Prezydent godny Wawelu

Para Prezydencka obok królów i Marszałka

Rz

Pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich odbędzie się w niedzielę o 14 na Wawelu

Pogrzeb Pary Prezydenckiej na Wawelu w krypcie Piłsudskiego

wp.pl

Komentarzy 10

  1. Tragiczna smierc dwóch naszych najlepszych prezydentów II i III RP natychmiast wyzwolilo spontanicznie uspionego zauroczonego, bo oszukanego POwszechmiar ducha narodu, który przejrzal wreszcie i ostentacyjnie zamanifestowal demonstracyjnie wychodzac tlumnie na
    ulice Warszawy potwierdzajac swoje glebokie poparcie i uznanie wielkich patriotów meczenników. Byl to niebywaly i nie sterowany krzyk zalu przeciw zlu i zaklamaniu ze wsparciem bohaterów tak niesprawiedliwie POkrzywdzonych za zycia, zalewajac gosciniec Belwederu sterta kwiatów i zniczy, bohaterom, którzy zycie tylko poswiecali Ojczyznie i swojemu narodowi, tak w kraju jak i na emigracji. Stalo sie to równiez poparciem i uznaniem
    naszej pozostalej tragicznie zmarlej prawdziwej solidarnej elity politycznej i obywatelskiej z duchowienstwem, którzy wiernie stali u boku naszych przywódców do konca
    wypelniajac swój obowiazek sluzbie narodu.
    Panie wez prosze ich wszystkich w opieke i oswiec do konca nasz biedny zagubiony i rozzalony naród!

  2. Mnie proszę z tego oświecania wykluczyć.

    • zaskoczony czyzbys nie byl Polakiem malym albo Zydem, bez obawy jestesmy Narodem:
      Drodzy respondenci czy internauci o róznych pogladach, proponuje uczciwie sprawy narodowosci czy wiary obcej w te rzeczy wcale nie mieszac, bo Naród, przypominam nie nacja, jak POwsiaki akcentuja, w dobitnie olbrzymiej wiekszosci jest katolicki, choc wiem, ze zaledwie tez z POwodów znanych obrzydzenia nam i osmieszenia wiary, POd plaszczykiem zabobonu, nieco wskazuje na inne dane. POwiedzmy 70% katolików moze nie gleboko ale wiernie wierzacych oraz 28% nie praktykujacych lub umiarkowanie obojetni, bo stanowisko, przynaleznosc partyjny czy krag wplywowych znajomych ograniczaja oraz krepuja swobode wyznania. Poniekad znam jednak sporo Zydów, którzy nawet przeszli na katolicyzm, z wielu wzgledów a jednym najogólniejszym, bo czuja sie prawdzwymi Polakami i Obywatelami najjasniejszej Rzyczpospolitej oraz z racji pochodzenia po ojcu Polaku otrzymali nasze rodowe nazwiska i nie musza sie tlumaczyc nikomu a wszyscy wiedza, ze koszerni Zydzi lub ortodoksi pochodzenie maja wylacznie po matce. Proponuje zaniechac antysyjonizmom, bo wielu Zydów walczylo heroicznie tak w AK, jak i w powstaniu warszawskim o Polske a jest ich bardzo wielu pochowanych równiez w Katyniu, wiec uszanujmy to holdujmy lepiej czesc ich patriotycznej pamieci meczenskiej a ponadto ich Holokaust i eksterminacja przez hitlerowców tak w Gettach, jak i obozach zaglady te miliony niewinnych nawet malych dzieci czy ciezarnych kobiet oplacily bezsensownie zyciem.
      Znam blizej icompa i wiem, ze wyrazil jedynie niefortunnie zbyt gleboko mysl, który zaraz sprostuje ale wiem, ze gleboko kocha Ojczyzne RP a ze jest na emigracji od lat tym bardziej jego patriotyzm jest cenny i moze stac sie jedynie przykladem dla wielu z Polski, zwlaszcza POgubionej oszukanej mlodziezy POdzielonej przez naiwne nadmierne zaufanie, tym komu wlasnie ufac nie nalezy nigdy!!!

