Habilitacja rektora AM do kontroli

Habilitacja rektora AM do kontroli

GW

Ciąg dalszy sprawy obwinianego o popełnienie plagiatu prof. Ryszarda Andrzejaka. Prezydium Centrum Komisji ds. Stopni i Tytułów w ciągu tygodnia rozstrzygnie, czy praca habilitacyjna rektora Akademii Medycznej powinna zostać raz jeszcze oceniona.

Z wnioskiem o wznowienie postępowania wobec prof. Andrzejaka wystąpili w poniedziałek profesorowie z Sekcji Nauk Medycznych przy Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Istnieje siedem takich zespołów, w każdym zasiada od kilkunastu do kilkudziesięciu specjalistów. Wniosek sekcji to pierwszy etap procedury. Ostateczna decyzja, czy należy wznowić postępowanie habilitacyjne, należy do prezydium Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. – Na ogół prezydium podtrzymuje wniosek sekcji – mówi prof. Osman Achmatowicz, sekretarz komisji.

Popełnienie plagiatu i oszustwa naukowego w pracy habilitacyjnej zarzuciła rektorowi wrocławskiej Akademii Medycznej „Solidarność ’80”, związek zawodowy działający na uczelni. – W sumie jest to około 90 fragmentów przepisanych słowo w słowo: zdań, akapitów, najobszerniejsze części mają nawet trzy strony – mówił dr Jarosław Pająk z „Solidarności ’80” w listopadzie ubiegłego roku. – Dołączono do nich fikcyjne wyniki badań, a to już może mieć wpływ na życie i zdrowie pacjentów.

Minister zdrowia Ewa Kopacz powołała rzecznika dyscyplinarnego, który bada zarzuty wobec prof. Andrzejaka. Na efekty jego pracy trzeba jeszcze poczekać. Tymczasem już w przyszłym tygodniu okaże się, jaką decyzję w sprawie rektora podejmie Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów. 

Prof. Achmatowicz: – Jeśli postępowanie zostanie wznowione, to sprawa trafi na radę wydziału lekarskiego wrocławskiej uczelni. Ta jeszcze raz musi powołać recenzentów, którzy ocenią pracę habilitacyjną rektora Andrzejaka.

Jednak rada wydziału nie może unieważnić habilitacji prof. Andrzejaka. Uchwały o nadaniu stopni naukowych podlegają przepisom kodeksu postępowania administracyjnego. Po upływie 10 lat od ich podjęcia nie można ich uchylić ze względu na przedawnienie. Rektorowi Akademii Medycznej habilitację nadano w 1993 roku. Zatem jeśli recenzenci uznają, że dopuścił się nierzetelności naukowej, rada może podjąć uchwałę, że jego praca naukowa powstała z naruszeniem zasad.
Prof. Andrzejak: – Nie mam na ten temat żadnych oficjalnych informacji i dlatego też nie mogę ich skomentować. Natomiast na rozstrzygnięcie Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów czekam z całkowitym spokojem, gdyż wiem, że plagiatu nie popełniłem.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Zlikwidować Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów!

Zlikwidować Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów!

salon24.pl –Józef_K.

Administracja polskiej nauki nie ustaje w wysiłkach, aby pod modnymi hasłami typu: „Partnerstwo dla wiedzy” jeszcze bardziej skomplikować rozwój polskiej nauki. Trwa intensywny marsz do tyłu.

Takiego tworu centralno-państwowego jak CK nie ma w żadnym kraju zachodnim. Istnienie CK oznacza karygodne tolerowanie ciała, które przynosi więcej szkody niż pożytku. Nie pomogą żadne zabiegi reanimacyjne.

Trzeba zlikwidować Centralną Komisję

A co zamiast? Nic.

Trzeba zlikwidować przestarzałą habilitację

Habilitację należy zastąpić procedurami awansowymi na stanowisko profesora (pomocniczego, nadzwyczajnego i zwyczajnego), ustalanymi AUTONOMICZNIE przez uczelnie. Ministerstwo powinno opracować tylko krótkie zalecenia (jedna strona druku), zwracając uwagę na wskaźniki bibliometryczne z bazy „Web of Knowledge„, które powinny być uwzględniane przy akredytacji oraz w ocenie parametrycznej uczelni i ich finansowaniu.

