Indeks w dół

Indeks w dół

Gość Niedzielny, 6 marca 2011

Doktorat z historii lub chemii bez tytułu magistra. Płatny drugi kierunek studiów. Zakaz pracy profesora na kilku uczelniach. Studia opłacane przez przyszłego pracodawcę. Tak będzie już od października. No, prawie tak….

….

Dziś wykładowca pracujący tylko w jednym ośrodku nauko­wym to praktycznie gatunek wymarły. Powszechna stała się prak­tyka zatrudniania na kilku etatach na uczelniach w całej Polsce. Ustawa nakłada na nauczycieli aka­demickich uczelni państwowych obowiązek uzyskania zgody rek­tora na podjęcie lub kontynuację zatrudnienia w innej uczelni lub jednostce naukowo-badawczej. Rektor ma prawo nie wyrazić na to zgody. Z jednej strony ograniczenie zatrudnienia na innych uczelniach dobrze zrobi temu uniwersytetowi, akademii czy politechnice, w której naukowiec ma podstawowe zajęcia. Będzie bardziej dostępny choćby dla studentów, którzy dzisiaj nie­rzadko mają problem z dostaniem się na konsultacje do adiunkta czy profesora, wykładającego w tym czasie w innych ośrodkach. Jed­nocześnie jest w ustawie pewna niekonsekwencja: pracownik musi wprawdzie uzyskać zgodę rektora na zatrudnienie na innej uczelni, ale zgoda ta nie jest już potrzeb­na w przypadku pracy w różnych urzędach i instytucjach rządowych czy kulturalnych. Przecież usługi świadczone dla nich również wy­magają czasu, prawdopodobnie także kosztem pracy na uczelni. Jeśli więc celem nie jest zatrzyma­nie profesora na jednej uczelni po to, by ta lepiej funkcjonowała, to rodzi się podejrzenie, czynie chodzi czasem o podcięcie skrzydeł uczelniom prywatnym, które dzię­ki takim „latającym profesorom” mogą prowadzić studia. Choć pew­nie w niektórych przypadkach to podcięcie skrzydeł będzie zerwa­niem z fikcją studiów. Zgromadze­nie odpowiedniej liczby pracowni­ków naukowych może i pozwala dzisiaj taką szkołę otworzyć, ale to, na jakim poziomie odbywają się same studia z tak zabieganymi naukowcami, jest

chyba pytaniem retorycznym……


 

Za i przeciw (Reforma szkolnictwa wyższego)


Za i przeciw (Reforma szkolnictwa wyższego)

Gość Niedzielny, 6 marca 2011

Prof.dr hab. Barbara Kudrycka

MINISTER NAUKI l SZKOLNICTWA WYŻSZEGO

– Otwarte konkursy na wszyst­kie stanowiska, ograniczenie wieloetatowości, transparentność i wsparcie młodych naukowców – to najważniejsze zasady, mające poprawić politykę kadrową na uczelniach……

Prof.zw.dr.hab. Aleksander Nalaskowski -Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

– Ustawa jest niezwykle szko­dliwa. Po pierwsze, upraszcza drogę zdobycia stopnia doktora

habilitowanego. Habilitacja ozna­cza naukową samodzielność…

Na mocy ustawy kolokwium habili­tacyjne, trwające czasami nawet trzy godziny, zostanie zastąpione jakąś anonimową oceną. Jednym z elementów kolokwium był za­wsze wykład na jeden z trzech za­proponowanych przez kandydata tematów. Samodzielność naukowa oznacza umiejętność wykładania, więc rada wydziału powinna sprawdzić, czy on to w ogóle potra­fi….

Po drugie, zupełnie kuriozalne jest porozumienie w ramach daw­nego bloku wschodniego. Będzie pan mógł zrobić doktorat lub habi­litację na Słowacji albo na Białorusi czy Ukrainie i Polska będzie miała obowiązek natychmiast ten tytuł uznać. Ale jeśli uzyskał pan dok­torat czy habilitację w Heidelber­gu czy Oksfordzie, to musi go pan nostryfikować u nas. Paranoja. Nasze kolokwia habilitacyjne są trudne, jedna trzecia je oblewa, dlatego niektórzy wolą zdobyć ty­tuł właśnie w bloku wschodnim. Dlaczego ustawa tego nie ukróci?