  3. Mnie też.
    Życiem, nie śmiercią, wchodzi się na Wawel.

  4. JUŻ DECYDENCI PODZIELI SPOŁECZEŃSTWO !
    POCHOWANIE PARY PREZYDENCKIEJ NA WAWELU TO
    TROCHĘ PRZESADA. BYLI SKROMNI I SKROMNE
    BYŁY ZASŁUGI DLA POLSKI BYŁEGO PREZYDENTA.
    POCHOWANIE PREZYDENTA I JEGO MAŁŻONKI NA
    POWĄZKACH DAŁOBY SPOŁECZEŃSTWU MOŻLIWOŚĆ
    ODWIEDZANIA ICH GROBU O KAŻDEJ PORZE ROKU.

    • Zgadzam się.
      Dziwię się pani Marcie.
      Czy tak można?
      Nigdy bym się nie zgodziła mieć.
      . tak daleko grób rodziców
      A może Ona także kocha Kraków i zmieni miejsce zamieszkania.–pozdrawiam alacarey

  5. Żałoba i kicz pojednania

    http://www.rp.pl/artykul/2,461245_Zaloba_i_kicz_pojednania.html
    ….. Jest jakaś gwałtowna dysproporcja między dzisiejszą dość powszechną zgodą (mimo pojawiających się protestów)na to, by Lech Kaczyński spoczął na Wawelu wśród najwybitniejszych Polaków a ową niedawną jeszcze pogardą i lekceważeniem jego osoby. Między zgodą na powszechne wyśmiewanie prezydenta i jego obecną apoteozą. Tak, myślę, że tym, co kieruje tylu ludzi na ulice, jest głębokie poczucie niesprawiedliwości wyrządzonej Kaczyńskiemu.
    Trzeba o tym mówić…

  6. Duch narodowy a obozy PiSiorów i POtworów Popsujów.
    Kochani respondenci prosze i apeluje o zachowanie powsciagliwosci i pokory!
    Wlasnie teraz BADZMY TYLKO RAZEM ZWARCI RODACY !
    W dziejach naszej nawet niedawnej historii, choc zawsze w przeszlosci nam krazyl nad glowami rodaków zamamiony i uspiony duch narodu. Mielismy, tak piekna szanse historyczna ( miales dziadu zloty róg…! ) ale po czesci zapisalismy, choc nie w pelni ci wlasciwi pisali wspaniala karte, ze caly swiat oniemial i entuzjastycznie powital wsparciem nasz spontaniczny fenomen oddolny Ruch Wolnej Polski „SOLIDARNOSC”, który jak kula sniegowa od Gdanska przez Szczecin po Slask zatoczyl skutecznie i bezkrwawo czarodziejski krag nadziei wolnosci przez zerwanie kajdanów komuny Kremla. Niestety zaraz znalazly sie hieny cmentarne i falszywi spekulanci stlamsili bezlitosnie cnote i zasady, bo postkomuna i nieznani Polakom liberalowie, pod plaszczykiem rzekomej demokracji wbili podstepnie klin politycznej umowy narodowi w postaci tzw. grubej kreski. Przyczynili sie do tego glównie dawni funkcjonariusze i wplywowi politycy desperacko panicznie bojac sie lustracji wsciekle pomawiali, klamali i zatruli naród, dzielac go na zwolenników i przeciwników. Niestety do dzis pokutuje to zaklamanie, ta pozywka zamieniajaca grzechem cnote rzeczywistosci czyli dobro zlem obiecanym zludnym dobrobytem przyszlosci. Zastosowano zwykla prosta socjotechnike starej wypróbowanej propagandy Goebelsa, ze po 1000kroc powtarzane klamstwo musi utrwalic sie, jako dobro dla partii i Führera. Smutne jest to, ze niedoswiadczona wiekszosc narodu mlodej demokracji dala sie zlowic, jak ryba na ten falszywy zer z haczykiem a co gorsza swiadoma juz nadal trwa w tym zaklamaniu, bo niestety polskie przywary hamuja przyznanie sie do winy czy pomylki w obawie wstydu przed kompromitacja czy wytykanie palcem za naiwnosc i glupote. Profesor Lech Kaczynski nasz prezydent wlasnie byl kontynuatorem tych zasad solidarnosci i zawsze próbowal opierajac sie na marszalku Pilsudskim stworzyc Polske niezalezna i wzmocniona unie lub federacje z panstwami podobnie myslacymi i historycznie doswiadczonymi. Stad polityka wschodnia i wyszohradzka czy trójkat weimarski oraz ciagle negocjacje w walce o Ukraine, Gruzje czy interesy panstw baltyckich, polityka niezaleznosci energetycznej itp.
    Ludzie ocknijcie sie i spójrzcie prawdzie w oczy, nam potrzebna jest terazniejsza Polska, która trzeba natychmiast rozbudowywac i wzmacniac znaczenie, nie jakas blizej nieokreslona iluzja obiecanej zielonej wyspy na grafice a jesli nie widzicie czy nie macie wyobrazni, to przynajmniej majac internet czy encyklopedie poczytajcie i sami sie przekonajcie, jaka straszna krzywde wyrzadzacie sobie i narodowi, bo zatruci oraz zaslepieni jatrzycie i zarazacie innych tym podzialem na wrogie sobie ale polskie obozy PiSiory i POtwory. Pamietac nalezy, ze predzej czy pózniej zawsze prawda i dobro zwycieza, bo oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wyplywa a Bóg nierychliwy ale zawsze sprawiedliwy czy klamstwo ma krótkie nogi…!!! Zapamietajcie i kierujcie sie zdrowym rozsadkiem prawdy i cnoty dumnie z honorem!
    Teraz nad grobami tragicznie zmarlej patriotycznej elity politycznej czy obywatelskiej i duchownej narodu oraz pary prezydenckiej zaiskrzyla sie znowu nadzieja powrotu tego fenomenu jednosci i nawrócenia na normalnosc i uczciwosc, wiec podejmijcie ta jedynie sluszna decyzje i z nalezyta czcia oraz powaga zacznijcie naprawiac to zlo i zaklamane iluzje daleko futuralne ale wylacznie dobrem i cnota, bo taka jest polska narodowa oraz katolicka mentalnosc i charakter uczciwy, czyz nie chcecie byc normalni, zamiast falszywi i zaklamani.

