Powstała Federacja Mediów Niezależnych

Powstała Federacja Mediów Niezależnych! 

wpolityce.pl

Zasadniczym powodem powołania  FMN są narastające zagrożenia dla wolności słowa w Polsce oraz coraz trudniejsza sytuacja polskich dziennikarzy, chcących rzetelnie wypełniać  powinności swojego zawodu. Czas najwyższy, aby niezależne przedsięwzięcia medialne określiły wspólne cele oraz sposoby działania. Tylko wówczas będą one w stanie obronić niezależność  polskich mediów przed zakusami władzy politycznej, kapitału czy jakichkolwiek innych organizacji czy grup. Ze szczególnym apelem o udział w FMN organizatorzy zwracają  się do stowarzyszeń dziennikarskich oraz do mediów lokalnych i regionalnych….

 

Odpowiedzi: 3

  1. Syndrom przyznania racji stronie wszczynającej proces

    Przepracowani i niekompetentni sędziowie cierpią (a wraz z nimi cały polski system prawny) na syndrom, który proponuję nazwać jak w tytule.

    Załóżmy, że do sędziego zgłasza się kulturalna, inteligentna osoba wraz ze swoim adwokatem i przedstawiają swój punkt widzenia. Sędzia na wstępie zakłada, że taka osoba nie jest nawiedzona (zatem nie konfabuluje), bowiem dlaczego miałby uważać, że jest, skoro wygląda przyzwoicie i nie sprawia wrażenia dotkniętej przez jakąkolwiek psychiczną dolegliwość? Rachunek prawdopodobieństwa mówi wyraźnie – większość Polaków nie cierpi na omamy.

    Sędzia nie ma dużo czasu na zabawy z drugą stroną wskazaną jako potencjalny winny, wszak ma kilkaset spraw do przeprowadzenia w ciągu roku, zatem dlaczegóż miałby nie uznać racji przedstawionych przez inteligentną a zirytowaną stronę wszczynającą (a dodatkowo wspomaganą przez swego adwokata) proces? Przecież nikt nie wynajmuje adwokata i nie włóczy się po sądach dla przyjemności lub z nudów, jeśli nie jest przekonany do swych racji – to jest oczywiste i wynika również z rachunku prawdopodobieństwa, wystarczy przecież przejrzeć wyroki wydane w procesach wytoczonych przez ludzi inteligentnych i kulturalnych – większość wyroków jest skazująca, czyli niekorzystna dla osób wskazanych przez jakże kulturalne pary (powód/oskarżyciel i jego mecenas).

    Niewielkie znaczenie mają zeznania i oświadczenia drugiej strony, bowiem już na wstępie sędzia założył, że przeciwna strona będzie zmyślać, kręcić i kombinować. A jeśli na dokładkę unika – jak uważają osoby obecne w sądzie – procesu, bo jest po zawale, operacji i na paromiesięcznej rehabilitacji, to przecież każdy sędzia jest już całkiem pewien – ten wskazany osobnik na pewno jest winny, zaś osoba rozpętująca proces ma ewidentną rację.

    I teraz konkretny przypadek – pani idzie do sądu ze swoim znajomym mecenasem i składa pozew przeciwko facetowi, którego uznała jednocześnie za innego gościa (ten drugi – tak uznała – obrażał ją na znanym portalu). Ogłosiła publicznie, że obaj są w istocie jednym obywatelem, przez co pozwoliła sobie na zniesławienie (i to dwóch osób, a nawet trzech, bowiem początkowo uznała, że jedna osoba miała trzy konta; dopiero później zrezygnowała z jednego zarzutu, redukując swoje urojenia do dwóch osób).

    W swych przestępczych czynach poszła jeszcze dalej – będąc przekonana, że ma rację, zmieniła podpis w komentarzu (jedno nazwisko zamieniła na drugie), co w wielu kręgach nazywane jest fałszerstwem, a ponieważ jest pisarka i księgową w jednej osobie (napisała dzieło „Symfonia” o księgowości), przeto powinna doskonale wiedzieć, że fałszowanie podpisów podlega karze.

    Dlaczego sędzia nie uznał tego fałszerstwa i nie doszedł do wniosku, że to pani oczerniała pozwanego obywatela (że ma dwa konta, z czego jedno na obce dane)? Otóż właśnie dlatego, że już na wstępie wpadł w pułapkę opisanego syndromu – sędzia od początku przyjął, że pani jest niewinna, zatem to ona z pewnością ma rację, więc uznał jej zeznania i dowody za wiążące, czyli oświadczenia drugiej strony (że posiada jedno jedyne konto oraz że to właśnie tę stronę zniesławiono) praktycznie wyrzucił do kosza.

