Klapa szkoły Liderów Politycznych w Krakowie

Koniec szkoły Marcinkiewicza.

POWÓD ZAMKNIĘCIA: TRUDNOŚCI ORGANIZACYJNE

tvn.24

Otwierana hucznie w zeszłym roku szkoła Liderów Politycznych w Krakowie, którą zakładał Kazimierz Marcinkiewicz, będzie zamknięta. Jak donosi „Polityka”, w ostatnią niedzielę swoje dyplomy odebrali pierwsi i ostatni absolwenci.

– W najbliższym czasie nie przewiduję prowadzenia tego kierunku i nie zdecydowałem czy kiedykolwiek go reaktywujemy – mówi „Polityce” Jarosław Gowin (PO), rektor Wyższej Szkoły Europejskiej, w ramach której działała Szkoła Liderów. Swoją decyzję tłumaczy trudnościami organizacyjnymi: – Wykładali u nas zapracowani politycy i eksperci, co wiązało się z ciągłymi zmianami planów zajęć i nie było korzystne dla studentów – wyjaśnia Gowin.

Jak przypomina „Polityka”, w szkole Liderów Politycznych studenci uczyli się m.in. polityki społecznej od ministra Michała Boniego, o obliczach polskiej biurokracji od Pawła Poncyljusza (PiS), o wizerunku medialnym od Konrada Ciesiołkiewicza (rzecznika byłego premiera Marcinkiewicza), o polityce zagranicznej od Radosława Sikorskiego (PO) i polityce rozwoju od Grażyny Gęsickiej (PiS).

Studentów zawiedli Jan Rokita, Jerzy Buzek i Adam Bielan (PiS), którzy – jak tłumaczy kierownik kierunku, dr Małgorzata Zachara – ostatecznie odmówili ze względów organizacyjnych. Oczekiwań nie spełnił też Kazimierz Marcinkiewicz. Świeżo upieczony absolwent Adam Dębski opowiada, że były premier pojawił się w szkole tylko dwa razy.

Na studiach podyplomowych słuchacze bez dyplomów

nik1

Na studiach podyplomowych słuchacze bez dyplomów

Rz

Na studia podyplomowe przyjmowane są osoby, które nie posiadają dyplomu ukończenia studiów wyższych – wynika z kontroli Najwyższej Izby Kontroli, dotyczącej organizacji i finansowania studiów podyplomowych w publicznych szkołach wyższych. Wyniki kontroli analizowała sejmowa komisja edukacji.

Kontrola NIK obejmowała lata akademickie od 2005/2006 do semestru zimowego 2007/2008.

Jak poinformował wiceprezes Izby Józef Górny, tylko dwie spośród skontrolowanych uczelni (Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie i Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu) uzyskały ocenę pozytywną, w sześciu stwierdzono uchybienia, a w 18 nieprawidłowości.

W raporcie napisano m.in., że w 14 z 26 skontrolowanych uczelni przyjmowano na studia podyplomowe osoby, które nie posiadały dyplomu ukończenia studiów wyższych, co jest niezgodne z warunkiem określonym w ustawie o szkolnictwie wyższym.

Pakiet dla studenta

logo_mnsw4

Uczelnie będą bardziej przyjazne dla studentów

Rz

Katalog usług edukacyjnych, jawne obrony prac magisterskich, uproszczenia w wydawaniu dyplomów

„Pakiet dla studenta” to robocza nazwa zmian w prawie o szkolnictwie wyższym, jakie szykuje minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbara Kudrycka – dowiedziała się „Rz”. Zmiany mają sprawić, że relacje studentów z uczelnią staną się bardziej partnerskie.

Założenia „Pakietu dla studenta” minister ma oficjalnie przedstawić we wtorek. Co zaproponuje? Przede wszystkim utworzenie tzw. katalogu usług edukacyjnych, za które uczelnia może pobierać opłaty i za które absolutnie robić jej tego nie wolno. Katalog będzie obowiązywał placówki publiczne i niepubliczne. Uregulowanie opłat cieszy studentów. Do Parlamentu Studentów trafiały bowiem skargi, że uczelnie przymuszały np. do płacenia za egzaminy poprawkowe w pierwszych terminach albo za egzaminy komisyjne.

