Od nauczania są szkoły zawodowe, nie uniwersytet

Od nauczania są szkoły zawodowe, nie uniwersytet

GW Kielce

W kieleckich uczelniach, tak na luzie przy kawce czy piwku, o nauce gadają tylko odmieńcy. Jeśli się mylę, to proszę mi wskazać normalne, cotygodniowe seminaria, gdzie nauczani i nauczający wspólnie poszukują prawdy. Nie chodzi o oderwane od siebie referowanie cudzych czy (rzadziej) swoich wyników, ale o toczącą się przez cały rok akademicki dyskusję – pisze Waldemar Korczyński.

Od kilkunastu dni czytuję w „Wyborczej” teksty o naszych kieleckich uczelniach. Ludzie mniej i bardziej uczeni piszą, co by tu naprawić, jaką dziurę na sukni naszych Alma Mater łatką jaką zasłonić. Pomysły na naprawę rosną jak bambus w Indochinach i nic z tego nie wynika. Bo wyniknąć nie może. Ani w nauce, ani w „wyższo-niższej” edukacji. I nie jest to nasza, kielecka specyfika.

Zmienić paradygmat kształcenia

Przychodzenie na uniwersytet „po zawód” nie pozwala odróżnić go od zawodówki. Prawdą jest, że tak funkcjonują uniwersytety na całym świecie. Ale też prawdą jest, że kryzys tzw. nauczania jest również globalny i propozycje powrotu do idei uniwersytetu wcale takie rzadkie nie są. Na uniwersytecie wykładowca – starszy kolega – może studentowi pomóc w zdobywaniu wiedzy, ale nie będzie go niczego nauczał. Odwrotnie niż w zawodówce. W praktyce to nasze uczelnie są hybrydami, ale przeważa chyba zawodówka. I to jest to, co odpowiada obu stronom. Ustrój uczelni traktuje wprawdzie studenta jak tartaczna piła świeżo ścięty pień, ale studenci emocjonują się głównie opłatami za studia. A powszechność płatnych studiów nie oznacza, że rzeczywiście musieliby wyłożyć tę forsę z własnej kieszeni. Przy sensownie zorganizowanym systemie stypendialnym student mógłby nawet na studiach zarobić

Projekty ustaw akademickich na posiedzeniu komisji sejmowej

Posiedzenie  Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży (ENM)

serwis Sejmu

Posiedzenie 14 listopada

Rozpatrzenie sprawozdań podkomisji stałej ds. nauki i szkolnictwa wyższego: 
– o rządowym projekcie ustawy o zasadach finansowania nauki (druk nr Przebieg procesu legislacyjnego1637);
– o rządowym projekcie ustawy o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (druk nr Przebieg procesu legislacyjnego1636);
– o rządowym projekcie ustawy o Narodowym Centrum Nauki (druk nr Przebieg procesu legislacyjnego1588) oraz poselskim projekcie ustawy o Agencji Badań Poznawczych (druk nr Przebieg procesu legislacyjnego253);
– o rządowym projekcie ustawy o instytutach badawczych (druk nr Przebieg procesu legislacyjnego1629) oraz poselskim projekcie ustawy o państwowych instytutach naukowych (druk nr Przebieg procesu legislacyjnego252);
– o rządowym projekcie ustawy o Polskiej Akademii Nauk (druk nr Przebieg procesu legislacyjnego1587).

Jak dostać się na Harvard

Jak dostać się na Harvard

Wprost

Polskie uczelnie są beznadziejne i nie dają perspektyw, a ty nic nie możesz na to poradzić? Wręcz przeciwnie! Nie ma powodu, by Polacy studiowali byle gdzie, skoro można startować nawet na Harvard. I nie jest to szansa wyłącznie dla geniuszy.

W Harvard College, czyli na czteroletnim początkowym programie studiów na Harvardzie, uczy się obecnie 6,6 tys. studentów, w tym około 600 spoza USA. Z krajów takich jak Bułgaria, Czechy i Słowacja przyjęto w tym roku po jednej osobie, z Rumunii dwie. Z Polski ani jednej! Nie dlatego, że jesteśmy gorsi, lecz dlatego, że polscy uczniowie nie podejmują próby. Nie wiedzą jak.

Polskie uczelnie to światowa prowincja

Polskie uczelnie to światowa prowincja

Dziennik

Wykładowcy nie znający języka angielskiego i nie publikujący w nim, nagradzanie uczelni nie za wyniki naukowe tylko za liczbę profesorów i liczbę chętnych na jedno miejsce studentów, brak liczących się na świecie badań naukowych. Efekt: czołowe polskie uczelnie o wielowiekowych tradycjach w rankingu sąsiadują z takimi szkołami jak Uniwersytet w Kansas, Politechnika w Montanie czy Uniwersytet z Witwaterstand w Republice Południowej Afryki. „To ogromny wstyd, szczególnie, że to właśnie na podstawie tej listy wyrabiana jest powszechna opinia o stanie szkolnictwa wyższego poszczególnych państw” – mówi były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, prof. Krzysztof Rybiński.

Polskie środowisko akademickie nie lubi jednak ani nie ceni szangchajskiego rankingu: „To sztuczny twór, stwarzający niepotrzebny i płytki szum” – uważa były rektor UJ Franciszek Ziejka. „Nie mamy szans, by zająć w nim wysokie pozycje, bo uczelnie są oceniane według takich kryteriów jak liczba wykładowców i absolwentów z tytułami noblisty, czy liczba publikacji pracowników naukowych w najbardziej prestiżowych periodykach, czyli w ‚Science’ i ‚Nature’. Takich osiągnięć mamy mało, bo u nas badania opisywane są po polsku czyli w języku mało popularnym w środowiskach naukowych świata” – dodaje prof. Ziejka.

Podobnego zdania jest profesor Tadeusz Luty, honorowy prezes Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. „To komercyjna ocena niebiorąca pod uwagę wielu dokonań naukowych ważnych lokalnie” – mówi. Przytakuje mu prof. Ziejka: „Mamy np. świetne badania dotyczące zmian mentalności polskiej w XIX wieku. Choć są wybitne to nie mają szans przebić się na świecie” – przekonuje.