    Gdyby uznał, że pozwana strona ma rację, to przewróciłoby się mu wstępne a solidne przekonanie i musiałby skazać panią za fałszerstwo i za zniesławianie, co byłoby właśnie sprzeczne z przyjętą tezę o jej niewinności (na podstawie opisanego syndromu). Uratowałby swoją reputację oraz swego sądu, jednak takiej wolty nie przewidywało jego bogate życiowe i prawnicze doświadczenie, bowiem musiałby – zapewne po raz pierwszy w życiu – odwrócić rolę powódki i pozwanego, czyli powinien skazać pisarkę, nie zaś obywatela. A skoro nie miał takiego przypadku, zatem z czystym sumieniem (jak mniemał) brnął w swym przeświadczeniu o racji powódki i winie pozwanego, zwłaszcza że było to zgodne z rachunkiem prawdopodobieństwa (wszak każdy wie, że do samolotu wchodzimy w miarę komfortowo, bowiem doskonale wiemy, że znakomita większość samolotów jednak pomyślnie ląduje po swym starcie).

    Sędzia obstawił wynik niczym na loterii, przy czym preferował rezultat bardziej prawdopodobny (że pisarka ma rację, nie zaś osoba przez nią wskazana), jednak mogą zaistnieć sytuacje, kiedy najbardziej nawet spodziewany przebieg wydarzeń, nie potwierdza się.

    W swoim przekonaniu był aż tak zadufany, że za wiarygodny przyjął karkołomny dedukcyjny dowód przedstawiony przez powódkę. Nawet nie zlecił badania biegłemu, bo po cóż mnożyć koszty i wydłużać proces? Z pewnością nie jest specjalistą w dziedzinie internetowej przestępczości, zatem ocenił zgłoszony dowód w sposób bezprawny, niezgodny z procedurą, bowiem powinien powołać biegłego, czyli specjalistę od tego typu przestępczości.

    Ponadto wykazał się brakiem profesjonalizmu, bowiem nie wystosował do admina portalu prośby o przesłanie wszystkich danych dotyczących drugiej osoby, bo i po co, skoro zaraz na wstępie uznał, że pozwany jest jednocześnie tą właśnie osobą. Po dwóch latach admin zasygnalizował, że posiada emajlowy adres osoby uznawanej przez powódkę i sędziego za pozwanego i że żaden przedstawiciel Temidy nie wystąpił o te dane. To kolejny dowód na to, że niezdarny sędzia uległ opisanemu syndromowi. Jego sposób rozumowania (i sądzenia!) został skażony opisanym zespołem!

    To nie koniec wyczynów sędziego, w końcu jednak faceta, który skończył studia i ślubował służyć obywatelom ze szczególną starannością (a powinien jeszcze być przyjazny wobec obu stron), bowiem u schyłku procesu wyznaczył termin ogłoszenia wyroku i w ustalonym dniu wydał ów wyrok, jednak nie był łaskaw… powiadomić pozwanego o obu tych czynnościach.

    Prawnicza komedia w wykonaniu sądu demokratycznego a (podobno) przyjaznego państwa? Co ciekawe, farsa ta jest podobno zgodna (sic!) z przepisami polskiego (jednak dzikiego?) a unijnego już państwa, czyli formalnie nie można zarzucić sędziemu togowego chuligaństwa.

    Aby podsumować wyczyny niezawisłego a „kompetentnego” sędziego, należy jeszcze ujawnić społeczeństwu stanowisko polskiej Temidy (począwszy od gdańskiego sądu, w tym apelacyjnego, do najwyższych czynników w stolicy), bowiem jest to dowód na skandaliczną postawę już nie pojedynczego polskiego prawnika, ale szeregu decydentów – przedstawiciele tej szlachetnej togowej damy, niczym eugleni, kilkakrotnie odrzucali próby apelacji prawomocnego wyroku i czynili to tak prostacko (wręcz prymitywnie!), że każdy – w miarę logicznie myślący rodak – może zwątpić w inteligencję naszych prawników (w tym z górnych półek!).