– Takie egzaminy powinny być bezpłatne na mocy regulaminu studiów – uważa Bartłomiej Banaszak, przewodniczący parlamentu, który przez blisko rok zabiegał o uregulowanie pobierania dodatkowych opłat. Minister Kudrycka chce też, by obrony prac magisterskich studentów były jawne i mogły się odbywać publicznie. Uczelnie mają mieć też obowiązek przekazywania studentom kopii recenzji prac licencjackich i magisterskich.

Studia łatwe, mało przydatne

Studia łatwe, mało przydatne

Rz

W Polsce bez wielkich trudności można dostać się na studia, ale nie otwiera to drzwi do kariery. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na naukę za granicą. W rankingu brukselskiego ośrodka Lisbon Council nasz kraj zajął pierwsze miejsce pod względem dostępności uczelni wyższych. Jesteśmy jednak na szarym końcu, jeśli chodzi o efektywność nauczania, która przekłada się na szanse znalezienia pracy.


Habilitacje będą według innych zasad

Habilitacje będą według innych zasad
Dziennik
„Ministerstwo w przygotowywanej reformie chce wprowadzić zasadę oceny jakości kształcenia na podstawie krajowej struktury kwalifikacji. Kiedy zacznie obowiązywać, wówczas będziemy oceniali kierunki studiów na podstawie uzyskanej wiedzy przez studentów, a nie liczby zatrudnionych pracowników. Chcemy też tak zmienić system szkolnictwa wyższego, by nie liczba pracowników, lecz jakość dydaktyki i badań naukowych decydowały o stopniu finansowania – mówi DZIENNIKOWI minister nauki, Barbara Kudrycka.

Czy w sprawie już uzyskanych habilitacji, ale budzących zastrzeżenia nic się już nie da zrobić?

Niestety nie. Mamy tu do czynienia z prawami nabytymi, a prawo nie działa wstecz. Natomiast chcemy opracować strategię, która w przyszłości pozwoli nam na to, aby uczelnie polskie zainteresować zatrudnianiem dobrych naukowców, także z zagranicy. Choć z tym też mamy pewien problem. Otóż jeśli uczelnia chce zatrudnić wybitnego profesora z zagranicy, musi przeprowadzić nostryfikację jego dyplomu, tymczasem zdarza się, że ci profesorowie nie chcą się poddać polskiej procedurze nostryfikacji. Taka sytuacja ma miejsce choćby w Poznaniu, gdzie znany profesor z Niemiec, o którego stara się tamtejsza uczelnia, odmówił poddania się nostryfikacji. Najwybitniejsi uczeni, mając wiele ofert z różnych krajów europejskich, wybierają te, w których nie muszą się nostryfikować. I na tym traci Polska.”
——————————-
Musimy zmienić prawo
„KLARA KLINGER: Czy słyszał pan o tym, że na Słowacji można w ekspresowym tempie zrobić habilitację?
TADEUSZ LUTY: Tak, słyszałem. Ten proceder zaczął się ponad sześć lat temu, kiedy niektórzy fizycy i inni przedstawiciele nauk ścisłych „uciekali” ze swoimi pracami z macierzystych uczelni i starali się o stopnie naukowe na Białorusi. To było dość powszechne zjawisko, szczególnie na uczelniach z miejscowości przy wschodniej granicy. Formalnie te stopnie były uznawane, bo Polska miała wtedy podpisaną w tej sprawie umowę z Białorusią ostatnio na szczęście zmodyfikowaną. Potem ten proceder ustał przede wszystkim na skutek sprzeciwu samego środowiska naukowego. Natomiast to, co teraz się dzieje w zakresie nauk humanistycznych, jest powtórzeniem wcześniejszej sytuacji.”
———
RENATA KIM: Dlaczego zrobiła pani habilitację na Słowacji, a nie w Polsce?
Doktor N.: Ponieważ tam są jasne kryteria, które trzeba spełnić, jeżeli chce się rozpocząć procedurę habilitacyjną. Jeżeli więc jestem w stanie je spełnić i uważam, że jest to zgodne z moim etosem badacza naukowego, to jadę i robię habilitację na Słowacji. Nie kupuję tytułu, jest to efekt całej mojej pracy w dziedzinie humanistyki.
—–
też: Fabrykowanie profesorów

