Kompetentnych wykładowców na wyższych uczelniach jest ok. 40 proc.

Naukowiec proponuje: Zlikwidujmy gimnazja!

GW

– Nie ma w nich żadnej selekcji elit, traci się dużo najlepszego czasu na zupełne nieróbstwo. Od kiedy dostajemy kandydatów po reformie gimnazjalnej, poziom ich wiedzy pogorszył się dramatycznie – mówi prof. Jerzy Marcinkowski* z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Tomasz Wysocki: Otwarcie krytykuje pan system edukacyjny w Polsce, w „Rzeczpospolitej” określił go Pan mianem „wielkiej fikcji”. Co to znaczy?

Prof. Jerzy Marcinkowski: M.in. to, że w Polsce mamy nie więcej niż 15-20 proc. młodzieży, która z pożytkiem dla siebie i społeczeństwa mogłaby studiować, a studiuje ponad 50 proc. – odsetek bliski światowych rekordów. To oznacza, że dwóch na trzech studentów spędza od trzech do pięciu lat na uczelniach, marnując czas swój i nauczycieli. Nie ma też kadry do ich uczenia. Kompetentnych wykładowców na wyższych uczelniach jest ok. 40 proc., a resztę należałoby zwolnić.

Mówimy o wszystkich ponad 450 uczelniach publicznych i prywatnych?

– Tak. Jako członek Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która ocenia jakość kształcenia na poszczególnych kierunkach, byłem w tym roku w prawie 20 szkołach wyższych, gdzie prowadzi się kierunek informatyka. Oglądałem zajęcia, prace licencjackie i magisterskie, rozmawiałem z młodzieżą, próbując wysondować, co umie. Uważam, że w połowie państwowych uczelni i na 80-90 proc. uczelni prywatnych powinno się zamknąć te kierunki. Są stratą czasu i pieniędzy….

Co mogą zrobić uczelnie w tej sytuacji?

– Wołać do polityków: „Zróbcie coś”. Prawdziwa reforma edukacji musi się zacząć na poziomie podstawówki, gimnazjalnym i licealnym. Wszystkie reformy, które próbuje się robić dla podniesienia poziomu w szkołach wyższych, to jest mieszanie w pustym naczyniu.

Czy obowiązkowa matura z matematyki, która będzie obowiązywać w przyszłym roku, coś zmieni?

– To krok w dobrym kierunku. Przynajmniej ci, co w I klasie liceum jeszcze nie wiedzą, co chcą robić z sobą dalej, nie będą mieli zaległości, kiedy potem zdecydują się studiować kierunki ścisłe. Ale potrzebujemy bardziej fundamentalnych zmian.

Co nam grozi, jeśli ich nie będzie?

– Będziemy produkować dla gospodarki specjalistów, którzy nic nie umieją. Z dyplomami, ale głupich. Będziemy mieli źle zaprojektowane mosty, skrzyżowania, źle zoperowane serca, niedouczonych nauczycieli. To nieuchronne, bo jeżeli dziś mamy dwa razy mniej przygotowanej do studiów elity wśród 16-latków, to nie możemy liczyć, że za 20 lat Polska będzie tak samo nasycona wykształconą kadrą jak cywilizowany świat. Tym bardziej że najlepsi wyjeżdżają na Zachód.

* Prof. Jerzy Marcinkowski jest wykładowcą w Instytucie Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego

Gimnazjaliści to wtórni analfabeci

Egzamin potwierdził: Gimnazjaliści to wtórni analfabeci

Polska

Jeśli mieszka w dużym mieście – całkiem nieźle radzi sobie z angielskim. Ale jeśli uczy się w wiejskiej szkole, ma poważne językowe braki.

Centralna Komisja Egzaminacyjna ogłosiła wyniki ogólnopolskiego egzaminu na koniec gimnazjum. Od 2002 roku, gdy odbył się pierwszy taki państwowy egzamin, eksperci alarmują: 15-latki mają głowy pełne teoretycznej wiedzy, której nie potrafią stosować w praktyce.

Egzamin gimnazjalny składa się z dwóch części: humanistycznej i matematyczno-przyrodniczej. Z każdego testu do zdobycia jest 50 pkt. W tym roku gimnazjaliści zdawali jeszcze jeden, dodatkowy test z języka obcego.

– Ale zadbać najwyższa pora i o język ojczysty, wyniki z samodzielnego pisania to prawdziwa masakra! – mówi Ewa Aleksiej ze Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów. Wzywa do narodowej debaty o stanie polonistycznych umiejętności naszych nastolatków. W tym roku Aleksiej weryfikowała gimnazjalne testy humanistyczne ocenione przez innych egzaminatorów.

– Przeczytałam wnikliwie ponad sto prac, może pięć rozprawek było napisanych w miarę poprawnie, lekko. Reszta to ogólnikowe zdania, pełne banałów, nie boję się powiedzieć, że to wtórny analfabetyzm – mówi ostro.