Młodzi naukowcy uciekają do biznesu

Młodzi naukowcy uciekają do biznesu

Dziennik Polski

Politechnika Krakowska właśnie zaczyna szczegółowo analizować stan swojej kadry naukowej.

– Teraz nie cierpimy na brak młodych naukowców, ale chcemy uważnie przyglądać się sytuacji, żeby w przyszłości nie pojawił się problem – mówi prof. Jan Kazior, prorektor uczelni. – Naszym celem jest stworzenie warunków do pozyskiwania doktorów habilitowanych i profesorów reprezentujących priorytetowe dla PK dyscypliny naukowe.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat stopień doktora uzyskało tutaj 510 osób, a stopień doktora habilitowanego – 107. – Nasi absolwenci już na studiach są rozchwytywani przez międzynarodowe korporacje – mówi prof. Kazior. – Świadczy o tym fakt, że według ogólnopolskiego rankingu szkół wyższych Newsweek/Polska, Politechnika Krakowska sklasyfikowana została najwyżej pod względem rynkowej wartości wykształcenia. Tymczasem możliwości w uczelni też są bardzo duże.

W AGH w ciągu ostatnich lat systematycznie spadała liczba doktorantów. W 2003 r. było ich ponad 600, a w 2007 r. o stu mniej. Z kolei w Politechnice Łódzkiej w 2003 r. na studiach doktoranckich były 764 osoby, a cztery lata później – tylko 478.

– Obecnie struktura zatrudnienia w uczelniach w Polsce pokazuje, że odnotowujemy stosunkowo małą grupę nauczycieli akademickich w przedziale wiekowym 35-45 lat, a grupa profesorów w wieku przedemerytalnym, czyli przed 65 lub 70 rokiem życia, jest bardzo duża – mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu nauki. – Mamy świadomość, że za kilka lat może powstać luka pokoleniowa. Chcemy więc jej zapobiec.

Negatywne efekty luki pokoleniowej

Wszystko gra, tylko brakuje ludzi…

Blog Wojciecha Pluskiewicza

Największą wartością każdej instytucji są ludzie. Budowanie zespołów ludzkich to długi i trudny proces. Bez zaangażowania pracowników, ich zdolności i kompetencji nie ma mowy o sukcesie organizacji. W przypadku uniwersytetów rola „czynnika ludzkiego” jest jeszcze większa. Uczelnie to miejsce kształtowane przez indywidualności, każdy z nas pamięta swych wspaniałych nauczycieli wskazujących nam drogę zawodową, którą potem kroczymy całe życie. A nauka, tu dopiero trzeba liderów!

Dlatego zdumiała mnie wypowiedź Minister Zdrowia Ewy Kopacz, która w programie I TV podczas głównego wydania Wiadomości 1 marca dała taki oto obraz rzeczywistości opieki zdrowotnej „… mamy świetne szpitale, znakomity sprzęt, wszelkie warunki do realizacji zadań stojących przez systemem tylko kadry nam brakuje… ”. Sprawa wygląda na prostą do rozwiązania – po prostu od jutra w pewnych placówkach medycznych zatrudnimy kogo trzeba; tak wielu chętnych stoi u drzwi po zatrudnienie? Dziwi taka wypowiedź w osobie Ministra Zdrowia i również lekarza, która to osoba powinna być świadoma, ile lat trzeba by wykształcić kadrę i zatrzymać ją w miejscach pracy czy też w kraju.

Co nam z maszyn, budynków etc. jak nie będzie komu ich obsługiwać?

Wróćmy po krótkiej wycieczce w świat polityki na podwórko Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Tu także słychać zadowolenie, sukcesy mamy ogromne, ale dlaczego człowiek przestał się liczyć? Gdzie młode kadry, gdzie asystenci; prawie regułą jest, że najmłodszy w katedrze pracownik naukowo-dydaktyczny ma około 35-40 lat. Jeszcze jakoś łatamy „dziury”, ale załamanie jest blisko. Co najgorsze, błędów polityki kadrowej nie da się tak szybko naprawić; ci, którzy powinny być z nami pracują na sukces innych uczelni lub szpitali, a nawet krajów. Luki pokoleniowej nigdy nie zasypiemy, a negatywne efekty będziemy odczuwać długie lata.