Cena za studia

Studia w cenie samochodu
„Rz”, 29.07.2008
Najdroższe programy MBA w Polsce kosztują nawet 86 tys. zł – wynika z najnowszego raportu Edu.pracuj.pl. Ale można znaleźć także dużo tańsze, za nieco ponad 3 tys. zł, np. w Poznaniu i Katowicach
Obecnie koszt najdroższych programów MBA sięga nawet 86 tys. zł, ale można znaleźć blisko 30-krotnie tańsze propozycje, które choć kosztują 3 – 4 tys. zł, umożliwiają po ukończeniu programu zdobycie dyplomu Master of Business Administration. Ankieterzy sprawdzili, że średnia cena za tego typu studia wynosi około 28 tys. zł. To koszt, jaki trzeba ponieść za studia akredytowane przez partnera programu (na ogół jest nim uczelnia zagraniczna). Po ich ukończeniu absolwent otrzymuje podwójny dyplom uczelni polskiej i zagranicznej.

Zarabiające dyplomy


źródło

Dyplom daje zarobić
RZ,23.07.2008
Poziom wykształcenia a wysokość pensji. Opłaca się kończyć studia. Ludzie z dyplomem wyższej uczelni mogą liczyć na zarobki średnio o niemal 2,7 tysiąca złotych miesięcznie większe niż osoby gorzej wyedukowane….Ponad 5,1 tys. zł brutto miesięcznie zarabia średnio w Polsce osoba z wyższym wykształceniem. To o 2,2 tys. zł więcej niż ludzie mogący się pochwalić jedynie maturą. Pensje pracowników po podstawówce są jeszcze niższe. Dzieli je prawie 2,8 tys. zł od płac ludzi z dyplomem wyższej uczelni – wynika z analizy wynagrodzeń w różnych sektorach gospodarki przeprowadzonej przez „Rz”. Nie ma w Polsce branży, w której ludzie z wyższym wykształceniem zarabialiby poniżej średniej krajowej (ok. 3215 zł). W niektórych sektorach gospodarki płace ludzi z dyplomem uczelni wyższych są dwa lub więcej razy wyższe od płac ich gorzej wykształconych kolegów.

Trwa awans płacowy wykształconych
Najlepiej zarabiają ludzie z wyższym wykształceniem. Przed transformacją ich pensje były o około 35 proc. wyższe niż osób z wykształceniem podstawowym. Od 2004 r. różnica sięga 100 – 120 proc.
Z szacunków ”Rz” wynika, że najwięcej przeciętnie zarabiają ludzie z dyplomem wyższej uczelni w górnictwie, przedsiębiorstwach produkujących koks i w rafineriach (ok. 6,7 tys. zł). W poszczególnych dziedzinach przemysłu przetwórczego wynagrodzenie ludzi wykształconych przekraczają 5 tys. zł.
Ale są też dziedziny, gdzie płaca jest tylko nieznacznie wyższa od przeciętnego wynagrodzenia w firmach. Dzieje się tak w edukacji, ochronie zdrowia oraz w turystyce. Tam pensje oscylują w granicach 3500 – 3600 zł. W sektorze publicznym najmniejsza też jest dysproporcja między wynagrodzeniami uzależniona od wykształcenia

Ucz się dziecko, ucz…
Oczywiście nie każde wyższe wykształcenie zawsze wygra pojedynek na pensje np. z dyplomem technika. O tym też trzeba pamiętać. A wybory młodych Polaków nie zawsze tę prawdę uwzględniają. Zdają się też jej nie dostrzegać niektóre uczelnie, których oferta edukacyjna jest nieraz bardzo odległa od potrzeb rynku pracy.
Dlatego jeśli chcemy, by nasza gospodarka naprawdę mogła wykorzystać potencjał krajowych uczelni, więzi między jedną a drugą sferą muszą być znacznie silniejsze. A finansowa premia za wykształcenie powinna być jeszcze wyższa niż dotąd. Bo tylko w ten sposób powstrzymamy odpływ dyplomowanych mózgów do – nieraz – fizycznej pracy za granicą. To, że migrację tę tak naprawdę powstrzymała malejąca różnica kursowa, a nie świadome działania, najlepiej pokazuje, ile mamy jeszcze do zrobienia na naszym rynku pracy.