Jeśli chodzi o pracę na drugiej uczelni, mogę pana zapewnić, że zarówno tam, jak i na pierwszej daję z siebie wszystko…..

Jeśli ktoś ma dobrą pozycję w środowisku jako wykładowca, to w imię czego ogra­niczać studentom innych uczelni dostęp do wiedzy, którą ten pro­fesor posiadł. Pracę na innych uczelniach reguluje rynek, a nie minister Kudrycka i ustawa. Nikt mnie nie zatrudni, jeśli nie będę dobry. ….Zmiany idą w bardzo złym kierun­ku: spłaszczania wykształcenia i oczekiwania, że inteligencję, tak jak ropę, będziemy importować.

Niebezpieczne nieporozumienia w sprawach nauki

Andrzej Walicki: Niebezpieczne nieporozumienia w sprawach nauki

tygodnik „Przegląd” 20.02.2011

„Bardzo niekorzystna dla środowiska naukowego stała się próba wdrożenia amerykańskiego systemu studiów dwustopniowych, czyli podziału studiów na licencjackie oraz podyplomowe”.

…W Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieją uniwersytety stanowe (czyli finansowane publicznie), ale nie ma rzecz jasna jakiegokolwiek ministerstwa nauki, sama myśl o rządowych regulacjach życia naukowego natychmiast skojarzona by była z socjalistycznym totalitaryzmem. A o Oksfordzie i Cambridge, tradycyjnych ośrodkach absolutnej autonomii wobec rządu, ostentacyjnie gardzących formalnymi tytułami akademickimi (prawdziwie wielkich uczonych rozpoznaje się bowiem po nazwisku, a nie po formalnie przyznanych im tytułach)2, śmiesznie jest w ogóle wspominać w kontekście odgórnej „modernizacji” uniwersytetów. Różnice, o których mowa, wyraźnie widać w sprawach, które traktujemy czasem jako drugorzędne, mało istotne. Spróbuję je wyliczyć w pewnym logicznym porządku, uwzględniając nie tylko zasady, lecz również sprawę powszechnie akceptowalnych praktyk, polegających czasem na świadomym unikaniu doktrynerskiej „zasadniczości”….

….Rząd powinien zrozumieć konieczność zwiększenia śmiesznie małych nakładów na naukę, w tym również, jak sądzę, na prezentowanie najlepszych osiągnięć nauki polskiej w językach światowych. Należałoby zastanowić się nad powołaniem, na wzór amerykański, Związku Profesorów Wyższych Uczelni, czyli ciała gotowego ścigać sądowo działania administracyjne godzące w słuszne prawa środowiska. Do spraw zasługujących na specjalną ochronę prawną należałoby zaliczyć respektowanie prawa profesury do rocznych płatnych urlopów co siedem lat, bez tego bowiem nie może być mowy o jakimkolwiek zrównoważeniu warunków pracy w ramach cywilizacji zachodniej, do której przecież faktycznie i formalnie należymy. Listę spraw tego typu można oczywiście znacznie wydłużyć. Intencją tego artykułu nie jest w żadnym wypadku chęć zaognienia konfliktów, które pojawiły się w relacjach między środowiskami naukowymi a ministerstwem. Sądzę jednak, że dla załagodzenia tych konfliktów trzeba spojrzeć na sytuację nauki polskiej trochę z zewnątrz oraz nie bać się nazywać rzeczy po imieniu.

Ustawa pełna absurdów

Ustawa pełna absurdów

Tygodnik Przegląd

Jeśli pieniądze są zależne od liczby studentów, to każda uczelnia będzie chciała mieć ich jak najwięcej. Jeżeli złych wyrzucę, dostanę mniej – kto jest takim samobójcą? — Prof. Daria Nałęcz, historyk, b. naczelny dyrektor Archiwów Państwowych, rektor Uczelni Łazarskiego. Rozmawia Agata Grabau

Po długich pracach i konsultacjach nowa ustawa o szkolnictwie wyższym wreszcie wchodzi w życie. Co z niej wynika?
– Mniej, niż można było oczekiwać. Nie proponuje ona żadnego systemu, mechanizmu, który by wymuszał zmianę pozytywną, żadnej realnej reformy struktury szkolnictwa wyższego. Korekty są jednostkowe i często dość przypadkowe. Pojawia się zatem pytanie: po co w ogóle wprowadzono tę ustawę, i nasuwa odpowiedź: żeby zniszczyć szkoły niepubliczne….