Trzeba zlikwidować nadawanie tytułów profesorskich przez prezydenta

Tazbir: System łatwo popsuć, a naprawia się latami

Tazbir: System łatwo popsuć, a naprawia się latami

GW

Aleksandra Pezda: Humaniści nadal nie akceptują projektu Ministerstwa Nauki z nową ścieżką kariery naukowej, czyli z uproszczoną habilitacją. Dlaczego? 

Prof. Janusz Tazbir*: Ponieważ uważamy, że habilitacja się sprawdziła, a jakiekolwiek formy zastępcze całkowicie nie sprawdzą się w naszych warunkach

Minister Kudrycka uważa, że publiczna obrona przy doktoratach będzie wystarczającym sprawdzianem jakości, jak pan to określił, umiejętności repliki czy gotowości do pracy dydaktycznej.

– Bzdura. Czasem chodzę na obrony doktoratów. To jest czysta formalność. Doktoraty kiedyś były barierą jakościową. Teraz taka praca dość długo jest dostępna na wydziale, ale w praktyce nikt do niej nie zagląda, a na obronę przychodzi grupka znajomych, kolegów i rodzina, po czym wszyscy idą na proszony obiad i już. Jak stwierdzamy w Sekcji Humanistycznej Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych, na dziesięć doktoratów, jedynie trzy-pięć jest dobrych, reszta jest naprawdę marnej jakości. 

Tym bardziej na drodze do osiągnięcia samodzielności naukowej musi istnieć jakieś poważne sito kwalifikacyjne.

Mówi się, że w innych krajach habilitacji nie ma. Ale tam są konkursy na uczelniane stanowiska. Wygrana zależy od liczby i jakości publikacji oraz recenzji, to powoduje nieustanną weryfikację pracy naukowej. My konkursów nie mamy. Trzeba się z tym na razie pogodzić, bo przenosiny z miasta do miasta w Polsce są obecnie zbyt trudne dla utrzymujących się z uczelnianych pensji naukowców. Wobec tego może tak być, że pan X studiował, a potem został asystentem i adiunktem na tej samej uczelni, publikuje w wydawnictwach tej samej uczelni, tam się doktoryzuje i robi habilitację. Trudno więc uznać, że się rozwija albo sprawdza. I dlatego słaba uczelnia może „produkować” słabych naukowców. 

Wygląda na to, że pan nie chciałby żadnych zmian w karierze naukowej. 

– Wcale tego nie powiedziałem. Przecież recenzowanie prac przed drukiem oraz przenoszenie habilitacji poza macierzystą uczelnię byłoby dużą zmianą. Nie chodzi o to, żeby zrobić „coś”. A trochę tak wyglądają działania ministerstwa. Rzecz w tym, żeby to były zmiany w rozsądnym kierunku. My już przerabialiśmy ułatwienia w nauce, wprawdzie ze względów ideologicznych, w 1968 r. Wtedy się narobiło docentów bez habilitacji za zasługi w zwalczaniu „syjonizmu”. Przez długie lata nie mogliśmy sobie potem z tym poradzić. System bardzo łatwo jest popsuć, a naprawia się latami. A popyt na samodzielnych pracowników naukowych jest gwałtowny, są potrzebni do otwierania nowych uczelni i nowych kierunków. Po zniesieniu w 2005 r. kontroli habilitacji przez Centralną Komisję wzrosła ich liczba, ale popsuła się jakość. A o jakość nauki trzeba dbać. Tu nie ma miejsca na pospiesznie klecone reformy czy egalitaryzm, nauce potrzeba elitaryzmu.

Reorganizacja w stylu socjalistycznym

Reorganizacja w stylu socjalistycznym

Nasz Dziennik

Z dr. hab. Andrzejem Waśką, literaturoznawcą z Uniwersytetu Jagiellońskiego, byłym wiceministrem edukacji, rozmawia Izabela Borańska

Panie Profesorze, nie będzie kolokwium, wykładu habilitacyjnego ani obowiązku przedstawiania rozprawy habilitacyjnej przez doktorantów. Według minister nauki Barbary Kudryckiej, te zmiany przyspieszą procedury awansu najzdolniejszych naukowców i zagwarantują polskiej nauce najwyższą jakość. Zgadza się Pan z tym?
– Pani minister zamienia procedurę naukową na procedurę administracyjno-biurokratyczną. Podstawą przyznania tytułu doktora habilitowanego oprócz dorobku była i powinna pozostać rozprawa habilitacyjna. Ponieważ rozprawa pokazuje niezależnie od wcześniejszych publikacji skalę możliwości habilitanta. Powinna nią być monografia, która dowodzi, że habilitant opanował także sztukę pisania, że zdolny jest do myślenia syntetycznego o swojej dyscyplinie naukowej, a nie jest tylko obrotnym producentem przyczynków. Prasa informuje, że jakąś podstawą do wszczęcia przewodu habilitacyjnego ma być określona ilość punktów zgromadzona na koncie habilitanta. Powstaje pytanie, kto będzie ustalał zasady punktacji, co będzie punktowane? Nie powinno się oceniać aktywności, tylko rezultaty badawcze. A takim rezultatem habilitacji jest rozprawa habilitacyjna. …

