IPN szturmuje Internet

IPN szturmuje Internet

Rz

Instytut założył swój profil w popularnym serwisie społecznościowym, a historycy będą pisać blog.

Instytut Pamięci Narodowej założył profil na Facebooku – najpopularniejszym serwisie społecznościowym na świecie. Są tam unikatowe filmy historyczne, informacje m.in. o najnowszych wystawach i koncertach, np. muzyki hip-hop, które odbywają się z inicjatywy IPN, oraz rady, jak dołączyć do grupy rekonstrukcji historycznych i wziąć udział w odtworzeniu zamachu na kata Warszawy Franza Kutscherę.

– Mamy nadzieję, że do ludzi dotrze nasz przekaz: IPN to nie tylko bardzo ważne książki i opracowania historyczne, ale też szereg działań edukacyjnych i kulturalnych – podkreśla Arseniuk. Dodaje, że instytut bardzo liczy na informacje zwrotne od użytkowników serwisu: – Dzięki temu może powstać wiele interesujących inicjatyw, zwłaszcza lokalnych.

Na razie profil instytutu na Facebook.com ma ok. 200 fanów.

To niejedyna inicjatywa internetowa IPN. Blogi w serwisie Salon24. pl otworzyło dwóch znanych historyków instytutu: Jan Żaryn i Antoni Dudek. Będą w nich prezentować wyniki swoich badań, prowadzić dyskusje na temat sporów wokół historii oraz komentować bieżące wydarzenia. Instytut zapowiada, że wkrótce swoje blogi uruchomią kolejni historycy.

Prywatne strony wyłączone spod definicji prasy

Bloger nie zasłoni się tajemnicą dziennikarską

Rz

Prywatne strony wyłączone spod definicji prasy. Internetowi autorzy ujawnią swoich informatorów. E-dzienniki będą rejestrowane tylko dobrowolnie.

Po artykułach w „Rz”, w których przestrzegaliśmy, że nowelizacja prawa prasowego może doprowadzić do

obowiązkowej rejestracji setek tysięcy stron internetowych, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zmieniło swoje propozycje. Teraz już wynika z nich wprost, że np. blogi czy strony prywatnych użytkowników są wyłączone spod definicji prasy. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że powoduje to nie tylko zniesienie obowiązku rejestracji. Blogerzy nie będą mogli się powołać na tajemnicę dziennikarską ani korzystać z dozwolonego użytku (np. publikować przeglądów prasy).

Co nie jest prasą

Czy dzisiaj blogerów chroni tajemnica dziennikarska? Są blogi, które można uznać za prasę, ale już nie za dziennik, bo np. nie mają ogólnoinformacyjnego charakteru. – W tej sytuacji bloger mógłby się powołać na tajemnicę dziennikarską, mimo że nie zarejestrował swego bloga jako dziennik – uważa Łukasz Lasek z Obserwatorium Wolności Mediów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

 

Blog jak gazeta? Tak, ale nie ma definicji prasy

Blog jak gazeta? Tak, ale nie ma definicji prasy

tvn24

Czy każdy bloger będzie musiał, niczym właściciel gazety, zarejestrować swojego bloga w sądzie? Taka możliwość pojawia się w nowelizacji prawa prasowego. Resort kultury uspokaja, że rejestracja publikacji internetowych „najprawdopodobniej” będzie dobrowolna. – A po co w ogóle? – pytają blogerzy.

Po wejściu w życie nowego prawa prasowego przed sądami ustawią się kilometrowe kolejki, a ich prace totalnie zablokują wnioski o rejestrację „publikacji prasowych ukazujących się wyłącznie w formie elektronicznej” – wśród nich na przykład serwisu dla miłośników starych motorów, witryny z przepisami kulinarnymi czy bloga o złotej rybce. A jeśli autor dalej zamierzałby udostępniać w sieci swoje przemyślenia bez sądowego papierka, czeka go grzywna, a nawet więzienie

Własne poglądy z otwartą przyłbicą

Własne poglądy z otwartą przyłbicą

Rz, P.Semka

Gdzie kończy się chwalebna skromność anonimowych blogerów, a zaczyna się konformizm i obawa, aby się nie wychylać?