  7. To przecież Anna Walentynowicz jest
    prawdziwą bohaterką, to na Nią wydano
    wyrok śmierci, to Ona nie zyskała nic na
    pakcie „okrągłego stołu” (nie mówiąc o tym,
    że w tej szopce nie uczestniczyła).
    Nie miała też szansy obłowić się na
    państwowych stanowiskach, nie przerwała
    ekshumacji w Jedwabnem i nie podpisała
    Traktatu Lizbońskiego. Wystarczy?

  8. Już nie przeszkadza
    Zdzisław Krasnodębski 14-04-2010, ostatnia aktualizacja 14-04-2010 00:25
    Najbardziej dotkliwe obelgi, drwiny, poniżające wyzwiska sypały się na Prezydenta RP. Pomiatano Nim w sposób bezprzykładny, nękano Go bezustannie – pisze filozof społeczny źródło: Rzeczpospolita
    Od dłuższego czasu planowałem napisanie dla „Rzeczpospolitej” artykułu, w którym chciałem uzasadnić, dlaczego będę głosował na Lecha Kaczyńskiego i dlaczego uważam Go za dobrego prezydenta, za najlepszego, jakiego mieliśmy od 1989 roku. Wiedziałem, jakie będą reakcje tak wielu ludzi Mu niechętnych – że to oczywiste, bo to pisze pisowiec, lizus, oszołom od ojca Rydzyka, wyrzucony z UW za głupotę, ideolog IV RP, któremu szkoda sutych apanaży, członek Honorowego Komitetu Wyborczego Lecha Kaczyńskiego w 2005 r. Także tego ostatniego określenia używano jako obelgi.
    Obelgi były zaszczytem
    Od paru lat spadały na nas wyzwiska – na tych wszystkich, którzy nie chcieli przyłączyć się do chóru wylewających pomyje na głowę Prezydenta, przystąpić do walki z kaczyzmem, dołączyć się do zbożnego czynu dożynania watah. Tak jakby nie było o wiele łatwiej płynąć z głównym nurtem, pisać do „GW” i odcinać kupony od poglądów wytartych w powszechnym obrocie. Nie, wcale się nie skarżę. Te obelgi były zaszczytem. Dzisiaj wiem, że są największym zaszczytem, jaki mnie spotkał w życiu.
    Znacznie potężniejsze razy spadały na współpracowników Prezydenta i polityków PiS, także takich, których kiedyś Platforma chciała mieć w swoim szeregu, jak Grażyna Gęsicka. Nie mogę zapomnieć, jak uszargano Annę Fotygę, która chciała służyć Prezydentowi, realizować jego politykę najlepiej jak umiała. Można się było nie zgadzać z tymi celami, ze sposobami ich realizacji. Ale drwiny dotyczyły sposobu bycia, wyglądu. Znamy także odwrotne przypadki – wystarczyło się odciąć od Prezydenta i jego brata, by znowu zostać uznanym za subtelnego intelektualistę, by wznosić się w rankingach zaufania, by odzyskać godność i urodę.
    Był konserwatywnym socjalistą czy socjalnym konserwatystą, łączącym patriotyzm z wrażliwością społeczną i umiarkowanym konserwatyzmem obyczajowym
    Najbardziej dotkliwe obelgi, drwiny, poniżające wyzwiska posypały się na Prezydenta RP. Pierwsze spadły od razu po Jego wyborze. Nie oszczędzono także początkowo Jego Małżonki, zanim postępowe panie Jej nie polubiły. Pomiatano Prezydentem w sposób bezprzykładny, nękano Go bezustannie. Nie dbano o godność najwyższego przedstawiciela Rzeczypospolitej. Pamiętamy zabierany samolot, pamiętamy pomniejszanie rangi urzędu, który sprawował, przy pomocy usłużnych prawników i dziennikarzy.