    Co ci polscy eugleni odpowiadają na zarzut, iż „nie można było wnieść apelacji, bowiem szlachetny sąd nie poinformował pozwanego o wyroku”? Ich odpowiedź – „nie można apelować, bo wyrok jest prawomocny”. Ależ szanowny sądzie – „jak można było apelować w terminie, skoro pozwany nie wiedział nic o wyroku?”. Sąd – „ponieważ wyrok jest prawomocny, zaś terminy zostały przekroczone, przeto nie można wnieść apelacji”. Logiczne? Ależ wielce inteligentny sądzie – „w jaki sposób można było wnieść apelację od zapadłego…” (jak mózg togowców biorących udział w tym żenującym przedstawieniu) „…wyroku, skoro pozwanego nikt nie poinformował o wydaniu wyroku?”. Zgadnijmy, jaka była kolejna odpowiedź? A jakże – „ponieważ terminy zostały przekroczone, zaś wyrok niezwisłego sędziego jest prawomocny i niewzruszalny, przeto zostaje oddalony wniosek pozwanego o wniesienie apelacji”.

    Przyjazne państwo? A może jednak dziki kraj? I to rządzony (wszak sądownictwo jest jedną z władz) przez niezbyt rozgarniętych ludzi, którzy dbają nie tyle o sprawiedliwość, lecz o przestrzeganie idiotycznych procedur.

    Kto wykształcił tych ludzi, kto ich zatrudnia, kto im płaci między innymi za udział w idiotyzmach, na bazie których świat wymyśla tzw. polskie dowcipy (Polish jokes)? Przecież filiżanka z uchem przytwierdzonym do wewnętrznej powierzchni naczynia, to prawdziwe michałki przy intelektualnym wytworze naszych togowców!

    Na cześć gdańskich sędziów można byłoby ów syndrom nazwać gdańskim, gdyby nie fakt, że już istnieje pojęcie „syndrom gdański” (w ten sposób w stołecznym Instytucie Matki i Dziecka określane są przypadki małych pacjentów z rozszczepem wargi i podniebienia z Pomorza, którzy trafiają do stolicy na poprawkowe operacje).

    Jeśli nikt nie zaproponuje krótszej nazwy na postępowanie sędziów (również z Pomorza, choć zjawisko raczej jest ogólnoświatowe), to rozszczepienie togowych opon mózgowych proponuję nazwać jak w tytule.

    Podobny syndrom (mechanizm, zjawisko) do opisanego (przekonanie sędziego o racji osoby składającej pozew albo oskarżenie, na podstawie uprawdopodobnionego stanowiska – skoro inteligentny obywatel zwraca się do sądu i składa w miarę logiczne zeznania, to przecież z pewnością ma rację, a jeśli tak, to racji nie ma druga strona, co automatycznie oznacza, że ta strona jest na przegranej pozycji – jasne, że jest winna) dostrzegli badacze opisujący szereg spraw dotyczących badań DNA.

    Instytuty badające genetyczne ślady, częstokroć są świadome, jakich spraw dotyczą dostarczane próbki, wczuwają się w oczekiwania zleceniodawców (często są to oczekiwania także społeczeństwa, zwłaszcza w głośnych i koszmarnych sprawach), zatem wyniki są obciążone w sposób podświadomy owymi oczekiwaniami. Nie są one zupełnie obiektywne – ich jakość pozostawia wiele do życzenia, bowiem osoby uczestniczące w badaniach zasugerowane są publicznymi przypuszczeniami i wychodzą im niejako naprzeciw.

    Wnioski – inteligentni ludzie zajmujący się ściganiem i osądzaniem przestępców padają ofiarą syndromu, który prawdopodobnie nie jest omawiany ani na studiach, ani na kursach podnoszących kwalifikacje zawodowe. I tacy ludzie biorą się za robotę, do której nie są właściwie przygotowani w sferze emocjonalnej, zatem od czasu do czasu wpadają w pułapkę i doszczętnie niweczą szlachetną ideę Temidy, generując kolejne pomyłki sądowe i to popełniane w dość mało skomplikowanych okolicznościach – wystarczyłoby, aby sędzia wykazał nieco więcej wiary w oświadczenia drugiej strony i nieco więcej staranności, aby nie doszło do kompromitacji polskiego sądu (tu – Okręgowego Sądu w Gdańsku, sprawa IC692/09).