Wydawałoby się, że w dyskusji o prawie blogerów do zachowania statusu incognito powiedziano już wszystko. Mnie jednak nie daje spokoju styl argumentacji, jaki stosują w obronie swojej anonimowości najbardziej prominentni blogerzy.

Czytam więc w wypowiedziach gwiazd blogosfery dumne deklaracje: „Gdyby nie nick, nie mógłbym się wypowiadać tak otwarcie. Bo jestem szkolnym nauczycielem, wykładowcą na uniwersytecie, zdolną menedżerką, znanym naukowcem”.

Jak rozumiem, pseudonim ma oddzielać jedną, np. zawodową, funkcję od innej, tej z blogosfery roznamiętnionej politycznymi sporami. Mam też świadomość, że ludzie znający kogoś jako zwykłego kolegę z pracy mogą czuć się niezręcznie, gdy ta sama osoba głosi pod nazwiskiem wyraziste poglądy polityczne czy cywilizacyjne. Ale czy uznanie za oczywiste, że nie mogę się ujawniać z moimi poglądami, bo co powie moja uczelnia czy firma, nie utrwala dominacji poglądów mainstreamu? Czy zatem pośrednio nie lansuje politycznej poprawności?

Gdzie się kończy chęć uszanowania swojej prywatności, a zaczyna konformizm? Nie wiem. Wiem tylko, że problem ten jest wpisany w każdą anonimowość. Szkoda, że Kataryna jakoś tego nie zauważa.

Gdy w debacie publicznej panuje równowaga i pluralizm, anonimowość bywa wyborem dyktowanym przez dobry smak i skromność.

Ale gdy w debacie publicznej jedne poglądy są hołubione, a za inne dostaje się etykietki „oszołoma” lub „wroga demokracji”, trudno orzec, ile w zachowaniu incognito jest umiaru, a ile konformizmu. A przecież odwaga występowania z otwartą przyłbicą zawsze była perłą w koronie konserwatywnych cnót.

NICK – BEZPIECZNA MASKA CZY NOWA TOŻSAMOŚĆ?

NICK – BEZPIECZNA MASKA CZY NOWA TOŻSAMOŚĆ?

Etyk: Anonimowość kochają frustraci  

Dziennik

Na anonimowych blogach i forach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane – wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. A boją się o tym opowiedzieć, firmując to własnym nazwiskiem – pisze filozof i etyk Jacek Hołówka. Bardzo często blogi są prowadzone w sposób nierzetelny i naciągany. A autorzy informacji wykorzystują fakt, że są anonimowi i wypuszczają paszkwile lub niesprawiedliwe krytyki wymienianych już z nazwiska osób.

Zdają oni sobie sprawę, że nie grożą im za to żadne konsekwencje. Na anonimowych blogach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. A boją się o tym opowiedzieć firmując to swoim nazwiskiem. Tacy blogerzy najczęściej wypowiadają się o osobach publicznych tylko po to, by obniżyć ich rangę. Bo na polskich blogach dominuje ton oczerniający.

Powstaje pytanie, czy można z tym coś zrobić i czy można się obronić. Można jedynie wystąpić w kontrze do danej wypowiedzi albo bojkotować blog i go nie czytać. Można też wprowadzić obowiązkowe opłaty za używanie takich stron lub żądanie ujawnienia tożsamości piszących. Nie wiadomo jednak, kto miałby się tym zajmować i w oparciu o jakie kryteria – każdy, kto poczułby się dotknięty i czyje nazwisko zostałoby wspomniane na blogu, miałby prawo podawać takiego blogera do sądu? Wtedy pieniactwo, które w Polsce i tak jest powszechne, nabrałoby rozmiaru kataklizmu. A na to zgodzić się nie można. Uczciwy sposób komunikowania się w internecie jest taki sam jak sposób komunikowania się w realu.
Oznacza to, że wypowiedzi należy podpisywać.Blogi jednak służą raczej domorosłej psychoterapii osób, które chcą się wywrzeszczeć na kogoś innego. Osobiście nie czytam blogów, bo drażnią mnie niesprawdzone informacje,
anonimowe oceny są po prostu bezwartościowe.