    Pamiętamy wszystkie te haniebne: „nie potrzebuję tu pana prezydenta”, „jaki zamach, taki prezydent” i „durnia mamy za prezydenta”, „trup na wrotkach”. Wyśmiewano się z Jego nazwiska – typowego, szacownego polskiego nazwiska – wyśmiewano się w Polsce, jakby to nie była już Polska, jakby to było miejsce na Polenwitze lub Polish jokes. I liczono dni, jakie pozostały do końca Jego prezydentury.
    Zgromadzonym przed telewizorami Polakom cynicznie wmawiano, że ważniejsze niż ideowość są przekleństwa bezdomnego Huberta, od którego rozpoczęła się era „nowoczesnego PR” w Polsce, „Borubar”, „Irasiad”, przekręcony szalik czy flaga. Ekscytowano się „małpkami” wypijanymi przez zapraszanego dzień w dzień, wieczór w wieczór i promowanego w partii rządzącej przedstawiciela polskiego motłochu. Sam premier wyrażał się ciepło o tym wspaniałym PR-owskim pociągnięciu. (por. dzieło „Ja, Palikot”, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2010, s. 155)
    Tyrady o małpce
    Czołowi politycy przekraczali granicę przyzwoitości, krzycząc: „Były prezydent Kaczyński”, popisując się piskliwymi tyradami o dyplomatołkach i małpce Fiki Miki. Bo ani studia na najlepszej uczelni, ani dobra przeszłość, choćby opowiedziana tysiąc razy, nie ochronią przed obsunięciem się do poziomu motłochu. Niezawisłe sądy RP orzekały, że nazwanie prezydenta chamem nie jest obrazą, a jednocześnie skazywały doradcę prezydenta na kary za opisywanie powszechnie znanych poglądów słynnego na świecie obrońcy wolnego słowa i innych wolności.
    Gdy dzisiaj patrzymy na prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, trudno wydestylować z potoku brudu rzeczowe argumenty mogące uzasadnić tę falę nienawiści. Mówiono, że to prezydentura partyjna. Żartobliwe powiedzenie, że „misja została wykonana”, traktowano jako dowód, mimo że wszyscy wiedzieli, że relacje między braćmi nie miały charakteru podległości.
    Oburzano się, że zwleka z podpisaniem traktatu lizbońskiego, chociaż zapowiadał, że go podpisze wtedy, gdy decyzję podejmą Irlandczycy. Bo tak jak w polityce wewnętrznej, także w polityce europejskiej Lech Kaczyński chciał, by nie było równych i równiejszych, tych, którym wolno wszystko, i tych, którym z góry przeznaczono miejsce poślednie. Sprawiedliwość, równe prawa dla słabszych i wolna, bezpieczna Polska – to było jego credo. Był w gruncie rzeczy konserwatywnym socjalistą czy socjalnym konserwatystą, łączącym patriotyzm z wrażliwością społeczną i umiarkowanym konserwatyzmem obyczajowym. Nie był antyeuropejski.
    Gdy zostawał prezydentem, nie miał wielkiego doświadczenia międzynarodowego. Szybko się jednak uczył, bo mimo braku talentów językowych był wyjątkowej klasy umysłem. Z początku był bardzo zdziwiony tym, jak silne są interesy narodowe w Europie i jak mocno trzeba ich bronić. Chciał zadbać o pozycję swego, naszego kraju – nie inaczej niż Angela Merkel, o której zawsze wyrażał się ciepło i z uznaniem, o interes Niemiec, i jak Nicolas Sarkozy, o którym mówił z uśmiechem, że na pewno przewyższa go ekscentrycznością, o interes Francji.
