Idę o zakład, że do 2020 roku najlepsze polskie szkoły wyższe znajdą się w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych uczelni w Europie

Uwolnić ducha konkurencji

Rz
Idę o zakład, że do 2020 roku najlepsze polskie szkoły wyższe znajdą się w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych uczelni w Europie – pisze minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Pytana o główne idee reformy szkolnictwa wyższego odpowiadam przewrotnie: przestańmy na chwilę mówić o sektorze szkolnictwa wyższego, ba, wyrzućmy ze słownika termin „szkolnictwo wyższe”! …

Od początku lat 90. do opisu transformacji polskiej akademii używamy kategorii statystycznych, zapominając często o ogromnej złożoności i niejednoznaczności zjawisk, które za tą transformacją się kryją. ..

Konsekwencją takiego stawiania sprawy był dotychczasowy kierunek polityki państwa wobec uczelni: polityki niepotrzebnie zuniformizowanej, biernej, zorientowanej na finansowanie samych procesów badań i nauczania, a nie na ich – zróżnicowane przecież z definicji – efekty.

W takim świetle postrzegam obowiązującą obecnie, uchwaloną w 2005 roku ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym. Na ponad stu stronach podjęto się karkołomnej próby zbudowania jednolitych państwowych regulacji dla większości aspektów działania uczelni – od nazw i ramowych treści kształcenia dla poszczególnych kierunków studiów do wzoru legitymacji dla doktorantów.

Ambicją obowiązującej wciąż ustawy było ustanowienie dla całego sektora szkolnictwa wyższego, a więc wszystkich typów uczelni, jednolitego systemu prawnego, w rezultacie czego wszystkie akademie chcą dziś być uniwersytetami, a szkoły zawodowe – akademiami…

 

Tymczasem nie da się do wszystkich uczelni – dużych i małych, dobrych i słabych, o znaczeniu ogólnokrajowym i o znaczeniu lokalnym – przyłożyć tych samych kryteriów, traktować ich na identycznych zasadach, gdyż w takim przypadku polityka państwa staje się polityką najniższego wspólnego mianownika, a państwo miast wspierać doskonałość, sankcjonuje przeciętność.