    Mirosław Naleziński, Gdynia
    ****************************************************
    Panie Prezesie, czy podziela Pan pogląd, że wielu przepracowanych sędziów może wpaść w pułapkę opisaną w niniejszym artykule jako syndrom przyznania racji stronie wszczynającej proces? Tekst powstał na podstawie sprawy IC692/09 dokumentnie spartolonej przez Pańskiego sędziego.

    Pozdrawiam obu Was Panów
    Mirosław Naleziński

    • Jeśli ktokolwiek podejmie się napisania pracy magisterskiej lub doktorskiej na temat opisanego syndromu w ujęciu ogólnym z wykorzystaniem wyczynów konfabulantki i paru prawników (do dyspozycji jest płyta CD ze wszystkimi sądowymi pismami, dowodami obu stron, zeznaniami, wyrokiem i uzasadnieniem, odwołaniami, pozwami oraz kopie wypowiedzi na NK i innych portalach oraz jeśli praca zostanie obroniona, to przewidziana jest sumaryczna* nagroda 1000 zł (* – sumaryczna, czyli w przypadku większej liczby piszących, nagroda zostanie podzielona, ale może być ona powiększona).

  2. Błędy gdańskiego sądu w sprawach o fałszerstwo…

    46-letni Mark Bradford stanął przed brytyjskim sądem za to, że w rewanżu za wirtualną śmierć po porażce odniesionej podczas komputerowej rozgrywki online, postanowił zemścić się w realu i napadł na 13-latka. Pojechał do domu chłopaka i napadł na niego, zaciskając ręce wokół jego szyi. Na szczęście matce nastolatka udało się odciągnąć napastnika. Skruszony sprawca tłumaczył – „W chwili szaleństwa pojechałem do jego domu. Nie wiedziałem, co zamierzam zrobić”.

    Spotkał się później z tym chłopcem i przeprosił go. Ponadto przyznał się do napaści, wyszedł za kaucją i czeka na proces.

    Rozmaite bywają powody wszczynania procesów – powyżej opisany oraz tuż poniżej, to przykłady spraw, których dawniej nie bywało, bowiem wynikają one z burzliwie (sic!) rozwijającej się techniki, tu internetu.

    Kilka lat starsza od pana Bradforda, polska pisarka Magdalena Chomuszko, nie stanie przed sądem za sfałszowanie podpisu na portalu NaszaKlasa i za publiczne (w internecie) wielokrotne oczernianie dziennikarza portalu AferyPrawa (że posiada on dwa dodatkowe a nielegalne konta na inne nazwiska), Mirosława Nalezińskiego, bowiem gdański sędzia prowadzący sprawę z jej powództwa cywilnego (IC692/09) uznał jej fałszerstwo za (sic!) omyłkę oraz zignorował wątek zniesławienia dziennikarza przez tę panią, przez co karykaturalnie prowadzony proces poprowadził na manowce. Zamiast bowiem wzorcowo i pokazowo skazać pisarkę za jej przewiny, za winnego uznał… dziennikarza.

    Ponadto nie poinformował felietonisty o dacie planowanego ogłoszenia wyroku i o jego wydaniu, przez co uniemożliwił złożenie apelacji! A to już jest przejaw togowego chuligaństwa i to (podobno) zgodnego z naszym demokratycznym prawem, ale czy zgodnego z zasadami podstawowej logiki, przyjazności naszego Państwa wobec Obywatela oraz z prawem UE?

    Jak obszernie informuje portal Afery Prawa, doktoryzująca się pisarka oraz stateczna matka kilkorga dzieci, nie wytrzymała, kiedy ją ktoś obraził na portalu NaszaKlasa, uznała, że ten ktoś jest Nalezińskim i kiedy ten opisał jej wyczyny (fałszerstwo podpisu, zniesławienie – rzekome dwa lewe konta oraz szydzenie z przysięgi studenckiej, zamieszczanie seksistowskich i antygejowskich żarcików, niereagowanie na wulgarne teksty zamieszczane przez innych użytkowników NK, głosowanie na rzecz zdjęcia dziennikarza z funkcji moderatora podczas wulgarnej nagonki na niego z udziałem menelowatego towarzystwa), udała się do swojego prawnika oraz na komisariat Policji i do dwóch gdańskich sądów.