    Inni mieli mu za złe, że w ogóle traktat negocjował i że nań przystał. Ale Lech Kaczyński był realistą, wiedział, że Polska nie może pozostać wyizolowana. Niestety, dla Jego Polski, Polski równouprawnionej, podmiotowej, niewyrzekającej się swojej tożsamości, Polski ambitnej, zrobiło się ostatnio bardzo mało miejsca. W Europie coraz wyraźniejsza jest dominacja wielkich państw. Stany Zjednoczone coraz mniej interesują się Europą Środkową, rezygnując nie tylko z tarczy nad Polską, lecz także zabierając ochronny parasol znad głowy jej prezydenta.
    Niektórzy zaczęli trzeźwieć
    Lech Kaczyński był coraz bardziej osamotniony. Niedawno doszło do zwrotu na Ukrainie, coraz bardziej zagrożona jest Gruzja, ale pojawiły się znaki, że coś się zmienia. W niedzielę odbyły się wybory na Węgrzech, w których wygrał Fidesz. W Wielkiej Brytanii ogłoszono wybory, w których konserwatyści, sojusznicy PiS z Parlamentu Europejskiego, mogą odnieść zwycięstwo.
    W Polsce zaczęło rosnąć zaufanie dla Prezydenta. Ostatni sondaż przed Jego śmiercią pokazywał dziewięcioprocentowy spadek poparcia dla kandydata PO i siedmioprocentowy wzrost poparcia dla Lecha Kaczyńskiego. Mnożyły się sygnały, że Polacy, że znaczna ich część zaczyna trzeźwieć, zaczyna powoli dostrzegać rzeczywistość. Za pół roku sytuacja Polski mogła być zupełnie inna. Śmierć Prezydenta przekreśliła te nadzieje.
    Lecha Kaczyńskiego przedstawiano za granicą jako nacjonalistę i człowieka o skrajnych poglądach. Nigdy nim nie był. Kochał swoją rodzinę – tu nie było żartów i nie było „przebacz”. I kochał Polskę – tu też nie było żartów, nie było „przebacz”. Wiedział, że przeznaczenie postawiło Go na urzędzie w skomplikowanej sytuacji, na czele narodu zdezorientowanego. Był człowiekiem idei i wartości, nie taniej popularności. Był oryginałem.
    Był nieśmiały i uparty, niereformowalny i nieustawialny. Zupełnie też niemedialny, często nieporadny przed kamerą, choć dzisiaj widzimy, że także w mediach można było go pokazywać inaczej. Potrzebował ciepła i przyjaźni, choć bywał – co zrozumiałe – nieufny i impulsywny. Był naprawdę wielkim człowiekiem. Nie potrzebowałem Jego śmierci, by to widzieć. I nie piszę tego dlatego, że się poniewczasie wzruszyłem i przyłączam do chóru zawodowych płaczek.
    Nie znam innego przypadku współczesnego polityka, którego poglądy przedstawiane byłyby tak nieadekwatnie i niesprawiedliwie, w sposób tak zdeformowany. W Niemczech, i nie tylko w Niemczech, próbowano nawet zrobić z niego antysemitę, choć, jak wiemy, było wręcz przeciwnie i Jego ciepłe uczucia dla Żydów powodowały dystans u Polaków żywiących atawistyczne uprzedzenia.
    Przedstawiano Go jako homofoba. Ale fakt, że to właśnie Guido Westerwelle był tym politykiem niemieckim, który nie mógł powstrzymać łez i że po swej pierwszej, inauguracyjnej wizycie w Warszawie był wobec polskiego Prezydenta pełen przyjaźni i szacunku, mówi sam za siebie.
    Trzeci bliźniak
    Najgorsze rzeczy spotykały Go jednak od rodaków, którzy teraz Go opłakując, czują, że zostali oszukani i wzbiera w nich gniew i wstyd. Zawsze obawiałem się, że Jego prezydentura może zakończyć się tragicznie. Bałem się, że spotka Go los podobny do losu prezydenta Narutowicza, że znajdzie się jakiś intoksowany i indoktrynowany szaleniec, który będzie chciał zakończyć ten „obciach”. Spotkał Go jednak inny los.
