Nie będzie opłat za studia

Kudrycka: nie będzie opłat za studia

Rz

Rząd PO i PSL nie rozważa możliwości wprowadzenia odpłatnego czesnego na uczelniach publicznych – powiedziała minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka. – To jest nasze zobowiązanie z początku kadencji – przypomniała minister.

W ten sposób Kudrycka skomentowała przedstawioną na Uniwersytecie Warszawskim propozycję rektorów polskich uczelni, by od 2015 r. wprowadzić częściową odpłatność „za studia stacjonarne w uczelniach publicznych, na poziomie ok. 1/4 średniego kosztu kształcenia w tych uczelniach”.

Według informacji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w Polsce średnie koszty kształcenia na jednego studenta w ciągu jednego roku studiów wynoszą ok. 10 tys. zł.

– Rząd Platformy Obywatelskiej i PSL-u nie rozważa możliwości wprowadzenia studiów odpłatnych na uczelniach publicznych w systemie studiów stacjonarnych – powiedziała Kudrycka i podkreśliła, że pomysł rektorów jest „na razie tylko propozycją, która wymaga szerokiej debaty publicznej”.

Studenci nie chcą utrzymywać rektorów

Studenci pokazują puste kieszenie

tvn.24

Studenci sprzeciwiają się pomysłowi rektorów, by od 2015 r. część kosztów studiów pokrywali z własnej kieszeni. – Pieniędzy nie należy szukać w kieszeniach potencjalnych studentów, bo ich tam nie ma – uważa pełnomocnik skupieni w inicjatywie „Stop Płatnym Studiom”, Marcin Mastalerek.

Pomysł płatnych studiów zgłosiły Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich i Fundacja Rektorów Polskich. Wprowadzenie „zasady częściowej odpłatności za studia stacjonarne w uczelniach publicznych” zakłada projekt „Strategii rozwoju szkolnictwa wyższego: 2010-2020”, zaprezentowany w środę w południe w czasie konferencji na Uniwersytecie Warszawskim…

Studenci podkreślają, że smutne jest to, iż pomysł płatnych studiów wychodzi ze środowiska akademickiego. Mają jednak nadzieję, że jest to głos tylko rektorów, a nie całego środowiska akademickiego. Komitet „Stop Płatnym Studiom” uzyskał już poparcie kilkunastu samorządów uczelnianych.

Zamówiona strategia szkolnictwa wyższego

Resort szykuje strategię za 1,7 mln

Rz 

Na początku 2010 r. ogłoszona zostanie strategia szkolnictwa wyższego zamówiona w przetargu przez Ministerstwo Nauki.

Przygotowują ją firma Ernst & Young i Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Resort zapłaci za nią 1,7 mln zł. Strategia rektorów kosztowała ok. 40 tys. zł. Rektorzy nie wystartowali w przetargu, twierdząc, że uniemożliwiały to jego warunki, m.in. ten, by dana instytucja w ciągu ostatnich trzech lat wykonała usługi badawcze za 600 tys. zł. Co znajdzie się w strategii zamówionej przez resort? – Prace trwają. Wkrótce przedstawimy diagnozę szkolnictwa wyższego – mówi prof. Krzysztof Rybiński z Ernst & Young. – Nie odpowiada ono wyzwaniom gospodarki. Bez zmian w szkolnictwie wyższym jej konkurencyjność staje pod znakiem zapytania.

——

Strategia rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do 2020  roku

Powszechne czesne na problemy szkół wyższych

Koniec bezpłatnych studiów?

Rektorzy uczelni zaproponują rządowi wprowadzenie powszechnego czesnego od 2015 r.

Zbyt słaba kadra naukowa na uczelniach, niska pozycja uniwersytetów w międzynarodowych rankingach i niedopasowanie programów studiów do potrzeb rynku pracy – to główne wady, które wytykają uczelniom sami ich rektorzy. W środę na Uniwersytecie Warszawskim Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP), Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich i Fundacja Rektorów Polskich (FRP) powiedzą, jak się zmierzyć z tymi słabościami, i przedstawią strategię rozwoju uczelni do 2020 r.