    Sędzia Wojciech Midziak popełnił pomyłkę sądową, wskutek czego dziennikarz ma wyrok i powinien przeprosić pisarkę za nie swoje czyny oraz za czyny, które zostały przeinaczone (czyli sfałszowane – wskutek nieuwagi albo sugestii pisarki) przez sędziego (np. określenie „pikantny” zamienił na „wulgarny” i dowodził, że pisarka nie zamieściła żadnego wulgarnego dowcipu, czego przecież jej nie insynuowano, natomiast zarzucano jej zamieszczanie pikantnych żartów pośród wulgarnych, a jako wykładowczyni i doktorantka szacownego UG powinna walczyć z wulgariami wpisywanymi przez młodzież). Zresztą sędzia nie wskazał żadnych cytatów, które można byłoby ocenić, czyjego są autorstwa, czyli popisał się całkowitą amatorszczyzną. Na apel, aby podał konkretne cytaty – nie udzielił żadnej (nawet wymijającej) odpowiedzi, zatem jego wyrok ma poważne uchybienia (czy osoba skazana za oszustwo ma prawo wiedzieć kogo oszukała i jakie kwoty ma zwrócić, czy wystarczy informacja o sumarycznej kwocie?).

    W odróżnieniu od Anglika, który ma sądowe problemy, w Polsce to dziennikarz ma wyrok, którego nie ma jak wykonać, bowiem został on wydany w sposób oparty na fałszywych zeznaniach pisarki oraz na przekłamaniu sędziowskich rozważań, a ponadto ogłoszony – co powinno zainteresować wszystkich, którzy wierzą w przyjazność naszego Państwa – podczas wielomiesięcznej zdrowotnej rehabilitacji, o czym „przyjazny” sędzia doskonale wiedział, tyle że nie uznał zwolnień lekarskich wystawianych przez lekarzy spoza sądowego wykazu, a jednocześnie nie poinformował o kontynuowaniu procesu – totalnie zlekceważył wszystkie otrzymane dowody i oświadczenia (jakby ich w ogóle nie zgłoszono!). Wiedział nawet, że podczas rozprawy, pozwany będzie znajdować się w ośrodku kardiologicznym i nie miało to żadnego wpływu na toczenie się procesu!

    Ponieważ pani Chomuszko od kilkuset dni rozgłasza swoją wersję, że Mirosław Naleziński wpisywał się na portalu jako Jacek Kawalec, zaś polska Temida nie zadała sobie trudu, aby potwierdzić lub zaprzeczyć jej bajaniu (choć przyjęła jej omamy, łamiąc wszelkie procedury uznawania i potwierdzania dowodów), przeto uprasza się tę osobę, aby złożyła stosowne oświadczenie, że nie jest Mirosławem Nalezińskim.

    Od 2009 roku sytuacja jest irytująca, bowiem ta pani łazi po gdańskich sądach (albo w zastępstwie czyni to jej prawnik), zatem kwota tysiąca złotych mogłaby być uznana za podziękowanie za obywatelską postawę pana Jacka (w przypadku zgłoszenia się przed otrzymaniem „zaproszenia” od Temidy), którego szlachetna a „błyskotliwa” pisarka (może powinna zabrać się za pisanie kryminałów?) wzięła za dziennikarza. Dzięki temu w internecie zaprzestano by obrażania go w rozmaitych portalach, które zamieszczają jego artykuły na temat niezrozumiałej postawy coraz bardziej znanej trójmiejskiej pisarki, która w sobie wiadomy sposób skonfabulowała, że miał on dwa dodatkowe konta zarejestrowane na portalu NaszaKlasa, w tym na nazwisko nieznanego mu użytkownika.

    Co ciekawe, admin NK jest w posiadaniu emajlowego adresu tego pana oraz pełnej historii logowań, jednak żaden organ nie poprosił o te dane!

    Wychodząc naprzeciw kuriozalnemu wyrokowi z 18 grudnia 2009 i wykazując dobrą wolę, w internecie zostały zamieszczone obszerne przeprosiny sporządzone przez dziennikarza na cześć nawiedzonej pisarki pt. „Przepraszam panią Magdę”, co powinno zostać uznane przez wszystkie strony oraz Temidę przynajmniej za częściowe choć wypełnienie żądań podanych w wyroku. Zapoznanie się z lekturą sugeruje się w szczególności sędziemu Midziakowi, któremu podczas procesu parę spraw się do cna pozajączkowało.

    To wyrażenie nie było znane dziennikarzowi wcześniej, a było stosowane przez osobę, która – wg pisarki – jest nim, i jest to jeden z kilku dowodów na to, że są to jednak dwie różne osoby, a to z kolei potwierdza, że pisarka Chomuszko sfałszowała podpis na łamach NK oraz zniesławiła obywatela, za co powinna spotkać ją choć symboliczna kara, w tym publiczne przeprosiny, oraz zwrot poniesionych przez niego kosztów.