Jakich zmian potrzebuje polska nauka?
– Zmiany proponowane przez ministerstwo oceniam nie jako reformę, tylko jako kolejną reorganizację w stylu socjalistycznym. Rzeczywiste działanie rządu na rzecz nauki powinno polegać na zdobyciu dodatkowych środków – jak mówiłem wcześniej – na stypendia dla doktorantów. Jeśli tych środków nie ma, to mamy do czynienia z działaniami pozornymi organizacyjnymi i biurokratycznymi, które polegają na mnożeniu kolejnych formalnych wymagań biurokratycznych, na żonglowaniu rozwiązaniami organizacyjnymi bez jakiegokolwiek realnego wzmocnienia systemu nauki. Osobiście wolałbym, aby ministerstwo nauki przedstawiło np. jakiś program rozwoju bibliotek, centrów informacji naukowej w Polsce. Bo proszę zwrócić uwagę, że w ciągu kilku ostatnich lat powstały w Polsce dziesiątki, jeśli nie setki szkół wyższych. Ile z tych szkół dysponuje własnymi, dobrze zaopatrzonymi bibliotekami naukowymi? Ile z tych szkół posiada dostęp do zagranicznej literatury przedmiotu, do najnowszych publikacji naukowych, które się ukazują za granicą? Bez tego typu wsparcia nauka się nie rozwinie…

Minister Kudrycka ułatwia karierę doktorom

kudrycka

Minister Kudrycka ułatwia karierę doktorom

Rz

O otrzymaniu habilitacji decydować będą punkty za dorobek badawczy albo artystyczny.

Habilitacja zostaje, ale zupełnie zmieni się procedura jej nadawania – ustalono w Ministerstwie Nauki. Minister Barbara Kudrycka upubliczni dziś założenia modelu kariery akademickiej, które zostaną zapisane w nowelizowanym prawie o szkolnictwie wyższym.Jak dowiedziała się „Rz”, o rozpoczęciu ubiegania się o stopień doktora habilitowanego zdecyduje liczba punktów za osiągnięcia naukowe, badawcze bądź artystyczne.

Punkty zbierać się będzie po doktoracie. Ich liczbę potrzebną do otworzenia przewodu habilitacyjnego ustali minister.O nadaniu stopnia będzie decydowała specjalna komisja. Ma ona brać pod uwagę wyłącznie dorobek kandydata.

Minister chce znieść konieczność przystępowania do kolokwium habilitacyjnego, czyli rodzaju egzaminu, na którym kandydat był przepytywany przez innych naukowców. Zniesiony będzie też wykład habilitacyjny oraz konieczność przedstawienia rozprawy.

Te rozwiązania przyśpieszą habilitację i ograniczą rolę rad wydziałów uczelni w nadawaniu tego stopnia naukowego. Mają też wyeliminować przypadki niejasnych odmów otwarcia przewodu habilitacyjnego, co zdarza się na uczelniach. „Rz” opisywała problemy z habilitacją politologa dr. Marka Migalskiego, któremu rada wydziału UJ odmówiła wszczęcia procedury bez podania przyczyny.

Szykowane zmiany ułatwią życie doktorom, ale niosą utrudnienia dla doktorantów. Minister chce zaostrzyć kryteria przyjmowania ich na bezpłatne studia. Uczelnie mają organizować konkursy, które wyłonią najlepszych. Doktorant będzie też musiał udokumentować znajomość języka obcego, a chcąc otworzyć przewód doktorski, będzie musiał mieć przynajmniej jedną publikację w recenzowanym czasopiśmie naukowym o zasięgu co najmniej krajowym.

