Przejawy prostytuowania się naukowców

 Frymarczenie autorytetami

Sprawy Nauki, Autor: Wiesław Sztumski

We współczesnym świecie autorytet wykorzystuje się przede wszystkim do legitymizacji kłamstwa.

Po pierwsze, autorytet ma tuszować kłamstwa panoszące się we współczesnym świecie, a po drugie, ma być substytutem trwałego, odpornego na działanie czasu punktu oparcia w życiu ludzi, koniecznego do budowy wzajemnego zaufania.

Autorytet jest zatem właściwością przypisywaną człowiekowi, która bierze się z pewnych cech jego osobowości – wrodzonych lub nabytych – uznawanych przez społeczeństwo za najwartościowsze, zgodnie z panującymi w danej kulturze standardami moralnymi i systemami wartości. Dlatego, niezależnie od uwarunkowań historycznych, autorytetami są zazwyczaj jednostki wyróżniające się imponującym profesjonalizmem, maksymalnym obiektywizmem, najwyższym stopniem prawdomówności oraz powszechnym i niepodważalnym szacunkiem…Natomiast prestiżu, w odróżnieniu od autorytetu, nie uznaję za właściwość człowieka, lecz raczej stanowiska, jakie on zajmuje w strukturze organizacji społecznej. Przy tym, z wyższą pozycją społeczną wiąże się zazwyczaj większy prestiż. Prestiż jest więc proporcjonalny do miejsca zajmowanego w hierarchii społecznej, nieważne, kto to miejsce zajmuje. Oczywiście, incydentalnie prestiż może koincydować z autorytetem. Niestety, coraz rzadziej się to zdarza, a prestiżowe stanowiska zajmują zazwyczaj ludzie bez jakiegokolwiek autorytetu. ..

Nagminne stało się nadużywanie autorytetów naukowych. Korzysta się z badań, analiz i prognoz naukowych dokonywanych na zamówienie manipulantów za odpowiednim wynagrodzeniem. Są to z reguły kłamliwe dane, ekspertyzy i interpretacje. Zjawiska te są przejawem prostytuowania się naukowców i nauki. Innym sposobem naciągania ludzi na autorytet nauki jest przebieranie się różnych osobników występujących w reklamie, zazwyczaj aktorów, w szaty naukowców albo wypowiadanie się dziennikarzy w imieniu nauki. Nawet kiedy odwołuje się do danych uzyskiwanych w wyniku badań naukowych, to odpowiednio się je prezentuje, preparuje i interpretuje na użytek reklamy i propagandy, żeby służyły kłamstwu. W ten sposób okłamuje się ludzi odwołując się do empirycznie potwierdzonych faktów naukowych. Szczytem wyjątkowej perfidii i bezczelności jest głoszenie w skali masowej kłamstw za pomocą prawd! Czegoś takiego jeszcze nie było.

Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem

Zatrute pióra

Nasz Dziennik

Naukowcy i środowisko dziennikarskie dyskutowali w sobotę w Łodzi na temat kondycji ludzi tego zawodu na III Ogólnopolskiej Konferencji „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem. Granice kompromisu” pod patronatem „Naszego Dziennika”.

Granice kompromisu wyznacza prawda
Zdaniem Bronisława Wildsteina, byłego prezesa TVP, selektywność w ukazywaniu faktów to efekt zmanipulowania samego dziennikarza, który ma błędne poczucie misji „oświecenia ciemnego społeczeństwa”. I zamiast przedstawiać fakty, podaje wyniki sondaży. Staje się w ten sposób narzędziem swego rodzaju intelektualnej korupcji. W opinii Jana Marii Jackowskiego, byłego przewodniczącego sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, niszczy to jednak autentyczną opinię publiczną. – Wtedy bowiem jako głos „opinii publicznej” są przedstawiane poglądy osób „opiniotwórczych” wygłaszane na forum mediów, i to praktycznie bez możliwości weryfikacji ich wizji. Gdy w prasie czytamy, radiu słuchamy, a z telewizji dowiadujemy się, że „opinia publiczna jest zbulwersowana” jakimś wydarzeniem czy poglądem, to często zbulwersowani są dysponenci tych środków przekazu lub zaniepokojeni niewygodną dla nich osobą czy zjawiskiem – twierdzi Jackowski.


Zakłamany obraz rzeczywistości

DLACZEGO DZIENNIKARZE NIE WIEDZĄ, ŻE KŁAMIĄ

niezalezna.pl Piotr Lisiewicz „Gazeta Polska”, 12-09-2009

W Polsce pracują tysiące dziennikarzy, którzy uczciwie i najlepiej jak potrafią wykonują swój zawód. Są tacy i w „Gazecie Wyborczej”, i w TVN. Dlaczego suma ich – i pozostałych – pracy składa się na skrajnie zakłamany obraz rzeczywistości?