    Właśnie (3 listopada 2011) „Dziennik Bałtycki” wydrukował intersujący artykuł Doroty Abramowicz, w którym omawia inny skandaliczny wyrok tego sądu.

    Bohater lat osiemdziesiątych, Tadeusz Pławiński, w grudniu 1981 przewodniczący komitetu strajkowego w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, który po pacyfikacji tej stoczni zszedł do podziemia. Wówczas posługiwał się dowodem innej osoby, aby ukryć się przed bezpieką.

    Autorka pyta „Czy jest przestępcą?” i odpowiada – „Okazuje się, że dla współczesnych sądów odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista”.

    Aby uniknąć aresztowania, pan Pławiński wkleił swoje zdjęcie w cudzy dowód osobisty, dzięki czemu uzyskał jakąś ochronę w razie legitymowania przez milicjantów i żołnierzy na ulicach i w domach.

    Aresztowano go jednak po niemal roku i został skazany przez Sąd Rejonowy w Gdyni za posiadanie fałszywego dowodu.

    Dwa lata temu, mieszkający obecnie w Kanadzie, pan Pławiński rozpoczął starania o „uznanie za nieważne orzeczenia wobec osoby represjonowanej za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”.

    Sąd Okręgowy w Gdańsku utrzymał w mocy orzeczenie z czasów komuny w sprawie przerobienia dowodu osobistego. W uzasadnieniu wyroku czytamy: „Posiadanie takiego dokumentu zarówno w świetle przepisów obowiązujących wówczas, jak i obecnie jest nielegalne”.

    Jak pisze autorka artykułu – „Jeszcze w sierpniu br. zażalenie na postanowienie Sądu Okręgowego wpłynęło do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Prawnicy w sposób niemalże łopatologiczny tłumaczyli związek przyczynowo-skutkowy między posiadaniem przerobionego dowodu a próbą uniknięcia odpowiedzialności za działalność podziemną na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Apelacja została uwzględniona”.

    Można sobie wyrobić zdanie na temat inteligencji naszych sędziów – nie zdziwilibyśmy się, gdyby za fałszerzy uznali Żydów ratujących się przed Holocaustem ucieczką do Szwajcarii na podrabianych paszportach, bowiem według powszechnych standardów, taki czyn był zawsze przestępstwem.

    Sąd Okręgowy w Gdańsku, jakże bystry i fachowy w tematyce fałszerstwa, jednak tego przestępstwa pośród wyczynów pisarki nie zauważył – oto jak sprawiedliwy jest ten nadmotławski sąd! Jak rozmaicie traktuje się tu sprawy fałszerstwa – a to rodakowi walczącemu o wolną Polskę, podrobienie dokumentu sąd uznaje za przestępstwo, natomiast u pisarki (tworzącej w dziedzinie księgowości) nie zauważa tego poważnego występku.

    PS Co do podawania pełnych danych w cywilizowanych państwach – oto najnowsza ilustracja tego problemu. Nasze media 5 listopada 2011 podały – „Dziennikarz grupy prasowej Murdocha w Wielkiej Brytanii, który został zatrzymany w Londynie w związku z dochodzeniem w sprawie tzw. afery podsłuchowej, został zwolniony z aresztu za kaucją wczoraj wieczorem. Zwolniony to dziennikarz wysokonakładowego tabloidu „The Sun” Jamie Pyatt. Był przesłuchiwany w związku z dochodzeniem w sprawie łapówek dla policjantów za informacje dla prasy”. Żadnych inicjałów, żadnych domysłów – prosto, bez skrótów i po nazwisku.

    Mirosław Naleziński

    Panie Prezesie*, dlaczego Pański wnikliwy sędzia nie dotarł do danych NaszejKlasy, czyli do emajlowego adresu i historii logowań p. J. Kawalca? Gdyby mu się to udało, to proces (IC692/09) od początku wskazałby pisarkę jako winną fałszerstwa i pomówienia, zatem całkowicie inaczej by się potoczył. Nie byłoby kompromitacji Sądu i kilkudziesięciu artykułów na ten temat.
    Z poważaniem
    Mirosław Naleziński
    * – Sąd Okręgowy w Gdańsku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: