Prywatne uczelnie walczą o unijne dotacje

ue-logo

Prywatne uczelnie walczą o unijne dotacje

Dziennik Polski

EDUKACJA. Spośród 320 niepublicznych szkół w całym kraju przetrwa być może tylko 40. Jak bronią się przed niżem demograficznym i kryzysem? Coraz chętniej tworzą kierunki techniczne. Tak będzie np. w Tarnowie.

Szkoły niepubliczne coraz poważniej zaczynają odczuwać skutki niżu demograficznego. W ciągu ostatnich kilku miesięcy wnioski o likwidację lub upadłość złożyło 13 uczelni.

Zdaniem specjalistów ratunkiem dla szkół niepublicznych może być tworzenie deficytowych kierunków studiów inżynierskich. Jeszcze do niedawna niemal żadna uczelnia prywatna nie myślała o takiej możliwości. Wręcz przeciwnie. Szkoły niepubliczne, które kiedyś powstały, aby kształcić inżynierów, w ostatnich latach, z powodu problemów z naborem, musiały zrezygnować z takich kierunków. Teraz to się zmienia.

W Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego na zgodę na uruchomienie kierunków technicznych czeka 58 wniosków od uczelni niepublicznych. Wszystkie wpłynęły w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Chodzi o przyznawanie dotacji dla uczelni, które kształcą na kierunkach określonych przez MNiSW jako kluczowe dla gospodarki. Jest ich 14 – m.in. biotechnologia, chemia i inżynieria środowiska.

Uczelnie do końca marca mogą składać wnioski o dotacje. Do rozdania jest 200 mln zł unijnych pieniędzy. Szkoła, która wygra konkurs, może liczyć na dotację w wysokości 27 tys. zł na jednego studenta w ciągu trzech lat. A połowa najlepszych studentów kierunku ma szanse na stypendium w wysokości 1000 zł.

Gdy plajtuje prywatna uczelnia

Gdy plajtuje prywatna uczelnia
Rz 26.08.2008
„Czy ktoś odpowiada za długi uczelni prywatnej wobec studentów, pracowników lub kontrahentów, czy też jest to wydmuszka doskonała – zastanawia się prawnik, specjalista sektora szkolnictwa wyższego, związany z Fundacją Rektorów Polskich

To pytanie powróciło, tym razem postawione przez rzecznika praw obywatelskich w piśmie do ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Choć sprawę odpowiedzialności za długi uczelni niepublicznych podnoszono już w 2005 roku podczas prac nad ustawą – Prawo o szkolnictwie wyższym (ustawa), to dopiero kolejne faktyczne bankructwa sprawiły, że studenci pozbawieni możliwości ukończenia studiów i pracownicy pozbawieni wynagrodzeń postawili ją publicznie.
Likwidacja wymaga zgody ministra, jednak po zapewnieniu studentom możliwości kontynuowania nauki (art. 26 – 27 ustawy z 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym), i kończy się wykreśleniem uczelni z odpowiedniego rejestru.

Ale co w sytuacji, gdy na zaspokojenie lub zabezpieczenie wierzycieli nie starcza majątku, a oferowane studentom warunki kontynuacji są dla nich nie do przyjęcia? Czy mamy tu lukę w ustawie powodującą, że likwidacja zaciera ostatni ślad po zadłużonej uczelni, pozostawiając rozczarowanych pracowników, kontrahentów i studentów? Racjonalny ustawodawca powinien to przewidzieć. Czy trzeba więc poprawić ustawę? Czy może należy utworzyć specjalny fundusz gwarancyjny zasilany z kolejnego parapodatku? A może jest prostsze rozwiązanie?”