Jak zdobyć pozycję na polskich uczelniach?

Nasze prowincjonalne uniwersytety

Gazeta Polska,9.11.2011

Jak zdobyć pozycję na polskich uczelniach? Bardzo prosto. Trzeba się oddawać popularnym dyscyplinom i broń Boże się przy tym nie wychylić…..Nasze uczelnie są światową prowincją. I rządzą nimi mechanizmy typowe dla regionów prowincjonalnych. Widoczne jest to zwłaszcza w naukach humanistycznych ….Niedawno jeden z moich przyjaciół ubiegał się o pracę na dwóch uniwersytetach: renomowanym polskim i renomowanym angielskim. Na angielskim doszedł do finału postępowania rekrutacyjnego, mimo że nie znał nikogo z komisji. Na polskim nie przeczytano nawet jego dokumentów, od razu dostał odmowę.

Nasze uniwersytety w wyniku takiej koleżeńskiej polityki zmarnowały chociażby niezwykłą szansę polskiej nauki, jaką było wkroczenie w dorosłość roczników wyżu demograficznego. Osoby urodzone na początku lat 80. miały ogromną konkurencję – aby dostać się na dobre studia, musiały pokonać nieraz 20–30 rywali. To oznacza, że na studia dostawali się najlepsi……

Zmiany kadrowe w MNiSW – Jak w kalejdoskopie

Jak w kalejdoskopie

Sprawy Nauki

W ministerstwie nauki i szkolnictwa wyższego nastąpiły kolejne zmiany kadrowe. Tym razem w obszarze zagadnień związanych z nauką. W miejsce wiceministra prof. Jerzego Szweda, fizyka z UJ, 1.10.10. powołany został Maciej Banach, medyk, z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi……

Faktem jest jedno: żadna reorganizacja w tym obszarze państwa nie przyniosła znaczących, a nawet widocznych efektów w sferze dorobku intelektualnego czy innowacyjnego. Jak nie było innowacji, odkryć, wynalazków – tak nie ma. Jak nie było znaczących dokonań naukowych – tak nie ma. Bo trudno za sukces uznać malejącą liczbę patentów, brak wdrożeń i publikacje w „Nature” – w dodatku niezmiernie rzadkie. Od mieszania nie tylko herbata nie staje się słodsza…

Apel polityków-profesorów: porzućcie Akademię Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi

Parlamentarzyści: Naukowcy, porzućcie AHE

GW

List otwarty Parlamentarnego Zespołu Profesorów w sprawie AHE został rozesłany w weekend. Naukowcy z PO, lewicy i Stronnictwa Demokratycznego namawiają minister Barbarę Kudrycką do natychmiastowych decyzji, a nauczycieli akademickich, dzięki którym szkoła istnieje, wzywają do jej opuszczenia.

AHE szuka ludzi

Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi stała się Akademią dzięki zdobyciu uprawnień doktoranckich w trzech dyscyplinach. To z kolei było możliwe dzięki wpisaniu „na stan” kilkudziesięciu profesorów. Jeśli naukowcy wycofają nazwiska, nie będzie Akademii.

Jakby przewidując najgorsze, szkoła szuka już nowych kadr. W internecie (londynek.net, naszaszkocja.net, gazetka.be, niedziela.nl,) pojawiły się ogłoszenia dla profesorów, doktorów i magistrów. W Polsce profesorowie otrzymują e-maile z zachętą do zawarcia „umowy swobodnej”.

Ekspert Państwowej Komisji Akredytacyjnej na prośbę „Gazety” wyliczył, że aby zalegalizować 61 dzikich punktów nauczania w Polsce, AHE winna zatrudnić 894 nowych profesorów (!), z czego 294 na pedagogikę, 198 na zarządzanie, 150 na filologię, 114 na informatykę. Tylu wolnych naukowców nie ma w kraju.

Elity i elitki

Budowniczowie II RP ukształtowali się we wrogiej, ale dającej świetny efekt szkole zaborczej. Twórcy III RP uczyli się w systematycznie psutym systemie szkolnym PRL
Wtedy Polska miała do dyspozycji wszystkich i mogła przynajmniej teoretycznie dobierać najlepszych z najlepszych. Teraz pozostawał wybór pośród średniaków i słabeuszy. Taka jest podstawowa różnica pomiędzy rokiem 1918 a 1989, i to abstrahując od warunków, w jakich przejmowano władzę: na gruzach trzech państw zaborczych, budując gmach państwowy od fundamentów czy przejmując go opuszczony i zrujnowany przez poprzednich dzierżawców. 

Wyuczeni kontra przyuczeni
Pierwsze pokolenie budowniczych Polski niepodległej korzystało bogato z kadr ukształtowanych we wrogiej, choć dającej świetny efekt wychowawczy szkole zaborczej. Twórcy III RP uczyli się w większości nawet nie w szkołach II RP, ale w ramach starannie i systematycznie psutego systemu szkolnego PRL. Ignacy Daszyński był powszechnie uznawany za najwybitniejszego oratora parlamentu wiedeńskiego. W Austro-Węgrzech Polacy bywali premierami i ministrami, generałami i profesorami. Podobnie było w Rosji. Urzędników państwowych znajdowało się tak wielu, że można było dokonywać wśród nich merytorycznych selekcji. Ludzie ci byli nadto hartowani w twardej walce z groźnymi przeciwnikami. Dla dziennikarza czy działacza społecznego odsiedzenie kilku miesięcy na cyrkule czy administracyjnej zsyłce nie było niczym niezwykłym ani strasznym.