Szkoły wyższe mają problem z pracami dyplomowymi

Archiwa pękają w szwach

Dziennik Polski

NAUKA. Niejasne rozporządzenie minister nauki i szkolnictwa wyższego. Szkoły wyższe mają teraz problem z pracami dyplomowymi…

Tym razem nie chodzi jednak o plagiaty, ale o miejsce na przechowywanie prac licencjackich, magisterskich i doktorskich.

Wszystkie prace dyplomowe zgromadzone w archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego mają już kilometr długości. Blisko dwa kilometry mierzą te składowane w budynkach poszczególnych instytutów..

Wszystko przez rozporządzenie w sprawie dokumentacji przebiegu studiów, które niedawno znowelizowała minister nauki i szkolnictwa wyższego. Znalazł się w nim następujący zapis: „Pracę dyplomową składa się w formie papierowej oraz w formie elektronicznej na informatycznym nośniku danych. Pracę dyplomową przechowuje się w archiwum uczelni”.

Rozporządzenie weszło w życie w styczniu i wywołało zdumienie rektorów szkół wyższych. – Choć jest niedorzeczne, musimy je stosować – zaznacza prof. Michał Śliwa, rektor Uniwersytetu Pedagogicznego.

 

Reklamy

Zagrabione archiwa

„Tusk ma szansę zepsuć Putinowi propagandową ofensywę”

Fronda

Fronda.pl: Powiedział Pan kilka dni temu portalowi Fronda.pl, że 1 września to doskonały moment dla premiera Donalda Tuska i polskiego rządu, żeby zapytać Putina o zwrot polskiego skarbu narodowego zagrabionego przez Armię Czerwoną w 1939 roku. Dlaczego nikt się tym nie zainteresował?

Prof. Andrzej Nowak: Były próby negocjacji na poziomie Dyrekcji Archiwów, między innymi usiłował to robić ś. p. profesor Jerzy Skowronek, głównie ze względu na gotowość prezydenta Jelcyna do takich gestów, jak choćby przekazanie dokumentów katyńskich do Polski. Niestety ta koniunktora skończyła się szybko i sprawa została zamieciona pod dywan…..

Co dokładnie zagrabili czerwonoarmiści przez ?

Zasadniczy trzon tych materiałów stanowią dokumenty II Oddziału Sztabu Generalnego, czyli wywiadu wojskowego okresu II RP. One były ewakuowane kiedy Niemcy zbliżali się do Warszawy na Wschód, konkretnie do Kostopola w rejonie rówieńskim. Tam odnalazł je i lojalnie przekazał kolegom z NKWD Józef Goldberg, znany później pod nazwiskiem Jacek Różański. Od tego właśnie zaczęła się jego wielka kariera w późniejszym Urzędzie Bezpieczeństwa, od tej „nieocenionej zasługi” oddanej towarzyszom z NKDW.

Oprócz tego największego oddziału archiwalnego obejmującego ponad pięć tysięcy jednostek (jednostka archiwalna to jest od jednej do kilkunastu teczek, więc można to przeliczyć, że to jest kilkanaście tysięcy teczek samego wywiadu), mamy tam także takie zespoły jak Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego (194 jednostki), Komenda Główna Policji Państwowej (232 jednostki), okręgi wojskowe (133 jednostki), materiały polskich organizacji niepodległościowych – Związek Walki Czynnej, Strzelec, Legiony, w tym całe archiwum Pierwszej Brygady, archiwum Polskiej Organizacji Wojskowej – właściwie kompletne.

Archiwa tych polskich organizacji niepodległościowych razem liczą 2337 jednostek archiwalnych. Osobno mamy polskie organizacje polityczne z czasów I wojny Światowej (484 jednostki), jeśli kogoś to interesuje KPP (23 jednostki), polskie poselstwa i konsulaty, Sejm Rzeczpospolitej polskiej, komisje wyborcze do sejmu i senatu, są też szczątkowe zespoły na przykład Rady Ministrów, poszczególnych ministerstw, a nawet Kancelarii Prymasa Polski. Krótko mówiąc historia II Rzeczpospolitej, historia polskiego czynu niepodległościowego poprzedzającego jej odbudowanie jest bez tych materiałów nie do napisania….

