Zakłamany obraz rzeczywistości

DLACZEGO DZIENNIKARZE NIE WIEDZĄ, ŻE KŁAMIĄ

niezalezna.pl Piotr Lisiewicz „Gazeta Polska”, 12-09-2009

W Polsce pracują tysiące dziennikarzy, którzy uczciwie i najlepiej jak potrafią wykonują swój zawód. Są tacy i w „Gazecie Wyborczej”, i w TVN. Dlaczego suma ich – i pozostałych – pracy składa się na skrajnie zakłamany obraz rzeczywistości?

Mój znajomy, Polak, korespondent znanej zachodniej stacji radiowej, rozmawiał z pewnym profesorem. Staruszek-profesor, jeden z najlepszych znawców w swojej dziedzinie, o nienagannych przedwojennych manierach, ciekawie opowiedział mu o interesujących jego stację sprawach. Gdy dziennikarz już miał wychodzić, staruszek spytał go: – Pan zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, więc też chciałbym pana o coś zapytać. Dlaczego ten pana zawód tak się skurwił?

Dlaczego internauci zostali chamami

Okazją do dyskusji o stanie polskiego dziennikarstwa stał się ostatnio konflikt dziennikarzy wielkich mediów z blogerami. Najpierw przy okazji ujawnienia przez „Dziennik”, kim jest blogerka Kataryna, a krótko potem po publikacjach „Polityki” o chamstwie w internecie.

Konflikt na linii blogerzy–wielkie media III RP jest czymś naturalnym. Ukształtowany po 1989 r. ład medialny służył marginalizowaniu poglądów niepoprawnych, stanowiących zagrożenie dla układu sił. Ponieważ do założenia bloga nie potrzeba pieniędzy, w naturalny sposób blogi polityczne stały się ostoją poglądów antysystemowych. Przeciwnicy III RP zyskali w tzw. blogosferze przewagę.

Obecna kampania przeciwko chamstwu w internecie nie wynika oczywiście z tego, że jej autorzy są specjalnie delikatni i wyczuleni na przejawy chamstwa, lecz z chęci wywołania skojarzenia „internauci=chamstwo”. Przypomina to traktowanie przez polskie media młodzieży w latach 90. Dopóki w pierwszych latach po 1989 r. modny był wśród niej antyklerykalizm i inne politycznie poprawne idee, media były nią zachwycone. Gdy za rządów SLD z lat 1993–1997 ówczesna młodzież zaczęła kojarzyć się rzucaniem w komunistów jajami, przypadkiem w mediach zaroiło się od programów pokazujących liczne patologie wśród młodzieży…

Własne poglądy z otwartą przyłbicą

Własne poglądy z otwartą przyłbicą

Rz, P.Semka

Gdzie kończy się chwalebna skromność anonimowych blogerów, a zaczyna się konformizm i obawa, aby się nie wychylać?

Wydawałoby się, że w dyskusji o prawie blogerów do zachowania statusu incognito powiedziano już wszystko. Mnie jednak nie daje spokoju styl argumentacji, jaki stosują w obronie swojej anonimowości najbardziej prominentni blogerzy.

Czytam więc w wypowiedziach gwiazd blogosfery dumne deklaracje: „Gdyby nie nick, nie mógłbym się wypowiadać tak otwarcie. Bo jestem szkolnym nauczycielem, wykładowcą na uniwersytecie, zdolną menedżerką, znanym naukowcem”.

Jak rozumiem, pseudonim ma oddzielać jedną, np. zawodową, funkcję od innej, tej z blogosfery roznamiętnionej politycznymi sporami. Mam też świadomość, że ludzie znający kogoś jako zwykłego kolegę z pracy mogą czuć się niezręcznie, gdy ta sama osoba głosi pod nazwiskiem wyraziste poglądy polityczne czy cywilizacyjne. Ale czy uznanie za oczywiste, że nie mogę się ujawniać z moimi poglądami, bo co powie moja uczelnia czy firma, nie utrwala dominacji poglądów mainstreamu? Czy zatem pośrednio nie lansuje politycznej poprawności?

Gdzie się kończy chęć uszanowania swojej prywatności, a zaczyna konformizm? Nie wiem. Wiem tylko, że problem ten jest wpisany w każdą anonimowość. Szkoda, że Kataryna jakoś tego nie zauważa.

Gdy w debacie publicznej panuje równowaga i pluralizm, anonimowość bywa wyborem dyktowanym przez dobry smak i skromność.

Ale gdy w debacie publicznej jedne poglądy są hołubione, a za inne dostaje się etykietki „oszołoma” lub „wroga demokracji”, trudno orzec, ile w zachowaniu incognito jest umiaru, a ile konformizmu. A przecież odwaga występowania z otwartą przyłbicą zawsze była perłą w koronie konserwatywnych cnót.