Internet nie może służyć do bezkarnego niszczenia ludzi

Internet nie może służyć do bezkarnego niszczenia ludzi

„Super Express” -ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Bardzo cenię możliwości, jakie daje Internet – sam prowadzę stronę internetową. Ale przestrzeń wirtualna nie może służyć do bezkarnego atakowania drugiego człowieka. Osoby wygłaszające swoje opinie na łamach gazet, w książkach, w telewizji mogą być zaskarżane przed sądem, jeżeli ktoś poczuje się niesłusznie zaatakowany przez nie. Natomiast Internet pozwala prowadzić takie ataki bez narażania się na odpowiedzialność karną – pozwala swobodnie wykańczać ludzi. Przyszedł czas, gdy należy wyraźnie powiedzieć: jest wolność słowa, ale jest też wolność oskarżanego do obrony.

– Każdy człowiek ma prawo do obrony swojego dobrego imienia. Ale nie da się egzekwować tego prawa, mając do czynienia z kimś skrywającym swoją tożsamość pod maską anonimowego eksperta, którego rzeczywista osobowość może być usytuowana na pograniczu zainteresowań psychiatrii.

Własne poglądy z otwartą przyłbicą

Własne poglądy z otwartą przyłbicą

Rz, P.Semka

Gdzie kończy się chwalebna skromność anonimowych blogerów, a zaczyna się konformizm i obawa, aby się nie wychylać?

Wydawałoby się, że w dyskusji o prawie blogerów do zachowania statusu incognito powiedziano już wszystko. Mnie jednak nie daje spokoju styl argumentacji, jaki stosują w obronie swojej anonimowości najbardziej prominentni blogerzy.

Czytam więc w wypowiedziach gwiazd blogosfery dumne deklaracje: „Gdyby nie nick, nie mógłbym się wypowiadać tak otwarcie. Bo jestem szkolnym nauczycielem, wykładowcą na uniwersytecie, zdolną menedżerką, znanym naukowcem”.

Jak rozumiem, pseudonim ma oddzielać jedną, np. zawodową, funkcję od innej, tej z blogosfery roznamiętnionej politycznymi sporami. Mam też świadomość, że ludzie znający kogoś jako zwykłego kolegę z pracy mogą czuć się niezręcznie, gdy ta sama osoba głosi pod nazwiskiem wyraziste poglądy polityczne czy cywilizacyjne. Ale czy uznanie za oczywiste, że nie mogę się ujawniać z moimi poglądami, bo co powie moja uczelnia czy firma, nie utrwala dominacji poglądów mainstreamu? Czy zatem pośrednio nie lansuje politycznej poprawności?

Gdzie się kończy chęć uszanowania swojej prywatności, a zaczyna konformizm? Nie wiem. Wiem tylko, że problem ten jest wpisany w każdą anonimowość. Szkoda, że Kataryna jakoś tego nie zauważa.

Gdy w debacie publicznej panuje równowaga i pluralizm, anonimowość bywa wyborem dyktowanym przez dobry smak i skromność.

Ale gdy w debacie publicznej jedne poglądy są hołubione, a za inne dostaje się etykietki „oszołoma” lub „wroga demokracji”, trudno orzec, ile w zachowaniu incognito jest umiaru, a ile konformizmu. A przecież odwaga występowania z otwartą przyłbicą zawsze była perłą w koronie konserwatywnych cnót.

Media kontra blogosfera?

UJAWNIJCIE SWOJE ŹRÓDŁA JAK UJAWNILIŚCIE KATARYNĘ

Pawlak: „Dziennik” polegnie po ataku na Katarynę

tvn.24

„Gazeta aspirująca do poważnej i opiniotwórczej pewnie polegnie na desperackim ataku na blogerkę” – pisze wicepremier Waldemar Pawlak na własnym – nomen omen – blogu w onet.pl. Polityk bezkompromisowo ocenia postępowanie „Dziennika” wobec Kataryny – i dopomina się, by gazeta ujawniła też „anonimowych informatorów”.

Przy okazji wpisu o Katarynie uskarża się na – jak to określa – „cichych decydentów w internecie”. Jego zdaniem „prawdziwa władza to moderator”. Zdaniem autora bloga to właśnie moderatorzy są dopowiedzialni za to, że na ogół pozytywne komentarze pod artykułami i wpisami na blogu nie są przepuszczane, zaś „obelgi płyną bez przeszkód”

Zdaniem Waldemara Pawlaka „atak Dziennika na Katarynę” jest wyzwaniem rzuconym przez tradycyjne media „całej prawie blogosferze”.

„Temperatura ataku pokazuje, że tradycyjni dziennikarze tracą nerwy kiedy znajdą się po drugiej stronie” – pisze blogujący polityk. Jak dodaje, osobiście kibicuje Katarynie, choć nie podziela jej poglądów.

Czym różni się anonimowość blogerki od anonimowych źródeł w tekstach dziennikarzy z Dziennika czy Faktu? – pyta wicepremier i opisuje jak to z wtorkowego artykułu „Dz” dowiedział się, że właśnie się obraził na premiera. Informacja gazety opierała się zaś na wypowiedzi „anonimowego polityka PO”.

„Życzę redakcji ujawnienia niewiarygodnych anonimowych informatorów. Chętnie ich poznamy. […] Śmiało ujawnijcie inspiratora „z najbliższego otoczenia premiera” tak jak ujawniliście Katarynę – wzywa Waldemar Pawlak.

CZYTAJ cały wpis na blogu Waldemara Pawlaka


NICK – BEZPIECZNA MASKA CZY NOWA TOŻSAMOŚĆ?

NICK – BEZPIECZNA MASKA CZY NOWA TOŻSAMOŚĆ?

Etyk: Anonimowość kochają frustraci  

Dziennik

Na anonimowych blogach i forach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane – wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. A boją się o tym opowiedzieć, firmując to własnym nazwiskiem – pisze filozof i etyk Jacek Hołówka. Bardzo często blogi są prowadzone w sposób nierzetelny i naciągany. A autorzy informacji wykorzystują fakt, że są anonimowi i wypuszczają paszkwile lub niesprawiedliwe krytyki wymienianych już z nazwiska osób.

Zdają oni sobie sprawę, że nie grożą im za to żadne konsekwencje. Na anonimowych blogach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. A boją się o tym opowiedzieć firmując to swoim nazwiskiem. Tacy blogerzy najczęściej wypowiadają się o osobach publicznych tylko po to, by obniżyć ich rangę. Bo na polskich blogach dominuje ton oczerniający.

Powstaje pytanie, czy można z tym coś zrobić i czy można się obronić. Można jedynie wystąpić w kontrze do danej wypowiedzi albo bojkotować blog i go nie czytać. Można też wprowadzić obowiązkowe opłaty za używanie takich stron lub żądanie ujawnienia tożsamości piszących. Nie wiadomo jednak, kto miałby się tym zajmować i w oparciu o jakie kryteria – każdy, kto poczułby się dotknięty i czyje nazwisko zostałoby wspomniane na blogu, miałby prawo podawać takiego blogera do sądu? Wtedy pieniactwo, które w Polsce i tak jest powszechne, nabrałoby rozmiaru kataklizmu. A na to zgodzić się nie można. Uczciwy sposób komunikowania się w internecie jest taki sam jak sposób komunikowania się w realu.
Oznacza to, że wypowiedzi należy podpisywać.Blogi jednak służą raczej domorosłej psychoterapii osób, które chcą się wywrzeszczeć na kogoś innego. Osobiście nie czytam blogów, bo drażnią mnie niesprawdzone informacje,
anonimowe oceny są po prostu bezwartościowe.

Rektor UJ w sprawie kontroli PKA

 

uj-logo

Fragmenty komentarza rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Karola Musioła w sprawie decyzji minister Barbary Kudryckiej o sprawdzeniu przez Państwową Komisję Akredytacyjną pracy magisterską p. Pawła Zyzaka. 

Serwis UJ 2.04.2009

„Każdą kontrolę, każdą komisję akredytacyjną przyjmiemy na Uniwersytecie jak przyjaciół. Jeżeli Pani Minister zdecydowała się taką kontrolę przysłać, to przyjmiemy ich standartowo jak przyjaciół, bo oni nam pomagają w lepszym prowadzeniu uniwersytetu i poprawianiu błędów, jeśli je popełniamy . Sprawą zajmie się również Rada Wydziału Historycznego, a jej wnioski i uwagi zostaną przedstawione na najbliższym Senacie UJ” . 

„Bardzo żałuje, że UJ został wciągnięty w akcję polityczną, staram się Uniwersytet trzymać jak najdalej od bieżących spraw politycznych i mam nadzieję, że niedługo wrócimy do równowagi”. 

„Merytoryczną częścią badania pracy pana Zyzaka zajmie się Wydział Historyczny, natomiast zgadzam się, że anonimowość jest najobrzydliwszą formą donoszenia na kogokolwiek”. 

„Ze spokojem czekam na kolejną komisję akredytacyjną, bo jestem przekonany, że standardy nauczania na całym Uniwersytecie są bardzo wysokie”. 

„Nikt nie chce wprowadzania cenzury na UJ, a ja będę pierwszym, który się nigdy temu nie podda. Będziemy działali tak jak od XV wieku, kontynuując tradycję wolności wypowiedzi i wykładania, w nauce i dydaktyce”. 

Pierwsza strona raportu PKA z wizytacji przeprowadzonej na kierunku historia 

Podsumowanie raportu PKA z wizytacji przeprowadzonej na kierunku historia