Zikwidować habilitacje

Zlikwidować habilitacje

BOGUSŁAW ŚLIWERSKI – Blog , ŚRODA, 28 STYCZEŃ 2009

Czas najwyższy skończyć z habilitacyjną fikcją. Kryzys jest nie tylko w sferze gospodarczej, ale także akademickiej. Istotnie, nie są te obszary sobie obce. Stopień naukowy doktora habilitowanego staje się rynkowym towarem, skoro popyt przewyższa podaż. Trzeba zatem „wyprodukować” doktorów habilitowanych w sposób na tyle skuteczny, by zapobiec upadkowi firmy, jaką jest wydzial jeszcze dysponujący mocami przerobowymi lub o nie dopiero co zabiegający….

Stanowisko Rektora UJ (sprawa habilitacji Marka Migalskiego)

uj-godlo

Stanowisko Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego dotyczące decyzji Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych z dnia 13 stycznia 2009 r.

Serwis UJ – Strona główna > Ważne informacje / Rzecznik prasowy

Szanowni Państwo,

w związku z listami otwartymi kierowanymi na ręce Rektora UJ oraz artykułami prasowymi związanymi z brakiem zgody Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych na wszczęcie postępowania habilitacyjnego dr Markowi Migalskiemu, poprosiłem Dziekana Wydziału SMiP prof. Bogdana Szlachtę o przedstawienie mi przebiegu wydarzeń z tą sprawą związanych. 

„W listopadzie 2008 r. Dziekan Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ prof. dr hab. Bogdan Szlachta przyjął – po konsultacji wstępnej z dwojgiem badaczy zajmujących się (podobnie jak ewentualny Habilitant) zagadnieniami Czech i systemów partyjnych (prof. dr hab. Markiem Bankowiczem i dr hab. Ewą Bujwid-Kurek) oraz sprawdzeniu, czy nie ma przeszkód formalnych (w związku z informacjami samego dr M. Migalskiego, iż bezskutecznie usiłował wszcząć procedurę habilitacyjną na Uniwersytecie Wrocławskim) – dokumenty wymagane przy wszczynaniu czynności poprzedzających rozpoczęcie procedury habilitacyjnej. W grudniu 2008 r. Rada Wydziału jednogłośnie wybrała Zespół, który miał ocenić dorobek dr M. Migalskiego, w składzie zaproponowanym przez Dziekana (znaleźli się w nim wyłącznie politolodzy: Dziekan oraz prof. prof. Włodzimierz Bernacki, Ewa Bujwid-Kurek, Antoni Dudek, Jan W. Tkaczyński i Andrzej Zięba). 

W dniu 13 stycznia 2009 r. Zespół, którego członkowie zapoznali się z dorobkiem dr Migalskiego, zebrał się przed rozpoczęciem posiedzenia Rady Wydziału w czteroosobowym składzie (bez złożonych chorobami prof. Bujwid-Kurek i prof. Tkaczyńskiego). Prowadzący obrady Zespołu Dziekan omówił dorobek dr Migalskiego, na zadane pytanie wskazał na brak przeszkód formalnych wszczęcia postępowania habilitacyjnego, przyjął też uwagi jednego z członków Zespołu, iż należy oddzielać „sprawy polityczne” od „spraw akademickich”. W tajnym głosowaniu Zespół jednogłośnie postanowił przedstawić Radzie Wydziału wniosek o wszczęcie przewodu habilitacyjnego w dziedzinie nauk humanistycznych, dyscyplinie nauk o polityce.

Na posiedzeniu Rady Wydziału Dziekan przedstawił dorobek dr M. Migalskiego i omówił przebieg obrad Zespołu oraz jego jednogłośną uchwałę. Po przedstawieniu dorobku dr M. Migalskiego, Dziekan podniósł w szczególności, że w książce mającej stanowić podstawę ewentualnego postępowania habilitacyjnego recenzent wydawniczy (prof. Andrzej Antoszewski z Uniwersytetu Wrocławskiego) dostrzegł liczne uchybienia metodologiczne oraz brak dostatecznie rozbudowanej części prezentującej teorię systemów partyjnych, kończąc jednak swą recenzję dla Wydawnictwa Sejmowego pozytywną konkluzją. Dziekan zaznaczył też dostrzeżoną na posiedzeniu Zespołu potrzebę oddzielania „politycznego kontekstu” sprawy wszczęcia postępowania habilitacyjnego (związanego z wystąpieniami medialnymi dr M. Migalskiego) od oceny merytorycznej. W trakcie dyskusji: prof. Lubomir Zyblikiewicz zauważył uchybienia formalne „pracy habilitacyjnej”, prof. Antoni Dudek – po raz kolejny – potrzebę głosowania bez względu na „polityczny kontekst”, a prof. Anna Raźny potrzebę głosowania zgodnie z sumieniem przez każdego z członków Rady. 

W głosowaniu tajnym na 32 głosujących padło 16 głosów za uchwałą o wszczęciu postępowania habilitacyjnego, 11 przeciw i 5 głosów wstrzymujących się. Tym samym nie uzyskano wymaganych przy większości bezwzględnej 17 głosów „za” (zabrakło jednego głosu).

Warto zauważyć, że między datą powołania Zespołu i datą posiedzenia Rady Wydziału minął miesiąc. W tym okresie każdy z członków Rady Wydziału miał możliwość zapoznania się z dorobkiem dr. Migalskiego w Dziekanacie. Rada istnieje od siedmiu już lat i każdy z jej członków wielekroć uczestniczył w podobnych głosowaniach. Należy wierzyć, że każdy z głosujących – mając świadomość potrzeby oddzielania politycznych zapatrywań od merytorycznej wartości dokonań dr M. Migalskiego – oddał głos mając na względzie jedynie „stronę merytoryczną”, nawet jeżeli nie ujawnił w dyskusji swoich zastrzeżeń”. 

Podzielam wiarę Pana Dziekana, ale równocześnie pragnę stwierdzić, że jeżeli jednak ktoś kierował się podczas głosowania bardziej „racjami politycznymi” niż merytorycznymi, to uznać należy, że naruszył zasady Kodeksu Akademickiego.

Przedstawiony rozkład głosów z pewnością nie świadczy o tym, iżby WSMiP był w całości „konserwatywny” albo „politycznie naznaczony”. Tendencyjne (bo bez sprawdzenia faktów) relacjonowanie wydarzeń przez część mediów jest niestosowne, a wnioski często nierzetelne. Szczególnie w tych przypadkach, kiedy odpowiedzialność za wynik głosowania pojedynczych członków Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych przenoszona jest na cały Uniwersytet Jagielloński. 

prof. Karol Musioł

rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Z cyberprzestrzeni do prokuratury (sprawa dr Marka Migalskiego)

temida

Spór trafi do prokuratury

Polska

Konflikt pomiędzy dr. Markiem Migalskim a prof. Janem Iwankiem, dwoma naukowcami z Uniwersytetu Śląskiego, wchodzi w cyberprzestrzeń. Stąd trafi też do prokuratury.

Dyskusja o Migalskim, jego problemach naukowych z habilitacją i prof. Iwanku rozgrzała internetowe forum WNS. Jeden z jego uczestników, podpisujący się „normu” wytoczył przeciwko Migalskiemu ciężkie działa. 

Potem na tym samym forum pojawił się list „Obrońców Prawdy”. „Na oficjalnej stronie Zakładu Systemów Politycznych Polski i Państw Europy Środkowej i Wschodniej, do którego przynależy dr Marek Migalski, możemy zapoznać się z dorobkiem naukowca – blisko 30 artykułów naukowych oraz, co podkreślano wielokrotnie w mediach, 11 książek. Brzmi imponująco, jednak po bliższym zapoznaniu się z prezentowaną literaturą okazuje się, że znaczna część to autoplagiaty lub prace, które poza kilkuzdaniowym wstępem napisanym przez Migalskiego, w całości stworzone są przez grono innych naukowców” – piszą przeciwnicy Migalskiego. 

Politolog odpiera napaść.- Nigdzie nie pisałem i nie twierdziłem, że jestem autorem 11 książek, ale że jestem autorem, współautorem i redaktorem jedenastu książek. „Obrońcy Prawdy” nie rozumieją, że bycie redaktorem jakiejś książki nie obliguje do napisania jej w całości, a nawet do napisania w niej jakiegokolwiek artykułu - stwierdza Migalski. 

Internetowi przeciwnicy politologa wytknęli mu również, że jego rozprawa habilitacyjna na temat „Czeski i polski system partyjny. Analiza porównawcza”, to co najmniej 108 stron będących przedrukiem z wcześniejszych książek i artykułów Migalskiego. „Podsumowując, na 8 książek wydanych po doktoracie, do których udało się nam dotrzeć, Migalski jest autorem najwyżej 136 stron oraz współautorem 25 stron materiału, który nie został splagiatowany w innych publikacjach” – twierdzą „Obrońcy Prawdy”. 

