Uprawianie dziennikarstwa coraz bardziej niebezpieczne

Dziennikarz zagrożony

Rz

Redakcja musi ujawniać adresy swoich autorów. Wyrok NSA jest ważny dla wszystkich mediów. Zapadł na podstawie niebezpiecznego przepisu.

Spółka Presspublica, wydawca „Rzeczpospolitej”, musi udostępnić prywatne adresy dziennikarzy, których czytelnik zamierza pozwać do sądu o naruszenie dóbr osobistych.

Ten ostateczny werdykt Naczelnego Sądu Administracyjnego ma znaczenie dla wszystkich mediów. NSA powołał się bowiem na art. 29 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych, który zezwala na udostępnienie danych osobowych innym osobom i podmiotom, jeżeli w sposób wiarygodny uzasadnią potrzebę ich posiadania.

Dla mediów jest to przepis szczególnie niebezpieczny. Jeżeli bowiem wniosek o udostępnienie danych osobowych może złożyć dowolny podmiot, a wystarczy do tego już sama zapowiedź wystąpienia z powództwem cywilnym, dziennikarzom, których adresy przestaną być tajemnicą, mogą grozić różne realne niebezpieczeństwa.

Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem

Zatrute pióra

Nasz Dziennik

Naukowcy i środowisko dziennikarskie dyskutowali w sobotę w Łodzi na temat kondycji ludzi tego zawodu na III Ogólnopolskiej Konferencji „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem. Granice kompromisu” pod patronatem „Naszego Dziennika”.

Granice kompromisu wyznacza prawda
Zdaniem Bronisława Wildsteina, byłego prezesa TVP, selektywność w ukazywaniu faktów to efekt zmanipulowania samego dziennikarza, który ma błędne poczucie misji „oświecenia ciemnego społeczeństwa”. I zamiast przedstawiać fakty, podaje wyniki sondaży. Staje się w ten sposób narzędziem swego rodzaju intelektualnej korupcji. W opinii Jana Marii Jackowskiego, byłego przewodniczącego sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, niszczy to jednak autentyczną opinię publiczną. – Wtedy bowiem jako głos „opinii publicznej” są przedstawiane poglądy osób „opiniotwórczych” wygłaszane na forum mediów, i to praktycznie bez możliwości weryfikacji ich wizji. Gdy w prasie czytamy, radiu słuchamy, a z telewizji dowiadujemy się, że „opinia publiczna jest zbulwersowana” jakimś wydarzeniem czy poglądem, to często zbulwersowani są dysponenci tych środków przekazu lub zaniepokojeni niewygodną dla nich osobą czy zjawiskiem – twierdzi Jackowski.