Patologie nauki polskiej

Patologie nauki polskiej
Diametros nr 16 (czerwiec 2008): 118 – 121
„Stała liczba stanowisk czy etatów wymuszałaby konieczność rzeczywistych konkursów oraz drobiazgowej oceny dorobku kandydatów przez ekspertów zewnętrznych, które są bardzo pracochłonne i w wielu krajach anglosaskich zabierają członkom komisji sporo czasu (przykładowo, na dobrą posadę z filozofii w USA, czyli taką, która prowadzi do zatrudnienia na czas nieokreślony, zgłasza się zwykle ok. 300 kandydatów). Doprowadzenie do stworzenia odpowiednio obiektywnych mechanizmów w tym zakresie w Polsce, w której rozpowszechniło się „ustawianie” konkursów, „załatwianie” posad, a w razie takiej czy innej próby podważenia wyników postępowania „konkursowego” zasłanianie się „samorządnością” czy „autonomią” rad instytutów, wydziałów czy senatów, będzie bardzo trudne (śmiem nawet przypuszczać, że wręcz niemożliwe – czy ktoś na serio dopuszcza myśl, że w jakiejś polskiej uczelni dziekan lub rektor w celu zachowania bezstronności powoła komisję mającą rozstrzygnąć konkurs na stanowisko profesora lub kierownika zakładu lub katedry, która będzie składała się wyłącznie z osób, które w danym uniwersytecie nie pracują?)….Uważam, że reformę polskiego szkolnictwa wyższego należałoby rozpocząć od eliminacji tej patologii. Jednakże radykalnych zmian w tym zakresie nie należy się spodziewać, gdyż najnowszy
Projekt założeń reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego z 16 kwietnia b.r., pełen dziwacznej nowomowy oraz zawierający absurdalny pomysł zniesienia habilitacji i zastąpienia tego szczebla kariery akademickiej certyfikatami dającymi „uprawnienia promotorskie”, wspierany jest bez wątpienia przez lobbing sektora szkół prywatnych,…”