Upomnijmy się o historyczną prawdę

Upomnijmy się o historyczną prawdę

Rz

Media światowe, jeśli zwrócą uwagę na gdańskie obchody rocznicy 1 września, odnotują przede wszystkim słowa Putina, nie Tuska. To Putin nada medialny ton obchodom – pisze historyk (Andrzej Nowak)

Zrabowane archiwa

Rzeczywiście nie warto wdawać się w polemiki z telewizją Wiesti czy z dokumentami zebranymi przez Służbę Wywiadu Zagranicznego (SWR) Federacji Rosyjskiej. Warto jednak przypomnieć sobie, skąd owe dokumenty będą czerpane, nic bowiem lepiej nie pozwoli – sobie i naszym zagranicznym gościom – uświadomić, kto był agresorem, a kto ofiarą w II wojnie światowej. Otóż ośmielam się sądzić, iż wbrew oczekiwaniom m.in. ministra Andrzeja Przewoźnika owe dokumenty, jakie mają ilustrować polską politykę zagraniczną, nie zostały bynajmniej pozyskane jakimiś wyrafinowanymi technikami wywiadowczymi ZSRR. Wiedza, jaką czerpać mogą (i manipulować nią w dowolny sposób) historycy z Łubianki o II Rzeczpospolitej i jej polityce, wiedza trudno lub w ogóle niedostępna polskim historykom, pochodzi bowiem z rabunku, jakiego dokonał Związek Sowiecki, napadając na Polskę we wrześniu 1939 roku do spółki z hitlerowskimi Niemcami.

Chodzi o największy rabunek polskich archiwów państwowych w XX wieku. Ewakuowane wagonami na ziemie wschodnie Rzeczypospolitej najtajniejsze archiwa zostały „wyzwolone” na bocznicy w Kostopolu przez Armię Czerwoną wychodzącą naprzeciw towarzyszom broni z Wehrmachtu. Tak trafiły do Moskwy, do tzw. trofiejnego archiwum, włączone dopiero po 1995 roku do zbiorów Rosyjskiego Państwowego Archiwum Wojskowego. Obejmują kilkanaście tysięcy jednostek archiwalnych (jednostka taka obejmuje od jednej do kilkunastu teczek). Wymienię tylko najważniejsze zespoły: Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego, Komenda Główna Policji Państwowej, II Oddział (wywiadowczy) Sztabu Generalnego (razem z ekspozyturami – przeszło 5 tys. jednostek archiwalnych), polskie organizacje niepodległościowe (m.in. Związek Walki Czynnej, Strzelec, Związek Strzelecki, Legiony – w tym archiwum I Brygady, POW), polskie poselstwa i konsulaty, Sejm RP, Rada Ministrów, KOP, BBWR, Instytut Piłsudskiego w Warszawie, a nawet Kancelaria Prymasa Polski.

Pisałem już przed kilkunastoma laty o potrzebie upomnienia się o ten fundamentalny dla polskiej pamięci i dla godności polskiego państwa zbiór. Niestety – bez echa.

Rzeczpospolita

Uczelnia zamknięta, dokumenty zniknęły

Uczelnia zamknięta, dokumenty zniknęły

GW

Kilka tysięcy studentów Profesjonalnej Szkoły Biznesu nie może odzyskać dokumentów. Po zamknięciu uczelni zniknęło jej archiwum. Ministerstwo Nauki pracuje nad przepisami, regulującymi przechowywanie dokumentacji po zamkniętych szkołach.

Po Profesjonalnej Szkole Biznesu, jednej z pierwszych prywatnych uczelni w Krakowie, zostało niewiele. W internecie można znaleźć jedynie numer komórkowy do byłego rzecznika, który codziennie odbiera telefony od byłych studentów.

– Ludzie szukają swoich świadectw maturalnych, zaświadczeń, indeksów i dyplomów. Niestety, nikt nie wie, gdzie jest archiwum szkoły, a może ono liczyć nawet kilka tysięcy dokumentów – mówi Edward Brożek. Opowiada o jednym z ostatnich telefonów: – Dzwoniła kobieta ze Stanów Zjednoczonych. Tak zależało jej na tych dokumentach, że za ich znalezienie zaproponowała mi 10 tys. dolarów!

Byli studenci potrzebują świadectw maturalnych, indeksów, zaświadczeń o zaliczeniu semestru, by udokumentować wykształcenie, podjąć pracę lub inne studia. Wielu z nich, słysząc od byłego rzecznika, że nie może im pomóc, załamuje ręce.

Kłopoty PSB zaczęły się po ministerialnej kontroli w 2000 r. Resort zarzucił uczelni samowolne uruchomienie zamiejscowych filii oraz poważne braki w dokumentacji. Kanclerz PSB zamieścił też w prasie ogłoszenie, które ministerstwo nauki uznało za dowód fikcyjnego zatrudniania kadry. Napisał w nim, że kupi od profesorów oświadczenia o gotowości podjęcia pracy na uczelni. Zaznaczył też, że osoby te nie będą musiały w szkole pracować. 

Ostatecznie w 2001 r. szkoła straciła prawo do prowadzenia studiów. Jan Spiechowicz, kanclerz szkoły, tuż po zamknięciu, na budynku przy ul. Miodowej, gdzie mieściła się PSB, wywiesił kartkę, że za wydawanie dokumentów odpowiada ministerstwo. Dziś kanclerz jest nieuchwytny.

Ewangelia według św. Michnika


Marcin Wolski

Ewangelia według św. Michnika

W IPN-u przepastnych zaułkach,
gdzie śpią słodko bezgrzeszni agenci,
obrzydliwa żeruje spółka.
Imię jej – policjanci pamięci…
Każdy z nich dnie i noce się trudzi,
przekopując rejestry, wyciągi,
by porządnych opluskwić ludzi,
by obalić dostojne posągi.
Policjanci kierować chcą ruchem
przez przymknięte archiwa bezpieki,
gdzie milczenie powinno głuche
na wiek zapaść, lepiej – dwa wieki.
Policjanci – wiadomo, tumani,
swołocz młoda i niebezpieczna!
Strzec archiwów powinni kapłani
i fachowcy, co już są w teczkach.
Bo pasuje to świetnie do wzoru,
który nawet przytoczyć się boję,
w którym Kiszczak – człowiekiem honoru,
a inaczej myślący to gnoje.
Każdy z nich, jak wiadomo, ksenofob –
razem skansen, ciemnogród, cham z chama,
wierzyć trzeba nam, nie donosom! –
Ewangelia według Adama.
Słucham tego, myśl jedna mnie nęci,
choć mnie za to gnojówka obleje:
Gorsi od policjantów pamięci
są pamięci zwyczajni złodzieje.

Marcin Wolski

Sprawa Pyjasa


IPN szuka katów Pyjasa na „szczytach” PZPR
Dziennik, 8.07.2008
„Odpowiedź na pytanie, kto stał za śmiercią Pyjasa, znajduje się w dwóch miejscach. To archiwa radzieckich specsłużb, do których dostępu nie mamy, oraz stenogramy z posiedzeń biura politycznego KC PZPR” – mówi Krzysztof Urbaniak, krakowski prokurator od 17 lat pracujący nad wyjaśnieniem okoliczności śmierci Pyjasa.
O tym, jak poważnie sprawa śmierci Pyjasa była traktowana przez peerelowskich dygnitarzy, świadczy to, że wszystkie notatki dotyczące śledztwa miały najwyższy gryf tajności – „tajne specjalnego znaczenia”. „Sprawa śmierci Pyjasa bez wątpienia musiała być poruszana na posiedzeniach biura politycznego” – wyjaśnia Urbaniak.
Problem w tym, że stenogramy z tych posiedzeń znajdują się w zbiorach zastrzeżonych, które oglądać mogą jedynie prokuratorzy IPN. .. „Dopiero po 17 latach trwania śledztwa można powiedzieć, że jest polityczna wola, by ostatecznie rozwiązać zagadkę śmierci Pyjasa” – mówi Urbaniak. ”

Nowe fakty w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa
Polska,8.07.2008
” Śledztwo w sprawie zamordowanego w 1977 r. studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego nabiera przyspieszenia.
W archiwum krakowskiego IPN znaleziono trzy nowe teczki współpracowników SB, których wykorzystywano do inwigilacji Pyjasa i grupy związanych z nim opozycjonistów. Dzięki temu można będzie podjąć nowe wątki w śledztwie.

Sprawą zajmie się też nowy prokurator, który skupi się tylko na niej. Będzie to Ireneusz Kunert z Prokuratury Okręgowej w Katowicach, który przejmie śledztwo od 1 sierpnia.”

Nowy dokument ws. śmierci Stanisława Pyjasa
GW
„Prokuratura powróci do sprawy zabójstwa Stanisława Pyjasa – dowiedziało się Polskie Radio Kraków. Stanie się tak w związku z odnalezieniem dokumentu, dotyczącego morderstwa sprzed 30 lat. W Ośrodku Karta natrafiono na list świadka, relacjonującego okoliczności śmierci krakowskiego studenta w 1977 roku. ”
DOKUMENT