Mój znajomy, Polak, korespondent znanej zachodniej stacji radiowej, rozmawiał z pewnym profesorem. Staruszek-profesor, jeden z najlepszych znawców w swojej dziedzinie, o nienagannych przedwojennych manierach, ciekawie opowiedział mu o interesujących jego stację sprawach. Gdy dziennikarz już miał wychodzić, staruszek spytał go: – Pan zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, więc też chciałbym pana o coś zapytać. Dlaczego ten pana zawód tak się skurwił?

Dlaczego internauci zostali chamami

Okazją do dyskusji o stanie polskiego dziennikarstwa stał się ostatnio konflikt dziennikarzy wielkich mediów z blogerami. Najpierw przy okazji ujawnienia przez „Dziennik”, kim jest blogerka Kataryna, a krótko potem po publikacjach „Polityki” o chamstwie w internecie.

Konflikt na linii blogerzy–wielkie media III RP jest czymś naturalnym. Ukształtowany po 1989 r. ład medialny służył marginalizowaniu poglądów niepoprawnych, stanowiących zagrożenie dla układu sił. Ponieważ do założenia bloga nie potrzeba pieniędzy, w naturalny sposób blogi polityczne stały się ostoją poglądów antysystemowych. Przeciwnicy III RP zyskali w tzw. blogosferze przewagę.

Obecna kampania przeciwko chamstwu w internecie nie wynika oczywiście z tego, że jej autorzy są specjalnie delikatni i wyczuleni na przejawy chamstwa, lecz z chęci wywołania skojarzenia „internauci=chamstwo”. Przypomina to traktowanie przez polskie media młodzieży w latach 90. Dopóki w pierwszych latach po 1989 r. modny był wśród niej antyklerykalizm i inne politycznie poprawne idee, media były nią zachwycone. Gdy za rządów SLD z lat 1993–1997 ówczesna młodzież zaczęła kojarzyć się rzucaniem w komunistów jajami, przypadkiem w mediach zaroiło się od programów pokazujących liczne patologie wśród młodzieży…

Inteligent w ciemnych okularach

jaruzel-okularyźrodło

Inteligent w ciemnych okularach

Rz

Wojciech Jaruzelski nie był samotnikiem. Jego los i jego wybory były losem i wyborami dużej części polskiej inteligencji. Tej, która uznała, że konieczność historyczna jest, jaka jest, i musimy ją zaakceptować – pisze filozof i publicysta Mateusz Matyszkowicz

Chciałbym uniknąć niesprawiedliwych generalizacji. Ten tekst nie jest o każdym powojennym inteligencie, ale raczej o szczególnym typie, który PRL stworzył. I nie byli to wcale nowi ludzie, inteligenci w pierwszym pokoleniu. Do klasy peerelowskiej inteligencji dołączali także potomkowie rodzin ziemiańskich, osoby wykształcone jeszcze przed wojną. Stworzyli oni nowy model bycia inteligentem, gdzie oczytanie i szerokie wykształcenie połączone było ze służalczą postawą. I gdzie świadomość długiej historii polskiej inteligencji współistniała z przekonaniem o historycznej konieczności. 

Duża część powojennych inteligentów dokonała jednak innego wyboru. Woleli trzymać z tymi, którzy strzelali do związanych oficerów, policjantów, księży, profesorów, zwykłych nauczycieli i urzędników. Sami zajęli miejsce pomordowanych, ale byli już ulepieni z innej gliny. Nowa inteligencja, która wyłoniła się w PRL, była tchórzliwa, intelektualnie niesamodzielna i skłonna do życia w masie. Nauczyła się żyć w kłamstwie i sama kłamała.

Kiedy przyszedł czas sprzeciwu wobec komunistycznej władzy, inteligencja stanęła na wysokości zadania. Po 1989 r. nastąpiła jednak reprodukcja tych wszystkich cech, które nabył inteligent peerelowski. Ten typ znów staje się jedną z możliwości, którą wybiera część osób wykształconych. Powróciła służalczość, niesamodzielność i stadność.

IPN lustruje dyrektora szkoły


IPN lustruje dyrektora szkoły
GW 17.08.2008
„Instytut Pamięci Narodowej wystąpił do sądu o lustrację Wojciecha Miodońskiego, dyrektora Gimnazjum Sportowego nr 47 w Krakowie. Zarzuca mu, że skłamał w oświadczeniu lustracyjnym.
Były wicedyrektor wydziału edukacji Urzędu Miasta Krakowa jest jednym z 1841 dyrektorów szkół w Małopolsce, którzy w kuratorium oświaty złożyli oświadczenia dotyczące współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL. Obowiązek taki nałożyła na nich znowelizowana ustawa lustracyjna. Oświadczeniem Miodońskiego zainteresował się IPN kilka miesięcy temu, po publikacji „Dziennika Polskiego”. W artykule opisano dyrektora, jako byłego tajnego współpracownika SB o pseudonimie Jerzy. On sam przyznał, że podpisał zobowiązanie do współpracy, ale zaprzeczał, by komukolwiek zaszkodził swoimi rozmowami z esbekami.’

