Wiele osób z dyplomem zasila szeregi bezrobotnych.

Co dziesiąty polski bezrobotny to magister 

Gazeta Prawna

Wyższe wykształcenie jest coraz powszechniejsze: ma je już ponad 26 proc. aktywnych zawodowo Polaków. A zaledwie 8 lat temu dyplomem wyższej uczelni mogło się pochwalić 16 proc. rodaków.

Poprawa wykształcenia cieszy, ale niepokoi jego nierynkowa struktura, w efekcie której wiele osób z dyplomem zasila szeregi bezrobotnych. Z najnowszych danych resortu pracy wynika, że w końcu września było ich blisko 213 tys. – o ponad 22 tys. więcej niż przed rokiem.

Bezrobotni z wyższym wykształceniem

Coraz trudniej o pracę, najgorzej mają absolwenci

ONET.pl Bizens

Wrzesień był kolejnym miesiącem rosnącego bezrobocia – jest wyższe zarówno w porównaniu do poprzedniego miesiąca, jak i rok do roku.

Najwięcej bezrobotnych przybyło w grupie osób do 24 roku życia, a także wśród osób z wyższym wykształceniem. To oznacza, że absolwentom uczelni wyższych trudniej, niż w poprzednich, latach znaleźć stałą pracę – mówi Dariusz Winek.

Nauczyciel dobry, ale bezrobotny

Nauczyciel dobry, ale bezrobotny

Dziennik

W Polsce drastycznie brakuje pracy dla nauczycieli. Z wielu powodów m.in. dlatego, bo w Polsce wciąż rekrutuje się na studia według zasady: „Chcą, niech się uczą” – ocenia Renata Kim, szefowa działu społeczeństwo DZIENNIKA.Dlatego dobra uczelnia powinna zapewniać studentom takie wykształcenie, które da im szansę na zatrudnienie.

W Polsce drastycznie brakuje pracy dla nauczycieli. Z wielu powodów: bo niż demograficzny, bo kryzys, bo wreszcie starsi pedagodzy nie chcą odchodzić na emeryturę i zrobić miejsca młodym. Obiektywne i znane od lat przyczyny zapaści na nauczycielskim rynku pracy.

Problem jednak w tym, że zupełnie nie zauważają ich polskie uczelnie wyższe. I co roku produkują tysiące kolejnych absolwentów, którzy legitymują się tytułem magistra o uprawnieniach pedagogicznych.

I co roku wyruszają oni na poszukiwanie pracy, której dla nich nie ma. Podobnie jak dla psychologów, marketingowców i politologów, którzy również tysiącami opuszczają mury polskich uczelni i bezskutecznie szukają zatrudnienia.

Dlaczego? Bo w Polsce wciąż rekrutuje się na studia według zasady: „Chcą, niech się uczą”. A jak kierunek popularny, to trzeba stworzyć więcej miejsc. A przecież nie chodzi o to, by dać tytuł magistra i umyć ręce. Dobra uczelnia powinna zapewniać studentom takie wykształcenie, które da im szansę na zatrudnienie. I powinna myśleć o tym, jeszcze zanim przyjmie ich na studia. Na taką politykę jest nawet nazwa: „Dostosowanie kierunku studiów do potrzeb rynku pracy”.

Co robić po studiach ?

Resort poleca studia, po których nie ma pracy?

Rz

Co robić po biotechnologii? Ministerstwo kusi do studiowania tego kierunku. Absolwenci: proponują nam pracę tylko w akwizycji.

– Wystarczy obejrzeć ogłoszenia „szukam pracy” czy poczytać posty na forach internetowych, gdzie ogłaszają się bezrobotni biotechnolodzy, by się zorientować, że hasło, iż są potrzebni gospodarce, to kompletna bzdura – twierdzi Joanna z Pomorza, absolwentka biotechnologii.

Studia przygotowują biotechnologów do pracy w różnych gałęziach przemysłu, np. farmaceutycznym przy opracowywaniu nowych leków czy suplementów diety albo w przemyśle paliwowym przy produkcji biopaliw czy też kosmetycznym przy opracowywaniu efektywniej walczących ze zmarszczkami kremów. Mogą też pracować w rolnictwie nad poprawą wydajności hodowli roślin czy zwierząt

– Firm biotechnologicznych w Polsce jest jak na lekarstwo i nie zapowiada się, aby rynek ten miał się w naszym kraju zacząć rozwijać w zastraszającym tempie – twierdzi Joanna. – Dlaczego trwoni się publiczne pieniądze na kształcenie ludzi, których zawody są kompletnie nieprzydatne?

Dr inż. Stanisław Brzeziński, prodziekan Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności Politechniki Łódzkiej: – Nie mamy fabryk enzymów, rozwiniętego przemysłu farmaceutycznego i medycznego. Jednak biotechnolodzy po naszej uczelni znajdują pracę w przemyśle spożywczym.

Wiceminister Prawelska-Skrzypek wspomina, że kiedy zdawała na studia, wielu jej kolegów wybierało studia informatyczne. – Żadna z tych osób nie pracuje w Polsce, bo po skończeniu studiów nie było dla nich ofert pracy w kraju. Dziś trudno w to uwierzyć, że kiedyś nie potrzebowano informatyków. Podobnie jest z biotechnologią. To bez wątpienia zawód przyszłości – przekonuje.

Według niej w najbliższych latach odczujemy duże zapotrzebowanie na biotechnologów, które jest dziś „w wielu krajach rozwiniętych”. Kiedy? Wiceminister nie jest w stanie dokładnie powiedzieć. – Ale ważne jest, byśmy kształcili biotechnologów, bo jeśli będziemy mieli dobrych specjalistów, to możemy też liczyć na przyciągnięcie inwestycji z dziedziny biotechnologii do Polski – podkreśla.

