Może być ostatnim idiotą, byle miał dyplom doktora habilitowanego

O micie masowego wykształcenia

GW

Tylko dwóch rzeczy trochę brakowało. Porządnych studentów i porządnej kadry. Te dwa niedostatki to główny kłopot polskiego szkolnictwa wyższego,

…głównym celem polityki kadrowej słabych uczelni (prywatnych i państwowych) jest spełnienie wymogów związanych z minimum kadrowym. Nie mają tu znaczenia jakiekolwiek względy merytoryczne. Nieważne jaką zatrudniany pracownik reprezentuje specjalność, co umie, ani jak uczy. Może być ostatnim idiotą, byle miał dyplom doktora habilitowanego (te same uwagi, choć mniejszym stopniu dotyczą pracowników ze stopniem doktora).,,,

Całe te absurdalne standardy prowadzą nieuchronnie do tego, czego wielokrotnie byłem świadkiem wizytując zajęcia na kierunku „informatyka”. Że dzieciaki, które możnaby nauczyć elementów budowy i administracji prostej małej sieci komputerowej (albo stolarstwa), drzemią na kolejnych setkach godzin wykładów – tureckich kazań, przygniecione zalewem zagadnień z których nic nie rozumieją. Są tak przyzwyczajone do nierozumienia i tak całkowicie z nim pogodzone, że (wspomniany wyżej) wykład na którym szalony profesor plecie kompletnie bez sensu, nie wydaje im się ani trochę odmienny od innych. Tak rośnie najlepiej wykształcone pokolenie w dziejach Polski.

* Jerzy Marcinkowski

Macieja Iłowieckiego refleksje o nauce


źródło

Spór szkiełka z mędrcem. Kilka refleksji o nauce
Nowe Państwo
„Ludzie obserwujący dziś kondycję nauki dostrzegają dwa niepokojące zjawiska. Po pierwsze, niezwykłą przemianę roli samych uczonych, którzy kiedyś czuli odpowiedzialność za życie społeczne, a ich autorytet w nauce wziął się z bycia autorytetem moralnym. Dlaczego dzisiaj jest tak mało w nauce (nie tylko polskiej) takich autorytetów?
Po drugie: łatwo zauważyć, że coś niedobrego dzieje się w światowej i polskiej społeczności naukowej w tym sensie, że ogromnie zwiększa się liczba oszustw, plagiatów i różnych niegodziwości. Czy tak jest tylko dlatego, że zawód naukowca stał się masowy (zatem i niegodziwości „zmasowiały”) i że media z lubością donoszą o aferach, dlatego upowszechniają skrzywiony obraz? Czy może wiąże się to z ogólnym, dostrzegalnym w każdym zawodzie upadkiem etosu? Zapewne rolę odgrywają wszystkie wymienione przyczyny i pewnie jeszcze inne, ale chodzi o skutki.