– Prawda – około 25 procent mojej pracy habilitacyjnej jest zaczerpnięta z rozdziałów mego autorstwa z książki „Polski system partyjny”, wydanej przez PWN w 2006 r. Tyle tylko, że ja o tym lojalnie informuję czytelników i wydawcę we wstępie do książki. To normalna praktyka, że czerpie się ze swojego dorobku – stwierdza politolog. 
Nie ukrywa, że w poniedziałek zgłasza do prokuratury w Katowicach doniesienie o popełnieniu przestępstwa oszczerstwa przez „normu” i „Obrońcy prawdy”. 

Recenzje profesora Drewsa w prokuraturze

Recenzje profesora Drewsa w prokuraturze

GW

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie dwóch skrajnie różnych recenzji habilitacji wrocławskiego lekarza, które napisał prof. Krzysztof Drews, znany poznański ginekolog.

Sprawa wywołała poruszenie w środowisku medycznym. Rektor poznańskiego UM prof. Jacek Wysocki polecił powołanie komisji, która ma ją wyjaśnić. Komisja nie zaczęła jednak jeszcze działać. – Dziekan wydziału lekarskiego poprosił dziekana wrocławskiej uczelni o obie prace prof. Drewsa. Ale wciąż ich nie dostaliśmy – mówi rzecznik UM Marek Ruchała. 

Sprawą zajęła się natomiast prokuratura. – Sprawdzamy, czy nie doszło do niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez recenzentów. Na razie przesłuchujemy świadków – mówi Bogdan Wrzesiński z Prokuratury Rejonowej Wrocław Krzyki-Wschód.

Wyjaśnienia sytuacji chce także Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, która wyznaczyła prof. Drewsa na recenzenta pracy habilitacyjnej Pająk. – To uczelni, której pracownikiem jest prof. Drews, powinno najbardziej zależeć na rzetelnym zbadaniu wszystkich okoliczności tej sprawy – mówi prof. Osman Achmatowicz. 

Sekretarz Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów już zapowiedział, że prof. Drews prawdopodobnie nie dostanie już zleceń z komisji jako recenzent prac naukowych. – Naszym zadaniem jest wskazywanie kompetentnych i rzetelnych recenzentów. A cała sytuacja i tłumaczenia prof. Drewsa są kuriozalne. Sądzę, że z takich recenzentów trzeba zrezygnować.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Jagielloński i Warszawski jak Oxford i Cambridge?

 

kudrycka3

Jagielloński i Warszawski jak Oxford i Cambridge? 

ROZMOWA. – Chcemy wyłaniać „okręty flagowe” – mówi prof. BARBARA KUDRYCKA

 Postanowiliśmy przede wszystkim uprościć procedurę. Obecnie w sprawie habilitacji decydują Rady Wydziałów. Po zmianach o przyznaniu stopnia decydować będzie specjalna zewnętrzna komisja. W jej skład wejdą eksperci wyznaczeni przez Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów oraz Radę Wydziału. Kandydat ubiegający się o tytuł będzie mógł ponadto wskazać uczelnię i wydział, z którego mają pochodzić eksperci oceniający jego dorobek. Komisja skupi się przede wszystkim na ocenie całego dorobku naukowego kandydata. Nie będzie już przymusu pisania rozprawy habilitacyjnej. Zniknie także tzw. kolokwium habilitacyjne. W przypadku nauk społecznych i humanistycznych w dorobku naukowym będzie liczyć się przede wszystkim liczba dotychczasowych publikacji i tzw. cytowań. W przypadku kierunków inżynieryjno-technicznych poza publikacjami duże znaczenie będą miały też patenty i wynalazki. Istotne znaczenie powinny mieć także w tej procedurze zasady jawności i przejrzystości.

Uniwersytet Jagielloński i Warszawski – jako jednostki naukowe – daleko wyprzedzają inne polskie uczelnie. Może – na wzór Oxford i Cambridge – zrobić z tych uniwersytetów ośrodki naprawdę elitarne?

– Konsultujemy nasz pomysł, by wyłaniać uczelnie, które staną się Krajowymi Naukowymi Ośrodkami Wiodącymi, czyli tzw. okrętami flagowymi. Ich zadaniem będzie skupianie największego potencjału badawczego i intelektualnego, czyli w efekcie podnoszenie jakości kształcenia wyższego i badań naukowych w Polsce. Nie oznacza to jednak, że chcemy tym samym po macoszemu traktować uczelnie mniejsze z innych ośrodków.