W badaniu zrobionym na potrzeby strategii osoby związane z uczelniami oceniły je na trzy plus. – Uznajemy stan szkolnictwa wyższego za niesatysfakcjonujący. Głównym powodem tych słabości jest niedofinansowanie szkolnictwa wyższego, a zwłaszcza nauki – mówi prof. Jerzy Woźnicki, prezes FRP.

Jaka jest na to recepta? Jak dowiedziała się „Rz”, rektorzy chcą wprowadzenia powszechnego czesnego od 2015 r. ..

Rektorzy proponują, by każdy student mógł zaciągnąć kredyt w banku na naukę. Pożyczkę miałoby poręczyć państwo. Teraz o kredyty studenckie mogą się ubiegać jedynie osoby z niezamożnych rodzin. – Każdy student, który nie chciałby płacić w czasie studiów, mógłby się od tej opłaty uwolnić. Kredyt spłacałby już jako pracujący absolwent. W rozpoczęciu spłat uwzględniony byłby okres potrzebny na poszukiwanie pracy – wyjaśnia prof. Woźnicki.

Poległ na polu walki z patologiami

Jak profesor K. świata nie zbawił

Rz

Naukowiec doniósł na szefa izby skarbowej, że wyłudza od uczelni pieniądze. Jedynym ukaranym został on sam

– Bardzo mi przykro, że swoją omyłkową interwencją spowodowałem, iż zacni obywatele na wysokich stanowiskach mieli wielkie nieprzyjemności – ironizuje prof. Leszek K., były wicedyrektor Instytutu Prawa i Administracji w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie.

Opisujemy go jako K., gdyż prosił o niepodawanie nazwiska. Pan profesor sparzył się bowiem, gdy próbował doprowadzić do ukarania szefa zielonogórskiej Izby Skarbowej Piotra Dopierały.

Zaczęło się od tego, że dyrektor Dopierała od 1999 r. dorabiał do pensji na sulechowskiej uczelni, prowadząc zajęcia z prawa podatkowego oraz podatków i opłat lokalnych. Długo nie budziło to kontrowersji (według Magdaleny Kobos, rzeczniczki Ministerstwa Finansów, Dopierała zapewniał, że miał na pracę na uczelni ustną zgodę przełożonych).

W 2006 r. wybuchła jednak burza. Wtedy to prof. K. odmówił podpisania rachunków przedłożonych przez Dopierałę. Powód? Według profesora szef izby skarbowej notorycznie opuszczał zajęcia i studenci nie mogli z tego powodu uzyskać zaliczeń. „Czas wreszcie skończyć z tym wyłudzaniem przez dyrektora Dopierałę” – pisał K. do rektora uczelni. 

Profesor twierdzi, że Dopierała brał pieniądze za zajęcia, których nie poprowadził w 2003, 2004 i 2006 roku (wyłudzić miał w tym czasie odpowiednio 1200 zł, 3240 i 1100 zł).

Sprawa trafiła do Urzędu Kontroli Skarbowej w Zielonej Górze, który przekazał ją do Ministerstwa Finansów. A urzędnicy resortu nie mieli wątpliwości, że Dopierałą powinna się zainteresować prokuratura……

W prokuraturze Dopierała tłumaczył, że ostatecznie nie dostał od szkoły zapłaty za zajęcia w roku akademickim 2005/2006. O pieniądze się nie dopominał. Od trzech lat w Sulechowie nie wykłada. Jak wyjaśniał śledczym, „z uwagi na brak zdrowia i czasu”.

Nadal jest szefem izby skarbowej. Dla „Rzeczpospolitej” nie chciał się wypowiedzieć. Przez rzecznika odmówił komentarza do sprawy.

Najwięcej na aferze stracił prof. K. W październiku 2007 r., gdy zaczęła się nowa kadencja władz uczelni, rektor pozbawił go stanowiska zastępcy kierownika instytutu.