-kliniczna

w pogoni za korupcją 

Synowa Gierka podejrzana o korupcję
ZARZUT PRZYJĘCIA PONAD 300 TYS. ZŁ ŁAPÓWKI

tvn.24
Ariadna G.-Ł., była żona syna Edwarda Gierka, usłyszała zarzuty przyjęcia łapówek w wysokości ponad 300 tys. zł. Ma to związek z dostarczaniem sprzętu medycznego do katowickiej kliniki okulistycznej, w której pracowała podejrzana.
Prof. G.-Ł. z końcem kwietnia tego roku została odwołana przez rektora Śląskiego Uniwersytetu Medycznego ze stanowiska dyrektora Szpitala Klinicznego nr 5. Z końcem września tego roku okulistka przestanie też być wykładowcą akademickim, ponieważ osiągnęła wiek emerytalny.
Sprawę incydentów alkoholowych w klinice badała Prokuratura Rejonowa Katowice-Wschód. Obie sprawy zostały umorzone. Jak ustalono, w pierwszym przypadku okulistka przebywała na terenie kliniki pod wpływem alkoholu, ale była wtedy na urlopie. W drugim – była w pracy, ale nie leczyła ani nie konsultowała pacjentów.
Prof. Ariadna G.-Ł., niegdyś żona syna I sekretarza KC PZPR, potem rozwiedziona, cieszyła się opinią wielkiego autorytetu medycznego. Kierowany przez nią wiele lat Szpital Kliniczny nr 5 uchodzi za jedną z najlepszych placówek okulistycznych w kraju. Pod dyrekcją profesor osiągał też dobre wyniki finansowe.

Ordynator podejrzany o przyjęcie łapówki
GW

Zarzut korupcji wobec ordynatora krakowskiego szpitala
Wprost24

Akademio, Akademio, rusz wreszcie głową!

Jerzy Przystawa

Akademio, Akademio, rusz wreszcie głową!

Kiedy Trybunał Konstytucyjny zakwestionował konstytucyjność procedury lustracyjnej, wróciliśmy do status quo ante, licząc zapewne po cichu, że wszystko, tak czy owak, rozejdzie się po kościach, a życie akademickie będzie płynęło ustalonym nurtem, jakby nigdy nic.

I z tego miłego nastroju wytrąca nas teraz sprawa profesora Aleksandra Wolszczana, którego, przez ostatnie lata, udało się wykreować na postać nieomal dorównującą samemu Mikołajowi Kopernikowi. I oto nagle się okazuje, że to nie tylko nie drugi Kopernik, ale w ogóle nadęty balon, z którego teraz, z sykiem i wizgiem, uchodzi niezbyt pachnący gaz, atakujący zarówno nasze uszy, jak i powonienie.

Tak, jak całe państwo, tak i nauka polska potrzebuje lustracji. Jest to jednak lustracja zupełnie innego rodzaju, niż ta, jaką mogą nam zaoferować prokuratorzy IPN czy innych służb śledczych. Jest to lustracja, jaka mogłaby nas uwolnić od pseudonauki, od łżenauki, od nauczycieli, którzy swoje stopnie i tytuły naukowe zrobili na kłamstwie, na zatruwaniu umysłów naszej młodzieży tym pseudonaukowym chłamem, który z prawdą naukową nie miał nic wspólnego. W tej lustracji nie specjalnie pomogą nam archiwa IPN i zapisy teczkowe: ślady szkodliwej działalności tych pseudouczonych są JAWNE, są dostępne w bibliotekach publicznych, publicznych archiwach uniwersyteckich. Oczywiście, taka lustracja jest o niebo trudniejsza i może nawet w ogóle już nie wykonalna.