Habilitacja jest też we Francji. I co z tego ?

NA WSTECZNYM BIEGU

Forum Akademickie, 1/2010

Matematyk dr Andrzej K., po dwudziestu paru latach pracy dydaktyczno−naukowej w szkołach wyższych Tunezji i Francji, postanowił wrócić do kraju. Ma 62 lata, dom i rodzinę w Polsce i – jak mu się wydawało – realną perspektywę zatrudnienia na stanowisku profesora w uniwersytecie.

I tu się pomylił. Mimo deficytu kadry samodzielnych pracowników nauki w polskich uczelniach perspektywa awansu na krajowym rynku akademickim okazała się bardziej odległa niż na Zachodzie…

Po 18 latach okazało się, że to, co we Francji uznano za godne rekomendacji na stanowisko profesora uniwersytetu, w Polsce formalnie starcza jedynie na stanowisko… adiunkta.

W 1981 r. Andrzej K. wyjechał z Polski do Tunezji. Potem do Francji. Tu zrobił habilitację. Dokładniej uzyskał w 1991 r. dyplom HDR (habilitation e diriger des recherchers) na cieszącym się zasłużenie dobrą renomą Université Paris XIII. Szkopuł w tym, że (powołam się tu na pismo Departamentu Obsługi Programów Międzynarodowych i Uznawalności Wykształcenia MNiSW) „Od 1984 r. we Francji istnieje jeden stopień naukowy – docteur”. A zatem, „dokument potwierdzający nadanie HDR nie może być uznany w Polsce”.

Z taką interpretacją dr Andrzej K. nie chce się zgodzić. Nawet jeśli formalnie urzędnicy ministerstwa mają rację, to nie mają jej merytorycznie. Habilitacja francuska, zdaniem dr. Andrzeja K., niczym się nie różni od polskiej, mimo że jej rezultatem jest dyplom HDR, a nie stopień naukowy.

Niedostatek honoru naukowego

ZAWIESZONE UPRAWNIENIA

Powoli dobiegają końca i formalizują się wyniki kontroli prawidłowości nadawania stopni doktorskich i habilitacyjnych, jakie w ostatnich dwóch latach na licznych wydziałach prowadziła Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów, zdopingowana do tego krytycznym raportem NIK.

I tak w drugiej połowie 2008 r. CK przeprowadziła ocenę losowo wybranych 15 przewodów doktorskich i 8 przewodów habilitacyjnych obronionych w okresie od 1 września 2005 do 1 maja 2008 na Wydziale Wychowania Fizycznego Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku.

Więcej niż połowie ocenionych doktoratów postawiono ocenę złą (2) lub bardzo złą (1).

Winę w tej i podobnych sprawach ponoszą tzw. grzecznościowi recenzenci. Niedostatek honoru naukowego pozwala im podpisywać się pod pozytywną opinią na temat pracy, której się to absolutnie nie należy.

Prawdziwe rekiny na uczelniach

Profesor na dziewięciu etatach

Metro, 2010-01-14,

Wśród naukowców zatrudnionych na uniwersytetach trudno znaleźć takich, którzy nie pracowaliby gdzieś indziej. Na co najmniej dwóch uczelniach jednocześnie jest zatrudnionych ponad 53 proc. wykładowców. Najczęściej profesorowie (36,8 proc.) i docenci (16,4 proc.). Zresztą naukowcy udzielają się nie tylko na uczelniach. W firmach pracuje 14 proc. profesorów. Podobnie jest na politechnikach. Tyle że tu profesorowie częściej niż ich uniwersyteccy koledzy prowadzą też własną działalność. 

Prawdziwymi rekinami biznesu okazują się oczywiście profesorowie uczelni ekonomicznych. Odsetek tych, którzy pracują na jednej dodatkowej uczelni, wynosi tu 51 proc., na dwóch – 17 proc..

 Rekordzista w pewnej niepublicznej szkole wyższej koordynował nauczanie aż 28 odległych tematycznie przedmiotów. 

Uczelnie godzą się na takich pracowników, bo naukowców brakuje. Choć w ciągu ostatnich 20 lat czterokrotnie wzrosła liczba studentów, ilość kadry akademickiej zwiększyła się zaledwie o 30 proc.

W Państwie Środka często dochodzi do naukowych oszustw.

Lancet zarzuca Chinom naukowe oszustwa

IAR   
09.01.2010.
Prestiżowy tygodnik medyczny Lancet wezwał rząd Chin do poprawy standardów badań naukowych. Wydawcy magazynu piszą w najnowszym numerze, że w Państwie Środka często dochodzi do naukowych oszustw.

Po Stanach Zjednoczonych Chiny są drugim krajem na świecie o największej liczbie naukowych publikacji. Cztery lata temu światem naukowym wstrząsnęła fala prac wymyślonych przez chińskich badaczy; w zeszłym roku wykryto kolejnych 70 oszustw. Rząd Chin wprowadził nowe, restrykcyjne przepisy, jednak redaktor naczelny tygodnika Lancet, Richard Horton pisze, że są one nieefektywne. Chińscy badacze muszą publikować, by uzyskiwać stopnie naukowe, awansować i zarabiać pieniądze. Ponadto Chiny chcą uchodzić za mocarstwo trakże w świecie nauki, toteż motywacja do popełniania fałszerstw jest zbyt duża, podkreśla brytyjski tygodnik. Lancet apeluje do władz w Pekinie, by dołożyły wszelkich starań w celu poprawy wiarygodności chińskiej nauki.

Co dolega uczelniom

Eksperci powiedzieli, co dolega uczelniom

Rz

Masowe kształcenie na kierunkach społecznych, niemal brak własnej kadry na uczelniach niepublicznych – to niektóre bolączki uczelni.

Możemy się pochwalić jednym z najwyższych w Europie wskaźników powszechności studiów (według OECD w 2007 r. wynosił 31 proc. w grupie wiekowej 20 – 29 lat). Kształci się 1,93 mln osób. – Tylko państwa skandynawskie i Słowenia mają wyższe współczynniki – mówił prof. Stefan Jackowski na konferencji konsorcjum Ernst & Young oraz Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Na zlecenie Ministerstwa Nauki konsorcjum przygotowuje strategię rozwoju szkolnictwa wyższego.

1 plagiat na 1000 prac mgr (wykryty programem plagiat.pl)

Cel uniwersytetu: wyłapać wszystkich plagiatorów

GW

… na razie wśród studentów. Studiujący na olsztyńskim uniwersytecie mają coraz mniejsze szanse, aby obronić nieuczciwie napisaną magisterkę. Program antyplagiatowy prześwietlać będzie więcej prac, a za rok co drugą przygotowaną na uczelni

Przypomnijmy, że na UWM system antyplagiatowy w tym roku w 16 przypadkach uznał, że potrzebna jest interwencja promotora. Sześć z nich – ze względu na dużą liczbę zapożyczeń z internetu – trzeba było całkowicie wycofać, reszta po wprowadzeniu poprawek została dopuszczona do obrony. Jakie są ich losy? – Dotychczas nie dotarła do mnie żadna informacja, aby któryś z jej autorów przystąpił do obrony – mówi rektor Józef Górniewicz.

Jedną z niewielu krajowych uczelni, która w programie Plagiat.pl bada wszystkie swoje prace, jest Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Gorzowie Wlkp. W 2009 r. na blisko tysiąc napisanych tam prac trzy zostały wstrzymane przez promotorów, a tylko jedna nie została dopuszczona do obrony. Władze UWM uważają, że odsetek nierzetelnych prac wyłapanych przez Plagiat.pl na olsztyńskim uniwersytecie jest także bardzo niski. Mimo to chcą nim sprawdzać coraz więcej magisterek i licencjatów. W tym roku akademickim bronionych ma być na UWM tylko 8 tys. prac dyplomowych. Tysiąc z nich, czyli co ósma, zostanie sprawdzona przez system antyplagiatowy

Pozew przeciwko minister o utrudnianie dostępu do informacji publicznej

Sprawa domniemanego plagiatu rektora AM jest w sądzie

GW

– Ministerstwo Zdrowia nie ma prawa utajniać uzasadnienia decyzji o umorzeniu postępowania wobec rektora wrocławskiej Akademii Medycznej – twierdzi dr Marek Wroński, który w miesięczniku ‚Forum Akademickie’ prowadzi cykl ‚Z archiwum nierzetelności naukowej’. W warszawskim sądzie złożył pozew przeciwko minister zdrowia o utrudnianie dostępu do informacji publicznej.

Chodzi o pełny tekst sprawozdania rzecznika dyscyplinarnego powołanego przez resort zdrowia do zweryfikowania zarzutów wobec prof. Ryszarda Andrzejaka, rektora wrocławskiej Akademii Medycznej. Ponad rok temu uczelniana Solidarność ’80 zarzuciła mu, że dopuścił się w swojej rozprawie habilitacyjnej plagiatu. Miał przepisać nawet 90 fragmentów z prac prof. Witolda Zatońskiego i prof. Jolanty Antonowicz-Juchniewicz.

Sprawa trafiła do Ministerstwa Zdrowia i do Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów, która nadzoruje tryb przyznawania stopni i tytułów naukowych. Minister Ewa Kopacz nakazała sprawdzenie sprawy, a na rzecznika dyscyplinarnego do zbadania sprawy wyznaczono prof. Czesława Stankiewicza z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Ten po kilku miesiącach pracy złożył wniosek o umorzenie postępowania wobec prof. Andrzejaka, co ministerstwo uczyniło..