    Elity III RP nienawiść do Niego siały świadomie i z premedytacją. Niedawno u czołowego dziennikarza, przedstawiciela ulizanego i zarazem agresywnego konformizmu, dominującego w polskich mediach elektronicznych, wyczytałem znamienną opinię: „A to obrażał się na profesora Bartoszewskiego, a to nie zaprosił Michnika na uroczystości z okazji Marca ,68, a to pomstował na (inna sprawa, że czasem słusznie) media. To sprawiło, że większość Polaków widzi w Nim raczej prezydenta jednopartyjnego, ideologicznego i uosabiającego małość wielu ludzi z jego zaplecza niż wielkość Rzeczypospolitej.”
    Ale Lech Kaczyński nie zapraszał tych osób nie tylko dlatego, że spotykały Go obelgi od obu tych autorytetów, ale dlatego, że głęboko nie zgadzał się z ich projektami Polski – takiej Polski, w której generał Kiszczak może uchodzić za człowieka honoru, a Anna Walentynowicz ma dogorywać w zapomnieniu, i takiej Polski, która ma się zachowywać jak brzydka panna na wydaniu i pozwalać na rewizję europejskiej historii przez sąsiadów.
    Razem z Prezydentem zginęli ludzie, którzy byli nadzieją polskiej polityki: Władysław Stasiak, Grażyna Gęsicka, Tomasz Merta, Aleksander Szczygło. Zginął Janusz Kochanowski, który podczas ostatniej rozmowy opowiadał mi o tym, jak jego i jego rodzinę zaczęły nękać odpowiednie instytucje. Zginął Janusz Kurtyka, o którego nękaniu wiedziała cała Polska. Zginęła Anna Walentynowicz, która przeżyła i próbę otrucia w 1981 roku, i stan wojenny, i lata zapomnienia w III RP. Ich wszystkich łączył jeden wspólny rys – byli ludźmi idei, a nie kariery. Byli państwowcami. Niestety już nie zabiorą głosu, by wyjaśnić, o co im chodzi, o co chodziło Prezydentowi.
    Teraz już nie będzie przeszkadzał. Nie ma człowieka, nie ma problemu.
    I gdy już nie ma problemu, nagle pokazano nam człowieka – jakiegoś innego Lecha Kaczyńskiego. Okazało się, że był jeszcze trzeci bliźniak. Nie nieudacznik, który napisał pracę doktorską o Leninie wtedy, gdy inni walczyli o wolność, nie zaciekły, zapiekły polityk, ale człowiek wielkiego serca i umysłu, choć skromnej postury. Teraz przez ekrany telewizorów przesuwają się zastępy tych usłużnych gadających głów, które nigdy nie potrafią zamilknąć i zawsze się pchają do pierwszego rzędu. Teraz jego dawni koledzy z opozycji pokonali amnezję i przypominają sobie wspólne czasy, choć jeszcze niedawno nie potrafili wykrztusić ani jednego życzliwego słowa.
    Grubej kreski nie będzie
    A od tych, którzy przy Nim stali i pozostali, wymaga się, by milczeli, by odkreślili przeszłość grubą kreską, by się pojednali, by nie zakłócali atmosfery żałoby. Ale ich – naszym – obowiązkiem wobec Niego i Nich jest mówić. Grubej kreski tym razem nie będzie.
    I wy miejcie odwagę, pozostańcie sobą. Już zaczęliście dzielić łupy i dobierać się do szaf. Zróbcie kolejne „Szkło kontaktowe”, wyśmiejcie tę śmierć, wypijcie małpki. Zaproście Palikota i Niesiołowskiego. Krzyczcie: „cham” i „dureń”, i „były prezydent Lech Kaczyński”. Wyśmiewajcie i drwijcie. Bądźcie sobą. Gardzę wami. Jestem dumny, że Go znałem.
    Autor jest profesorem Uniwersytetu w Bremie i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz współpracownikiem „Rzeczpospolitej”
    Rzeczpospolita

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: