Zasadę wolności słowa w Polsce przyswojono sobie najsłabiej

Wiktor Świetlik: Niekochany buldog republiki. Dlaczego godzimy się na utratę wolności słowa?

wpolityce.pl

Amerykanie w XIX wieku często porównywali wolność słowa do „watchdoga” – psa strażnika, buldoga strzegącego domu, czyli państwa, prawa, demokracji, federacji, uczciwości elit. Na tle krajów anglosaskich Polska w ostatnim dwudziestoleciu dorobiła się co najwyżej jamnika, który – ponieważ w gruncie rzeczy dla wszystkich był irytujący – dziś jest zbiorowo głodzony. Konsekwencje już widać, a będzie ich więcej. Ucieszeni, że pies już nie ujada, mieszkańcy domu będą regularnie okradani i napadani. Cieszyć z tego może się tylko głupiec lub złodziej.

Może to zawodowe zboczenie, rodzaj fanatyzmu osoby zaangażowanej w pewną walkę, ale mam wrażenie, że ze wszelkich podstawowych zasad systemu przedstawicielskiego zasadę wolności słowa w Polsce przyswojono sobie najsłabiej. Oczywiście nie w warstwie deklaratywnej – w niej jest doskonale.

…..

tak naprawdę mamy do czynienia z imitacją krytyki, jej udawaniem, bo tak naprawdę ma ona tylko sens wtedy, kiedy właśnie zagraża układowi władzy, gnając go do pracy. Najważniejszym motywatorem do „dobrej roboty” dla rządzących w państwie demokratycznym jest konkurencja. A tu mamy jasno powiedziane, że krytyka musi być tak zredukowana, by ta konkurencja nie mogła zagrozić rządzącym.

Równocześnie tworzone są kody pozwalające a priori wykluczyć niektóre tematy, uznać sam fakt zajmowania się nimi za naganny i personalnie skreślający autora, tak jak wspomniany Adam Michnik z góry skreślał grzebiących w niewygodnej historii naukowców z IPN, obsypując ich stekami obelg….

Wiktor Świetlik (ur. 1978), dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Prawdziwy szturm na politechniki

Uniwersytet już tak nie kusi

Dziennik Polski

UCZELNIE. Podczas ostatniej rekrutacji na studia kandydaci przypuścili prawdziwy szturm na politechniki. Uniwersytety, które jeszcze kilka lat temu brylowały w rankingach, dziś są dla kandydatów mniej atrakcyjne niż uczelnie rolnicze.

Resort nauki podsumował wyniki ostatniej rekrutacji na studia. Uczelnie raczej nie mogą mieć powodów do zadowolenia. W porównaniu z poprzednim rokiem przyjęły o ponad 38 tys. osób mniej. To efekt niżu demograficznego.

Spadek liczby studentów najbardziej odczuwalny jest na studiach płatnych pierwszego stopnia (kończących się licencjatem)//