Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów porządkuje

Dziennik Polski

WYŻSZE UCZELNIE. Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów postanowiła zrobić porządek z przewodami doktorskimi

Doktoranci wydziałów nauk o zdrowiu w polskich uczelniach, choć piszą prace na temat systemu zdrowotnego w Turcji, przedstawiają biografie lekarzy albo badają wypalenie zawodowe menedżerów służby zdrowia, otrzymują stopień doktora nauk medycznych. Tak samo, jak doktoranci wydziałów lekarskich. Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów postanowiła zrobić porządek z przewodami doktorskimi, których tematyka z naukami klinicznymi niewiele ma wspólnego.

Na wydziałach nauk o zdrowiu doktoryzują się z reguły fizjoterapeuci, ratownicy medyczni i pielęgniarki. Co oczywiste, nie mają prawa wykonywania zawodu lekarza. Część środowiska lekarskiego uważa jednak, że to za mało; takie osoby powinny mieć stopień naukowy, który będzie odróżniał ich od lekarzy.

– Tak jak my, mają pieczątki i wizytówki ze stopniem doktora nauk medycznych. Uważam, że pacjenci są wprowadzani w błąd. To nie jest jednak wina uczelni, lecz polskiego systemu prawnego – mówi lekarz, który prosi o niepodawanie jego nazwiska.

Uczelnie medyczne w Krakowie, Warszawie, Łodzi, Poznaniu i na Śląsku, by zapewnić pielęgniarkom, fizjoterapeutom czy ratownikom medycznym kontynuację nauki na studiach doktoranckich, ubiegały się w Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów o uprawnienia do nadawania stopnia doktora. Do tej pory Kraków nadawał stopnie w dziedzinie medycyny, ale w zakresie biologii medycznej. Takiego rozróżnienia nie ma w Poznaniu czy w Warszawie. Autor rozprawy doktorskiej na temat „personelu medycznego pracującego w służbie polityki eksterminacyjnej władz niemieckich na terenie ziem polskich wcielonych do Rzeszy” uzyskał na poznańskiej uczelni stopień doktora medycyny w zakresie medycyny.

Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów postanowiła zrobić w końcu porządek. Podjęła uchwałę o wprowadzeniu nowej dziedziny: nauki o zdrowiu.

Jak studiować, to tylko we Lwowie


Jak studiować, to tylko we Lwowie
Rzeczpospolita, 8.07.2008

„Już ponad 600 polskich studentów uczy się w stolicy zachodniej Ukrainy. Najwięcej wybiera Narodowy Uniwersytet Medyczny.Popularne są zwłaszcza kierunki stomatologiczny i lekarski. Na pierwszym roku tego ostatniego w tym roku akademickim na 120 cudzoziemców studiowało prawie 100 Polaków. Wielu z nich skusiły stosunkowo niskie koszty nauki. Czesne wynosiło ok. 3,6 tys. dolarów (w tym roku ma wzrosnąć do 3,9 tys.), podczas gdy w Polsce za podobne studia trzeba zapłacić ok. 20 tys. zł.

– Nie tylko cena odgrywa rolę, ale też fakt, że to jedna z najbardziej prestiżowych uczelni na Ukrainie, licząca się w Europie – ocenia Witold Osuchowski, konsul generalny RP we Lwowie. Po wojnie uczelnia wyodrębniła się z Uniwersytetu im. Jana Kazimierza. Do dziś wśród wykładowców są polscy profesorowie tego uniwersytetu lub ich potomkowie. Dyplomy NUM uznawane są na całym świecie. Na kierunkach medycznych Polacy mogą studiować w językach angielskim, ukraińskim lub rosyjskim.”