Aleksander Sołżenicyn – odmowa uczestnictwa w kłamstwie


Aleksander Sołżenicyn był jednoosobowym instytutem pamięci narodowej Rosji
Wprost Numer: 33/2008 (1338)
„Od ludzi wymagał tylko „odmowy uczestnictwa w kłamstwie”. A od pisarzy, którzy w jego pojęciu byli „drugim rządem w czasach dyktatury”, oczekiwał bezkompromisowej walki z kłamstwem. Aleksander Sołżenicyn pisarstwo traktował jak misję. Po przejściu gehenny stalinowskich łagrów wraz z publikacją w 1962 roku wstrząsającej noweli „Jeden dzień Iwana Denisowicza” na łamach magazynu literackiego „Nowyj Mir” stał się z dnia na dzień sumieniem udręczonej Rosji i głosem milionów ofiar komunistycznego terroru. „

Ludobójstwo – temat niewygodny – rzeź wołyńska


65. rocznica rzezi wołyńskiej
PAP-Nauka w Polsce,11.07.2008
„11 lipca 1943 roku rozpoczęła się masowa akcja przeciwko ludności polskiej przeprowadzona przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu, określana mianem rzezi wołyńskiej. W tym roku mija 65 lat od tego wydarzenia. Istnienie na Wołyniu antypolskich grup, w skład których wchodzili Ukraińcy, odnotowywano już na początku działań wojennych we wrześniu 1939 roku. Ich akcje przeciwko Polakom stopniowo zaczęły się nasilać od ataku ZSRR na Polskę, pod wpływem propagandy sowieckiej, jednak ich największe natężenie miało miejsce po wybuchu wojny między Niemcami a ZSRR i zajęciu dawnych Kresów Rzeczpospolitej przez III Rzeszę w 1941 roku. ..Podczas rzezi wołyńskiej zginęło od 30 do 60 tys. Polaków. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część ofiar zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi. ”

Ludobójstwo – temat niewygodny
Nasz Dziennik,11.07.2008
„Uczestnicy z wielkim rozmachem zorganizowanej sesji naukowej w rocznicę rzezi wołyńskiej nie szczędzili gorzkich słów rozczarowania pod adresem Kancelarii Prezydenta i środowisk usiłujących relatywizować prawdę o ludobójstwie na Kresach. ”

Smutna rocznica rzezi Wołynia
„Rz”11.07.2008
65 lat po ludobójstwie. Sejm nie przyjął uchwały w sprawie rzezi Polaków, prezydent Lech Kaczyński nie pojawił się na obchodach.– Nie da się zbudować pojednania z Ukrainą na kłamstwie, a milczenie w sprawie rzezi Polaków na Wołyniu jest równoznaczne z kłamstwem – mówi „Rz“ Jan Piliszuk, jeden z wołyniaków przybyłych na konferencję naukową poświęconą wydarzeniom sprzed 65 lat zorganizowaną w Galerii Porczyńskich.

Polskie elity zapomniały o ofiarach Wołynia

„Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Ksiądz obrządków łacińskiego i ormiańskiego, autor książki „Księża wobec bezpieki”

Rz: Czy polscy politycy uczcili we właściwy sposób pamięć o ofiarach rzezi na Wołyniu?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Niestety, nie. I lewica, i partie postsolidarnościowe torpedują próby mówienia prawdy. To wstrząsający dowód całkowitego wyrzeczenia się Kresów i ludzi, którzy są z nimi związani. Parlament polski powinien potępić ludobójstwo na Wołyniu, tak jak wcześniej potępił ludobójstwo Ormian czy akcję „Wisła”. W uchwale trzeba oddać cześć Ukraińcom, którzy ratowali Polaków i którzy byli ofiarami UPA. A potem zbudujmy pomnik tych ofiar w Warszawie. ”

Tragiczne ślady historii
„Rz”10.07.2008
„Tragiczna historia i przelana krew może, ale nie musi dzielić, zwłaszcza teraz, w zjednoczonej Europie i przy partnerskich związkach łączących Polskę i Ukrainę. Polaków nie mordował naród ukraiński. Rzezie polskich wsi organizowali ideolodzy i przywódcy OUN-UPA, wykonywały jej oddziały, często niestety z pomocą i przy współudziale ukraińskich sąsiadów. Ale wielu innych Ukraińców ocaliło życie setkom Polaków. Wielu też zostało również okrutnie zamordowanych za sprzeciwianie się mordom i odmowę uczestnictwa w nich.

Każdy naród powinien kultywować swoją historię i dbać o zachowanie własnej tożsamości. Jednak miarą jego stosunku do przeszłości jest m.in. poszanowanie zapisów międzynarodowego prawa, a także kierowanie się zasadami humanitaryzmu tam, gdzie problemy dotykają ludzkiego bólu i ludzkiej tragedii.”