Badania nad habilitacją rektora Andrzejaka

Wymuszona kontrola habilitacji rektora Andrzejaka

GW

Pod naciskiem Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Akademia Medyczna zbada pracę habilitacyjną obwinianego o plagiat rektora prof. Ryszarda Andrzejaka.

W piątek na posiedzeniu rady Wydziału Lekarskiego AM powołano komisję „do oceny zaistnienia przyczyn wznowienia przewodu habilitacyjnego prof. dr. hab. Ryszarda Andrzejaka”. – Nazwa dziwaczna, ale rozumiem, że przygotuje ona procedurę habilitacją i wybierze recenzentów, którzy jeszcze raz ocenią pracę rektora – domyśla się jeden z profesorów AM.

– Jakkolwiek komisja by się nie nazywała, ma wszcząć w sprawie habilitacji rektora postępowanie – twardo mówi prof. Osman Achmatowicz, sekretarz Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów…

Sprawa Rektora R. Andrzejaka, niekończąca się historia…

Blog prof. Pluskiewicza

Godne zachowanie nadal jest niegodne i karalne.

Niezwykły spór studenta z uczelnią

Rz

Jarosław Umiński interweniował w sprawie zajęć, które się nie odbyły. Teraz akademia chce go ukarać.

W Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu toczy się bezprecedensowe postępowanie dyscyplinarne przeciwko studentowi Jarosławowi Umińskiemu, który jeszcze niedawno zasiadał w senacie tej uczelni. Teraz grozi mu nagana za publiczne oczernianie ASP i jej wykładowców.

– Wnioskuję o naganę za zachowanie niegodne studenta – mówi „Rz” dr Piotr Szwiec, rzecznik dyscyplinarny uczelni.

Tłumaczy, że Umiński formułował i rozpowszechniał oczerniające informacje. – Twierdził, że wykładowcy kierowali pod jego adresem groźby karalne, że jest prześladowany z uwagi na to, iż jest działaczem studenckim, który występuje w obronie studentów – mówi dr Szwiec.

Jakie to groźby? Szwiec nie jest w stanie powiedzieć. Powołuje się na list Niezależnego Zrzeszenia Studentów do rektora, w którym zrzeszenie prosi o wyjaśnienie w sprawie kierowania gróźb karalnych przez wykładowców w stosunku do studenta….

Trafili na niepokornego 

Dla Umińskiego niezaliczenie przedmiotu oznaczało powtarzanie roku. By tego uniknąć, przeniósł się do łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Mimo to w poniedziałek stanął na pierwszej rozprawie przed komisją dyscyplinarną poznańskiej akademii.

– Umorzenie oznaczałoby, że student nie zrobił tego, co jako rzecznik dyscyplinarny ds. studentów mu zarzucam. Mam dowody, że Jarosław Umiński formułował bezpodstawne zarzuty wobec wykładowców ASP – tłumaczy dr Szwiec.

Umiński odpowiada: – Nie czuję się winny. Moje działania nie miały na celu szkalowania uczelni. Chciałem tylko wyegzekwować przynależne studentom prawa: do zajęć i do tego, by odbywały się w terminie.

Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta, ocenia, że sprawę trudno będzie rozstrzygnąć:

– Mamy tu słowo przeciw słowu. Wygląda na to, że uczelnia postępowała jak zwykle, a trafiła na niepokornego studenta, któremu teraz chce przetrącić kręgosłup.

Dodaje, że Umiński był dobrym studentem (miał stypendium naukowe) i nie jest typem pieniacza.

Obniżona czujność naukowca

Czujność naukowca

Polityka

Krajowe życie naukowe wre, naukowcy rzucają na wielki rynek idei kolejne doktoraty i habilitacje, w oparciu o które Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów przyznaje im nowe stopnie i tytuły. Niestety, są ludzie próbujący sypać w tryby tej rozpędzonej maszyny piach podejrzeń i insynuacji.

Krajowe życie naukowe wre, naukowcy rzucają na wielki rynek idei kolejne doktoraty i habilitacje, w oparciu o które Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów przyznaje im nowe stopnie i tytuły. Niestety, są ludzie próbujący sypać w tryby tej rozpędzonej maszyny piach podejrzeń i insynuacji…..

 Rektor komendant Akademii Obrony Narodowej szczerze przyznał, że u płk. G. „mogło wystąpić poczucie współwłasności” w stosunku do pracy, którą napisał, choć jednocześnie dodał, że mogło u niego wystąpić „obniżenie czujności oraz dbałości o sposób korzystania ze źródeł”.

Jeśli coś w tej sprawie niepokoi, to tylko uwaga rektora komendanta o „obniżeniu czujności” u autora rozprawy. Cóż, czujność powinna być cechą każdego doświadczonego naukowca, ale dla pułkownika Wojska Polskiego musi być podstawowym obowiązkiem, zwłaszcza że – jak widać – wróg nie śpi.