Wieczni studenci


źródło
======================

Przedłużają studia i rezygnują z dyplomów
GW 19.07.2008
„Mit wiecznego studenta zyskuje w Krakowie nowe oblicze. Tyle że zamiast długoletniego studiowania kilku kierunków, młodzi ludzie długie lata starają się napisać i obronić pracę, umożliwiającą zdobycie tytułu licencjata lub magistra.
Krakowski wieczny student…

Powody są różne. Niektórzy umyślnie nie podchodzą do egzaminów w ostatnim semestrze, żeby powtarzać rok studiów i mieć czas na dokończenie pracy dyplomowej. – Dopóki się nie obronię, jestem studentem, więc po pierwsze, mam wszystkie zniżki, po drugie, nie muszę się martwić służbą wojskową – przyznaje Marcin, prawie absolwent politologii UJ.
Szkoły wyższe bronią się przed wiecznymi studentami dodatkowymi opłatami albo koniecznością powtarzania ostatniego semestru lub nawet całego roku studiów. – Jeśli student nie obroni się do końca roku akademickiego, pisze podanie do dziekana i deklaruje, w jakim czasie napisze pracę.”
========================
Piotr Żmigrodzki – Rys. Marek Rojek
BEZ PRZYPISÓW: O WIECZNYCH STUDENTACH
Gazeta Uniwersytecka,miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach,kwiecień 2006 r.
Za dawniejszych czasów funkcjonowali na uczelni tzw. wieczni studenci. Były to osoby, których przynależność do żakowskiej braci rozciągała się na wiele lat. Nie napisałem, że studiowały one wiele lat, gdyż w ich wypadku trudno czasem było mówić o studiowaniu w ogóle. Z reguły więcej było wśród nich mężczyzn, którzy traktowali status studenta z jednej strony jako parasol ochronny przed służbą wojskową, z drugiej – jako płaszcz do skrywania innych działań, takich jak praca zarobkowa w kraju lub (nawet) za granicą, zdobywanie ośmiotysięczników, wycieczki z biurem „Almatur”, służące w istocie handlowaniu różnymi towarami i walutą, może też działalność konspiracyjna. Wieczni studenci, z jakimi się stykałem, byli przeważnie już nieco bardziej zaawansowani wiekiem, do kolegów z roku (jeśli w ogóle potrafili określić, na którym są aktualnie roku) mieli stosunek lekko pobłażliwy, tak samo też się odnosili przynajmniej do części kadry naukowej (pamiętam, jak pewien wieczny student oznajmił nam z dumą, że osoba prowadząca ćwiczenia jest młodsza od niego).

Jak studiować, to tylko we Lwowie


Jak studiować, to tylko we Lwowie
Rzeczpospolita, 8.07.2008

„Już ponad 600 polskich studentów uczy się w stolicy zachodniej Ukrainy. Najwięcej wybiera Narodowy Uniwersytet Medyczny.Popularne są zwłaszcza kierunki stomatologiczny i lekarski. Na pierwszym roku tego ostatniego w tym roku akademickim na 120 cudzoziemców studiowało prawie 100 Polaków. Wielu z nich skusiły stosunkowo niskie koszty nauki. Czesne wynosiło ok. 3,6 tys. dolarów (w tym roku ma wzrosnąć do 3,9 tys.), podczas gdy w Polsce za podobne studia trzeba zapłacić ok. 20 tys. zł.

– Nie tylko cena odgrywa rolę, ale też fakt, że to jedna z najbardziej prestiżowych uczelni na Ukrainie, licząca się w Europie – ocenia Witold Osuchowski, konsul generalny RP we Lwowie. Po wojnie uczelnia wyodrębniła się z Uniwersytetu im. Jana Kazimierza. Do dziś wśród wykładowców są polscy profesorowie tego uniwersytetu lub ich potomkowie. Dyplomy NUM uznawane są na całym świecie. Na kierunkach medycznych Polacy mogą studiować w językach angielskim, ukraińskim lub rosyjskim.”