Produkucja lipa-magistrów i lipa-licencjatów

Dlaczego uczelnie produkują lipa-magistrów i lipa-licencjatów
Polskie uczelnie od 1995 r. „wypluły” 4 mln utytułowanych absolwentów. Tylko w 2008 r. było ich pół miliona, z czego 17 proc. stało się bezrobotnymi. Ci nowi, wykształceni (ponoć) wedle europejskich standardów, stanowią 35 proc. pracujących i 25 proc. aktywnych zawodowo. Gdyby byli wykształceni nawet nie dobrze, lecz choćby jako tako, powinni wywołać rewolucję naukowo-technologiczną w naszej gospodarce. A skoro nie wywołali, oznacza to, że ich edukacja była wielką lipą.
—————-

Dyplom z disco polo

Na polskich uczelniach sprawdza się zasada, że nie ma większego głupca niż głupiec z wyższym wykształceniem
Tolerowanie plagiatów, rozdawanie na prawo i lewo dobrych ocen, aby wyżej plasować się w rankingach uczelni, i coraz niższe wymagania na egzaminach wstępnych – to najpoważniejsze zarzuty, jakie Geoffrey Alderman, wykładowca uniwersytetu w Buckingham, postawił brytyjskim uczelniom. W Wielkiej Brytanii toczy się właśnie ogólnonarodowa dyskusja o sensie istnienia studiów w obecnym kształcie. „Czy uniwersyteckie wykształcenie jest jeszcze warte czasu i pieniędzy, które kosztuje?” – pytali w połowie września publicyści „The Economist”. Chociaż polskim uczelniom daleko do poziomu brytyjskich, to nasza kadra wykładowców nie ma takiego dyskomfortu. Finansowane za państwowe pieniądze uczelnie nie są w żaden sposób rozliczane z efektów swojej pracy. Nie mają konkurencji, bo prywatne uczelnie rywalizują z nimi w większości wypadków tylko wysokością czesnego, czyli ratami, za które można sobie kupić wyższe wykształcenie

Studiuj podyplomowo – opłaca się (opłacą cię !)

RYNEK PRACY | „Szkolnictwo wyższe.Pracownik otrzyma prawie 9 tys. zł na studia podyplomowe
Gazeta Prawna z 19 sierpnia 08 (nr 161)
Fundusz Pracy zapłaci za studia bezrobotnych, zwalnianych pracowników i osób po 45 roku życia. We wrześniu okaże się, które uczelnie otrzymują środki unijne na prowadzenie studiów podyplomowych. Eksperci uważają, że ze względu na sytuację na rynku pracy najbardziej potrzebne byłoby kształcenie zawodowe.Rząd chce zmienić zasady finansowania studiów podyplomowych dla bezrobotnych i niektórych pracowników. Przewiduje to rządowy projekt nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Zgodnie z nim będą oni mogli otrzymać prawie 9 tys. zł na sfinansowanie swojej nauki. Wszyscy pracownicy będą natomiast mogli skorzystać z dopłat do studiów podyplomowych ze środków unijnych. Zdaniem ekspertów, choć nowe zasady finansowania studiów podyplomowych spowodują, że więcej pracowników niż dotychczas podejmie naukę, to nie będzie to miało wpływu na sytuację na rynku pracy.
9 tys. zł na studia
– O dofinansowanie do studiów podyplomowych będą mogli starać się bezrobotni, osoby, które są w okresie wypowiedzenia umowy z przyczyn dotyczących zakładu pracy, zatrudnione u pracodawcy zagrożonego upadłością i te, które ukończyły 45 lat – mówi Czesława Ostrowska, wiceminister pracy i polityki społecznej.”

Socjologia nędzy czy nędza socjologii, czyli o konieczności lustracji w polskiej nauce.

Spotkanie z dr. Stanisławem Gniadkiem miało się odbyć 7 lipca, godz. 17.30 w Audytorium Maximum, ul. Krupnicza 33. KRAKÓW
Temat wykładu:
„Socjologia nędzy czy nędza socjologii, czyli o konieczności lustracji w polskiej nauce”.
Prof. S. Gniadek jest wykładowcą socjologii na Akademii Pedagogicznej w Krakowie, kierownikiem Zakładu Badań Socjologicznych nad Przedsiębiorczością w Krakowie . Były bezrobotny, zbieracz złomu, kandydat środowiska studenckiego na prezydenta Krakowa.
Napisał między innymi:
1.Anatomie Przestępstw Uczelnianych.
2.Socjologia nauka czy sztuka.
3.Pamiętniki bezrobotnego.
4.Szkice kołtuństwa polskiego.

Niestety drzwi do Audytorium Maximum były zamknięte.

Autor przybył na czas

Wobec zaistniałej sytuacji chętni do wysłuchania wykładu zdecydowali udać się do pobliskiej kawiarni, gdzie autor prezentował swoje losy i swoje książki

o czym będzie więcej na stronach NFA bo pokazują nędzę środowiska akademickiego, jak się okazuje niemal powszechną. Trzeba to dokumentować i działać na rzecz zmian.
Autor jest absolwentem UJ, pracował też na Akademii Ekonomicznej, wykładał na AGH. Za jego los odpowiadają prominentni nauczyciele akademiccy, w tym TW „Ryszard”, którzy jak się okazuje nie wpływali swoją postawą negatywnie na młodzież akademicką !
W celu nabycia książek najlepiej skontaktować się bezpośrednio z autorem tel. 513 360 794

Więcej na stronie
Sprawa Stanisława Gniadka