Ewangelia według św. Michnika


Marcin Wolski

Ewangelia według św. Michnika

W IPN-u przepastnych zaułkach,
gdzie śpią słodko bezgrzeszni agenci,
obrzydliwa żeruje spółka.
Imię jej – policjanci pamięci…
Każdy z nich dnie i noce się trudzi,
przekopując rejestry, wyciągi,
by porządnych opluskwić ludzi,
by obalić dostojne posągi.
Policjanci kierować chcą ruchem
przez przymknięte archiwa bezpieki,
gdzie milczenie powinno głuche
na wiek zapaść, lepiej – dwa wieki.
Policjanci – wiadomo, tumani,
swołocz młoda i niebezpieczna!
Strzec archiwów powinni kapłani
i fachowcy, co już są w teczkach.
Bo pasuje to świetnie do wzoru,
który nawet przytoczyć się boję,
w którym Kiszczak – człowiekiem honoru,
a inaczej myślący to gnoje.
Każdy z nich, jak wiadomo, ksenofob –
razem skansen, ciemnogród, cham z chama,
wierzyć trzeba nam, nie donosom! –
Ewangelia według Adama.
Słucham tego, myśl jedna mnie nęci,
choć mnie za to gnojówka obleje:
Gorsi od policjantów pamięci
są pamięci zwyczajni złodzieje.

Marcin Wolski